wtorek, 21 lutego 2017

W klatce…


Cezary pisze...

Krasicki Ignacy: „Ptaszki w klatce”

"Czegóż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody - 
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody." 
Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę; 
Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę." 


   Pisząc o czymkolwiek zawsze mam obiekcje odnośnie formułowania wypowiedzi. Odnosi się to też do zawartości. Moja teoria spiskowa; już wszystko zostało napisane/powiedziane poniekąd sprawdza się(„się” używam w nietypowym miejscu, jako namiastki wykrzyknika). Wiem, że automatyczny wykrywacz zadziała w tym miejscu! Pozostaje w imię inności tworzyć kombinacje, których przekaz jest jedynie ułudą nowości.

   Jesteśmy niewolnikami swoich własnych wyobrażeń o szczęściu. Nie tylko materialnych, ale także empirycznych… czy w końcu duchowych. Gromadzimy dla gromadzenia, zawalamy półki w biblioteczce oraz te w zwojach mózgowych tym wszystkim, co jest w danym momencie osiągalne i ma być zwielokrotnione. Cztery telefony komórkowe, telewizor w każdym pomieszczeniu, komputery, laptopy, smartfony, stos książek na uginających się półkach…
Jeden z telefonów dla przyjaciół, czwarty z zastrzeżonym numerem… Na telewizorze w salonie oglądamy sentymentalne seriale, w ubikacji oglądamy… no właśnie, co tam oglądamy? Jest pięknie, czujemy wolność wyboru pomiędzy… na pewno miejsca czy sprzętu, ale to też kolejna ułuda. Faktycznie nie mamy żadnego wyboru. Reklamy na każdym z odbiorników w każdym miejscu krzyczą to samo: „jesteś tego wart”. No jasne, jesteśmy i lecimy po nowy specyfik odmładzający ciało, i co ciekawe, po specyfiki mające zbawienny wpływ na duszę, podobno. Obawiam się, że te wszystkie cuda wtłaczają nas w złotą klatkę, pozłotkę. Mówi się, że jest to wyścig szczurów i wiem, dlaczego. W klatkach gratisowo zostały zainstalowane kołowrotki i biegamy po nich. Można dostać zawrotu głowy ze względu na astronomiczne obroty i mamy wrażenie, że ciągle jesteśmy na górze, dlatego, że wisząc głową w dół zamykamy oczy. A może nie zamykamy, a pod wpływem ciężkości przekazu zamykają się automatycznie? Potrzebna jest nowa ustawa regulująca tego typu przypadki. Jeszcze dziś wniosę apelację. Bariera pomiędzy wymogiem posiadania, a szczęściem z gromadzenia bogactw została zatracona bezpowrotnie.
 
   Często pracujemy nadmiarowo, depcząc po drodze wszystkie świętości z pominięciem bożka mamony. Cel sam w sobie, bieg skrajem przepaści, a cel w miarę zbliżania oddala się. Mamy dużo, chcemy więcej. Coraz bardziej widoczny jest brak okazywania prawdziwego uczucia i zainteresowania odnośnie najbliższych nam(rodzina, znajomi), temat zostaje traktowany z lotu i po łebkach. Mąż/żona pracuje i para(plus ewentualne potomstwo) ma zaledwie kilka chwil na bycie z sobą. Mąż/żona utyrana dniem pracy myśli tyko o wypoczynku w samotności. Wydawać by się mogło, że nic nie brakuje do szczęścia w sensie materialnym i mało kto zauważa, że druga strona została wciśnięta do złotej klatki. Rezultat takiej, a nie innej relacji. Mąż/żona szuka alternatywnego świata, by móc realizować swoje marzenia, nie być niewolnikiem drugiej osobowości. Niestety marzenia to często pęd, by posiąść jakieś rzeczy materialne. I jeśli mamy na tyle rozsądku, umiaru wszystko jest dobrze. Jednak, jak ustrzec się przed spiralą zachłanności. To nie jest rozkręcony bączek, który powoli zwalnia. Jest też tak, że druga osoba dobrowolnie zamyka się w złotej klatce, tylko po to, by ta pierwsza mogła być na świeczniku zawodowym lub jakimś tam.

   Jak to jest naprawdę? Część ludzi nie ma innej możliwości, pracuje ponad siły, by zapewnić rodzinie życie na minimalnym poziomie. Te osoby nigdy nie dostaną Gold Master Card, nigdy nie kupią większego mieszkania, a marzą o nim. Wyobraźmy sobie rodzinę pięcioosobową w jednym pokoju? Czy jednak marzenie o dwupokojowym mieszkaniu jest marzeniem? Nie! Jest podstawową potrzebą, koniecznym do godnego życia, minimum.

