poniedziałek, 28 listopada 2022

Pośród mokradeł…

 

 


   Widzicie? Jak nie piszę, to nie piszę, ale jak już zacznę pisać, to jakby się coś odetkało w głowie i w sercu. I maleńki, ciurkający strumyczek raptem zamienia się w kaskadę, w trudną do powstrzymania chęć by przelewać myśli na klawiaturę komputera. Siedzę sobie niczym żółw na malutkiej, zielonej wyspie pośród tych rozrastających się rozlewisk i dobrze mi tu… 


 

   A piszę nie po to, by komuś się przypodobać, by spełnić czyjeś oczekiwania, ale po to, by wylać z serca to, co jest do wylania. Piszę wtedy, gdy chcę i tak jak chcę. Najważniejsze są tu moje uczucia i swoboda pisania na każdy temat, który wydaje mi się w danym momencie ważny. Nie jestem nieomylna ani wszystkowiedząca. I nie mam zamiaru wszystkich zadowalać. Dostrzegam oczywiście, gdy ktoś nagle wypisuje się z grona moich obserwatorów albo gdy przestaje komentować ktoś, kto kiedyś był tu codziennym gościem. Czasem jest mi smutno, gdy tak się dzieje bo przywiązuję się do moich czytelników a czasem wzruszam tylko ramionami. No bo cóż? Przecież każdy ma prawo lubić albo nie lubić czyjeś towarzystwo i jego pisanie, czyjeś pojmowanie świata. Internet powinien być miejscem swobody wyrażania poglądów oraz możności bycia takim, jakim się jest. Każdy powinien móc odwiedzać te rejony, w których czuje się swojsko, ale zarazem przestronnie i bezpiecznie. I choć coraz ciężej odszukać w Internecie przyjazną, zaciszną niszę dla siebie, choć coraz trudniej znaleźć podobnych sobie ludzi, to na szczęście istnieją jeszcze miejsca, gdzie nie dociera zgiełk zwariowanej rzeczywistości, gdzie niby na zaklętych, niedostępnych mokradłach,  żyją wciąż i odważają się po swojemu śpiewać dzikie ptaki, raki i inne rzadkie stworzenia…

 


   Inspiracją do tego tekstu stał się obejrzany wczoraj wyprodukowany w tym roku, amerykański film pt. „Gdzie śpiewają raki”. To ekranizacja książki Delii Owens. A obejrzeć ów film (póki co, całkowicie za darmo) można np. w serwisie CDA. Gorąco polecam! A dlaczego? Bo dawno już żadna filmowa opowieść tak mnie nie zachwyciła, nie wciągnęła, nie zawładnęła wyobraźnią i sercem. Bo spragniona jestem takich właśnie filmów, których oglądanie nie jest stratą czasu i które po obejrzeniu natychmiast się zapomina, a przeciwnie zaczarowują ów czas, poszerzają go o nowe obszary przeżywania a także pomagają odwrócić myśli od spraw, o których myśleć się nie chce. 


 

   Co zatem jest takiego w owej filmowej opowieści, co odróżnia ją od setek miałkich, stworzonych według jednego wzorca hollywoodzkich historyjek?

   Przede wszystkim to nieuchwytna i niepowtarzalna atmosfera tajemnicy, głębi i wielowarstwowości wspaniałej natury Karoliny Północnej, na terenie której toczy się akcja. Główna bohaterka Kya Clark, zwana dziewczyną z bagien zamieszkuje samotnie w głębi porastających mokradła  i bagna lasów.  Tak ułożył jej się jej los a ona musiała się do jego wyroków dostosować i nauczyć się polegać tylko na sobie. Być częścią tej natury. Utożsamić się z nią i wtopić w jej krajobraz oraz rytm.


 

   Kya nieustannie zachwyca się dzikością otaczającej ją przyrody, wielością porastających ją roślin i zamieszkujących tamże zwierząt.  Wtopiona w nią szanuje, kocha i dostrzega w naturze znacznie więcej, niż dostrzegłaby przeciętna osoba w jej wieku. W zamian mokradła dają jej bezcenne poczucie bezpieczeństwa a nawet niewidzialności. Pocieszają  i koją w ciężkich chwilach. Wskazują drogę wyjścia z trudnych sytuacji. Choć kilka kilometrów stamtąd w pewnym małym, kolorowym, uporządkowanym miasteczku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku toczy się zwyczajne, nudne i bezpieczne życie, to główna bohaterka filmu woli przebywać w odosobnieniu i niby Robinson Crusoe radzić sobie z trudami codziennej, samotnej egzystencji z dala od cywilizacji. Z tej cywilizacji bierze tylko tyle, ile jest jej absolutnie niezbędne do przetrwania. Nie potrafi nawiązywać relacji z rówieśnikami. Jest wycofana, ostrożna, nieśmiała, małomówna i dzika. Tak postrzegają ją przypadkowo napotkani ludzie plotkując na jej temat i opowiadając niestworzone historie. Dziewczyna z bagien odwiedza owo miasteczko tylko na chwilę, sprzedając złowione przez siebie małże i robiąc niezbędne zakupy a potem z ulgą wraca do swojego ustronia. Tam tylko czuje się u siebie. To jej królestwo i schronienie przed światem. Tam nikt jej nie ocenia, nie próbuje zmieniać i upodabniać do innych, naprowadzać na jedynie słuszną drogę.


 

   Kya wśród bezkresnych rozlewisk i porastających je ogromnych cypryśników, mchów,  wszechobecnych, zwisających niby firany porostów, gęstych mangrowców i wybujałych traw chce jedynie być sobą i robić to, co lubi najbardziej – pływać łodzią, obserwować faunę i florę a potem rysować przeróżne jej misterne elementy…Nie pragnie żadnych zmian a tylko tego by zawsze mogła w spokoju żyć pośród malowniczych bagnisk i cieszyć się ich kolorytem, ciszą, spokojem i niezmiennością…


 

   Jednak, jak można się było spodziewać, przeznaczenie miało dla niej inne plany. W życiu Kyi pojawił się bowiem pewien zafascynowany jej wrażliwością, innością i inteligencją miejscowy chłopak. A uśpione dotąd w sercu dziewczyny emocje i tłumione potrzeby ożyły, aby popłynąć silnym wodospadem na spotkanie nowych marzeń…Czy jednak dane jej będzie owe marzenia zrealizować, czy też jej przeznaczeniem jest wieczna samotność i nieufność w stosunku do każdego, kto chciałby ową samotność zaburzyć? Na te i inne pytania poznamy odpowiedzi podczas trwającego ponad dwie godziny filmu.  W czasie jego projekcji zmierzyć się będziemy musieli z problemem patologicznej przemocy w rodzinie,  ze stereotypowym pojmowaniem ról społecznych, z uprzedzeniami rasowymi oraz kulturowymi, z destrukcyjną siłą opinii publicznej i z od zarania toczącym ludzkość przekleństwem dążenia ku ujednoliceniu i stłamszeniu wszelkiej inności.


 

   Naprzeciw tego zaś będzie stać prostota i niewinność dziewczyny z bagien, jej odwaga myślenia i działania wbrew wszystkim oraz dobro i moc płynąca z bliskiego kontaktu z przyrodą. Jednak czy to wystarczające oręża by móc żyć po swojemu, by nie zginąć pośród tak wielu przeciwności losu? Podczas trwania seansu filmowego obserwować będziemy niełatwy proces dojrzewania porzuconej przez ludzi a adoptowanej przez przyrodę młodej bohaterki, wczuwać się w jej położenie i ściskać kciuki by nikt nie wyrządził jej krzywdy, by jej baśń mimo wszystko miała dobre zakończenie…


 

   Choć film ten skategoryzowany jest w Internecie jako kryminał, to absolutnie nie wątek kryminalny jest w nim najważniejszy. „Gdzie śpiewają raki” to liryczna, nieśpieszna i fascynująca opowieść o sile ludzkiego ducha i o uczuciach, które pomagają go rzeźbić w oszałamiającej swą urodą scenerii, zaklętych w czasie dzikich  bagnisk Karoliny Północnej. Dzieło to postawiłabym na tej samej półce, co  dwa inne, równie piękne a oparte na powieściach produkcje amerykańskie: „Smażone, zielone pomidory” (1991 r.) oraz z „Pamiętnik” (z 2004 r.). Polecam jego obejrzenie tym wszystkim, którzy lubią długie, nastrojowe, pełne psychologicznej głębi historie. Historie, w których poznać można nie tylko koleje życia bohaterów, od dzieciństwa aż do starości, ale i utożsamić się z nimi, odnaleźć w sobie ich pragnienia, skomplikowane uczucia i sposoby radzenia sobie z problemami. To film dla tych zwłaszcza,  którzy cenią sobie epickie i magiczne opowieści, dla których najważniejsze są meandry ludzkich wzruszeń i emocji,  takich właśnie, jakie właśnie towarzyszą oglądaniu „Gdzie śpiewają raki”.*


