poniedziałek, 10 lutego 2020

Na próbę…




   Ano właśnie! Lampki na choince dawno zgasły, czas pędzi przed siebie bez opamiętania, na świecie wydarzenie goni wydarzenie a na tym blogu dziwnie wszystko zastygło, zamarło, a nawet jak gdyby zamarzło. A przecież prawdziwie mroźnej zimy nie ma (choć zdarzyło się u nas parę nocy z kilkoma kreskami na minusie i śniegu też troszkę popadało). 


   Już kilka razy w ciągu ośmiu lat blogowania miewałam różnej długości przestoje. Bo po pierwsze czuję, że czasem trzeba od blogowania odejść niczym od nałogu. Popatrzeć na nie z boku. A po drugie spróbować znaleźć dla siebie coś innego albo po prostu żyć tak jak żyje większość z nas, bez konieczności opisywania wybranych momentów swego życia połączonego z niemal ekshibicjonistycznym odkrywaniem duszy. Parę już razy byłam nieomal pewna, że potrzeba pisania, blogowania w ogóle na zawsze zgasła we mnie jak lampka na choince i nigdy już nie zapłonie. Bo napisałam już wszystko. Bo zbyt się powtarzam. Bo nie ma o czym pisać, gdy niewiele się dzieje, gdy niewielu ludzi się spotyka a dzień do dnia jest podobny. Bo blogowa rutyna, ta powtarzalność pisania, czytania, komentowania coraz częściej nuży, zniechęca, zdumiewa, zwłaszcza gdy spojrzy się na nią z dystansu. Bo chciałabym pisać inaczej a nie bardzo potrafię. Bo uwięzłam w tym blogowym zakręceniu niczym chomik na swej karuzeli. A choć próbuję zrobić coś więcej, wyjść poza ten kołowrót, to mimo ponawianych prób nie bardzo mi się to udaje…


   Owładnięta takimi myślami powoli odchodzę więc od pisania. Zanurzam się w zwyczajnym, codziennym bycie. Robię, co do mnie należy. Zrywam kolejne kartki z kalendarza. Przeglądam się w lustrze nowo poznanych książek i filmów. Wędruję w krainę wspomnień. Patrzę jak wydłużają się a potem skracają sople zwisające z daszku przybudówki. Ech! Raz mi dobrze, raz źle. Coś rozumiem mocniej a coś mniej. Co odgonię jedną zasłonę mgły, to pojawia się następna. Co sprostam jednemu wyzwaniu, to za zakrętem czeka nowe. Jak to w życiu…


    A co z blogiem? O dziwo, wciąż jest! Nie znika niczym złudzenie, mara. Zdaje się wytrwały, mocny niczym dom, który choć zostawiony sam sobie i mocno wychłodzony, nadal cierpliwie i ufnie czeka na rozniecenie ognia. I tyle w nim dobrych myśli, wspomnień, miłych sercu chwil, serdecznych uczuć płynących od czytelników, rzadkiego w realnym świecie ciepła i zrozumienia. Może więc taki wirtualny dom to wcale nie jest mało? Może warto wrócić doń kolejny raz i znowu umeblować go sobą? Próbuję wobec tego. Raz jeszcze…


   Zazwyczaj, w miarę rozkręcania się w pisaniu, ogienek znowu zaczyna się żarzyć, pełgać a w końcu płonąć silnym światłem. Karuzela wiruje pełną parą. I wreszcie odchodzą w dal wątpliwości, niepokoje oraz niemożności. I znowu jest się w środku jak gdyby nigdy nic. I znowu z lekkością czy rozpędem płyną słowa, słowa, słowa...Nie wiem jak będzie tym razem, czy znowu  da się rozdmuchać tę niewyraźnie tlącą się iskierkę. Dlatego piszę na próbę. Nieśmiało. Ot, żeby coś napisać. Żeby może w ten sposób przerwać tę blokadę. Przełamać obezwładniającą niemoc. Skruszyć lód milczenia. Nie wiem, czy mi się to uda. Niczego nie obiecuję, ale piszę bo widzę, że się martwicie, bo nie chcę zawieść siebie i Was  a także dlatego, że i mnie w końcu zrobiło się trochę pusto bez tego pisania. Bo jeśli nie zapiszę teraz tego, co jest, to po czasie zda mi się jakby wcale tego nie było. Blog pozwala wszak utrwalić co nieco i przypomnieć po latach to, co było jakąś istotną częścią opowieści.  A poza wszystkim wciąż mam nadzieję, że uda mi się przebić do schowanej pod warstwą lodu Oli. Tej kreatywnej, otwartej i spełnionej. Tej spragnionej ludzkiej bliskości. Tej wierzącej, iż pisanie ma moc oraz sens…