   Oczywiście nie możemy być gorsi od sąsiada, więc kupujemy większy i dłuższy samochód, z lepszym warkotem silnika i każde „większe i lepsze” znajduje usprawiedliwienie, choć niejednokrotnie nie stać nas na taki „komfort”. I… nie będąc pracoholikiem stajemy się nim z konieczności. I… co?   Przykładowa Inga właśnie kupiła najnowszy smartfon, jej znajoma Jola pęka z zazdrości, ale nie kupi takiego samego. Musi mieć lepszy, o co nietrudno, bo nowszy model pojawi się w następnym miesiącu. Ona to wie! Właśnie obejrzała reklamę telefonu, który poza wszystkim zmywa naczynia. Musi go mieć. Inga też wie i poczeka dwa miesiące. Pewnie, gospodyni domowa musi mieć ostatni krzyk „mody”. Rozmowy ze znajomymi powinny być krystaliczne i bez zakłóceń, bo mogłaby zostać posądzona o robienie plotek. Poza tym, kiedy stoi w kolejce po dwa kilogramy ziemniaków błyśnie smartfonem. Reakcje mogą być różne, tak, jak różni są ludzie. Niektórzy pomyślą; ale dobrze powodzi się jej, pewnie ważna osoba. No tak, każdy z nas jest tego wart(?). Pani gospodyni jest szczęśliwa. Zabłysła za pożyczone pieniądze. Jednak może być inaczej, Inga i Jola kupując najnowsze cacka wypełniają tym pustkę po czymś… braku miłości, rozżaleniem, niespełnieniem się…
Pewnie istnieje milion wariantów takiego postępowania.
   Przyznam, sam przechodziłem przez różne fazy „szczęścia”. Było tak, a nie inaczej. Dałem radę. Dziś żadna reklama, powaga instytucji czy tytuły nie robią na mnie wrażenia. Widzę człowieka. 

W ludziach karleją szczytne ideały, a władzę przejmują ich marne substytuty.


                   

38 komentarzy:

  1. Ja bym az tak tego nie widziala, nie wszystkim bowiem chodzi o "wieksze i dluzsze", czesto jest to po prostu chec wyprowadzenia sie od rodzicow z dwoch pokojow w bloku, chec zamieszkania na swoim. A to "swoje" mozna jedynie kupic, bo skonczyla sie era spoldzielni mieszkaniowych i mieszkan do wynajecia. I tacy mlodzi, cieszac sie, ze w ogole maja prace (co w dzisiejszej dobie nie jest zrozumiale samo przez sie), tyraja obydwoje, zaniedbujac dzieci i siebie samych, bo musza splacac przez cale zycie. Jasne moga zostac u rodzicow w jednym pokoju z dwojgiem dzieci, tylko czy takie rozwiazanie bedzie faktycznie lepsze? To nie wyscig szczurow, to zalosna koniecznosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wielu ludzi pracuje ponad swoje siły, aby zapewnić podstawy egzystencji swojej rodzinie, zwłaszcza na starcie. Jest to strasznie przykre. Dobrze pamiętam, jak biedni byliśmy jako rodzina z dwójką małych dzieci. Ale tak patrząc z boku na Polaków, to rzuca się w oczy, że uzyskawszy wystarczający poziom życia nie zatrzymują się w pędzie do posiadania. To nasza narodowa specjalność: mieć więcej od sąsiada. Czy ktoś kieruje się ideą skromnego życia? Nawiasem mówiąc, to nasz nowy życiowy kierunek po latach szaleńczej pracy. Kiedyś nie rezygnowaliśmy z żadnej możliwości pracy, z żadnego zlecenia. Dziś za każdym razem zadajemy sobie pytanie "Czy na pewno tego potrzebujemy?". Polecam skromne życie, jest lżej :)

      Usuń
    2. Pantera,
      Więc, nasze spostrzeżenia są różne, a nawet podobne. Dopasowanie wymagań do rzeczywistych potrzeb nie określamy wyścigiem szczurów. Można dyskutować odnośnie wysokości poziomu wymagań i jest to zasadne. Nie ma nic po „równo” i można to przedstawić w graficznym łamańcu lecz powinno zawierać się pomiędzy umownym minimum/maksimum określanym mianem realnych potrzeb. Posiadanie czterech telefonów czy sześciu telewizorów zdecydowanie przebija górną linie, a nie posiadanie w ogóle nie kwalifikuje się, jako przekroczenie dolnej granicy. Era spółdzielni skończyła się i dobrze, bo czekanie przez 25 na jego otrzymanie jest, co najmniej uwłaczające godności człowieka. Z tego, co wiem(a może jestem źle poinformowany) wynajmowanie mieszkań czy domów jest ciągle praktykowane w każdym miejscu na ziemi. To taka namiastka biznesu wypełniająca lukę w odniesieniu do finansowych możliwości. I inaczej nie będzie, powiedział Cezary zamyśliwszy się na własnym losem.

      Usuń
    3. Rezeda,
      Witam w jaworowym obejściu! Polska, jest krajem poddawanym nieustającym zmianom społeczno - politycznym. Wprowadzanie nowych regulatorów idzie z oporem ze względów na interes pewnych grup o zabarwieniu sprzedajno - elitarnym. Historia powtarza się w nowych uwarunkowaniach. Byłem poza krajem, kiedy następowały zmiany ustrojowe. Mogę jedynie współczuć rocznikom wchodzącym wtedy w życie. Idea skromnego życia, ustabilizowana, pod naciskiem elit została wyśmiana. Przecież Polak potrafi, kupi nowy dom i inne dobra materialne(niekoniecznie w nadmiarze) zarabiając tyle, że nie wystarcza na produkty spożywcze do końca miesiąca. Kto to powiedział?, - że polskość to śmieszność? Kolonizowanie naszego kraju to nie tylko nieracjonalna wyprzedaż majątku narodowego, to chęć zawładnięcia do końca naszych dusz. Przechodziłem podobne uzdrowienie zadając sobie w nieskończoność w/w pytanie. Udało się i dziś mieszkam pod lasem, co nie znaczy, że pozostaję obojętny na ludzką krzywdę, identyfikuję się z problemami nas wszystkich.

      Usuń
  2. Nie jestem pewna czy przez cale moje zycie widzialam jedna reklame w calosci. Moze.. ale naprawde nie dalabym sobie glowy uciac:))
    A zyje z tymi reklamami 32 lata z okladem.
    Na poczatku zmienialam kanal, potem chyba takich madrych jak ja bylo wiecej bo telewizornia tez sie wycfanila i reklamy zaczely sie ukazywac w tym samym czasie na wszystkich kanalach.
    No to wychodzilam na te 3 minuty do lazienki, do kuchni po cos do picia lub na papierosa.
    Przerwy na papierosa odpadly ale tez reklamy teraz trwaja juz 4 minuty a nie 3 jak wczesniej. Ciagle gdzies wychodze jesli juz ogladam tv "na zywo" co sie naprawde bardzo rzadko zdarza. Najczesciej nagrywam i ogladam w innym czasie "wycinajac" reklamy.
    Gdyby reklamy byly jedynym bodzcem do zakupow to chyba nigdy bym nic nie kupila:)))
    Drugie co mnie ratuje to fakt, ze szczerze i z calego serca nienawidze sklepow. Przebywanie w sklepie dluzej niz 15 minut jest dla mnie jak tortury. Oczywiscie nie dotyczy to sklepow z zywnoscia, w tych moge przebywac dluzej, moze nawet godzine, ale tez nie jestem szczesliwa.
    Kupuje wszystko on line, a to z kolei powoduje, ze mam czas sie zastanowic czy naprawde POTRZEBUJE czy tylko CHCE.
    Mam natomiast jedno powazne schorzenie na punkcie wyposazenia kuchni, tu trace glowe, potrzebuje wszystko i to natychmiast:)))
    Podobnie z talerzami, kubkami, miskami, szklankami, kieliszkami itd.
    Tego nigdy nie mam za duzo.
    Nawet o tym niedawno pisalam u siebie i na szczescie moja synowa przygarnela czesc mojego szkliwa, za co chyba jeszcze bardziej ja kocham:)))
    Butow moge miec dwie pary (letnie i zimowe) torebek nie cierpie (mam dwa plecaki) ubran na tyle, zeby nie chodzic nago, ale te gary mnie kiedys wykoncza.
    Ach i jeszcze swieczki zapachowe, tu tez trace glowe.
    Jesli chodzi o gadzety i nowosci techniki, owszem kazdy ma swoj wlasny laptop, no ale to raczej standart, telefon mam owszem do rozmawiania i pisania ewentualnie tych esesmanow, ktorych i tak nie lubie. Ja lubie kontakt z czlowiekiem jesli nie na zywo osobiscie to chociaz przez Skyp lub rozmowe telefoniczna. Wszelkie esesmany i maile mnie nie rajcuja. Poczte sprawdzam raz na miesiac, czasem rzadziej i tez jakos zyje:)))
    Zupelnie nie robia na mnie wrazenia, wielkie chalupy, ogromne samochody z calym teatrem w srodku... jak mam ochote na rozrywke to moge isc do kina lub teatru, no ale rozumiem, ze sa tacy co na "lyk kultury" ida posiedziec w samochodzie:)))
    Nie rajcuja mnie tablety (mam korzystam w podrozy, zeby nie brac laptopa) wypasione telefony, w ktorych ludzie kolekcjonuja setki a moze i tysiace appsow.
    Ja doskonale zyje bez tego, nie lubie byc niewolnica telefonu, wiec jak wychodze to telefon zostaje w domu, chociaz teraz zabieram, bo mnie Wspanialy obsobaczal za niezabieranie "nigdy nie wiesz kiedy cos sie moze stac".
    No dobra, nie wiem, wiec nosze przy sobie (jak pamietam):))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cos mi mowi ze powinno byc "wycwanila" a nie przez f... no trudno juz poszlo niech tak zostanie:((