 

* Zdjęcia będące ilustracją powyższego tekstu zrobiłam kilka lat temu w arboretum w Bolestraszycach oraz  na torfowisku Broduszurki w okolicy Dubiecka

Gdzie śpiewają raki (2022) - Filmweb

 


44 komentarze:

  1. Niezależnie od tego ile osób dziennie tu zagląda, odezwą się i tak ci, którym w duszy gra podobna nuta do Twojej. A tak też bywa, że czasami melodia się zmienia.
    Przepiękne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze się wygrywa melodię, gdy ma się ją z kim wygrywać, gdy ktoś chce i potrafi słuchać...
      Wydaje mi się, że w zamieszczonych tu zdjęciach gra melodia mokradeł i dzikich ustroni bardzo pasująca do nastroju filmu, o którym piszę.

      Usuń
  2. Naprawdę piękne miejsce. To zaszczyt móc tutaj zaglądać i pokrzepiać się tym, że są ludzie wrażliwi na kurczące się piękno naszego świata. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy. Bezcenne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzliwe słowa i również serdecznie pozdrawiam!:-)

      Usuń
  3. Pięknie piszesz o filmie i pięknie ilustrujesz swoje pisanie.
    Na szczęście w blogosferze jest dość miejsca dla wszystkich i tak jak pisze Jael, znajdzie nasze pisanie ten, kto doceni, komu z nami po drodze...
    Film zapisuję lub książkę, zależy co się szybciej przytrafi:-)
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten film mnie zauroczył, jak dawno już żaden a wiec chciałam napisać o nim najlepiej i najpiękniej jak potrafię, po to by zachecic innych do jego obejrzenia i odczucia tego, co mnie dane było odczuć; jego magii, nastroju, niezwykłej wrażliwości głównej bohaterki...Też chętnie przeczytałabym tę ksiazkę. Nie zdziwiłabym si, gdyby była jeszcze lepsza niż film!
      Tak Asiu, w blogosferze każdy może znaleźć coś dla siebie! Czasem znajduje sie przypadkiem a czasem po nitce do kłębka i już się tam zostaje aby wspólnie pleść melanżowy, niepowtarzalny wzór:-)

      Usuń
  4. Dopisuję sobie do listy filmów do oblookania. Czegoś takiego mła właśnie potrzeba co by się oderwać od zasuwania i nieustających problemów, takich że jedne przezwyciężysz i ogarniesz a tu już witajcie nowe. :-/ "Smażone zielone pomidory" też sobie odświeżę. Fotki wymiatajo, choć mła była urzeczona tymi we wpisie poprzednim. No wiesz, śnieg niemiejski. ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszych zwariowanych czasach perełki takie, jak film o którym pisze są bezcenne, bo rzeczywiscie pozwalaja oderwać myśli od spraw, które nas denerwują, przerażają czy zasmucają.
      Szukajac zdjec do zilustrowania tego posta przejrzałam stare foldery i z radością odkryłam tam wiele urokliwych, wartych pokazania, pełnych bujnej zieleni zdjęć. A co do zimy...Na razie odpuściła, ale pz tego, co mówią w zapowiedziach, lada chwila powróci. Tak wiec znowu będzie powód do robienia kolejnych, zimowych fotek!:-)

      Usuń
  5. Nie wiedziałam tych filmów, a ostatnio nawet myślałem, co by tu obejrzeć. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zupełnie przypadkiem znalazłam ten film na CDA. Okazuje się, że to istny skarbiec dobrych filmów!:-)

      Usuń
  6. Ze wstydem muszę się przyznać, że nie widziałam żadnych z tych filmów, ja z reguły bardzo mało oglądam filmów, więcej czytam lub spaceruję (na wędrowanie brak sił). W tym wpisie zaintrygowały mnie bardzo ładne zdjęcia. Przedstawiony film może zainteresować, zapewne pokazuje, że można żyć inaczej. Jednak nasuwają się pytania, czy w dzisiejszych czasach czy jest to łatwe i możliwe. Jedno jest pewne, że powinniśmy się częściej zastanawiać, czy to co robimy jest dobre ze wszech miar. Muszę zainteresować się tym filmem. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję poszukać książki.

      Usuń
    2. Po tak świetnym filmie apetyt na obcowanie z tego typu magią i pięknem rośnie, dlatego ja też będę polować na tę ksiazkę i nastepnym razem, gdy będę w bibliotece zapytam o nią.
      Myslę, że w dzsiejszych, pełnych zgiełku i przemocy, czasach wiele osób marzy o takim życiu, jakie wiodła Kya. Prostym, nezależnym, spokojnym, zespolonym z naturą. Jednak jesli nie ma szans by takie zycie wieść, to zawsze dzięki filmom i ksiązkom można przenieść sie wyobraźnią do takich niezwykłych, dających wytchnienie miejsc.
      Pozdrawiam Cię ciepło, Olu!:-)

      Usuń
  7. Cały wstęp o pisaniu jest tekstem ,pod którym i ja się podpisuję, mam tak samo...U mnie ostatnio to też długie okresy nie pisania..ale to własnie urok bloga , że to my decydujemy,,,,czasami traci się tych co nas czytają..ale świat blogowy to taki zupełnie inny od realnego więc inaczej też tu się podchodzi jak do tego co na żywo. Wracając po dlugim okresie milczenia zauważyłam ostatnio jak wiele blogów , które czytałam zniknęło całkiem a niektóre są w zawieszeniu...i wtedy troche mi smutno bo uświadamiam sobie , że tak napradę jakoś związałam się z tymi ludźmi a tu nagle ich nie ma a ja nie mam żadnej możliwości konatku, odnalezienia ich ...no ale właśnie taki jest świat blogowy...Ale na pewno byłoby dziwne gdyby np.Wasz blog zniknął..bo przecież Wy jesteście ...zagladam kiedy jestem ,,kiedy mam nastrój ochotę..lubie tu być..stworzyła się więź z Wami , której nie da się wytłumaczyć..Wy po prostu jesteście w moim życiu jak inne Osoby w realu...Znam Cię i nie znam wszak od lat Olu:):):Tak więc BĄDŹCIE!!!:) Zachęciłąś do oglądania filmu:) Pozdrowiena dla Cezarego Uściski dla Ciebie Olu:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - wiele blogów znika albo trwa od wielu miesiecy w stanie zawieszenia.I nie wiadomo, co dzieje się z ich twórcami. Czy jeszcze żyją, czy jeszcze cos napiszą...? To samo z czytelnikami. Los miota nami wszystkimi niby listeczkami i trudno zachować tak w realu, jak i w necie jakąś stałosc i przewidywalność.
      Nasz blog, póki co, trwa i nic na razie nie zapowiada, by miał przestać trwać. Póki zdrowie jest jako takie i ochota do pisania pewnie z rózną częstotliwością będę dzielic sie tu moimi myslami i uczuciami.I będę sie cieszyć, gdy nadal będą mnie odwiedzać dawni, wierni czytelnicy oraz dołączać do nich będą też nowi.
      Blogi są trochę jak drzewa. Jedne listki z nich opadają, ale na wiosnę rosną nowe. A nawet gdy drzewo wydaje sie martwe bo całkiem bezlistne, to przecież jego korzenie nadal czerpią soki z ziemi a jego gałęzie szumią cichutko swoje opowieści...
      A co do filmu, to myślę, że by Ci sie podobał!
      Serdeczne uściski zasyłam ci Pati!:-))

      Usuń
    2. Uściski Nieznajoma:):):):Dobrego dnia Olu:)

      Usuń
  8. Najlepsze jest pisanie na luzie, nie pod przymusem. Myślę, że teraz mniej prac w obejściu, czas zwolnił, to i więcej się chce. Pisz!
    A my sobie z przyjemnością poczytamy :)
    Oba filmy bardzo lubię, a książkę Smażone zielone pomidory też (a nawet potrawę, bo w tym roku robiłam i ciekawe to w smaku), więc będę sobie musiała Śpiewające raki zapodać.
    Ja z kolei lubię filmy irlandzkie i ostatnio na YT natknęłam się na uroczą komedię kryminalną Rozbój w Belfaście. Miła, zacna rozrywka, z przewagą komedii nad kryminałem. Również polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóz to! Pisze sie dobrze, gdy ma sie do tego nastrój, gdy jest potrzeba pisania, gdy czas pozwala.A czas zimowy sprzyja, to i pisania pewnie będzie więcej.O ile będzie wena do pisania, rzecz jasna, a ona kapryśna bywa bardzo!:-)
      Filmy irlandzkie? Ciekawe! Parę filmów irlandzkich lub dziejacych sie w Irlandii widziałam i pamiętam, że miały specyficzny, nieco surowy, ale fascynujący klimat. Poszukam sobie "Rozboju w Belfaście". Dzięki za polecenie!:-)

      Usuń
  9. Smazone zielone pomidory to chyba moj najulubienszy film ze wszystkich... Choc trudno spanietac wszystkie, ten film pamietam i jesli tylko trafi sie okazja na pewno obejrze po raz kolejny... Moge ogladac po pare razy, zawsze zauwazam cos nowego. Te spiewajace raki musze koniecznie gdzies znalezc ... brzmia jak opowiesc, ktora chetnie bym obejrzala. Jak to ladnie z Twojej strony Olu, ze nie podalas zakonczenia 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja po wielekroć już oglądałam "Smazone, zielone pomidory". Czytałam też tę ksiązkę i sama juz nie wiem, co lepsze!:-) Tak, dobre filmy i ksiazki maja to do siebie, że chce sie do nich wracać, nigdy sie nie nudzą a za każdym razem odnajduje sie w nich nowe perełki. Uwielbiam to uczucie oczarowania i fascynacji jakąś opowieścia oraz bliskosc duchową z jej bohaterami.
      Koniecznie znajdź sobie "Gdzie raki śpiewają". Nie wiem, czy u siebie możesz korzystac z CDA, bo właśnie tam ten film jest dostępny.Aż sie dziwię, że on tam jest bo to świeżynka wyprodukowana chyba w sierpniu tego roku!
      Kitty! Zakończenia nie powinno sie podawać choćby po to by wzbudzic ciekawość ewentualnych widzów, by był jakiś powód obejrzenia filmu. Nie lubię "spojlerów" u innych, zatem sama też nie spojleruje!:-))

      Usuń
    2. Wiesz Olu, juz dawno zauwazylam, ze jesli najpierw przeczytam ksiazke to film mi sie na pewno nie bedzie podobal. Draznic mnie beda skroty, przeinaczenia , dodane albo ujete watki..Nie ma sily, zawsze tak bylo. A jesli najpierw obejrze film, to ksiazka z kolei juz mnie nie wciagnie.. Draznic mjie beda dluzyzny, inne watki i wszystko to, czego nie bylo w filmie. No tak juz mam - wiec u mnie albo ksiazka albo film😁 Nawet nie chce czytac Smazonych zielonych pomidorow, bo bym nie dala rady:)) A film moge obejrzec po raz enty! CDA czasem tu dziala czasem nie, ciezko sie na tym ogladalo , ale poszukam 🤞

      Usuń
    3. Miewam podobnie jak Ty, Kitty, ale i wręcz przeciwnie. To znaczy, jesli cos mi się bardzo spodoba, to łaknę tego więcej, żeby mieć jeszcze jakiś kontakt z bohaterami danej opowieści, żeby nie żegnać sie z nimi tak nagle i zupełnie.Zdarza się, na szczęście, że ksiązka i film, który powstał na jej podstawie nie ustępują sobie pod względem jakości i treści, a co wiecej, uzupełniają sie wzajemnie. Dopowiadają co nieco. Sztandarowym tego przykładem jest dla mnie powieść i film "Noce i dnie". Uwielbiam obie te formy przekazu, literacką i filmową. Chyba na równi, bo obie są moim zdaniem, genialne...

      Usuń
  10. Bardzo mnie zachęciłaś, a przy okazji przypomniały mi się " Kobiety z czerwonych bagien" i " Roszpunka".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie, Basiu! Cieszę się, że zdołałam cie zachęcić. "Kobiet z bagien nie znam", muszę sobie poszukać, bo sam tytuł brzmi zachęcająco!:-)

      Usuń
  11. Dzięki za natchnienie filmowe, lubię taką tematykę, filmy rzadko oglądam, więcej czytam:-) Olu, nie patrz na statystyki, liczbę obserwatorów, kto chce, zawsze tu wróci ... przychodzą takie chwile, że nawet nie chce się sklecić jednego słowa i to przez dłuższy czas:-) Zdjęcia czarodziejskie, bliskie mi, a zdawałoby się, że to tropiki:-) pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Zimową porą dobrze się czyta i dobrze ogląda filmy. Szybko teraz robi sie ciemno, wiec trzeba sobie czymś ciekawym wypełnić domowy czas. Jedyna okazja, bo od wiosny do jesieni, znowu pochłonie nas robota w ogrodzie i na polu!
      Masz rację, czasem człowieka ogarnia taka niemoc i niecheć do pisania, do odzywania sie w ogóle. Wszystkich nas to niekiedy dotyka. Ale na szczęście, póki co, mija!:-)
      Ja także pozdrawiam Cie serdecznie, Marysiu!:-)

      Usuń
  12. Oczywiście zaraz popędziłam i oglądnęłam cały film. Zdjęcia cudne, klimatyczne. Kobieta silna chociaż po traumatycznych przejściach. Ale zakończenie jak z romansu i ta wina bez kary i ten młodzieniec z dzieciństwa. "Smażone zielone pomidory" uwielbiam, i film i książkę. Wszystko co się dzieje blisko natury nieodmiennie mnie zachwyca. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że oglądnęłaś i masz podobne do moich spostrzeżenia!:-) Teraz będę polować na ksiazkę, bo mam niedosyt tej opowieści.
      Tak, Kya mimo wszystko była silna. Myslę, ze to ta więź z naturą nauczyła ją tej siły, tej umiejetności przetrwania za wszelką cenę. A w zakończeniu najbardziej zastanowiła mnie ta charakterystyczna muszelka umieszczona na końcu pamiętnika Kyi. Świadczyłaby ona, że to jednak Kya...wiadomo co. Ale jeśli nawet, to i cóz. Tak jak tam powiedziano, są sytuacje, że albo wyeliminuje się drapieżnika albo ofiarę. A Kya już przecież swoje odcierpiała...
      Krystynko! "Smazone, zielone pomidory" też są do obejrzenia na CDA!:-) Pozdrawiam!:-))

      Usuń
    2. Nie miałam wątpliwości, że to Kaya wymierzyła sprawiedliwość i byłam całym sercem po jej stronie.

      Usuń
    3. A dla mnie zakończenie było jednak zaskakujące...Jakkolwiek jednak nie było, to i moje serce było po stronie tej dzielnej dziewczyny!:-)

      Usuń
  13. Oj, jak napisała Maria "że czasem człowieka ogarnia taka niemoc i niechęć do pisaniai odzywania się "....to mnie trzyma już jakiś czas. Czytam każdy Twój wpis, uwielbiam komenarze :) ale na tym się kończy . No po prostu nawet nie wiem jak to nazwać, ale chyba najprościej by było...no nie chce mi się ....ale to takie nieuczciwe ....bo Ktoś piszę a tobie człowieku nawet jednego słowa nie chce się skrobnąć. I jeszcze potrafie pogadać do siebie....oj coś Olga długo nie pisze ....no szczyt bezczelności ha ha :) Całuski przesyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Mireczko! Usmiałam sie czytając Twój komentarz!:-) O tej niechęci, niechciejstwie i szczycie bezczelności! Ha, ha!:-) No, ale przede wszystkim ucieszyłam sie, że wreszcie sie odezwałaś a dzieki temu wiem, że nadal tu zachodzisz, bo bez komentarzy skąd miałabym o tym wiedzieć? A lubię wiedzieć, kto mnie czyta, dla kogo piszę. Cenię interakcje miedzy nami i śmiałe wyrażanie opinii, albo przynajmniej przywitanie sie w krótkich słowach (bo przecież nikogo nie gryzę!:-) Wiesz,prawda jest taka, że gdybym miała pisać tylko dla siebie, pisałabym przeciez do szuflady a nie publikowała swych tekstów na blogu.
      Uśmiecham sie do Ciebie i życzliwe myśli Ci zasyłam, licząc, że jednak częsciej niż dotychczas przełamiesz sie i skrobniesz do mnie choć słóweczko!:-)))

      Usuń
  14. Juz sobie wrzucilam na liste Spiewajace Raki i Pamietnik, bo Smazone Zielone Pomidory to znam i ogladalam juz kilka razy. A te chetnie obejrze, zwlaszcza, ze ciagle mam problemy ze spaniem czyli czasu mam duzo:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Star! Witaj w klubie wielbicieli "Smażonych, zielonych pomidorów"!:-) Całkiem nas sporo w tym klubie. Ciekawa jestem czy i "Gdzie spiewaja raki" dołączą do tego towarzystwa? Daj znać, jak uda Ci sie ten film znaleźć i obejrzeć (pewnie u Ciebie łatwiej go znaleźć w oryginale,czyli "Where the crawdads sing".

      Usuń
    2. Juz znalazlam obydwa. Pamietnik czyli po tutejszemu The Notebook juz wczoraj obejrzalam bo to na Roku gdzie moglabym zapomniec, Where the Crawdads Sing juz mam na liscie na Netflix wiec obejrze jak skoncze serie Life After Death, ktory juz koncze.
      Pamietnik bardzo mi sie podoba ale tez wzbudzil wiele glebokich emocji zwiazanych z moimi doswiadczeniami, wiec chwilami nie bylo latwo. Bardzo sie ciesze, ze znalazlam ten Life After Death bo ten tez oczywiscie porusza do glebi ale to sa historie roznych ludzi i szybko akcja przechodzi z jednego przypadku na drugi wiec nie ma ani okazji ani potrzeby angazowania emocji. Natomiast mnie akurat pomaga, ale ja zawsze wierzylam w zycie pozagrobowe wiec to tylko potwierdzenie, ze warto mowic do naszych bliskich.

      Usuń
    3. Takk, Marylko - rzeczywiście w "Pamiętniku" jest kilka łapiących za serce scen, zwłaszcza tych, gdzie oboje bohaterów jest już starych i chorych...
      Życie po śmierci...Też sie sporo na ten temat naoglądałam i naczytałam. Niektóre relacje były bardzo wiarygodne i przekonujące. Ach! Nie umiem się pogodzic z tym, że miałoby już nic nie być. Jakaś cząstka mnie chce wierzyc i chyba wierzy, że jednak jest jakieś "niebo", jakieś miejsce, gdzie idziemy i czekamy tam w spokoju na naszych bliskich, którzy są jeszcze tu.To byłoby piękne i sprawiedliwe. Łakniemy tego z całego serca. A jak jest, jak będzie? O tym, każdy z nas się przekona, albo i nie...
      Ściskam Cię mocno!*♥

      Usuń
  15. Z chęcią obejrzę film, a co do pisania Oluś - wiesz jak to jest, ludzie przychodzą i odchodzą a Ty trwasz nieustannie zgodnie ze swoim sercem. Nigdy nie wiesz do kogo Twoje słowa trafią i jakie zmiany w nim spowodują. Brak komentarzy? Dzisiaj naprawdę prościej jest kliknąć w lajka - takie czasy. Ja co tydzień godzinę opowiadam na żywo, założyłam, że nawet jeśli nikt nie będzie mnie słuchał to i tak będę mówiła i wiesz co? Otrzymałam już kilka wiadomości typu - przeniosłam zajęcia na basenie na inny dzień, żeby być, albo " nie wyobrażam sobie już wtorku bez pani" I to są ludzie, którzy czasem się nawet nie odezwą w komentarzu. Ale konkursy na zachętę, dla KOMENTUJĄCYCH robią swoje :))) Zawsze jest jakiś sposób, by ludzi ożywić i ośmielić.
    Najważniejsze jet to, by się nie poddawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Gabrysiu - ludzie tu przychodzą i odchodzą - jak w życiu. I my też przychodzimy i odchodzimy. Zmiana rządzi wszystkim i trzeba sie z tym pogodzić. Uważam, iż jedyne, co możemy w tym nieustannym przepływie to być sobą, być wiernymi sobie samym, nawet wtedy, gdy w sercu mało jest optymizmu, gdy więcej w nas mroku, niż światła. Ale wtedy niesiemy też jakąś swoją prawdę i możemy być lustrem dla innych, dla tych uczuć, które często trudno samemu ując w słowa. Życie ludzkie to naprzemienne upadki i wzloty. Takie z nas wańki-wstańki...
      Och, nie ma to jak kontakty na żywo! Im więcej nas w wirtualu, tym bardziej tęsknimy za realem, tym bardziej doceniamy mozliwość obcowania z drugim człowiekiem. Choć lepszy oczywiście rydz, niż nic!:-)
      Pozdrawiam Cię serdecznie o mglistym poranku!:-))

      Usuń
  16. Jak tylko wyjadę i nie mam możliwości komentowania, to pojawiają się nowe posty na moim ulubionym blogu. Ale czytać mogę zawsze i wszędzie i uśmiechać się do Twoich słów. Olu, książkę Dalii Owens przeżyłam, a nie tylko przeczytałam. Czekałam na wieczór, żeby nic mnie nie rozpraszało i przenosiłam się na mokradła. Atmosfera ksiązki była niezwykła i naprawdę trudno mi wyobrazić sobie czy film podołał, aż boje się sprawdzać. Jednak skoro Ciebie zauroczył, to na pewno warto dać mu szansę. ale muszę trochę odczekać. Znam te mokradła, ciągną się również w Karolinie Południowej, kocham te stare dęby, hiszpański mech i milion zatoczek. Oddychałam tym powietrzem i po prostu się tam przeniosłam. Właśnie wyszła nowa książka Joanny Bator "Ucieczka niedzwiedzicy" i mają się w niej pojawić bohaterki z poprzedniej książki. Serdecznie ściskam Olu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że już jesteś z powrotem, Marylko!* Zapewne znowu zgromadziłaś cały skarbiec wspaniałych wspomnień, przeżyć, obserwacji, refleksji i zdjeć. Będzie zatem o czym pisać i o czym czytać!:-)
      A co do filmowych mokradeł, to oglądając ten film myslałam takze o Tobie przeczuwając, że widziałaś takie mokradła na własne oczy i że na pewno ten film by Ci się spodobał. Przeczytałaś tę ksiązkę? Och, to jeszcze przede mną. Jak ją dopadnę, to sie zanurzę z przyjemnością, bo ksiązka przeważnie jest lepsza niż film. A film był istną ucztą!:-)
      Ech, jak dobrze, że istnieją tak wspaniałe ksiązki i filmy. Jakże to wzbogaca nasze życie, jak pozwala na dalekie podróże i to bez wychodzenia z domu!:-))
      Serdeczne uściski zasyłam Ci Marylko!:-))

      Usuń
    2. Myślę, że tym razem to była podróż życia nie do przebicia, ponieważ obserwowaliśmy 5 gatunków pingwinów na całkowitym bezludziu. Ocean był turkusowy, a plaże z białym piaskiem przypominały raczej Karaiby a nie krąg polarny. Wracając do mokradeł to rownie wspaniale opisał je Pat Conroy w książce "Książę przypływów", taka sama miłość do przyrody się wyłania. Pozdrawiam serdecznie Olu, zdrowia i spokoju:)

      Usuń
    3. Podróż życia? No to wyobrażam sobie, jak tam było wspaniale. Sama zajawka - te pingwiny na bezludziu sprawiają, że już chciałabym zobaczyć zdjęcia z tych pięknych bezludzi.
      "Księcia przypływów" znam tylko w wydaniu filmowym, ale bardzo mi się to wydanie podobało.
      Uśmiech serdeczny na dzień dobry, zasyłam Ci Marylko!:-))

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje!

Etykiety

Aborygeni afirmacja życia apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka czarny bez czas czerwiec człowieczeństwo czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk fajka film flash mob fotografie fotoreportaż głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm II wojna światowa informacja inność internet jabłka Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja koala kobieta koguty kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs kosmos kot koziołek kozy Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato legenda lipa lipiec lis listopad los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieśni pieśń piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka pomidory poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż Riverland rodzina rok rower rozmowa rozrywka rymowanka rzeka samotność San sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słońce słowa słowa piosenki smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spontaniczność spotkanie stado strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście śmiech śmierć śnieg świat święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wierność wiersz wierszyk wieś wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wirus woda wojna wolność wrażliwość wrotycz wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wychowanie wycieczka wypadki wypalanie traw zabawa zabawa blogowa zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żart życie życzenia Żydzi żywokost