   Co się u nas działo przez ten czas milczenia? Przytaszczyliśmy do domu setki koszy z drewnem i wynieśliśmy dziesiątki wiader popiołu. Piece centralnego ogrzewania i kuchenny co dnia dopominały się o zapełnienie a potem opróżnienie przepastnych brzuchów. Jaka zima jest, taka jest, ale im jesteśmy starsi, tym mocniej zależy nam na cieple i komforcie w domu. Nadal trwały, trwają i będą trwały prace łazienkowe. Kilkanaście metrów kwadratowych ścian i podłóg zostało zalepionych kafelkami. Obecnie jesteśmy na etapie czekania na dowóz wanny a zatem już za parę dni będziemy mogli się wreszcie do woli wypluskać, porządnie wygrzać stare kości w pachnącej, bardzo ciepłej wodzie. Z naszym zdrowiem było i jest przeróżnie (np. ja dopiero co przeszłam grypę żołądkową). Strasznie wychodziły mi włosy, więc ścięłam je na króciutko (przynajmniej nowy prysznic i wanna nie będą się zapychać). Różnie jest też z nastrojem. Nieraz jeszcze bardziej nieobliczalnym i zmiennym niż pogoda. Ale liczy się przecież to, iż żyjemy i nasze cztery psy oraz dwa koty żyją z nami jak wprzódy. I ogród drzemie w oczekiwaniu na kolejne przebudzenie. I łąki falują suchymi trawami w rytm powiewów wiatru. A pobliski bukowo - świerkowy las upojnie pachnie lasem, choć znowu nieznani sprawcy dokonali w nim kilku oszpecających wycinek a myśliwi swym makabrycznym działaniem nie raz zakłócili spokój…


   Niedawno rozmawiałam telefonicznie z moją przyjaciółką ze Śląska, Bożenką. I zdziwiłam się, gdy powiedziała, że od początku zimy ani przez moment nie było u niej biało, a co z nieba spadło, to zaraz stopniało albo zamieniło się w niezbyt malowniczą, szarą breję. Także nasza obecna zima nie przypomina tych dawniejszych, a jednak trochę bieli tu było i mimo kolejnego ocieplenia nadal jest. Psy zdołały wybiegać się wśród bezkresu połaci pól, wytarzać i wybawić w śnieżnym pyle. Postanowiłam więc pokazać parę zimowych fotografii zrobionych przed kilkoma dniami. Cóż, w blogowaniu bardzo miłe jest to, że jest komu, jest gdzie pokazywać zdjęcia. Bo choćby nawet  podobne widniały tu po wielekroć, to i tak przecież każde kolejne jest odrobinę inne, malowane innym nastrojem, związane z innymi wspomnieniami.


   Strasznie wieje od paru dni za oknem. Nie chce się z domu wychodzić. Internet zawiesza się co i rusz. Wicher w kominie chichocze, wyje i śpiewa na głosy. Słońce to chowa się, to ukazuje spoza chmur. Deszcz siecze wściekle po szybach. Jacek – paskuda uparcie sika po kątach, podczas gdy Misia o byle co kłoci się z Hipą. Jedna ma widoczną szramę pod okiem a druga na szyi. A Zuzia, jak to Zuzia spogląda na to wszystko bezradnie i chcąc nas udobruchać patrzy tkliwie w oczy, trąca zimnym, mokrym nosem i namolnie podstawia grzbiet oraz mocno utyty zad do klepania.




   I to by chyba dzisiaj było na tyle…Acha, jeszcze jedno. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że nadal tu zaglądacie. A do posłuchania zostawiam Wam piosenkę z drugiej części „Krainy lodu”. Piękne, moim zdaniem, i słowa i muzyka…


45 komentarzy:

  1. Olu, ciesze sie, ze wrocilas do pisania i do swojego zwyklego spojrzenia na swiat, ktore zawsze dostrzeze cos pieknego i dobrego. Jeszcze zima i zimowe sztorny i wichury, nami wytargaly w wikend straszliwie, ale juz wszystko ucichlo, sloneczko pieknie zachodzi i mieni sie rozowo- blekitnym pasem na horyzoncie , sniezek nawet spadl i zniknal w przeciagu godziny - ale juz tylko pare tygodni i marzec! A marzec to juz wiosna i znowu cud natury nas zachwyci. Ciesze sie, ze za pare dni wygrzejesz sie w goracej wodzie , juz pewnie nie mozesz sie doczekac 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, Kitty. U nas nadal wieje (choć nie tak jak wczoraj), co na górce odczuwa sie pewnie mocniej niż w dolinach.
      Tak, już niedługo będzie wanna. Już zapomniałam jakie to uczucie zanurzyc sie i trwać spokojnie w ciszy podwodnej krainy. Pewnie bardzo miłe.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)

      Usuń
  2. Super, że wróciłaś Olu. Zaglądaj choć czasami, wstaw zdjęcie napisz co u Ciebie, choć nie ukrywam, lubię czytać Twoje długie posty. Lubię je bo są tak bardzo życiowe, szczere i nie na pokaz. Cieszę się, że prace u Was postępują i już niedługo będzie się relaksować w przyjemnej kąpieli. U mnie - w Wielkopolsce - zima zupełnie bez śniegu, dziś wieje i leje deszcz (nawet spadło trochę gradu). W taki dzień myślę o blogerach mieszkających w innych częściach kraju, oby nikomu nie narobiło szkód. Pozdrawiam milutko i czekam na kolejne wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, Lenko. Dziękuję za Twoje zyczliwe słowa.
      Pogoda u nas nadal zwariowana, choć widać, że słonce próbuje przebić sie spoza chmur. Nadal jednak jest wietrznie. Mnóstwo gałazek pospadało z naszej stareńkiej lipy.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)

      Usuń
  3. Jesteś Olu i wszystko dobrze ☺️ Coś mnie tknęło, kazało zamiast do łóżka to do smartka zajrzeć. Oczy mi się kleją, jutro rano przeczytam jeszcze raz. Cieszę się, że piszesz, chociaż mam wrażenie, że coś się zmieniło.
    Może to tylko noc, może ciemność, deszcz i wiatr łomoczacy o szyby. Jutro przeczytam jeszcze raz. W końcu dzień jest mądrzejszy od nocy.
    Dobranoc Olu, Cezary, pieski, dobranoc Jaworo, dobranoc Marytko �� Spokojnych snów. Do jutra ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, Marytko. Dzień dobry. Cały czas byłam, tyle że nie na blogu!:-)
      Oj te szalone wiatry, nie dają za wygraną.Dzisiejszej nocy psy były bardzo niespokojne. Szczekały w ogrodzie nasłuchując tego, co działo się w lesie. A z lasu dobiegały jakieś mrożace krew w żyłach odgłosy walki, mordu, cierpienia.Słuchałam tego z przerażeniem stojąc w nocnej koszuli na progu domu..Nie wiem, czy to wilki urządzały polowanie czy inne drapieżniki...Mieszkanie blisko lasu ma swoje dobre, ale i złe strony.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)

      Usuń
    2. Dzień dobry Oleńko:-) Przeczytałam Twój post jeszcze raz. Tyle myśli, tyle refleksji, że nie sposób umieścić ich w jednym komentarzu.
      Blog to takie zelandowskie wahadło, które rządzi się swoimi prawami. Jeżeli napiszę za dużo to mnie wypluje, a jeżeli wytworzę nadmierny potencjał, to wkroczą prawa wyrównujące nadmierne potencjały i sprawią zebym nie miała mozliwosci dalszego ich wytwarzania. Wszystko musi trwać w harmonii inaczej nasza rzeczywistość rozpadłaby się na kawałki. Czegoś byłoby za dużo, czegoś za mało.
      Piszesz jakbyś nie była pewna czy chcesz. Jakbyś samą siebie przekonywała o zaletach prowadzenia bloga. Rozumiem Twoje rozterki. Jeżeli pisanie jest tym co lubisz najbardziej, co sprawia Ci radość, to nie przestaniesz pisać.
      Czy będziesz prowadzić bloga, czy pisać tylko dla siebie? Nie wiem Olu. To Twój wybór. W końcu ja też nie wiem czy zawsze będę wchodzić na blogi, które lubię czytać, czy będę komentować, czy może któregoś dnia nie powiem sobie: Dość, wystarczy.
      Zauważyłam, że dla wielu ludzi czytanie długich wypowiedzi to duży trud. Nuży ich to i nudzi. Internet opanowała obrazkowa rzeczywistość memów, krotkich infromacji, krótkich wypowiedzi. Obrazkowi ludzie żyją pomiędzy snem, posiłkami, seksem, rodzinnymi i zyciowymi obowiązkami, dekorując swoją rzeczywistość obrazkami w necie. Myślę, że wiele tracą, ale mają do tego prawo. To ich wybór.
      Napisałaś, że blog to wirtualny dom. Myślę, ze blog to coś więcej. To stworzone w przestrzeni energetycznej miejsce spotkań ludzi myślących i odczuwających podobnie. Ludzi, którzy się polubili i chcą ze sobą porozmawiać, przebywać, doznać wzruszeń i radości czy refleksji. To portal, który odwiedzajacy go ludzie dekorują, oświetlają, napełniają kolorami, muzyką, ciepłem, radością. Dla wielu z nas to jedyne miejsce gdzie można wypowiedzeć się szczerze, odkryć przed innymi duszę. W realu często nie można. Nie wszyscy ludzie wokół nas zdolni są przyjąć nas, zaakceptować takimi jacy jesteśmy. A przecież z różnych względów musimy żyć i współżyć w harmonii także z tymi, którzy nas nie akceptują.
      Na Twoich zdjęciach biała zima. Pisałaś, ze było jej niewiele, ale była. U nas tylko deszczebi wiatry, ani grama śniegu. O sorki, własnie w tej chwili pada śnieg z deszczem, ale topi się zanim dotknie ziemi.
      Coś niedobrego działo się nocą w lesie. Las to piękne miejsce w słonecznym świetle za to często mroczne nocą, kiedy wychodzą na łów drapieżniki. To co mroczne nie lubi światła, ale swiatło nie wiedziałoby czym jest gdyby nie mrok. Taka juz jest ta dualność naszego życia.
      Buziki przesyłam i serdeczne pozdrowienia:-)*

      Usuń
    3. Lubię i bardzo cenię takie długie wypowiedzi, jak Twoja. bo ja też z tych, których zdumiewa i przeraża współczesna kultura obrazkowa,skrótowośc wypowiedzi, lenistwo umysłowe a nawet pewnego rodzaju kalectwo jesli chodzi o umiejętnośc głebszej refleksji, czy zwyczajnej rozmowy z drugim człowiekiem. I ważne jest dla mnie to, co napisałaś, że ten portal jest czymś wiecej niż domem, że to miejsce spotkań ludzi odczuwających podobnie, chcących dzielic sie swymi myślami i uczuciami, nie bojących sie krytyki i odrzucenia. Dziękuję, Marytko!:-)*
      P.S.
      Jeszcze odrobina śniegu leży na polach, ale z każdym dniem coraz mniej tej bieli.

      Usuń
  4. Targaja Cię wątpliwości jak pewnie targaja wszystkimi, którzy blog piszą, na początku entuzjazm, podkręcany tym, ze inni do tego naszego pisania zaglądają, rozszerza sie krąg wirtualnych znajomych, a potem powszednieje, zaczynamy odczuwac, że to jakiś dodatakowy obowiązek...Ci , ktorzy nas podczytują gdzieś sie gubia, wydaje nam się, ze to pisanie zabiera nam duzo czasu, czasu, ktory moglibysmy poswiecic na inna sprawy.
    Ja tak mam, ale pisze, bo wydaje mi sie, ze w ten sposob zapisuje i bede miala zawsze mozliwosc powrotu do tych zdarzen, mysli, zdjec, wiec pisze dla siebie , moze moich corek, dlatego ten jezyk hiszpanski , ktory zajmuje mi w pisaniu duzo czasu, ciesza sie z kazdego komentarza, z wizyt na moim blogu...wiec po chwilach watpliwosci dalej pisze. I pewnie tak bedzie, pisac , nie pisac?
    A tak na marginesie to zmartwil mnie Jacus!! obsikuje kąty w domu? ojej!!! sciskam Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu sie przytule, bo to co pisze Grazyna jest bliskie moim odczuciom. Mam wrazenie, ze nam piszacym zupelnie niepotrzebnie sie wydaje, ze musimy pisac o czyms, a czesto nie ma o czym:) Tymczasem czytajacych zwykle cieszy fakt, ze jestesmy, ze dajemy znaki zycia i tak jest dobrze.
      Pisanie jesli twa dluzej niz 5 lat staje sie niejako nalogiem:)))

      Usuń
    2. Myslę, że większości nas, piszących zdarzaja sie chwile zwątpienia w sens tego, co robimy. Nie uważam jednak, że te chwile są czymś niepotrzebnym. We wszystkim, co robi sie od lat potrzebna jest jakaś chwila zatrzymania i refleksja. Czasem potrzebne jest zupełne odejście od tego. Trzeba działać zgodnie z tym, co czuje serce.Nic na siłe, nic w pośpiechu, póki żyjemy jest czas na wszystko.
      Grażynko, Star!Serdecznie pozdrawiam Was dziewczyny i dziekuję za Wasze refleksje!:-)

      Usuń
  5. Dla mnie od wejścia w net było jasne, że ten niby wirtualny świat jak najbardziej jest prawdziwy bo tworzy go człowiek. Czy pisząc prawdę czy fałsz ale prawdziwy, żywy człowiek. Ostatnio nawet zapytałam męża czym się różni osoba czytająca książki od osoby czytającej blogi? Dla mnie nie ma większej różnicy. Dla mnie blogi to jak żywa książka opowiadająca prawdziwe zdarzenia a nie często fikcja literacka.
    Tak jak dziś z kubkiem porannej herbaty przeniosłam się do Ciebie i byłam w tej łazience, ucieszyłam się wraz z Wami z oczekiwania na wannę, a nawet, czego nie powinnam, wyobraziłam sobie Was szczęśliwie kąpiących się w niej ;). Masz rację, niby nic, niby zwykła codzienność... ale dla mnie bardzo piękna i miła do poczytania. Ja piszę dla siebie, aby nie zapomnieć, móc powrócić wspomnieniami. Ale przede wszystkim napawam się ilością dostępnej ,,książki" takiej która się nie kończy i można czytać i czytać i czytać...
    Serdeczności przesyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, Agatko. Blogi to jak żywa ksiązka, albo powieśc w odcinkach. Tworzymy je dla siebie a takze dla tych, którzy odczuwaja podobnie i czują sie dobrze w miejscu przez nas stworzonym, dokładają doń własne cegiełki refleksji, wrażliwości, swojej prawdy. Piszemy czy komentujemy wtedy, gdy czujemy potrzebę.Cenie tę wolność, która jest i powinna być podstawą blogowania.
      Wanna już jest, ale jeszcze nie zmontowana z syfonem i obudową, nie podłączona, bo to nie jest takie proste.Wszystko robimy z męzem we dwoje, bez pomocy hydraulika, kiedy wiec pojawiają sie jakieś zagwozdki musimy sami znaleźć jakos ich rozwiązanie.
      Też przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia, Agatko!:-)

      Usuń
  6. Pisz,pisz i jeszcze raz pisz.Wielu ludziom czytanie postów takich jak twoje bardzo pomaga.Pozdrawiam serdecznie.Piotr z Roztocza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz sie człowiekowi chce pisać a raz nie. Wszystko to musi wypływać z serca i potrzeby. Czasem trzeba sobie zrobic przerwę.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Myślałam o tobie i ja. Ale wiem też, że wszyscy potrzebujemy czasem zapaść się w sobie, posiedzieć w ciemnym kątku. A tak jakoś pobrzmiewałaś ostatnio smutno....Wszystko potrzebne.
    Ale jedno ci powiem, ten blog to część ciebie. Pokazuje ci, czego nie widzisz w sobie. Masz to, czy piszesz czy nie. Jesteśmy wielowymiarowi. Wiem już, że choć to trudne (przynajmniej dla mnie) trzeba iść tam, gdzie ciągnie, choćbyśmy czuli strach. W sumie, najczęściej czujemy strach ;) Ale jakoś go przekraczamy i idziemy dalej. Olu, dziękuję za zdjęcia. U nas białego nie było wcale. Tylko woda.
    Będę zaglądać, choćbyś pisała raz na rok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie. Wszyscy czasem potrzebujemy zapaść się, zniknąć, posiedzieć w jakimś ukrytym przed światem kątku. Pomilczeć, gdy słowa zanadto znużą. Odpocząć od jakiejś części swojego "Ja". Nabrać innego spojrzenia. Znowu czegoś się o sobie i świecie nauczyć. Oswoić swoje lęki. Złapać inne światło. Albo przeciwnie - wejść w mrok.
      Aniu! Teraz u nas też już białego tyle, co nic. Wiatry hulają i słońce mocno świeci.I prąd co chwilę pada, bo kable wysokiego napiecia się splątują.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  8. O jak dobrze, że wróciłaś Olu na łono wirtualnych spotkań. Bardzo mi Ciebie brakowało. Szczególnie tej niby zimy.
    Wydawałoby się, że fajnie ciepło nawet świeci słońce. Dla mnie to wszystko złuda, ja potrzebuję śniegu mrozu i słońca. A tak to raczej snuję się. Śnieżną zimę dopiero poczułam jak wyjechałam trochę wyżej i dalej od miasta. Olu nie zostawiaj znajomych choćby tylko wirtualnych. To tak jakbyśmy rozmawiały na spotkaniu. A znużenie wiem czasami przychodzi, szukamy nowych bodźców. Jednak są sprawdzone zajęcia, które po krótkiej przerwie znowu przynoszą zadowolenie, a kiedy sprawiasz radość innym to jeszcze większa satysfakcja może być. A ty ze swoim blogiem byłaś przy najmniej dla mnie bardzo potrzebna, zawsze dawałaś temat do przemyślenia, pozwalałaś inaczej spojrzeć na codzienność, która łatwą nie jest. A historyjki psiaczków niezapomniane. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszyscy chyba mamy tej niby zimy niedobory śniegu i mrozu. Dziwnie jest a pewnie z latami będzie coraz dziwniej. Marne resztki śniegu leżą wprawdzie u mnie jeszcze na polach, ale pewnie jutro niczego już nie będzie przy tak wysokiej temperaturze.Czy to już definitywny koniec zimy? Niczego nie można powiedzieć na pewno.
      A co do pisania na blogu, to jest coś takiego, że jak się pisze od lat, to czasem człowiek ma potrzebę odpoczać albo i odejsc od tego zupełnie, bo czuje sie wypalony i zniechęcony, bo wpadł w rutynę. Myslę, że dotyczy to większosci blogerów. Na szczęście, przeważnie wystarczy zrobic sobie przerwę by nabrać nowej motywacji i sił do pisania. Mam nadzieję, że tak będzie w moim przypadku.
      I ja bardzo cenie te blogowe spotkania, serdeczne znajomości, zwłaszcza ciepło, które płynie od czytelników. Takich właśnie, jak Ty, Oleńko.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)

      Usuń
  9. Olenko pisz glownie dla siebie, tak jest latwiej, bo chyba juz po tylu latach nie moglabys przestac zupelnie pisac. Jakos sobie tego nie potrafie wyobrazic. Zwlaszcza w przypadku osoby jak Ty, osoby, ktora swa wrazliwoscia spojrzenia na swiat potrafi ozywic nawet zwiedly, jesienny lisc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, pisze się głównie dla siebie.Jak człowiek ma potrzebę pisania, to tak robi a jak nie, to nie, bo przecież nie ma sensu sie zmuszać do tego. Owszem, lubię pisać, tylko nie zawsze widzę w tym sens.
      Ożywiam jesienny liść? Ale się uśmiałam! Dzięki, Marylko!:-)

      Usuń
  10. Olu, zostań tu z nami, bo wnosisz do blogosfery cząstkę takiej wyjątkowej, niczym niezmąconej atmosfery, pełnej sielanki i pięknych ujęć codziennego życia. Wiadomo, nie możemy nic robić na siłę, z przymusu, ale jeśli coś jest naszą pasją, to trudno jest od tego odejść. Ja tak też mam, nawet jak nauka i inne codzienne sprawy utrudniają, ale też często zniechęcają do pisania i dzielenia się z drugim człowiekiem tym, co się kocha, to zawsze nadchodzi moment, kiedy wracam i odkurzam swe blogowe półki. Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas pokazuje na blogu jakąś cząstkę siebie, swojego świata, swojej codzienności. Bo mamy taką potrzebę, bo zdaje się to nam ważne. Czasem jednak mamy ochotę schować sie gdzieś, zamilknąc, zamknąc jakiś rozdział w życiu albo przynajmniej przez jakis czas do niego nie wracać.Ech, człowiek to skomplikowana maszyna.
      Pozdrawiam serdecznie!:-)

      Usuń
  11. Twoje pisanie Oleńko ma tylu odbiorców, to mówi za siebie. I piękne jest to, że piszesz kiedy masz potrzebę, tu nie ma przymusu. Pomyśl, gdybyś nie pisała, czy byłoby Ci lżej???
    Jestem jedną z tych, którzy się cieszą, gdy pojawia się Twój kolejny post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wzruszajace dla mnie i cenne, Basiu, że moje pisanie ma tylu odbiorców, że są to wrażliwi, zdolni do głębokiej refleksji ludzie.
      Czasem jest mi dobrze z pisaniem a czasem bez. Wszystko zależy od nastroju, samopoczucia i paru innych rzeczy.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Basiu!:-)

      Usuń
  12. Cieszę sìę że napisałaś,ale też się domyślam że nie do końca wiesz i czujesz że to jest teraz dla Ciebie odpowiednie. I ja bywam zmęczona... I rozumiem co masz na myśli.
    "Bo uwięzłam w tym blogowym zakręceniu niczym chomik na swej karuzeli" - bardzo ciekawe porównanie i chyba wiele w nim prawdy, trzeba na to uważać a to nie takie proste. Piękny tekst napisałaś czytałam z zainteresowaniem. Tak, dla zdjęć też fajnie coś zamieszczać, ja lubię zdjęcia, a Twoje są takie swojskie i przyrodnicze. I u mnie wieje za oknem i u mnie wieje w myślach... może to taki okres może wiatr minie, minie :) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Asiu. To niby niewinne pisanie na blogu może człowieka zbyt mocno zajmować, zawłaszczać, zabierać siłe i czas, który mozna by wykorzystać na coś innego. Miewam takie myśli, takie chwile zatrzymania i sądzę, że wielu z nas blogerów je miewa. Czasem trzeba stanac w biegu i pomysleć jak to z nami jest. Nieraz boimy sie takich myśli i wniosków, które mogłyby napłynąć wraz z nimi, dlatego nie zatrzymujemy się i kręcimy w swoich karuzelach tak czując sie bezpieczniej.
      Lubie robić zdjęcia a blogowanie pozwala mi je pokazywać. A wiec ważne są myśli, słowa, obrazy. Wszystko to tworzy pewną całość a jednak jest tylko jakąś maleńką cząstką realnego, codziennego życia.
      Tak, wieje za oknem i w myslach wieje. Jesteśmy częścią pogody, częścią przyrody...
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)

      Usuń
  13. Kochana Olu, odejść od blogowania, to jak odejśc od siebie. Czy zapiszesz czy nie, emocje i myśli płyną, te zapisane robią cos dobrego dla innych. To nie ekshibicjonizm, przeciez każda z nas znajduje w Twoich przemyśleniach kawałek swojej duszy. Czasami nie umiemy tego tak pieknie nazwać jak Ty, ale jak widać po komentarzach czujemy tak samo. Nie powtarzasz się Olu, na wszystko mozna patrzec z tysiąca perspektyw, zaleznie od stanu ducha. Wszystko jest wazne i potrzebne. Myślę, że w głębi serca to wszystko wiesz, tylko zima zbyt długo trzyma w domu, brakuje słońca i kwiatów. Ale wrócą tak samo jak chęć dzielenia się Twoim światem. a po co masz pisać inaczej, skoro piszesz jak Ola, wnikliwie i mądrze.
    Przeglądaj się w lustrze książek i filmów, ale pisz o nich! chciałabym wiedzieć co w Tobie wzbudziły, czym zachwyciły, tak jak piszesz o muzyce:)
    Trzeba doceniać to ca się ma, sama zauważyłas jak dużo tego jest. Wspomnienia, dobre myśli i gorący odzew czytelników. Wspaniałe miejsce, czy chciałabyś odejśc na dłużej od ciepłego pieca w zimną noc? zycze ci, żeby ogienek się rozrzażył i zapłonął, wszystko się tli tylko, jak lezy zapomniane. U mnie strzelają iskry jak zacznę pierwsze zdanie. Kiedy tylko o tym dumem, to tez nie widze sensu. A sens jest taki, że tworzenie swojego miejsca daje radość.
    U nas spadł śnieg, zerwałam pięknego żonkila w pełnym rozkwicie z litości. Śnieg leżał cały dzień! Dzisiaj już znowu wiosennie, słonecznie i kwiatki szykują się do wypuszczenia pąków. Wszystkiego dobrego Olu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Marylko! Blog bywa pasją, radością, daje dużo spełnienia, ale przecież nie jest całym zyciem i całą mną.Czasem mam potrzebę odpoczynku, odejścia od tej cząstki Oli, która jest osobą piszącą bloga.Potem znowu wracam.Rózne są przecież stany ducha. I właśnie dlatego, że mam takich a nie innych czytelników - wrażliwych, myslących ,życzliwych piszę o tych stanach ducha, o wątpliwościach i rozterkach, bo wiem, że spróbujecie mnie zrozumieć, że moim zwierzeniem pozwolę też otworzyć sie Wam i zajrzeć do jakiejś tajemnej szufladki, zrozumieć to, co tam się skrywa. Jesteśmy przecież do siebie podobni.
      Tak, zdarzają się filmy i ksiązki, które zostawiają jakiś ślad w człowieku, coś w nim głęboko poruszają, nie dają sie zapomnieć. Moze rzeczywiście warto by było sie tymi wrażeniami i refleksjami podzielić. Dziekuję za podpowiedź, Marylko!Jak najdzie mnie wena i ochota, to może rzeczywiście coś o tym naskrobię.
      U Ciebie już żonkile? Pięknie! Ach, nie zdziwę sie jak i u nas wkrótce sie pokazą. Dzisiaj słonko świeci jak szalone!
      Marylko, i Tobie wszystkiego dobrego!:-)

      Usuń
  14. Olu, napisałam już w tej sprawie w zakładce - Emigrantki, wiec nie będę powtarzać, dodam tylko ,że niczego nie można robić na siłę. Skoro czujesz potrzebę odejścia od blogowania, to tak zrób. Słuchaj tego, co Ci w duszy gra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andziu! Juz Ci odpisałam pod "Emigrantkami". Parę dni mi zajęło zanim sie za to zabrałam, ale w końcu usiadłam i po kolei odpisuję na wszystkie komentarze.
      Tak, słucham tego, co mi w duszy gra, dlatego właśnie dzisiaj odpisuję!:-) A co będzie z blogiem dalej? Myslę, że będzie, ale bez pospiechu i ponaglenia, w swoim rytmie, w miarę moich sił, potrzeb i możliwości.
      Pozdrawiam Cie serdecznie!:-)

      Usuń
  15. Chyba każdy ma chwile zwątpienia, słabości i chęć rzucenia pisania bloga, bo jak piszesz cykliczność zajęć, niektóre powtarzają się, ileż razy można ... mąż mnie podtrzymuje na duchu, pisz, masz czytających, znajomych, nie rzucaj, i tak piszę od marca 2011 roku:-) pamiętam pierwszy wpis, kołatanie serca, emocje i ten przycisk "publikuj"
    Wielu znajomych po drodze odpadło, jedni zaprzestali pisania, inni znaleźli sobie coś innego, jakieś fb, insta i co tylko na świecie, a my trwamy wiernie:-) nie musisz pisać często, ale dawaj znak życia, widzisz, jak ludzie tego oczekują; pozdrawiam serdecznie zza Sanu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, Marysiu! Każdy ma swoje chwile słabości i zwątpienia w sens tego ,co robi w to czy rzeczywiście tego potrzebuje i chce. I chyba tak powinno być bo człowiek nie jest maszyną ani pomnikiem ze spiżu.
      Pozdrawiam Cie serdecznie z mojej strony rzeki!:-)

      Usuń
  16. Kiedyś napisałam wiersz o tym, że trzeba zostawiać po sobie ślad - nieważne jaki, ale ślad. Nie można przeżyć życia ot tak po prostu, bo to by było tak jak z tym zakopywaniem talentów... Oleńko i nie ma tu żadnego " na próbę" , czy nie na próbę - jeśli zakopiesz to co Ci w duszy gra, to ktoś może - uboższy o to właśnie - zakopać coś innego i wtedy już leci efekt domina... :) A nie chcesz znaleźć się na jego początku - prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zostawić po sobie ślad...Najlepiej doby, ale z ludźmi róznie przecież bywa. czasem dobro obraca sie w zło i na odwrót.
      Nie, oczywiście że nie chcę sie znaleźc na początku efektu domina.Nie chcę nikogo skrzywdzić albo skłonić do odejścia od swojej pasji. Ja po prostu napisałam jak czułam. Bo tak mi w duszy grało. I za oknem mocno wiało. Nadal wieje, ale przynajmniej słonko raźno świeci.
      Pozdrawiam cię serdecznie, Gabrysiu

      Usuń
  17. A ja tam czekam na każdy Twój nowy post, który tak bardzo przypomina mi warunki, w jakich dorastał i wychowywał się mój tata. Może dlatego tak bardzo polubiłam Ciebie i Twojego bloga? I z niecierpliwością czekam i będę czekała na każdy Twój kolejny wpis, chociażby miał się pojawić raz w roku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już chyba nie ma takich wsi, na jakich wychowywał sie Twój Tata, Karolinko. Cywilizacja i swiat ze swoimi problemami wkraczają wszędzie, niestety.Ja czasem opisuję coś sielankowo, ale to przecież tylko wyrywek jakiejś rzeczywistości. Z reguły ten ładniejszy, spokojniejszy.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Karolinko

      Usuń
  18. Ach, no tak to jest z pisaniem bloga i na blogu. Raz człowiek co chwilę jakiś wpis publikuje, a czasem długo, długo nic.
    Jeśli o mnie chodzi, to jeśli nawet same zimowe fotografie wrzucisz, to będzie coś innego. Bo wyobraź sobie, że u nas w tym roku, do dzisiaj nie spadł śnieg. Ani razu! Niby dzisiaj coś zaczęło z nieba lecieć, dzieciaki z pierwszej klasy się rozentuzjazmowały, że śnieg pada ( ja tam nic nie widziałam), to jeśli nawet - była jedynie chwila.
    Poza tym dość dużo jest deszczu - i dobrze, no i wiatr. Wczoraj wieczorem położyłam się do łóżka koło siódmej, zdołowana i zmęczona, zasnęłam, a potem wstałam koło 22, żeby się przebrać w piżamę i zasnąć do rana. Dziwny dzień, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Lidko - raz sie chce i daje dużo i często pisać a raz nie. Bo przecież poza blogiem jest także inne życie i ono jest ważniejsze, i to w nim spędzamy najwiecej czasu.I to ono wymaga od nas nieraz tyle mocy ducha i ciała, że na blogowanie nie mamy już ani siły ani ochoty.
      U Ciebie tez nie było śniegu? To jest jakaś wariacja pogodowa. Mam nadzieję, że będą jeszcze w przyszłosci normalne zimy, bo bez śniegu i mrozu jest jakos dziwnie.
      Pozdrawiam Cie serdecznie!

      Usuń
  19. Olu, a czy sprawdzasz swoją tarczycę? Bo takie nastroje i załamania plus wypadające włosy to może oznaczać zapalenie tarczycy. Sprawdź to!
    Jak fajnie się patrzy na białe fotografie...U nas ani razu nie było śniegu tej zimy. Wiatry również targają nami. A z blogowaniem też mam czasami odruchy odrzucenia, które mijają:-) Pozdrawiam cieplutko:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kilku lat choruję i leczę sie u endokrynologa na niedoczynnośc tarczycy. Pewnie więc wahania nastroju oraz wagi, pewnie wypadanie włosów może mieć z tym cos wspólnego, choć niekoniecznie bo ja zawsze miewałam zmienne nastroje, dołki i wyżyny na przemian. Ma to swoje odbicie takze w tekstach blogowych.
      Wiatry szaleją u nas na całego, ale i słońce świeci. Oj, coraz bardziej wiosennie, choć to przecież luty!
      Pozdrawiam Cie serdecznie!

      Usuń
  20. Witaj Olu!
    Bardzo sie cieszę, że znowu mogłam przeczytać Twój piękny tekst.
    W sposób niezwykle prawdziwy i poetycki opisałaś wątpliwości które sa także i moim udziałem.
    Myślę że tak długo jak prowadzenie blogu ma dla nas jakieś znaczenie tak długo nie powinnyśmy z niego rezygnować.
    Pozdrawiam pięknie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja miewam tego typu jak powyższe wątpliwości. Dziękuję Stokrotko, że mi o tym napisałaś.
      Z tym długoletnim blogowaniem to zdumiewające swoją drogą. Czy któraś z nas na początku swojej "kariery" blogera mogła przypuścić, że tyle lat będzie to robić?
      Pozdrawiam Cie serdecznie!

      Usuń
  21. Och jak to cudnie widzieć śnieg, tyle białości i czystości wokół. A u nas, niewiele kilometrów na północ i na nizinach szaro i buro, ni późna jesień ni przedwiośnie.
    Ja teraz pisanie bloga traktuję jako ćwiczenie. Układanie zdań, wybieranie fotografii to dobra gimnastyka umysłu.
    Dziękuję za smakowite przetwory, zbieram słoiczki by Wam oddać przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze troche tej białości u nas jest, ale marne to już resztki. Słońce dzisiaj świeci łądnie, ale strasznie wieje.Gałązki z lipy spadają i spadają.
      Tak, pisanie bloga może być dobrym ćwiczeniem dla umysłu. I ja je tak czasem traktuję, gdy zdaje mi sie, że łapie mnie już jakaś skleroza albo i co gorszego.
      Cieszę się, że smakowały Ci przetwory, Krystynko!
      Oboje pozdrawiamy Cię serdecznie!

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje wyrażone w komentarzach!

Etykiety

Aborygeni afirmacja życia apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady bliskość blog blogi Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba czarny bez czas czerwiec człowieczeństwo deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie fotoreportaż głodówka gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska informacja inność internet jabłka Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jawornik Polski jesień jesień życia kalina kangury kastracja koala kobieta koguty kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał książka kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lipiec lis listopad los ludzie łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia młodość moda mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niezapominajki Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa owoce pamięć Panna Róża park pasja patriotyzm pierniki pies pieśni pieśń piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady pożar praca prawda prezent przedwiośnie przemijanie Przemyśl przepis przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia radość recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż Riverland rodzina rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słońce słowa smutek South Australia spacer spiżarnia spotkanie strych susza. upał szadź szczęście śmierć świat święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota truskawki uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś Wilsons Promontory wiosna wirus woda wojna wolność wrażliwość wrotycz wspomnienia wspomnienie wychowanie wypadki zabawa zaproszenie zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia Żydzi żywokost