      Usuń
    2. Stardust, Ty świadoma jesteś różnych zagrożeń zdrowotnych, ale pewnie nie wiesz ( albo wiesz ), że i w świecach może się czaić zło. Masz tu link, to sobie poczytasz, może dzięki niemu wypracujesz sobie minimalizm świecowo-zapachowy. http://veganama.pl/swiece-czy-wiesz-o-nich-wszystko/

      A w ogóle, tyle jest pokus, i na dodatek tak łatwo jest wymyśleć post faktum albo nawet przed, dlaczego chce się coś mieć. Staram się mieć mniej, ale są takie rzeczy które zawsze kupię. Książki, rośliny do ogrodu, ciuchy - na szczęście ze szmat.
      A to więzienie to chyba jest zawsze, w końcu zawsze jesteśmy czymś ograniczeni.
      A może gdy się uświadomi, że ono zawsze jest, to ono znika? A może jest wtedy bardzie dotkliwe? Nie wiem.

      Usuń
    3. Koleżanka,
      Dzięki za spowiedź:). Czyżbyś zauważyła koloratkę wokół mojego karku? Puk, puk! Daję całkowite rozgrzeszenie i nie zadaję pokuty! W końcu na domowy użytek jesteś nazywana koleżanką, co nie znaczy, że brak kary jest po znajomości. Teraz wiem, że jestem podobny nie tylko do Wspaniałego, ale też do Pyłu Gwiezdnego, no prawie. Zamierzam zgolić zmierzwioną brodę i założyć ciemne okulary.
      Racjonalne gospodarowanie, zgodne z potrzebami to ideał, do którego wszyscy bez wyjątku powinni dążyć. Na wyjazd do sklepu zakładam uniwersalne gumofilce, czapę po uszy często nakrytą kapturem. Wygląd zewnętrzny rekompensuję gadatliwością(staram się ją poskromić,) i byciem po prostu miłym do wszystkich. W czasie kolejnej wizyty często słyszę; o nasz miły pokazał się. Skromny Cezary nie omieszkał pochwalić się! Olga toleruje moje zachowanie lecz w czasie moich pogaduszek stoi na uboczu, ze względu na powtarzalność sformułowań typu; płacimy czy uciekamy. Tak, jak Wspaniali staramy się nie przesadzać, z wyjątkiem konieczności przesadzania roślin. Zakup ubrań ograniczamy do minimum. Przeważnie dresowate i adekwatne do życia w obejściu. Te wyjściowe z dawnych czasów, używane bardzo rzadko zalegają w kilku szafach. Zapomniane. Ale ile mamy frajdy, kiedy je odkrywamy. To tak, jakbyśmy zakupili nowe ubrania. Niestety bardzo rzadko używane. Z braku ich przewietrzania stosujemy środek na mole w nadmiarze. Doskonale rozumiem chęć wyodrębnionego posiadania. Też tak mam i odnosi się do sprzętu fotograficznego, a jest ich chyba z sześć plus dodatkowy osprzęt. Kiedyś używane, dziś odpoczywają. Relikwia, pamiątka. Pomaga ożywać zamierzchły czasom. Może kiedyś napiszę o tym. Długo szukałem w tekście słowa „wycfaniła”. Pewnie przeczytałem je poprawnie. Podobno gdybyśmy z wyrazu ujęli np. dwie litery, to i tak przeczytamy go prawidłowo. Gorzej w mowie, trzeba być jąkałą(nie uwłaczając nikomu), a i też można się dogadać z taką osobą. Do napisania koleżanko!

      Usuń
    4. Agniecha,
      Odpowiem za Star. Nawet mając świadomość szkodliwego działania czegoś tam, decydujemy się na jego aplikację bez względu na konsekwencje. Niekiedy(?) spożywam zupki chińskie mając wiedzę, że „makaronik” zawiera w sobie masę plastyczną(ba i co jeszcze). Nawet asceci robią ustępstwa, o których świat zewnętrzny nie wie, bo zostaliby okrzyknięci oszustami. A my w większości jesteśmy tzw. zwykłymi ludźmi. Więc…? I rzeczywiście ograniczenia kształtują drugą naturę, stają się niezauważalnym przyzwyczajeniem. Bardzo dobrze to ujęłaś. Jednak, nie odnośmy takich zachowań tylko do Polaków i nie pogłębiajmy się w wyimaginowanych kompleksach. Ktoś potrafi to wykorzystać przeciwko nam.

      Usuń
    5. No przecież nie piszę z pozycji świętej Agnieszki:-).
      Zupka chińska ma niepodważalny urok, może to właśnie dzięki tym wszystkim dodatkom.
      Gdyby człowiek chciał żyć całkiem zdrowo, to chyba by umarł szybko, tylko nie wiem, czy z przemęczenia, czy z głodu.
      A w ogóle... Ach nie mam głowy na rozważania na temat Miecia i Bycia. Bo jeżeli Bycie to też Miecie, tylko nie przedmiotów a idei, to ja już w ogóle nic nie wiem. Poczekam aż będę stara i mądra, to może wtedy się wypowiem.

      Usuń
    6. Cezary, Ty masz jak ja:))) Wchodze gdzies i natychmiast gadam, zawsze znajde zarowno temat jak i kogos do pogadania. Wspanialy jest bardziej jak Olenka, stoi z boku i sie przyglada/przysluchuje lub zupelnie olewa moje wystepy:)))
      Pamietam jak kiedys w knajpie wdalam sie w niewinna gre slowek z kelnerem. Chlopak, bo mlody byl owszem bral udzial w zabawie ale w taki bardzo delikatny sposob. Wreszcie przy deserze nie wytrzymal i zwrocil sie do Wspanialego "czy twoja zona ze mna romansuje?" na do Wspanialy spokojnie "a ty dopiero teraz to zauwazyles?". Co gorsze, albo moim zdaniem lepsze byl z nami w tej knajpie rowniez moj tesc, ktory tez mnie juz zna "od podszewki":))
      Dla nich to normalka, chociaz w calej rodzinie jestem absolutnym wyjatkiem, oni wszyscy zachowuja sie raczej zachowawczo i naprawde musza juz znac czlowieka zeby sobie pozwolic na jakies dowcipy.
      Co ciekawe ze mna poszlo im duzo szybciej niz z wszystkimi innymi.
      I jeszcze przypomnialo mi sie jak bylam ze Wspanialym w Polsce. Trzy dni i trzy noce spedzilismy w Lodzi w prywatnym domu malzenstwa mniej wiecej w naszym wieku. Wspanialy nie znal ich w ogole, ja znalam tylko Mariusza wirtualnie, ale nigdy wczesniej nie mialam mozliwosci zetkniecia sie nawet wirtualnie z Jadzka. Tak, nie z Jadzia tylko Jadzka, tak ja nazywa Mariusz i tak ona sama sobie zyczy.
      Od pierwszego momentu spotkania na zywo kliknelo miedzy nami czworgiem, ale tez bylo wiadomo, ze Mariusz i ja to dwa pedziwiatry, a Jadzka i Wspanialy to te uduchowione, wrazliwe osobowosci. Nie zeby mnie i Mariuszowi brakowalo wrazliwosci, ale nasza wrazliwosc jest raczej niewidoczna golym okiem:)))
      Byl jeden maly problem, Mariusz mowil po angielsku, Jadzka ani slowa, jak wiemy Wspanialy tez zna z polskiego kilka raczej slow i glownie te mocno niecenzuralne, w koncu uczyl sie przy mnie:)))
      Po trzech dniach kiedy przyszlo do pozegnania.
      Jadzka i Wspanialy trzymali sie za dlonie, oboje ze lzami w oczach i Wspanialy powtarzal swoje magiczne "dzienkui" a ona na to juz autentycznie zaczela szlochac.
      My z Mariuszem, oczywiscie traby jerychonskie nie wpadlismy na to zeby zrobic zdjecie, a moment byl niepowtarzalny. Do dzis oboje nie mozemy sobie tego wybaczyc.
      Ten moment pozegnania miedzy nimi, miedzy dwojgiem osob, ktore spedzily ze soba tylko trzy doby i nie mialy mozliwosci zamienic nawet jednego zdania bezposrednio byl i w naszej pamieci jest dowodem, ze jezyk jest niekoniecznie potrzebny zeby sie porozumiec.
      Ech, zebralo mi sie na wspomnienia.... a przeciez notka nie o tym.
      Sorry, kolego:))

      Usuń
    7. Agniecha, tak jak napisal wyzej Cezary, sa rzeczy o ktorych szkodliwosci wiemy a jednak calkiem swiadomie nie potrafimy sobie ich odmowic.
      Jesli chodzi o szkodliwosc swiec, to owszem gdybym spala i przebywala codziennie w conajmniej tuzinie palacych sie swiec to pewnie ryzyko byloby wieksze.
      Ja pale jedna swiece na cale ok. 150 metrow kwadratowych mieszkanie.
      Jesli od tego mam umrzec to strach wychodzic na ulice, bo tam sie dopiero oddycha roznym swinstwem. Chciaz w NYC jest duzo lepiej niz bylo te 30 lat temu, ale jak Trump zniesie wszystkie regulacje wzgledem zatrucia powietrza to bedzie ciezko.
      Z tego co slysze w Polsce tez nie mozecie narzekac na brak smogu, wiec ta jedna swieca... no wiesz.
      Druga rzecz to sa swiece nieszkodliwe z naturalnego wosku pszczelego, z wosku sojowego lub wreszcie z wosku kokosowego i nasaczane naturalnymi olejkami.
      Jak ktos lubi swiece tylko dla polomyka i swiatla jakie daja to nawet moze sobie kupic swiece na baterie, wygladaja jak "zywe" i nawet plomien maja tyle, ze sie nigdy nie wypalaja pod warunkiem, ze sie pamieta o bateriach.
      Ale te ostatnie akurat nie dla mnie, ja lubie zapach.
      Mam tez same olejki, ktore podgrzewa sie od spodu niestety rowniez swieczka, czyli jak by sie czlowiek nie ustawil to d**a z tylu:)))

      Usuń
    8. Agniecha,
      Rozumiem, nie chcesz poddać się bożkom. Przemęczenie i głód sprzyjają im. Odżywiajmy się zdrowo, by sprostać nasileniom infiltracji naszych dusz i żyć w umiarkowanym spokoju. Nie czekaj, aż będziesz stara. Popatrz na mnie. Pamiętam wszystko sprzed lat, a dziś zmuszony jestem do zapisywania każdej myśli. Nie chcemy ulotności…

      Usuń
    9. Siostra,
      Długo zastanawiałem się nad użyciem słowa „koleżanka”. Bezpodstawnie. Nieczęsto czytam inne blogi. Ileż tam sztuczności, poprawności, strachu przed podjęciem trudnych tematów i absolutny brak humoru czy samoironii. To samo w komentarzach. Oczywiście są wyjątki, które podobno potwierdzają regułę. A przecież blog to nie tylko suchy przekaz informacji. Czas, który poświęcamy blogowaniu powinien być przyjemnością, relaksem. Ma służyć pozyskiwaniu nowych znajomości blogowych, wymiany radości, dzielenia się szczęściem czy smutkiem, naszymi przeżyciami i osiągnięciami, jakie by nie były na nasze możliwości. Podałaś fantastyczny przykład z Jadzką i Mariuszem. Będąc na twoim miejscu zastanowiłbym się czy nie zacząć oszczędzać na kolejne wesele. Bezprzewodowa wymiana myśli wskazuje na bliżej nieokreślone zbliżenie, które mogłoby przeistoczyć się samoczynnie w coś też bliżej nieokreślonego. Strach lub nie pomyśleć. Powinnaś przepytać Wspaniałego zaraz po przebudzeniu, zanim zorientuje się, o co chodzi. Pierwsze słowa traktujemy, jako niezaprzeczalną prawdę i nie dajemy czasu na myślenie. Mój mózg budzi się po godzinie.
      Wspomnienia i te pokolorowane brakiem pamięci są i powinny być częścią naszego życia. Kim i czym jesteśmy teraz bazuje na minionych doświadczeniach, przeżyciach. Te z pogranicza tęczy czynią je bardziej atrakcyjnymi.

      Usuń
    10. Daruje sobie to przepytywanie Wspanialego, bo on wstaje pierwszy to raz, a dwa to bez pierwszej kawy Wspanialy nie pamieta wlasnego imienia, wiec mogloby byc bardzo ciekawie.
      Trzy to ja z tych niedociekliwych:)) za duzo roboty z przesluchaniem, biore jak leci i nie wdaje sie w szczegoly.

      Usuń
    11. Jestem dociekliwy i przepytuję Olgę cyklicznie. Widocznie sam mam coś na sumieniu i stąd takie zachowanie. Na wiadome pytanie odpowiada; tak, ale ciupeńkę. I jak mam to rozumieć? A Wspaniałemu dodaj do kawy łyżeczkę masła. Podobno daje energię na cały dzień. Masłowanie kawy zalecane jest, co drugi dzień, bo noc często staje się dniem. Testuję na sobie, pierwsza taka dzisiaj o późnym poranku.

      Usuń
    12. Od ponad roku, czyli od czasu kiedy wrocilam ze szpitala mamy okazje kupowac mleko pelnotluste takie z warstwa kremu (masla) na wierzchu. Faktycznie kawa z tym mlekiem jest super, goraca kawa po ktorej plywaja wielkie oka tluszczu:)) Pychota!!!
      A juz ten kto otwiera butelke to ma korek masla w kawie i radoche po same pachy:)))

      Usuń
    13. Dzisiejsza maślana kawa okazała się niewypałem. Kicham i prycham od samego rana. Przespałem godziny popołudniowe. Kilka chwil temu wziąłem dwie Polopiryny S. Para tabletek daje szansę na prawidłowe wyspanie się i czystą głowę następnego dnia pomimo przewidywanego zachmurzenia. Jeśli nie zadziała, to spędzę jutrzejszy dzień pod pierzyną.

      Usuń
    14. Mam nadzieje, ze sie nie rozchorujesz.

      Usuń
    15. Przesypiam objawy. Staram się nie myśleć o tym, że mogę być chory.

      Usuń
  3. Telepudlo wyrzucilam jakies dziesiec lat temu, bo juz nie wytrzymywalam zalewu kretynskich reklam i telenowel. Na compie mam blokady reklam i odmawiam posiadania smarkfona z pelna premedytacja. Poza tym, jestem dporna na reklamy, o które sie potykam, a to, ze sasiad ma wieksze, czy lepsze cos niz ja, wisi mi i powiewa :). Zyje w domu wynajmowanym, bo juz lata temu pozbylam sie wlasnego, zebym nie byla uwiazana do kredytu i miejsca. Pracuje wylacznie po to, aby z glodu nie zdechnac i w przyszlosci miec jakas panstwowa jalmuzne, a i to coraz mniej pewne :(. Jedyne, co ze wzgledu na prace musze miec, to dojscie do netu i notebook.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telewizor mamy duży, by Cezary nie musiał zakładać okularów podczas „telewizyjnej” sesji. Programy telewizyjne oglądamy leżąc już w łóżeczku i służy, jako usypiacz. Nietypowe miejsce, bo większość ma w salonie. Ma też wiele innych zastosowań. Podłączony do komputera daje ułatwia pracę przy obsłudze pewnych aplikacji. Jest idealny do oglądania zdjęć i własnych filmików. Mamy też potężną kolekcję starych filmów na DVD. Te nowe z Holidrewna nie da się oglądać.
      Cieszę się, że nie tylko mi wisi i powiewa(bez podtekstu). O emeryturę nie martw się(O emeryturę się nie martw. Brzmi podobnie, ale jednak inaczej). W każdym kraju w różnym czasie sprawa ta stawiana jest na ostrzu noża. Ludziska mają pracować coraz bardziej wydajniej i dłużej. Taki polityczny starszak. Wysokość emerytur uwłacza godności ludzkiej. Przecież nie każdy może odkładać na kolejny filar, bo z czego w większości? Jestem zwolennikiem emerytur obywatelskich z paru względów. Kto może niech dodatkowo odkłada. Nie wypowiem się odnośnie kupna/wynajmu mieszkania/domu. Osobiste preferencje i takie, a nie inne możliwości. Cezary woli posiadać bezgranicznie.
      Oczywiście „odporna”. Wiesz, przeczytałem, jak w korekcie. Też gubię litery, ba nawet całe wyrazy.

      Usuń
    2. Haha u nas tez telewizor w sypialni i tez sluzy jako usypiacz. Chociaz mnie ostatnio przeszkadza, wiec mam na tablecie medytacje i wykorzystuje je jako usypiacze.
      A telewizor w sypialni wzial sie z tego, ze jak dziecek byl nastolatkiem i przychodzili koledzy to nie zalegali z balaganem w salonie tylko w jego pokoju.
      Tak bylo od wielu lat i mimo, ze dziecek dorosl i sie wyprowadzil to telewizor jest tylko w sypialni.
      Zauwazylam, ze jak ludzie maja tv w salonie to bez wzgledu na to jak wazni goscie i ile lat sie nie widzieli to tv zawsze wlaczone. Ja jestem malpa pod tym wzgledem:))) trudno gosciom odmowic tv jak jest w salonie wiec nie mam, do mnie sie przychodzi z checi spedzenia czasu ze mna, jak ktos chce ogladac tv to niech zostanie u siebie:)))
      Tak kiedys powiedzialam znajomym, ktorzy weszli i od razu z progu "a ty nie masz telewizora?" "mam ale jesli przyjechaliscie ogladac to moze raczej wroccie do siebie, ja myslalam, ze macie ochote spedzic czas ze mna na rozmowie a nie ogladaniu telewizji".
      Nie odwrocili sie na piecie, ale wizyta byla raczej krotka.
      Nie, nie mam zadnych wyrzutow sumienia:)))) ponoc do tego trzeba miec sumienie :P

      Usuń
    3. Dziwne zbiegi wirtualnych okoliczności zapanowały w ponad oceanicznych relacjach. Zastanawiam się czy nie jesteśmy wzajemnymi kopiami. Nawet telewizor macie w sypialni. Oczywiście mamy dwa komputery, ale nie mamy tabletu. Zbyteczny i nie znajduję zastosowania. W końcu znalazłem różnicę i to poważną. My przyjmujemy znajomych w kuchni i też się dziwią, że nie ma telewizora, za to blisko do paluszków. Niestety młode psiaki zajadają się nimi. Muszą być maczane w majonezie. Nie możemy ich nastarczyć. Często opowieści nad szklanką herbaty z imbirem, cytryną oraz miodem mają niepowtarzalny smak. A lubimy bajać. Nie masz sumienia! Sprawdź lepiej. Trzeba włożyć rękę do wnętrza i szukać czegoś niematerialnego. Jeśli znajdziesz kamień, to znaczy, że sumienie zmaterializowało się i jest tylko kamieniem.

      Usuń
    4. Jedna lub dwie osoby tez przyjmujemy w kuchni, jakos tak blizej smaolykow. Ale wiecej juz wymaga wejscia na salony:))) A ja bardzo lubie kuchenna atmosfere, dobrze ze kuchnia otwarta na salon i tylko odgrodzona niska polscianka, wiec nawet jak mam wiecej gosci to zawsze jestem z nimi.
      Paluszki maczane w majonezie mowisz? A to bardzo ciekawy przysmak musi byc, kto wie czy sama nie sprobuje:)))

      Usuń
    5. W naszej chałupie do kuchni przylega pokój psio – komputerowy. Zawalony kłakami z czterech psów nie nadaje się do przyjmowania gości. Psy mają do dyspozycji własną wersalkę w pełnym wymiarze, drugą złożoną i jeszcze dwa materacyki bezpośrednio na podłodze. A na dodatek często rozwalają się na naszym małżeńskim łożu. A my mamy ciasny kącik do dyspozycji. Rozpieszczamy je… nie tresujemy i kładziemy nacisk na „naturalność, czyli relacje oparte na wzajemnym zrozumieniu przy pomocy tonu głosu, mimiki, używaniu słów typu „poczekaj”, kiedy wszystkie cztery naraz pchają się do drzwi wyjściowych. Pracuje. Podobnie, jak ludzi nie chcemy ich zniewalać.

      Usuń
    6. Wasz stosunek do psow i generalnie do zwierzat spowodowal, ze chce miec psa. Koniecznie i prawie natentychmiast... no ale musze poczekac az sie przeprowadzimy.
      Znow sie ucze cierpliwosci:))

      Usuń
    7. No pewnie, koniecznie! Podobno pies wiernym przyjacielem i przewodnikiem. Pomaga odnaleźć się w trudnych sytuacjach, szczególnie w lesie, gdzie kręte ścieżki kończą się w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Pies zawsze znajdzie drogę powrotną do domu. Po śladach.

      Usuń
    8. Dodatkowo to ja mysle, ze czlowiek jak juz nie pracuje to powinien miec kogos/cos czym sie musi opiekowac, to taka ochrona przed szybkim starzeniem:))

      Usuń
    9. Cztery psy to dobra ochrona przed ludzkim złem. Dzikie zwierzęta, których jest mnóstwo nie są mi straszne. W obecności psiaków nie podejdą. Obawiam się szybkiego dochodzenia do końca. Dodatkowa miłość do zadomowionych psów, jak piszesz wstrzymuje ten proces.

      Usuń
  4. 8 lat temu zrezygnowałam z ,, wyścigu szczurów ". Teraz żyję spokojniej, ale z dylematami typu: kupić dziecku rower czy wysłać na regaty, naprawić najpierw piekarnik czy pralkę... Reklam nie znoszę i wybieram kanały, na których ich nie puszczają, z kolei dzieci je uwielbiają za możliwość wyskoczenia w trakcie filmu do łazienki, zrobienia sobie kanapki czy czegoś do picia :) Znam wiele osób, które kupują sobie najnowsze smartfony, telewizory czy komputery tylko dlatego, że państwo pozwala im odliczyć ich koszt od podatku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy łupieni podatkami w każdej postaci. Czekam na podatek od położenia słońca i ilości plam na nim. Zresztą, importujemy najgłupsze formy podatkowe z państw bardziej „cywilizowanych”, podobno. W drenażu pieniędzy z kieszeni podatnika przodują potomkowie rzymian. Dlatego też kupowanie cacek, w przypadku możliwości odpisania od podatku jest, jak najbardziej usprawiedliwione. To nie są luki w prawie podatkowym.
      Zrezygnowałaś i masz dylematy. Chciałbym móc mieć możliwość roztrząsania takich wyborów, bo przecież odmowa to jeden z elementów wychowawczych w odniesieniu do dzieci. Wiedza, że potrafimy żyć w spokoju po dziejowej burzy nie jest mi obca.

      Usuń
    2. "Podatek od polozenia slonca", w moim grajdolku, juz jest faktem!!! Wyraznie tubylcy, w lupieniu podatników, sa bardziej kreatywni :(((. Poczekajcie kapke i wcale bym sie nie zdziwila, ze i u Was sie takowy pojawil.

      Usuń
    3. Moja fantazja faktem! O bosze, nigdy więcej nie pozwolę sobie na wymysły. Nie zgadzam się na ich urzeczywistnianie. Czyli i my będziemy mieszkać w piekle podatkowym. Wyjeżdżam na bezludną wyspę.

      Usuń
  5. Masz racje, Cezary!!!
    Warto jeszcze dodac, ze "marzenia nalezy spelniac" (nawet po trupach najblizszych i wlasnym [ironicznie biorac]) i wiele wiele innych ladnych haselek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię, jak przyznaje się mi rację, powiedział skromny Cezary(?). Niestety nieczęsty to przypadek. Echo, bardzo dobrze to ujęłaś, realizujemy „marzenia” po wszystkich trupach nie wyłączając siebie. Oczywiście, jeśli nie ockniemy się na czas i pozostanie z nas nasiąknięty trup w otoczeniu możliwych dóbr. „Hasła” są tak konstruowane, by były łatwo przyswajalne, kojarzące się nam i łatwo zapamiętywane. Nie potrzeba wiele, by zrozumieć ich często perfidny przekaz, bazujący na ludzkiej naiwności.

      Usuń
  6. Ciekawa dyskusja się wywiązała szkoda,że mnie wtedy nie było.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia