środa, 22 marca 2017

Pan P i pan K…



 


   Po chwilowym ociepleniu i rozpogodzeniu znowu na Pogórzu deszczowo, chłodno i mglisto. Dobrze, że zdołaliśmy wczoraj popracować w ogrodzie, nacieszyć się odrobinę słońcem. Dzisiaj nawet psy nie mają ochoty wychodzić z domu. Wszystkie śpią pokotem na swoich legowiskach i kanapach. Na piecu, w dwóch garach gotują się powoli kurze łapki. Będzie pyszny krupnik dla nas. Będzie wyżerka dla piesków. Popijamy herbatę z imbirem, cytryną i miodem. To taki magiczny napój dla duszy i dla ciała ocieplający kolejny marcowy dzień, zmiękczający jego nieco pochmurno - refleksyjny nastrój…

   Deszcz monotonnie uderza w parapety. Gdzieś tam ludzie się rodzą, gdzieś tam umierają. Wczoraj na przykład pożegnał się na zawsze z tym światem pan P. - jeden z naszych tutejszych, bliskich znajomych. W ostatnim czasie był schorowanym i mocno już niedołężnym starcem, jednak my poznaliśmy Go siedem lat temu jako krzepkiego, wylewnego, jowialnego, pełnego marzeń i planów mężczyznę. Pamiętamy spędzone z Nim chwile, te dobre i te złe. Mamy w pamięci zarówno Jego serdeczny uśmiech, gościnność,  ogromną uczynność, upodobanie do długich wspomnień i opowieści, jak i wybuchy gniewu, pociąg do kieliszka, przewrażliwienie na swoim punkcie, posunięty do granic możliwości egoizm, niemożność porozumienia się.  Każdy człowiek ma w sobie wiele twarzy i różne wspomnienia po sobie zostawia. Na tym polega jego prawdziwość, wielowymiarowość, niepowtarzalność.  Pan P. był ważną częścią naszej tutejszej historii. Jednym z elementów układanki pod tytułem „Jaworowe życie na Pogórzu”. Mam wrażenie, iż ostatnimi czasy coraz więcej jej starych kawałków ubywa. Pojawiają się natomiast nowe, niespodziewane. Przez to niektóre dziury powoli się zasklepiają, układanka nabiera innego charakteru, nieco odmienny obrazek się z niej wyłania…



   Oboje z mężem słuchamy piosenek Jacka Kaczmarskiego. Mnóstwo ich zgromadziliśmy na komputerze a wciąż jeszcze odnajdujemy w necie nowe, nieznane nam dotąd. Odnawiają się różne skojarzenia i wspomnienia z Kaczmarskim jakoś powiązane. Właśnie dzisiaj jest rocznica urodzin tego barda. Umierając miał tylko 47 lat! Gdyby żył miałby dopiero 60! Ileż jeszcze mógłby wspaniałych pieśni stworzyć, ile poezji i książek napisać, ile ludziom z siebie dać!  Czym nowym mógł się zainspirować? W jaką pójść stronę? Co skwitować krzykiem a co bezradnym milczeniem…? Ciekawa też jestem jak komentowałby w swych utworach obecną rzeczywistość? Czy chciałby się w coś angażować a może wycofałby się zupełnie bezradny wobec braku możliwości porozumienia się z niby mówiącymi tym samym językiem rodakami jednak mentalnie tkwiącymi na jakiejś obcej planecie…? Już się tego nie dowiemy. Na nic domysły. Możemy tylko słuchać jego utworów i przeżywać je na nowo oraz odnosić się do własnych, związanych z nim wspomnień.
   Czytam o życiu Kaczmarskiego. O jego trudnym charakterze, o problemach, jakie mieli z nim najbliżsi i przyjaciele.  O alkoholizmie. Rozstaniach. Krzywdach. Żalach. To bynajmniej nie była koturnowa postać. Nikt z nas taki nie jest, ale my – zwyczajni, niewidzialni ludzie nie jesteśmy oceniani przez szeroką publiczność. Nasza prywatność nie jest (a przynajmniej nie powinna być) celem niezdrowej ciekawości, ataków i pomówień, źródłem powtarzanych przez anonimowych gapiów plotek, obiektem zawiści.  My, ludzie tła jesteśmy bezpieczniejsi w swej anonimowości.  Fakt, iż bard „Solidarności” był człowiekiem z krwi i kości, skomplikowanym i pełnym sprzeczności sprawia, że staje nam się jeszcze bliższy niż gdyby był istotą bez skazy. Kaczmarski nie daje się zaszufladkować i zapomnieć…



Wspomnienie z  Australii:

…W deszczowe, chłodne, zimowe dni lipca odżywa moja tęsknota za Polską, za bliskimi, za tutejszymi klimatami i smakami. Przeszukuję Internet w poszukiwaniu polskich piosenek z lat młodości. Trafiam na Kaczmarskiego. Oczarowana zatapiam się w jego twórczości. Zakładam w komputerze folder z jego utworami. Ten sam, który powiększam do tej pory. Słuchamy razem z mężem tych wspaniałych pieśni. Przeżywamy je głęboko. Nieraz łza się w oku kręci. Tyle jest tych przejmujących, patriotycznych ballad, odnoszących się do historii ojczyzny, do najważniejszych jej symboli, do malarstwa, literatury, do tak typowej dla naszego narodu mentalności, do wspólnych przeżyć i skojarzeń...

   W tamtym czasie uczęszczałam do szkoły języka angielskiego. I oto na jedną z kolejnych lekcji miałam za zadanie napisać wypracowanie na temat jakiegoś ważnego dla mnie, godnego pokazania innym wielkiego Polaka. Różne nazwiska przelatywały mi przez głowę. Począwszy od Chopina a skończywszy na Wojtyle.    Jednak w końcu postanowiłam napisać właśnie o Kaczmarskim, jako o poecie i pieśniarzu, który poszukując swego miejsca w życiu, domu dla duszy i ciała, trafił także do Australii.

   Drżącym z tremy i emocji głosem odczytałam na forum klasy napisaną prostym językiem opowieść o tym niezwykłym bardzie. Poszło mi chyba nieźle, bo nauczycielka pochwaliła moją wymowę i styl. Jednak reszta klasy w tym czasie spoglądała obojętnie na zegarek czekając na zakończenie lekcji albo coś sobie szepcząc z chichotem na ucho. Nikogo prawdopodobnie nie obeszło to, o czym opowiadałam. Nie byłam tym ani zdziwiona ani rozczarowana. Znalazł się jednak ktoś, kto mnie wysłuchał. Oto nagle siedząca obok Chinka poprosiła, bym zaśpiewała jakąś piosenkę Kaczmarskiego i przetłumaczyła ją dla zebranych. Och, to było dla mnie stanowczo za trudne wyzwanie! Zaczęłam śpiewać „Obławę”, bo tylko ta pieśń przyszła mi wówczas do głowy, ale głos mi się rwał i słowa myliły… Szybko więc skończyłam i wyjaśniłam, że to piosenka o polowaniu oraz samotnym wilku. Niestety, ani moja ani zgromadzonych w klasie uczniów marna angielszczyzna nie pozwalała na głębsze tłumaczenia… Jednak Chinka zupełnie usatysfakcjonowana poklepała mnie krzepiąco po plecach. Natomiast siedząca w pobliżu Afganka szepnęła, iż język polski łudząco jest do chińskiego podobny!

   Kiedy usłyszałam powyższe, wszystkie emocje nagle uszły ze mnie jak z przekłutego balonu. Nie mogłam powstrzymać się od pustego chichotu. Zrozumiałam bowiem, że pewne rzeczy są i zawsze będą nieprzetłumaczalne, obce, niezrozumiałe dla przedstawicieli innych nacji. Kaczmarski jest, był i będzie tylko nasz, polski. I nasze są wzruszenia, nasza historia, w której tyleż samo mieści się sławy i chwały, co wstydu i hańby. Poza tym Chińczycy mają swoich Kaczmarskich. My swoich… I tak już zostanie. Ba! Nieraz w obrębie jednej nacji, czy społeczności tyle jest niezrozumiałych zachowań i postaci, źle interpretowanych symboli, niepotrzebnych kreacji… I choćby tłuc głową w mur, to bliźni nie daje rady pojąć bliźniego. To są po prostu różne światy. Często obce i nieprzenikalne. Poza tym ludzie bardzo często odgradzają się pancerzami pustych frazesów, pozorów i fałszu… A wspólnota języka czy narodu nie ma tu nic do rzeczy…



   Tymczasem kurze łapki wystarczająco zmiękły a krupnik osiągnął pożądaną gęstość i smak. Trzeba wrócić do tu i teraz. Kaczmarski śpiewa w tle swoją „Zbroję”, psy doczekać się nie mogą na obiad. Za oknem bezustannie siąpi… Pojutrze pogrzeb pana P.



42 komentarze:

  1. Pamiętam wakacje w Dolinie Chochołowskiej i wieczorne koncerty studentów, śpiewali "Obławę".
    Bardzo lubię jego piosenki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam kiedyś w Dolinie Chochołowskiej - to naprawdę piekne, monumentalne miejsce w Jurze krakowsko-częstochowskiej. Wyobrażam sobie jak niezwykle i przejmująco brzmiała tam "Obława". W takich szczególnych miejscach i okolicznosciach pewne utwory trafiaja do człowieka mocniej, niż te słuchane z płyt czy na koncertach.
      Mam wrażenie, że piesni Kaczmarskiego są ze mną od zawsze, że z latami nabieraja dodatkowej siły, znaczenia, wymowy. Cieszę się Ewo, że i Ty lubisz Jego tworczosć.

      Usuń
    2. Dolina Chochołowska jest w Tatrach.
      Tyle komentarzy, a nikt nie wspomniał o pierwszym bardzie Włodzimierzu Wysockim, którego 'Achota na wałkow' ( zapis fonetyczny oczywiście) była inspiracją dla młodziutkiego polonisty Jacka K.
      [cytuję] "Wysocki odegrał niezwykle ważną rolę w życiu Jacka Kaczmarskiego. Przez wiele lat pozostawał pod wpływem nie tylko jego twórczości, ale i sposobu śpiewania. Kaczmarski po latach przyznawał, że często udawał chrypę, byle jak najbardziej upodobnić się do stylu Wysockiego. Wiele z utworów barda „Solidarności” inspirowanych było dorobkiem i postacią rosyjskiego artysty. Śmierć Wysockiego w lipcu 1980 roku wpłynęła na Kaczmarskiego tak bardzo, że już w listopadzie tego roku złożył hołd swojemu idolowi pisząc Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego ". A Jacek to wtedy młodzik pogrywający na różnych spontanicznych studenckich spotkankach i różnych wydziałach Uniwersytetu Warszawskiego.Mówię o późnych latach 70-tych. Tempo jego zaśpiewu i uderzeń w gitarę było oszałamiające. Teksty inspirowane historią Polski - powalające, choć ze względu na tempo śpiewania często niezrozumiałe w pierwszym momencie.Sen Katarzyny czy Rejtan otwierały oczy na inną historię. I one były fascynujące.Ale to Wysocki był naszym prawdziwym bożyszczem. Legenda Kaczmarskiego powstała w czasach Murów ,Solidarności i emigracji.

      Usuń
    3. Dziękuję za zwrócenie mi uwagi na błąd w nazwie doliny - Chochołowska pomyliła mi się z Kobylańską.
      Tak, to ważne by wiedzieć, że Kaczmarski inspirował sie tekstami, stylem i osobowiscią Wysockiego. Myślę, że osoby interesujące sie twórczoscią Kaczmarskiego wiedzą o tym, jednak są i takie, dla których to nowa, ciekawa informacja.

      Usuń
  2. A ze mną najbardziej współbrzmi "Modlitwa o wschodzie słońca". Ta piosenka ma jakieś magiczne i działanie i pomaga w trudnych sytuacjach szybko zapanować nad emocjami.
    Kiedyś snułam podobne rozważania odnośnie hipotetycznych dalszych losów ludzi, których już między nami nie ma na planie fizycznym. To takie przygotowanie do tego, co nieuchronne i jedynie pewne.

    .........................................
    gdy mnie już nie będzie, co po mnie zostanie?
    Pamięć wspólnych rozmów, ślady pocałunków
    i moje niezdarne, choć szczere kochanie.
    I kila sukienek przeze mnie noszonych,
    napisanych wierszy, przeczytanych książek,
    butów, przydeptanych pod ciężarem życia
    oraz bardzo wiele niespełnionych dążeń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytawszy Twój komentarz posłuchałam "Modlitwy o wschodzie słońca". Piekna pieśń, jednak autorem słów nie jest Kaczmarski a Nataniel Tenenbaum. Muzykę napisałdo niej Przemysław Gintrowski a Kaczmarski ją wspaniale wykonywał.Ta pieśń kojarzy mi się ze świetnym filmem Magdaleny Łazarkiewicz pt. "Ostatni dzwonek". Niesamowicie zaśpiewał ja tam Jacek Wójcicki...

      Każdy Twój wyrok przyjmę twardy
      Przed mocą Twoją się ukorzę
      Ale chroń mnie, Panie, od pogardy
      Przed nienawiścią strzeż mnie, Boże

      Wszak Tyś jest niezmierzone dobro
      Którego nie wyrażą słowa
      Więc mnie od nienawiści obroń
      I od pogardy mnie zachowaj

      Co postanowisz, niech się ziści
      Niechaj się wola Twoja stanie
      Ale zbaw mnie od nienawiści
      I ocal mnie od pogardy Panie...


      Dziekuje za wiersz, Iwonko! Piękny, prawdziwy, wzruszający, skłaniający do zamyślenia!***

      Usuń
    2. Tyle tajemnic kryje ten świat
      tak wielu rzeczy jeszcze nie wiemy
      jest tylko jeden pewnik - to fakt
      że kiedyś wszyscy umrzemy.
      Wraz z nami zniknie nasz cały świat
      przestaną pachnieć kwiaty na łące
      nie wiemy, ile zostało nam lat
      czy kilka godzin, czy tysiące?
      I nie wie nikt, czy kiedyś, tam
      spotkają się brat z bratem...
      Dziś tylko jedną prawdę znam:
      każdy jest swoim światem...

      Oleńko, takie wiersze pisałam trzydzieści lat temu, choć wydaje się czasami, że to było przedwczoraj. Teraz, w nieco innym stanie świadomości, chciałabym napisać wiersz nie tyle o tym, co po mnie zostanie, ale o tym, co zabiorę z sobą na tamten świat w sensie przeżyć i doświadczeń. Ale ten wiersz jest dopiero w zarodku...

      Usuń
    3. Pięknie pisałaś...Dziękuje, ze dzielisz sie ze mną swoją twórczością!Pisz, pisz więcej, Iwonko!*
      Tak, każdy jest swoim światem. każdy osobny, choc przecież częścią jednej całosci jesteśmy. Odzieleni przez osobny byt, a tęskniący ku jednosci.To czuje sie czasami tak mocno, że aż człowieka coś w gardle dławi...

      Zabiorę tam ze sobą ziarnko dobra
      Co całe zycie w sercu kiełkowało
      I choćbym zapominała je podlać
      To mimo wszystko nie wysychało

      Zabiorę ze sobą pragnienie światła
      Za którym tęskniłam w ciemności
      Choć przy mnie była wciąż latarnia
      Ja nie widziałam jej w żałości

      Zabiorę ze sobą szczerosć, tkliwość, ciepło
      Wszystko, co prawdą jest i wzruszeniem
      I moze tam, za teczą ostatnią
      Odnajdę spokój, sens i ...spełnienie

      Usuń
    4. Dziękuję!
      Wyręczyłaś mnie, Oleńko i czuję się jak po udanym porodzie.
      Ale mam problemik, bo nie wiem, kto jest autorem tego wiersza...Ty, czy też troszeczkę ja?

      Usuń
    5. Ależ oczywiscie, że obie! Ty byłaś inspiracją, ja wykonawcą. A obie z tej samej całosci pochodzimy a wiec skojarzenia, uczucia i pragnienia mamy bardzo podobne!:-)3

      Usuń
    6. No widzisz, otworzyłaś się na wieczność, która jest nad tym i tamtym światem. To bardzo ważne, żeby nadać kierunek swojemu życiu.
      Żeby nie wyglądało na to, że tematem moich wierszy są tylko sprawy ostateczne, przytaczam młodzieńczy "liryk":

      Zatańcz ze mną chociaż jeden taniec
      w takt melodii ukołysz mnie czule
      lecz nic nie mów,to całe gadanie
      niepotrzebne nam przecież w ogóle.
      Tak mnie przytul, by rytm twego serca
      z rytmem mego dostroił się zgodnie
      a gdy w tańcu nas nogi rozbolą
      usiądziemy na chwilę wygodnie.
      Kiedy skończy się nasza melodia
      rozejdziemy się w dwie różne strony.
      Ja do swych trosk licznych wrócę,
      ty powrócisz do swojej żony...

      Usuń
    7. "Liryka, liryka, tkliwa dynamika, angelologia i dal" - jako rzekł mistrz Gałczyński...Poezja to cos, co blisko w nas a jednoczesnie łączy dusze z czymś, co daleko, co ledwo wyczuwalne...Liryka w naszym zyciu codziennym, konieczna jak tlen. Nagle płynie jakis wiersz prosto z serca, jakas piosenka, jakis nagły zachwyt nad czymś, szczery smiech, zapatrzenie. I to takze dotknięcie wiecznosci. Wszelkie wzruszenia w nas, to jak kawałki piękna, które jest lustrem tej wiecznosci...
      Dziekuję za ten taneczny wiersz. Mógłby byc piekną piosenką!:-))

      Usuń
    8. Czekam na dalsze Twoje wiersze, bo wszystko wskazuje na to, że masz "dni płodne":)!

      Usuń
    9. Płodne?!:-) Dobrze by było! Na razie jest chyba w kratkę. Tak, jak z naszą obecną wiosną.Jednak wiosna dopiero sie zaczęła - zatem wszystko jest jeszcze mozliwe - dłuższe rozpogodzenia i ataki weny również!:-)

      Usuń
    10. http://tujek.linuxpl.info/tworczosc/wiersze/sad-ostateczny/

      Poczytałam trochę mniej znanych tekstów Kaczmarskiego(zainspirowana Twoim postem)i zwróciłam uwagę na to, że i Jego myśli w pewnym momencie życia były zwrócone w górę...

      Usuń
    11. Dziękuję za tego linka, Iwonko! Tez nie znałam tego tekstu Kaczmarskiego pt."Sąd ostateczny" a jest on przejmujący i mocny. Jak z malarstwa Hieronima Bosha albo z Beksińskiego. Samotnosc i lęk w obliczu ostatecznosci. Ludzie nadzy, zdani na łaskę i niełaskę, niemogący już niczego zmienić, poprawić, czekajacy na ostateczny wyrok a wokół sprawy niepojęte, a człowiek maleńki, znaczący tylko tyle, ile dobrego zrobił za życia:
      "A ja nie widzę swego ciała
      Gdzie moja postać ludzka
      Jak stanę przed obliczem Pana
      Gdy imię moje pustka".
      Każdy wrażliwy twórca, każdy człowiek predzej czy później zastanowic sie musi nad sprawami ostatecznymi. W sercu walczy wiara z niewiarą, lęk z nadzieją. W wielu utworach Kaczmarskiego znajduje się inwokacja do Boga, jako wyraz bezradności, jako krzyk w pustkę, jako niezrozumienie wobec niesprawiedliwosci wciaz tryumfującej wokół...

      Usuń
  3. Post piękny, a komentarze mu nie ustępują!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziekuję za życzliwe słowa, Basiu!:-)

      Usuń
  4. Mądry, ładny tekst. Dobrze ze go napisałaś o Kaczmarskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze nie wolno zapominać o tak niezwykłych a zarazem kontrowersyjnych osobowościach jak Jacek Kaczmarski.Był i jest częscią naszej historii świadomosci politycznej, kultury polskiej, naszych osobistych wspomnień.Nikogo chyba nie pozostawiał obojętnym. Brak dzisiaj kogoś na jego miarę...
      Serdecznie dziękuję, Agnieszko za ciepłe słowa!:-)

      Usuń
  5. Na Kaczmarskim uczyłam się historii niejawnej i utajonej, choć nie byłam już uczennicą. Ale inne jego kaczmarki też wstrząsające, mam płytę "Encore" zasłuchaną do zdarcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczenie sie historii na tekstach Kaczmarskiego jest moim zdaniem świetnym sposobem na poznanie jej, na emocjonalne podejście do wydarzeń i postaci historycznych, na pobudzenie nowych pytań.Może nauczyciele historii powinni puszczać te pieśni na lekcjach a potem dyskutować z uczniami o poruszanych w nich kwestiach? Wtedy wyłoniłaby sie historia zycwa, obchodząca każdego a nie sucha, daleka, obojętna z gatunku zakuć, zdać i zapomnieć.
      A propos płyty "Encore", to bardzo lubię tytułową piosenke z tej płyty pochodzącą opisującą zycie człowieka przegranego, zrozpaczonego, zgorzkniałego:

      "Mam wszystko, czego może chcieć uczciwy człowiek -
      Światopogląd, wykształcenie, młodość, zdrowie,
      Rodzinę, która kocha mnie, dwie, trzy kobiety,
      Gitarę, psa i oficerskie epolety!
      To wszystko miało cel, i otom jest u celu.
      Na straży pól bezkresnych strażnik (jeden z wielu).
      Przy lampie leżę, drzwi zamknięte, płomień drga,
      A ja przez szpadę uczę skakać swego psa!

      Na drzwi się nie oglądaj, nasienie sobacze,
      Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas.
      Skacz, jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz!
      Encore, encore, jeszcze raz!"

      Usuń
    2. Przegranego? To pastisz na życie oficera armii rosyjskiej ( carskiej) w stanicy na kresach Carskiego Imperium. Może pilnującego zesłanych powstańców. A może Polaka wcielonego z poboru do armii carskiej na kilkunastoletnią służbę na dalekiej Syberii.

      Usuń
    3. No cóz...Wszystko jak zwykle jest kwestią interpretacji.

      Usuń
  6. Wiesz Olu kocham słowa, ładnie brzmią i emocje budzą wzruszenie, łzy. Tyle że z treścią się nie zawsze zgadzam. Modlitwa o wschodzie słońca, brzmi tylko ja mam pytanie: KTO ma nas przed nami samymi ochronić? W nas zmienić pogardę nienawiść na miłość? JAK ma to zrobić nawet boska moc tego nie zrobi, tylko my sami w sobie musimy zmieniać siebie, myśleć czuć nauczyć się panowania nad umysłem.
    Artyści tak wielu jest uzależnionych od wszystkiego, są seksoholikami, alkoholikami, narkomanami nie panują nad sobą, niewiele ich różni od zwykłych ludzi którymi jednak najczęściej pogardzają, ale zarówno oni niezwykli i ci zwykli, nie chcą zmieniać samodzielnie siebie w sobie. Artyści bo ... utracą dar słowa, pieśni czy ręki drudzy bo ... "tak żyli nasze pradziady i dla nas też to je dobre". I tak to jest ze słowem emocją pieśnią i obrazem. Smutno? Nie, tylko to co zwyczajne proste i spokojne jest wspaniałe i piękne i ... boskie. :)
    Buziaki wiosenne ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham słowa. Przeważnie.Bo czasem jednak wolę milczenie i żyjące w nim zamyślenie albo głębokie przeżywanie czegoś.Słowa nie zawsze są w stanie opisać coś tak aby nie spłaszczyć, nie ograniczyć wielowymiarowosci. A jednak słowami sie porozumiewamy i głownie słowami wyrażamy siebie, dlatego podziwiam tych, którzy potrafia zrobic to tak dobrze, jak gdyby w naszym imieniu to robili.
      A zwracanie sie do Boga, Opatrznosci, Losu, czegokolwiek, co ponad nami i przynajmniej teoretycznie mądrzejsze jest od nas - jakież to ludzkie.Czasem bezradność, poczucie samotnosci albo też wulkanu uczuc w człowieku są tak silne, że instynktownie wręcz szuka pomocy na zewnątrz, nie umiejąc poradzić sobie ze sobą i swiatem. Najwspanialej byłoby gdybyśmy umieli być boscy - twórczy, opowiedzialni, spokojni i świadomi swojej mocy, umiejący ją pożytecznei wykorzystać. Ale rzadko tak jest. Przeważnie mamy tylko jakieś przebłyski, a przeważnie tkwimy w morzu domysłów, czekania, niemocy i slepoty. Dlatego też dotkniecie czyjegoś talentu, by nie powiedzieć geniuszu (jak w przypadku Kaczmarskiego czy Młynarskiego) budzi takie przejecie, wzruszenie, pozostaje w pamieci i sercu...
      A co do pogardy tych "wielkich" wobec maluczkich. Jeśli wielcy czują cos takiego, zaprzeczaja swojej wielkości. Bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. I wszyscy w proch sie zamienimy...
      Elusiu, dziękuję za Twój mądry komentarz i ściskam Cię serdecznie w zimny poranek marcowy!♥

      Usuń
  7. znam tylko niektóre piosenki, nie wiedziałam, że było ich dużo
    mam coś do nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest w życiu piekne, że wciaz jest cos, co mozemy poznać, znaleźć, zaciekawic się, zachwycić. Byleby chcieć!:-)

      Usuń
  8. Nie lubię utożsamiać się z piosenkami czy wierszami. Lubię i owszem posłuchać i poczytać o przeżyciach autorów ale moje życie jest wyłącznie moje i niepowtarzalne. Jakieś odbicie lustrzane nie wchodzi w rachubę. Owszem sytuacje są podobne ale odczucia zupełnie bywają odmienne. Kaczmarski, Okudżawa, Joan Baez tworzyli na podstawie swych przeżyć i miło posłuchać co mają do przekazania. Można, tylko można ale to nie jest wzór do naśladowania albo do ślepego naśladownictwa. Każdy z nas nuci sobie jakąś piosenkę która podświadomie nam pasuje. Mężczyźni przy goleniu a ja przy gotowaniu. Rzadko kiedy jest nią piosenka o tragediach i rozterkach. Jako niezaprzeczalna optymistka nucę piosenki romantyczne bo tego ciągle w życiu zbyt mało. To tyle o fenomenie Kaczmarskiego.
    Przemijanie dni i życia to nasz chleb powszedni i dziwię się ludziom którzy są wstrząśnięci śmiercią. Czy to brak świadomości? Śmierć towarzyszy nam od chwili urodzenia więc powinniśmy z nią być oswojeni a nie zaskoczeni jej pojawieniem się. Nikt nigdy nie powiedział, że bedziemy żyć dokładnie sto lat więc skąd to zaskoczenie o wcześniejszym zgonie? No skąd? Tragedia nie tkwi w samym odejściu z tego świata a jedynie w niezrozumieniu sensu życia doczesnego.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy odbiera świat po swojemu. Mamy do tego prawo. Na tym takze polega bogactwo tego swiata.Czasem jednak nie umiemy nazwać swych uczuć, czasem myślimy, że świat jest daleki, obcy, skupiony tylko na sobie. Tkwi w nas poczucie samotności, bezradnosci, niezrozumienia. Dlatego szukamy czyjejś bliskosci, podobnego odczuwania a znalazłśzy czujemy ulgę, gdyż nareszcie zasklepiamy jakiś dojmujący brak w duszy.Twórcy poprzez swoją wrażliwość, poprzez silniejsze odczuwanie potrafią wyartykułować coś, czego my nie potrafiliśmy, zmniejszyć to wyobcowanie, pokazać rzeczy wspólne.
      Kaczmarski pisał nie tylko na podstawie swoich przeżyć. Interesował sie historią Polski, malarstwem, religią, literaturą, narodową mentalnością...Dużo jego pieśni do tych tematów sie odnosi. A poza tym był nadwrażliwą, nie umiejacą sobie ze sobą poradzic osobą. Stąd nałogi, trudne do zaakceptowania zachowania. Większosc twórców ma niestety te problemy.
      Tak, przemijanie jest częścia życia i o ile własna śmierć zdaje sie tylko jakims naturalnym końcem istnienia i łatwo sie z nią pogodzić, to juz śmierć osoby bliskiej często taka nie jest, trudno podejsc do niej ze stoickim spokojemt.Poza tym śmierć to temat nie tylko do osobistych rozważań. Najwieksi filozofowie, pisarze, malarze, kompozytorzy zgłębiali i zgłębiać będą to zagadnienie.I chyba nigdy nie zbliża sie do istoty, co nie znaczy przecież, iż nie powinni tego robić.Myślę, że zadawanie pytań często jest ważniejsze niz odpowiedzi na nie...
      Dziękuję za Twój komentarz, Ataner i również pozdrawiam Cie serdecznie ze wciaz zimnego Podkarpacia!:-)

      Usuń
  9. Witajcie,od jakiegos czasu biernie uczestniczę w zyciu Waszego bloga ale jestem ,obserwuję i czytam wszystko,nie mam tableta bo się zepsuł i czekam na naprawę lecz jak zwykle pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Krysiu! Miło wiedzieć, że zachodzisz do nas. Pozdrawiamy i my!

      Usuń
  10. Bardzo lubię piosenki Kaczmarskiego, choć nie znam ich zbyt wiele, tylko te najbardziej popularne - jeśli można tak powiedzieć.
    Pięknie napisałaś o wielowymiarowości człowieka i niepowtarzalności. Ujęłaś to co najważniejsze, bo czasem są takie momenty w życiu, że ciężko jest zrozumieć postępowanie drugiego człowieka. Każdy przecież się zmienia, ma swoje wady, zalety, przyzwyczajenia, ale bywa też cząstką naszego życia, cząstką lokalnej społeczności, cząstką historii. Pozostaje po nim tylko wspomnienie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczmarski napisał tak dużo piosenek i wierszy, że mozna go odkrywać w nieskończonośc, dojrzewać do jego pieśni, inaczej je rozumieć niz kiedyś, znajdować nowe myśli, znaczenia, nowe tony w duszy, która rezonuje jakos z jego tonami.
      Tak i ze wspomnieniami po bliskich zmarłych bywa.Wciąz sie człowiek dogrzebuje do kolejnych ich warstw - zaskoczony, wzruszony, przejęty, zamyślony.
      Pozdrawiam i ja serdecznie, Ulu.

      Usuń
  11. HI !!PRZEPRSZAM CHCIALAM ZAPYTC CZY WSZYSTKO DOBRZE ?
    SPOKOJNYCH SWIAT -zyczymy
    pozdrawiam p.Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest OK, Gosiu! Dziękujemy za pamięć i życzenia. Tobie równieżżzyczymy spokojnych, serdecznych świąt!
      Pozdrawiamy życzliwie z wiosennego Jaworowa!:-)

      Usuń
  12. Wezołych świąt,smacznego jajka i wsołego dyngusa oraz zdrówka całej rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, Krysiu! I Tobie wszystkiego dobrego na te święta życzmy!:-))

      Usuń
  13. wesołych świąt
    piękny wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za odwiedziny, życzenia i miłe słowa. Wesołych świąt, Izo!:-)

      Usuń
  14. Jaworki,
    wesołych i pogodnych świąt, smacznego jajeczka.

    Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku.
    MOc serdeczności przesyłam na PD:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Renatko! I Tobie samych dobroci, radości i smakowitości życzymy w ten świąteczny czas!
      Tak, u nas w porządku. Ot, robota, robota i jeszcze raz robota!:-))
      Buziaczki i uściski dla Was obojga zasyłamy!:-))

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia