niedziela, 1 maja 2016

Uwolnienie...



  
 Cezary pisze...


    Jak długo można nagabywać, czyli zachęcająco zmuszać kogoś do zrobienia czegoś? Czy kilka tygodni to wystarczająco długo? Z pewnością do Cezarego trzeba mieć dużo cierpliwości i nie lada łagodności, by przełamać jego pokręcone spojrzenie w lusterko cofania. Aha, to tyle samokrytyki gwoli usprawiedliwienia, kochana Olgo. I jeszcze jedno, nie lubię pisać. To znaczy pisać prosto i zrozumiale. Pewien Holender po przetłumaczeniu mych tekstów na angielski rzucił mi w twarz, że moje pisanie jest, co najmniej dziwne. Autentycznie. Dzięki Ad za szczerość. Pozytywnie odebrane!:-)

   Ten dzień z kalendarza był dniem końca wyczekiwania kalkulowanych zamierzeń i wynikających z nich decyzji. Dlaczego niekończące się zmagania poprzez nieustający trening pozycyjnej pamięci prowadzi nieuchronnie do kolejnego przyzwyczajenia kosztem pokonania poprzedniego? No, przecież, jak coś jest, a potem nie ma, to też jest, czyli pustka po czymś, co było, ale jest.

   Zabrzmiało, jak polskie prawo; przestępca dostaje odszkodowanie, a poszkodowany idzie do ciupy bez zawiasów i rachunek się zgadza poza szmalem w kieszeni wyrokujących podobno w imieniu prawa.  A z TK to nie ma żartów. Okopali się i wytoczyli działa przeciwko mnie, bo nie wiem, jak ich okopanie można odnieść w stosunku do każdego innego obywatela. Są jakieś głosy? Albo, pan w swoim przekonaniu składa prawdziwe oświadczenie lustracyjne, że był agentem bezpieki, a sąd stwierdza, że to stwierdzenie było obiektywnie nieprawdziwe. Ja tam jestem chłop małorolny i w dodatku z Podkarpacia i swoje wiem, że obywatel ze mnie kiepski, bo żem nie chadzał na pochody 1-szo majowe i tym bardziej zaKODowane.

   Iskra niespotykanej wzajemności, bo słowa niesie życzliwy pamięci ciepły wiatr. Skazany na słowa obdarte do nagości staję się noworodkiem historii niekończącej się. Używając magii próbowałem iść bezskutecznie sam, a wokół był wszędobylski bunt.

   Czas, by wrócić do rzeczywistości i odrzucić wszystkie ochy i achy. Sprawa dotyczyła czegoś na pozór bliżej nieokreślonego, ale za to w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Mijały kolejne miesiące bez odkrywalnych zmian. Chciałem byśmy namazanego dnia życzyli sobie wzajemnie przy niknących płomieniach - cierpliwości i bezpieczeństwa. Wykiełkowany pomysł naprawczy podlegał tylko delikatnemu dopieszczaniu, pozostając nienaruszonym na przestrzeni czasu byłego i tego, który odliczany był. No cóż, wiedziałem, że nie może być inaczej, wiedziałem to precyzyjnie. Każda przyszła możliwość rozpatrywana była dogłębnie i wynik był zawsze zbliżony do pozytywnego. Inna alternatywa nie wchodziła w rachubę. Codzienne ciche rozmowy wypełniały całe moje wnętrze, co uzewnętrzniało się cielisto-brunatnymi plamami na skórze i wypalało kolejne piętno na płaszczyźnie pojmowania i rozumienia. Z czegoś zupełnie maleńkiego rozrastało się z dodawanymi dniami. Było coraz większe, by toczyć się z coraz większym zgrzytem pomiędzy. Przybierało anielskie postacie samoistnie przeinaczające się w poczwary czegoś znacznie ohydniejszego. Obraz przyszłości w perspektywie dnia jutrzejszego daleki był od stabilności, absolutnie nic nie wyrokował. A jednak drżenie rąk świadczyło o dokonywanych gwałtach na tym, co istniało, uznane za normalne.
Mam trochę kłopotów z tym słowem. Co to jest normalność? Pomimo istnienia dziesiątków definicji nie znaczy nic. Absolutnie nic, właśnie ze względu na brak punktowego zastosowania i pasuje wszędzie i do każdego z osobna albo i nie.
   Miałem wyrzec się czegoś, co robiłem dobrze. Miałem zaprzestać robić dobrze. Nocne mary wchodziły w światło dzienne i straszony byłem do wieczora i potem w nocy też. Jakież to okropne tym bardziej, że sam ustaliłem rozciągłość w czasie, by móc być pewnym powodzenia. Często sam siebie pytałem; „jakiego powodzenia, przecież robię to dobrze i to jest już samo w sobie sukcesem”.
Jednak w tym dniu dokładnie na czas byłem pewien…

    Tamtego zimowego dnia miało być pięknie i nastrojowo. Przemowę ubrałem we wzorzystą suknię z dekoltem aż do, by stała się jasnością zamykającego się nad nami nieba. Przechodzenie w powierzchniową świadomość w tej sytuacji było celowym zamierzeniem. Słychać było wołanie pomiędzy warstwami tworzącego się ciepła w myślach i w całym kosmosie. Owoc kilkumiesięcznych dywagacji miał właśnie powstać z kwiatu i przesądzić o tym, że to, co robi się dobrze, wcale nie musi być dobre. To tak, jak w polityce, ci panowie i panie robią dobrze, a to wcale nie jest dobre dla narodu. Same sprzeczności i brak zgody na robienie dobrze.

   A było to tak. Ósmego grudnia wziąłem moje kochanie w ramiona i pochyliłem się nad jej głową. Usta przysunąłem bardzo blisko ukochanego ucha i zapamiętale szeptałem:
- w dniu urodzin nie mam rzeczowego prezentu dla Ciebie…
- mam za to wyznanie i przyrzeczenie, że…
- i tego prezentu nigdy nie odbiorę…
- tak mi dopomóż…

   .Do dzisiaj jestem wolny, uzależniony jedynie od mojego kochania. Piękne to uczucie…
Olga napisała dla mnie kiedyś „Skargę skazańca biernego”. Zresztą sami poczytajcie.



Piosenka biernego palacza

Jestem wiernym i biernym palaczem
Proszę - nie pal codziennie i płaczę
Coś bezradnie zaszepczę, zaszlocham
A Ty na to - tak bardzo Cię kocham!
 
To jest słowo magiczne, jak wytrych
Skoro kochasz, to trwa nałóg przykry
Ja wybaczam też moim kochaniem
Więc niezmiennie zadymiasz mieszkanie
 
Znowu minkę swą robisz niewinną
Obiecujesz, że chętki Ci miną
I że przyjdzie ten dzień wytęskniony
Gdy posłuchasz nareszcie swej żony
 
Wtedy rzucisz te zgubne nawyki
By wygodne swe przywdziać buciki
By gdzieś pobiec na pola i błonie
Chłonąć cudne zielenie i wonie
 
Mając płuca juz czyste jak dziecię
I nie zionąc swym smoczym oddechem
I nie tęskniąc nerwowo za dymkiem
Będziesz nowe miał życie i minkę
 
Ale dzisiaj znów tkwimy w palarni
Dzisiaj nadal tytoniem się karmisz
Ja przy Tobie w tej dymów powodzi
Mogę tylko jak zwykle zawodzić:
 
Jestem wiernym i biernym palaczem
Proszę - nie pal codziennie i płaczę
Czasem tylko zaszepczę, zaszlocham
A Ty na to - tak bardzo Cię kocham!
 
Wreszcie przyjdzie ten moment natchniony
Gdy dość mając biadoleń swej żony
Wreszcie chwycą na siebie Cię nerwy
Rzucisz w końcu ten nałóg swój wierny
 
I jak rycerz, co wygrał potyczkę
W kąt odłożysz swą zapalniczkę
A sam wolny, a sam uskrzydlony
Będziesz nowych snów, wyzwań złakniony
 
Ale gdybyś miał myśli szalone
Rzucać więcej - na przykład i żonę
Zmieniać życie swe całe od nowa
Zapamiętaj najdroższy me słowa:
 
Wolę przecież być biernym palaczem
I nie dręczyć Cię zbędnym mym płaczem
Co dnia w dymie tytoniu Ci szlochać
Pal do woli, lecz zostań, bo kocham!
 
Morał:
Czasem wszakże za dużo żądamy
I stanowczo za dużo zmieniamy
Gdy się nie da uczynić wyjątków
Pozostańmy w bezpiecznym początku



   A jednak, Olu udało mi się nie pozostać w bezpiecznym, lecz zniewolonym początku. Długo błądziłem we mgle. Słońce usiłowało się do mnie bezskutecznie przedostać. Aż wreszcie złapałem promień i trzymam! A tymczasem za oknem już maj!:-)



PS.
I też chciałbym uwolnić się od „Towarzysza dla Zuzi”. Ten post ma rekordową liczbę wyświetleń w liczbie ponad tysiąc pięćset. Niech mi ktoś napisze, dlaczego ciągle jest czytany, co jest w nim, co każe powracać? I ja przeczytałem go po czasie i nic…











71 komentarzy:

  1. Napisał wyczekiwany Towarzysz Oli! I mam co chciałam ale mnie przerosło, rzeczywiście prosto i zrozumiale to nie jest ale zagmatwane uroczo i dygresyjnie.
    Ale są dwa proste wątki. Co normalne to ja tez nie wiem ale używam w to miejsce naturalne. Bo Natura może być normą i to do mnie przemawia. A po drugie gratulacje serdeczne za złapanie promienia. Tak trzymaj Cezary! I Oleńka szczęśliwa.
    Chociaż tak prywatnie nie widzę nic nagannego w nałogach.
    Oleńko, jak zwykle mądry wiersz a zwłaszcza morał.
    Pozdrawiam majowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia realizują się na zawołanie. Dobrze jest wystawiać słuchy ponad wysoką i zagęszczoną trawę. Prosta rzecz(opis, itp.) przelatuje ze świtem, ale bez echa i przyjemność przeżuwania jest pomijana. Ta pozorna trudność pozwala wyzwolić indywidualną wyobraźnię i kreować własną wersję tematu. To przecież takie proste. Zgadzam się; nałogi to wspaniała rzecz dopóki nie szkodzą, jak w moim przypadku. Odnosi się też do miłości. A Olga zawsze mnie wspiera i w chwilach trudnych zamienia się w lwicę. Wtedy i ja się jej boję.

      Spomiędzy majowych traw samych serdeczności.

      Usuń
  2. Brawo Cezary! Teraz jak mózg Ci się przewietrzy, umysł rozjaśni, to i pisać zaczniesz dobrze. Bo to, co powyżej przez Ciebie wyprodukowane, to jeden wielki bełkot. Wytrwałości życzę i "Gdyby można tak wszystko uprościć..." P.Twardowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekaz, a właściwie rozkaz przyjęty bez szemrania. Fakt, jestem wysokiej klasy specjalistą od produkcji bełkotu i jestem z tego powodu dumny. Pisanie wprost o przewietrzaniu(czytaj; wymiataniu tego wszystkiego, co pozostało w tej części organizmu) zawęża jasność wypowiedzi i jazgot pod tytułem, jak wszystko można skomplikować jest rodem z księżyca. Poza tym to nie jest jeden bełkot, a ileś tam równoległych. Łatwo to zauważyć bez specjalnego wysiłku, może nie dla wszystkich. P. Twardowski.
      Dobrego dnia

      Usuń
    2. Ja tam jestem dumna z prostoty, naturalności, niezamydlania. Słowa nie nabiorą sensu od tego, że będzie ich więcej. Wolę kiedy przekaz jest "...jasny, jak spojrzenie w oczy I prosty, jak podanie ręki". :-)))P.Twardowska.

      Usuń
    3. Upodobania, przekonania, wiedza to nader osobiste walory. Każdy z nas oscyluje wokół innego poziomu i nie mówimy tu o jego wysokości. Trudno jest odnieść się do zespołu cech. Z pewnością szukam prostoty przy minimum słów w np. artykułach prasowych traktujących o trzęsieniu ziemi w krajach oceanii. Z przykrością stwierdzam, że niekiedy i ta forma przekazu nastręcza mi wiele kłopotów ze zrozumieniem przekazu i często nie wiem, kiedy opisywana sytuacja miała miejsce. Według mnie prosty przekaz, aż tak prosty, że przybiera formę rozkazu, oszczędnego w słowach i do celu, ma minimum zastosowania w życiu poza zawodowym. Ogranicza swobodę myślenia, analizy, krępuje dłonie wyobraźni. Pewnie użyty wyraz dłonie to o jeden za dużo? Właśnie, że nie. „Dłonie wyobraźni” to nie to samo, co sama „wyobraźnia”, ale to już sprawa wrażliwości. Też lubię prostotę, jeśli wynika ze szczerości i otwartości osoby, co dzisiaj potrzeba wielu świec, by ją znaleźć. Używanie słowa „wolę”(a mi kojarzy się ze ściśle określonym organem u ptactwa domowego) w traktowaniu świadczy o nieliczeniu się z drugą osobą, jest to forma narzucająca. Poza tym jesteśmy przyzwyczajeni do określonego zastosowania konkretnego słowa, a przecież każde z nich ma ich wiele. Czekanie na gotową formułkę to dzisiaj codzienność, bo nie trzeba myśleć. Niestety tak wychowywane są całe społeczeństwa i każde odstępstwo według naszych „przedstawicieli” zasługuje na naganę. To jest gorsze niż ta cała skompromitowana poprawność polityczna. Dożyliśmy czasów, kiedy każde „tak” można bezkarnie przeinaczyć na „nie”, podobno w imię „demokracji”. Rozmówcom zawsze patrzę prosto w oczy, choć nie zawsze podaję im rękę. P. Twardowski.
      Miłego dnia życzę

      Usuń
    4. Mnie słowo "wolę" kojarzy się z wolnością, no ale, co komu w duszy gra :-) Co do nieliczenia się z drugą osobą i 'narzucaniu", to chyba właśnie stąd "Piosenka biernego palacza". "Dożyliśmy czasów...", bo im więcej gadania, tym większa możliwość "przeinaczania". "Czekanie na gotową...bo nie trzeba myśleć" - trzeba wielu przemyśleń, by zawrzeć maksimum treści w min. słów. Poprawnością polityczną i wychowywaniem społeczeństwa się nie zajmuję. Dziękuję, że mi odpisujesz. P.Twardowska.

      Usuń
    5. Nie rozumiem… odpisuję, bo wypada, bo chcę byś wypisała się i rozwiała emocjonalne wątpliwości, a poza tym to frajda słuchać księżycowych opowieści. Przyjąłem do wiadomości stwierdzenie o wyższości skojarzenia „wolę” z „wolnością” nad wszelkimi innymi. Właśnie to nazywasz wolnością. Ha… Piosenka o biernym palaczy to twór artystyczny, który zawiera określoną ilość ozdobników oraz obiegowych i znanych opisów sytuacji z życia biernego palacza, jak i aktywnego. Niekoniecznie jest dokładnym odzwierciedleniem sytuacji z Jaworowego życia. Więc…? Chyba wręcz odwrotnie, ludzie coraz mniej rozmawiają z sobą, a jeśli już to używają zapożyczonych zdań i całych opinii z TV lub „opiniotwórczych” mediów. Ha… To stwierdzenie o maksimum treści jest tak obiegowo-popularne, że aż strach w nie wierzyć. Nie wyobrażam sobie przykładowego Kowalskiego czy ich stu(liczba bliżej nieokreślona), by zajmowali się w tym znaczeniu przemyśleniami. Frazes dla poparcia teorii prostoty, z dużej ilości jedna mała i prosta zarazem konkluzja. Laboratoryjnie wnikliwa analiza wskazuje na kogoś, kto… nie napiszę. Jeśli nie masz nic nowego, to chciałbym podziękować za konstruktywne wpisy i życzyć owocnej i dalszej pracy nad… P. Twardowski.
      Dobrego dnia(to tak w skrócie)!

      Usuń
    6. "...odpisuję, bo wypada..."- to już nie męcz się konwencją. "Nie wyobrażam sobie..".- warto popracować nad wyobraźnią. "...analiza wskazuje na kogoś,...nie napiszę"- to po co piszesz? (interrogatio). "Jeśli nie masz nic nowego..." - nie mam. "...podziękować za..." - cała przyjemność po mojej stronie. Również życzę dalszej pracy nad... . P.T.

      Usuń
    7. Lubię, a wręcz uwielbiam analizy i rozpatrywania dokonywane przez osoby trzecie na mojej skromnej postaci. Trafne bardziej lub mniej – nie ważne, ważne, że są. Czy komentarz szanownej P.T miałem pozostawić bez odpowiedzi? Czyli wypada odpisać, nieprawdaż? Bez najmniejszego wysiłku z przyjemnością.
      W życiu, lubię wadzić się słownie i forsować swoje racje. Oczywiście do pewnego stopnia. W odpowiedzi do inteligentnej osoby zawsze zostawiam parę „pustych miejsc” do wypełnienia zgodnie z życzeniem, czyli nic nie forsuję. Ba, daję szansę na ciche współautorstwo.
      Ciągłe pisanie o tym samym jest, co najmniej nudne. Lubię zmieniać temat z każdym oddechem. Rzeczywiście, liczyłem na wniesienie do wałkowanego tematu czegoś nowego, a tu klapa. Tym razem dopiszę; „życzę dalszej pracy nad rozpracowywaniem pisaniny Mistrza Cezarego lub nie”, albo życzę sukcesów w dalszej pracy na własnymi utworami.
      Miłego dnia, P. Twardowski.

      Usuń
    8. Nie mam zamiaru rozpracowywać Twojej pisaniny, bo i po co? Nie tworzę własnych utworów. Nie wiem czego jesteś mistrzem i nie muszę wiedzieć. Też mi tu już nudno. Nie jestem inteligentną osobą. Jestem sobie zwykłą prostaczką i przeciętną zjadaczką chleba, więc forsuj sobie swoje racje beze mnie, bo najwyraźniej Twoja racja jest "twojsza". Ja stąd znikam, bo nie przepadam za przelewaniem pustego w próżne i bezsensownym strzępieniem jęzora. P.T.

      Usuń
    9. Wiele racji zostało zaaplikowane bez znieczulenia. Zapewne znikasz, jako P. Twardowska (P.T), czyli anonimowa figura nie ponosząca żadnej odpowiedzialności, nawet w sensie moralnym. Ot tak wypstrykałaś swoje żale i pewnie już szukasz nowego obiektu. Trochę dziwny sposób na realizowanie się w życiu. Niemniej jednak życzę powodzenia i bardziej krystalicznej osobowości. P. Twardowski.

      Usuń
  3. Twój post - majstersztyk, Cezary :)) Wzrastające napięcie, nie wiadomo, o co chodzi i rozwiązanie na końcu :)
    Gratuluję Ci uwolnienia i życzę, abyś w nim trwał. A żona Twoja będzie Ci za to dozgonnie wdzięczna. Wiem, o czym piszę, bo sama taką żoną jestem.
    I wydaje mi się, że panowie łatwiej z nałogów wychodzą - tak ogólnie. Przynajmniej ja znam więcej panów, którzy rzucili palenie, niż pań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ, zawstydziłaś Cezarego. Można to było napisać krótko i przejrzyście. „Tego dnia złożyłem Oldze życzenia, że nie będę więcej smrodził. I basta.” Rzeczywiście, dokładnie wyczułaś moje zamierzenia. Palenie jest smrodliwą przyjemnością do momentu, kiedy nie staje się szkodliwe. I Olga jest jakaś milsza od tego momentu.
      Pozdrowienia z podkarpackiej krainy.

      Usuń
    2. Oj tam, zaraz tam zawstydziłaś ;)
      Ja się wcale, a wcale nie dziwię, że Olga jest milsza :)) Lepiej Cię widzi, ładniej zapewne pachniesz, w domu smrodu nie ma ( chociaż ja swojego na balkon goniłam), nie mówiąc już o kwestii finansowej. Wrzuć codziennie Twoje palenie do skarbonki, to zobaczysz, jak szybko się napełni ;)

      Usuń
    3. Trudno nie zgodzić się z przedstawionymi zaletami rzucenia palenia. Dodałbym, że brakuje mi smrodu z ust przed śniadaniem. A fuj… To, że Olga lepiej mnie widzi to akuratnie wada. Czasami wydaje się, że czyta w moich myślach z braku zasłony dymnej. Brr… A z tym oszczędzaniem to prawda, ale kto chciały pokonywać codziennie drogę do skarbonki, która kojarzy się ze skarbówką.
      A Olga zawsze była bardzo miła, choć mam wrażenie, że od tego czasu umila mi życie dodatkowo w formie rekompensaty. To taka nieszkodliwa nikotyna, tylko, że bez dymu.

      Serdeczności

      Usuń
  4. Poczytałam i przyznaję tekst do prostych nie należy. Tym niemniej czyta się z rosnącym napięciem.
    Gratuluję wyzwolenia, mam to już za sobą, osiem lat minęło 1 kwietnia. Trudno było i jeszcze czasem....mi żal.
    Lament Małżonki bardzo wymowny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie… są dni(a właściwie każdego dnia), kiedy byłe nawyki dają znać o sobie. Nauczyłem się odsuwać je bez rozczarowania. Nie i koniec… myślę, że tym razem wytrwam. A tekstem nie przejmuj się, jest uniwersalnie adoptowalny do każdej sytuacji czy historii. Ciekaw jestem czy ktoś po doczytaniu do końca powrócił do początku. Olga zawsze głośno lamentuje, aczkolwiek dzisiaj okazuje wiele czułości.
      Samych radości

      Usuń
  5. Gratulacje bo na prawdę warto i dla siebie i najbliższych! Zawsze to miło gdy jeszcze jeden zrozumie i przejdzie na lepszą stronę mocy. Chociaż nałogowcem jest się już do końca. Ale lepiej nie wracać. Chociaż w maju na Mazurach, z kolegami pewnie też trochę popalę.... a może jednak tym razem nie dam się dla towarzystwa...
    PS: Po takim wierszu nie powróciłbym do nałogu już NIGDY!! Sam musiałem rzucać bardziej prozaicznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi piotrem, gratulacje przyjęte. Podzielę się przesłaniem z wiersza i mimo, że z opóźnieniem zastosuj do siebie, żeby zmiękczyć prozaiczność dokonanego czynu. Napisałeś samą prawdę, nałogowcem jest się do końca życia. Codziennie mam chęć na „dymek”, pomimo ugruntowanej wiedzy, że jednak nie zapalę. A gdybyś z kolegami pojechał np. w Bieszczady, to co? Wiem, że nie zapaliłbyś…

      Usuń
    2. Łatwo powiedzieć! Będzie też piwko i jeszcze coś mocniejszego, dobre jedzenie. Wtedy zachowujemy się trochę jak smarkacze - trzeba coś spsocić. A przy trzecim drinku ręka świerzbi do paczki z fajami. Na szczęście po powrocie odstawiam bez wahania. Ileż to już razy rzucałem - rutyna. Rozumu niestety z wiekiem, nie koniecznie przybywa....

      Usuń
    3. Rozumiem, że będzie to tylko męskie towarzystwo. Dla zmiękczenia obyczajów powinniście zabrać z sobą parę dziewczyn, a nawet po jednej na głowę, a nawet po dwie. W tym momencie uśmiecham się i proszę nie pisać, że drzewa nie wozi się do lasu. Podziwiam, że potrafisz odstawić fajki ot tak bez konsekwencji. Też bym tak chciał, a nie odpalać kolejnego od poprzednika. Dobrego odpoczynku z cygarem w zębach…. Ha.

      Usuń
  6. właśnie minęło dwa lata,
    bez komentarza zostawię....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, brak komentarza jest komentarzem samym w sobie. Dzięki za taki właśnie komentarz. Hm… gratuluję samozaparcia i wytrwania. Ale… kiedyś, a było to dawno, zacząłem palić po 2.5 roku (dwóch i pół roku), co znaczy, że zawsze trzeba mieć się na baczności.

      Usuń
  7. Rozumiem Cię- mój nałóg to słodycze i nie znajduję wyjścia:-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem – kochane nałogi, jak tu żyć bez nich. Ciesz się, że masz taki słodki nałóg. A tak naprawdę, to chciałbym mieć wszystkie nałogi świata, to takie przyjemne. Tylko, żeby nie miały szkodliwego wpływu na ciało i duszę. Czy coś takiego jest możliwe?

      Usuń
    2. Nie ma takiej opcji:-) ale ze dwa możesz zaryzykować:-)

      Usuń
  8. No i zaimponowales mi, Cezary! Gdybym tak bardzo nie bala sie utyc, pewnie tez bym sprobowala rzucic palenie. Na szczescie moj tez pali, wiec mi nie marudzi. :)
    P.S. Holender ma slusznego! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zalecam nikomu palenia, a tym bardziej rzucania palenia. To przecież jest takie osobiste i przynależne do indywidualności. Mało mamy przyjemności w tym ziemskim życiu i żeby dodatkowo sobie odmawiać np. palenia. U mnie była swojego rodzaju konieczność. Doszedłem do etapu, że po prostu nie mogłem już więcej palić. Z tym Holendrem to różnie jest, ma i nie ma słusznego. Nie zapomnij, że on używa Google do tłumaczeń, który finezję zamienia na powszednią prozę. Ale, czy to jest takie ważne…?

      Usuń
  9. Wiersz o nałogu uroczy, a zdjęcia piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiersz uroczo przemawiający do rozsądku przy użyciu nie naciskowej formy bezpośredniej. Kto rano wstaje temu udaje się sfotografować poranną mgiełkę o zapachu waty cukrowej z dzieciństwa, a przecież te zapachy i smaki pamiętamy najlepiej.

      Usuń
  10. Tak się cieszę, ze względu na Was oboje. Trwajcie w tym szczęściu, kochani:))**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bacznym okiem nas obserwujesz i przenikająco rozumiesz. Miłe to. Dzielimy się z wzajemnością.

      Usuń
  11. No cóż, starałam się jak mogłam treść zrozumieć, lecz to trzeba umieć. Me lata już poważne to i rozum lichy, lecz jedno wiem - nałóg to nałóg pozbyć się go trudno.
    Wiersz sercem pisany. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie! Samo staranie się jest dla mnie nagrodą, bo tu nie chodzi o to, co autor miał na myśli, lecz o podjęcie próby interpretacji. W tym czasie myślałaś o różnych rzeczach, zastanawiałaś się nad pozycją słowa z zdaniu czy pokrętnego jego zastosowania, co przeczy samookreśleniu się w naganny sposób. I to wszystko. Osobiście, jak dochodzę do tego, że sam siebie nie rozumiem, to gram karciane gry na komputerze. Szczególnie rano. Pomaga.
      No wiesz… nasze serca rozumieją się i dopełniają jednocześnie. Pracujemy nad lekiem dla potrzebujących i samotnych, bo przecież i oni mają prawo do szczęścia.

      Serdeczne pozdrowienia

      Usuń
  12. Ósmego grudnia podarowałeś Oli najpiękniejszy prezent.Życzę wytrwałości w postanowieniu i przyrzeczeniu.
    Wiersz Oli bardzo mądry,napisany z wielkiej miłości i troski.
    Serdecznie pozdrawiamy:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo zastanawiałem się, jak zapobiec łamaniu postanowienia o rzuceniu palenia. Samo przygotowanie do rozpoczęcia „aktu” trwało kilka miesięcy. Krótkie i długi rozmowy, ciche i głośne, pajacowanie i pełna powaga. Bardzo nie chciałem oddać swojej zabawki. I rzeczywiście Olga troszczy się o każdy aspekt dotyczący nas i każdego z nas z osobna. Tak to już jest i wspólna troska tylko pogłębia się w miarę pojawiania się nowych kłopotów. Ale jest też pomiędzy nimi.
      Samych dobroci

      Usuń
  13. Twojego pisania nie da sie polknac jednym kaskiem, zmuszsz do zatrzyman, powrotów i powolnego smakowania, a tlumaczenie z pewnoscia bardzo trudne...
    Zycze wytrwalosci w podjetym wyzwaniu, a Ola nareszcie szczesliwa :) Podziwiam silna wole tych, co z nalogiem koncza, ale jako ze nie snuje planów zycia w nieskonczonosc, wlasnie pracuje w oparach (ale przynajmniej przy otwartym oknie).
    Serdecznie pozdrawiam, Leciwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmarzyłem się… przy otwartym oknie… lekki powiew opływający przymknięte powieki… Koniec, nie palę i basta. Przyznać muszę, że obecnie mam wyostrzone powonienie do tego stopnia, że mam zamiar zatrudnić się, jako pies tropiąco-gończy. Podobno na tym etacie płacą ZUS i są dodatki za wydajność. No, ale koniec żartów!
      Wiesz… kiedyś moim marzeniem było umrzeć z palącym się cygarem w zębach w ziemskich obłokach.
      To, że mojego pisania nie da się pokonać za jednym razem to widać po ilości wyświetleń, częste powroty świadczą o tym. Miłe to, co napisałaś. Odradzam tłumaczenie, ważne jest to, co czujesz w czasie czytania, osobiste myśli i odczucia. Wiesz… ja często w czasie czytania czyjegoś tekstu tworzę swój własny zupełnie nie rozumiejąc tego, co czytam. A jednak jest tam gdzieś i stanowi bazę do kreacji. No to się popisałem…
      Samych dobrych dni życzę.

      Usuń
  14. U nas minęło już z piętnaście lat, gdy mój mężowski nie pali a kopcił sporo. To był piękny prezent nie tylko dla mnie, ale sam sobie zrobił piękny prezent - dla swojego zdrowia.
    Uważaj by nie przytyć to możliwe przecież. Spacery z kozami, powolne smakowanie potraw i nie zjadanie kolacji, co jakiś czas kilkudniowa głodówka, wiem że Twoje Kochanie zatroszczy się o Ciebie prawda Olu? :)
    Serdeczności kochani ♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozazdrościć tych 15 lat. Zaprawdę nie wiem czy tyle wytrwam pomimo zastosowanych zabezpieczeń. Najśmieszniejsze było to, że przez pierwszy miesiąc po rzuceniu palenia wcale nie miałem ochoty na papieroska. Pewnie ze względu na zgromadzoną ilość nikotyny w organizmie. Checa zaczęły się w drugim miesiącu, a w trzecim było już dobrze.
      W związku z zimowym przytyciem zaczęliśmy jeździć na rowerach. Trochę ciężko, błotniście i pod górę. Ponieważ kondycja nijaka, to często pchamy maszyny przed sobą. Przynajmniej psiaki mają chwilę ulgi i tarzają się w bagnistych rozpadlinach z jęzorami do samego ogona. 10 km to dużo i mało biorąc pod uwagę uwarunkowania. Jasne, moje kochanie troszczy się o mnie i wzajemnie.

      Pozdrawiamy z podkarpackich pagórków, oczywiście serdecznie.

      Usuń
  15. Witajcie oboje,bo jak mniemam Olga też przeczyta.Ja gratuluję Oldze wytrwałości w codziennym przypominaniu Ci o szkodliwości palenia a przed Tobą długa droga i mam nadzieję,że wytrzymasz. Mój mąż po 12 latach bez papierosa palił kolejne 3 lata i też w grudniu je odstawił.Tak trzymaj Cezary.Żdjęcia fantastik,narracja jak w niezłym kryminale.Pozdrawiam Was oboje,uściski dla psiaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam Twojego męża doskonale rozumiem. A jednak po kolejnych 3 latach rzucił ponownie. Ktoś wcześniej napisał, że nałogowcem jest się już do końca i zakrawa to na dowiedzioną prawdę. Troska Olgi o nasze sprawy jest wzorowa. Trochę mniej o te materialne sprawy, ponieważ nic nie słyszę na temat nieskończonej ubikacji i łazienki na parterze. Wysokość kafelek po dwóch stronach ściany była różna o 5 milimetrów, co było powodem by nic nie robić od zeszłego roku w tej sprawie. W końcu wymyśliłem…
      Mówisz, że zdjęcia fantastik – polecam bieganie po polu wcześnie o poranku po rosie z aparatem, bo wtedy dzieją się cuda.

      I my uścisk ujemy Krysię z małżonkiem.

      Usuń
  16. O nie prosta to rzecz- przetłumaczyć Twój tekst i nie zagubić się pomiędzy- biedny Holender:)
    Pięknie napisałeś o rozmowach sam ze sobą i nowej normalności.
    Tego się trzymaj, bo wiesz ja nie lubię zapachu dymu ( nie tylko tytoniowego) i podziwiam Olge za to co na koniec pisze.
    Najwyraźniej jesteś jej nałogiem:)
    Pozdrawiam słonecznie i majowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, być kogoś nałogiem to takie wspaniałe uczucie. Myślę w tym momencie o wzajemności… automatyczne skojarzenie.
      Cieszy mnie fakt takiej, a nie innej interpretacji zamieszczonego tekstu. Wczułaś się w rolę Cezarego i nie wyszłaś poza ramy „normalności”. Czy rozmawiasz z sobą? Pytanie natury retorycznej.
      Do wszystkiego powinno używać się odpowiednich narzędzi i jak widać Google nie zdały do końca egzaminu, a może nie? Ad jest fantastycznym facetem, bardzo wyrozumiałym i łagodnym.
      Promienne pozdrowienia.

      Usuń
  17. Hi !nie pale 5-lat a i tak mam napisane ex-smoker i mowia a trzeba bylo rzucac a skad mam wiedziec (Troche mi sie choruje)oraz waga cos chyba sie myli ale to nic pisz Cezary jestes taki Mickiewicz ale wspolczesny tak mi sie Ciebie czyta jak p.Tadeusz gdy pani zapytala Gosiu glowny bohater a klasa p.Tadeusz mysle sobie oni mnie nie lubia przeciez to tytul ale z czasem chyba rozumie wiec pisz troche dluzej mi zejdzie ale zrozumie!!!sciskam lapki p.Gosia (tlumacz goole rozbawil mnie do lez )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, waga, jako pojęcie równowagi zawsze szwankuje w zależności od oczekiwań. Ale, żeby tak przez 5 lat okłamywała… ja bym taką wagę oddał do muzeum „Bezdennych oczekiwań” i jeszcze zapłacił za dostawę. Sam musiałem dojść do tego, że trochę mi się choruje. Od tej pory jestem szczęśliwy w nieszczęściu. Przecież kłęby dymu przysłonią nawet duszę w potrzebie. Podobnych aplikacji jest wiele.
      Dopełniłaś moją i osobistą próżność. Mówisz, żem taki współczesny… hmm. Przeważnie ceniona jest prostota, a Ty obstalujesz komplikacje. Też ściskam łapkę, a nawet dwie łapki.

      Usuń
  18. Bycie we dwoje to między innymi sztuka kompromisów. Jeśli więc ktoś może trwać, bo kocha i cierpieć biernie w zadymieniu, to ten drugi może dla tego pierwszego to dymienie porzucić. Wiersz z morałem bardzo mi się podoba, Twoje pisanie - średnio ( któż zrozumie mężczyznę? ). Miał rację ten Holender. Musiałam najpierw przeczytać kawałek początku, następnie wiersz i zakończenie, a potem wrócić znów do początku i przeczytać całość.
    Podziwiam Twoje uwolnienie i trzymam kciuki za wytrwałość :)) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem… kompromisów szuka się w sytuacjach konfliktowych czy bezkonfliktowej różnicy zdań na wszelakie tematy. To, o czym piszesz, to nawet nie jest poświęcenie swoich nałogów, nawyków. Niestety nie są łatwo zbywalne i potrzebny jest czas przy tym są to rozwiązania indywidualne. Osobiście znam ludzi, którzy powieli sobie; nie palę, nie używam cukru, itd. I natychmiast to uczynili. Niestety nie zaliczam się do tej grupy, muszę mieć coś w genach pomieszane.
      Uśmiecham się… Ad miał rację… pewnie miał i nie ma nic w tym złego. Z tą kolejnością to całkiem poprawnie, takie były założenia, więc poszłaś właściwym tropem. Postaram się nie zawieść przede wszystkim Olgi i wszystkich trzymających za mnie osób.
      Samych serdeczności ze słonecznego Podkarpacia.

      Usuń
  19. Tak siedze, czytam Twoj tekst i nic nie rozumiem. Filozofia nigdy nie byla moja mocna strona, najwazniejsze jednak, ze uwolniles sie od nalogu uszczesliwiajac kobiete ktora kochasz.
    Wytrwalosci zycze, pozdrawiam Was serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś przykro zrobiło mi się na duszy… naprawdę nic nie rozumiesz czy po prostu prowokujesz mnie. Napiszę tak: w sposób filozoficzny uwolniłem się od nałogu i wytrwałości mi nie zbraknie.
      Serdeczności Ataner i dobrych dni.

      Usuń
    2. Prowokacja to twoje drugie imie, tak mowi mi, moj p.:)
      I widzisz Cezary, łopatologicznie wytlumaczyles mi, to czego nie zrozumialam:)
      I prosze Ci nie bedzie juz przykro, bo teraz, to dopiero mi jest przykro - ze, Tobie jest przykro.

      Odnosnie Twojego zapytania, co do popularnosci wyswietlen niektorych postow, to w przypadku posta o towarzyszu Zuzi, glowna role (albo krecia) mysle, ze odgrywa tytul. Nie sadze, aby stali czytelnicy bloga wracali az tak czesto do tego samego wpisu. Wydaje mi sie, ze sa to przpadkowi uzytkownicy internetu ktorzy wpisujac np. imie Zuzia, czy np. wyraz, slowo, towarzysz, sa przekierowywani na Wasz blog.
      Na moim blogu np. najwiekszym zainteresowaniem cieszy sie wpis pod tytulem "gadam z gadem".

      Serdecznosci Jaworki:)

      Usuń
    3. Już mi lepiej, oczywiście po przeczytaniu, że Tobie jest przykro, jak mi jest przykro. A może nie? Poza tym to z Prowokacją rzeczywiście można mieć urwanie głowy, albo innej części ciała.
      Do niedawna nasz blog (a właściwie Olgi) nie był dostępny dla wyszukiwarek, czyli nie można było go znaleźć np. przez Google. W końcu ustawienia zostały zmienione. Tak, więc popularność w szczególności „Towarzysza dla Zuzi” musi mieć inne podłoże. Nie, że smuci mnie ten fakt, to raczej coś bardziej jest niezrozumiałego, dlaczego?
      Miłego dnia dla Amerykanki i oczywiście słonecznego.

      Usuń
  20. Tak się zastanawiam, skąd niejaki pan Dzierżbicki znał Olgę, skoro tak napisał o urodzonych ósmego grudnia: http://www.czary.pl/blog/?p=731

    Jakby mi ktoś taki piękny wiersz napisał, to bym pewnie też rzuciła palenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co jeszcze chcesz rzucić? Pogadam z Olgą by napisała wspaniały wiersz dla Maksiuputkowej, a co?
      Przeczytaliśmy o 8 grudnia i dużo rzeczy się zgadza, bardzo trafny opis, że aż ciary pokazały swoje kropki na rękach.

      Usuń
    2. Mam tę książkę w wersji papierowej, kupiłam kiedyś za 2 złote i ciary były intensywne, kiedy czytałam o sobie, swoich bliskich a później o innych powszechnie znanych osobistościach. Zdałam sobie sprawę, że data urodzenia jest większym nośnikiem informacji o człowieku, niż się to większości ludzi wydaje. W tych opisach jest to w przybliżeniu, bo liczy się też godzina i minuta z jakiej półki kto zszedł na Ziemię. Ale optymistyczne jest to, że mamy wpływ na dalszy zapis naszego charakteru.
      a co do wierszyka, to chciałabym rzucić wszystko to, co jeszcze w moim życiu jest
      destrukcyjne. Czy Ola potrafi napisać taki wierszyk?

      Usuń
    3. Książkę odkupię za 2.5 PLN, co daje solidny procentowy zarobek… ha. Po przeczytaniu powyższego wpisu zajrzeliśmy do Internetu odnośnie 8 grudnia. Poczytamy więcej w stosownym czasie, oczywiście z dużym zainteresowaniem. Ogólnie rzecz biorąc wiara w nas mała i dlatego chętnie kierujemy się w alternatywne strony. Bo przecież coś musi być… gdzieś i w to święcie wierzymy.
      Może nie wierszyk, ale piosenkę, bo ostatnio ciągle coś nuci i notuje na karteluszkach. Pisze słowa do koreańskich melodii z jej ulubionych filmów. A ja dostaję miskę ryżu i coraz bardziej skośne oczy.
      A wyrzuć z siebie tę destrukcję i podepcz w koreańskim stylu.

      Usuń
    4. Po "wyrzuceniu z siebie destrukcji" przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Było to na zasadzie skojarzeń z tytułem Waszego bloga, który mi się bardzo podoba.
      Otóż...Zobaczyłam oczami wyobraźni, w jaki sposób państwo Jaworowie mogą dorobić na mleko dla kóz. Zakładacie portal pod nazwą "PODZIEL SIĘ RADOŚCIĄ". Idea tego portalu jest taka, że każdy z jakiegokolwiek powodu uradowany człowiek może zamieścić tam wpis naładowany pozytywnymi emocjami. Powód radości może być błahy, liczy się radość. Kto ma w życiu za mało radości czyta wpisy innych i radość mu się udziela. No bo nie może być inaczej, chyba ze jest zawistnikiem z natury. Macie bardzo dużo wejść na stronę i na świecie jest więcej pozytywnej energii. Kozy mają co trzeba, jeszcze na inne wydatki zostaje.
      Idę dalej podreptać, może coś mi jeszcze spłynie? :)

      Usuń
    5. P.S.
      Ja się na domenę zrzucę...

      Usuń
    6. No to zakapućkałem się z przelewem. Wynika, że już pozbyłaś się „destrukcji” z życia, a nawet z siebie. Bardzo szybko i chciałbym poznać metodę oczyszczającą natychmiast. Złogów przeróżniastych we mnie wiele w każdej części ciała i duszy. „PODZIEL SIĘ RADOŚCIĄ” to naprawdę przewodnie hasło i szlachetna idea. Nie jesteśmy bogaci i nie jesteśmy biedni. Przez lata nauczyliśmy się żyć na minimum bez niepotrzebnych ekstrawagancji i każda istota w naszym gospodarstwie ma większy priorytet niż my. I taka sytuacja nas cieszy. Czyli finansowy aspekt propozycji odpada. Poza tym czas… niby mamy go wiele, ale większość chcielibyśmy przeznaczyć na sprawy bardziej nam bliskie. Nasz blog nie jest bardzo popularny. Mam wrażenie, że Olga tu na tym blogu przekazuje całe obłoki ciepła dla tych, którzy go pragną i akceptują, bo radość radości nierówna. „Moja złość, twoja radość i odwrotnie”, takie przykłady czyhają na nas za każdym rogiem, czyli samo życie. Wiesz… to temat rzeka, jak Ob z Irtyszem, albo jeszcze większy. Ciekawy, wymagający i odpowiedzialny. Bo widzisz, różnorakość rozumienia i pojmowania jest bardzo zróżnicowana u ludzi. Ale… ale, to my będziemy partycypować w opłacaniu domeny, a Ty poprowadzisz portal. Pomożemy też w pozyskaniu odpowiedniego programu do jego prowadzenia. Oczywiście wesprzemy duchowo, a nawet materialnie.
      Tymczasem dreptaj i zbieraj pomysły.
      Pozdrawiamy serdecznie Iwonkę.

      Usuń
    7. Odpowiedź bardzo dowcipna i wnikliwa, dziękuję. Destrukcji pozbyłam się na chwilę, bo niestety, problem palenia jest mi nadal bliski i ( może wreszcie zacznę pisać na temat)obciąża moje sumienie. Pomijając fakt, że nie chciałabym odchodzić z tego świata posiadając jakikolwiek nałóg, bo jestem przekonana o tym, że nałogi wiążą duszę z ziemią nie pozwalając unieść się do wyższych sfer, to na tej ziemi za kilkaset przepalanych złotych można zrobić wiele dobra.
      Mój przedreptany pomysł ze stworzeniem w blogosferze miejsca na dzielenie się radością,z której inni mogliby czerpać jest do tego stopnia idealistyczny, że chyba utopijny. Ale coś zakiełkowało i może w przyszłości się skonkretyzuje. Ja często odczuwam radość i w takich momentach życzę jej wszystkim. Trochę tak, jakbym chciała ja przelać na ludzi, wierząc naiwnie, że świat przez to stanie się lepszy. Ale o ile emocje mogą się ludziom udzielać, to świadomość i najgłębsze uczucia są nieprzenaszalne. Żyjemy wszyscy pod tym samym niebem, ale nie zawsze jest to "hewen", raczej zwykły "skaj". A że na ziemi nie można doprowadzić do jednakowej dojrzałości wszystkich ludzi, to każdy nosi w sobie albo mrok, albo iskierkę, albo pochodnię
      światła. Przepraszam za zamieszanie które wniosłam tym komentarzem, bo potrafię się wczuć w rolę odpisującego. To wszystko mi tylko uświadomiło, że ani do komentowania postów, ani tym bardziej do prowadzenia jakiegoś bloga albo portalu zupełnie się nie nadaję.
      Metoda oczyszczająca (niestety, krótko działa i trzeba ją często powtarzać): puknąć się w głowę PUK, PUK. Może nie wyszukana, ale w zasięgu ręki.
      Pozdrawiam serdecznie Was oboje i wszystkie Wasze istoty.

      Usuń
    8. Cezary, proszę pisać tylko poważnie, postaram się, choć uśmiechałem się czytając o nałogach, które trzymają duszę na ziemi, a nawet przy ziemi. A szczerze, to podobało się. Już widzę przynajmniej dekalog o nałogach stopniujący stopień zagrożenia. A może wszystkie nałogi mają ten sam ciężar? Wydreptany pomysł jest dobry, choć trudny do realizacji. Powiem; „Szukamy Ludzi Otwartego Serca”, którzy podejmą temat, znajdą środki i zrealizują pomysł Maksiuputkowej. Czekamy na zgłoszenia. Świat nie stanie się przez to od razu lepszy. Będzie to tylko kolejny mały kroczek zbliżający do ideału. Uważam, że warto podejmować takie działania. Szlachetność nie mierzy się kilogramami naiwności, bo ta ma się do nijak do niej.
      Absolutnie nie wniosłaś żadnego zamieszania, a tylko ciekawą i potencjalną inicjatywę. I to się chwali! I nie mów, że nie nadajesz się przed realizacją projektu! To zła postawa nic niemówiąca.
      A ten PUK, PUK to jakiś mi znany. Teraz wiem, dlaczego mam w głowie pełno wgnieceń i dziur, a rezultatów brak.
      I my uściskujemy dosadnie.

      Usuń
    9. Gdybym była swoim aniołem stróżem, to bym powiedziała sobie "Iwonko, jeśli chcesz, żeby świat był lepszy, to nie zakładaj żadnych portali, ale przestań go zadymiać." A tak zupełnie na poważnie, to mój światopogląd jest taki, że duch - czyli iskra Boża w człowieku jest zasypany różnymi naleciałościami. Religie nazywają to grzechem pierworodnym, ale można to nazwać fałszywym oprogramowaniem i złymi skłonnościami. Niektóre przynosimy z poprzedniego życia, bo mamy tych żyć w większości już kilka za sobą. Jednym z dowodów na to jest owa książka Dzierżbickiego. Bo skoro przynosimy ze sobą na świat pewne indywidualne cechy, to musieliśmy je w sobie wcześniej rozwinąć. Możemy zatem dalej wybierać i kreować swoje życie, a po jego zakończeniu udajemy się w miejsce dokładnie odpowiadające stopniowi naszego rozwoju. Do momentu, w którym nie osiągniemy poznania, kim jesteśmy i nie osiągniemy czystości, to poziom ten nie jest rajem, choć może być przyjemną, świetlista krainą. Jest jeszcze przemijający, bo należy do zaświatów i jest związany ze światem. Raj należy do innej, duchowej części stworzenia i nie podlega takim prawom, jak świat materialny. Prawdziwe uwolnienie to takie wyzwolenie ducha z materii, żeby już nie musiał wracać do szkoły życia. Gratuluję Ci, Cezary, decyzji o uwolnieniu się z nałogu palenia. Zawsze to duchowi będzie lżej!

      Usuń
    10. Chcę do raju! W czasie obecnym analizuję własną osobowość pod kątem nałogów, złych nawyków i tego wszystkiego, co może mieć wpływ na wznoszenie się do krainy ludzi nieskazitelnych, czyli do raju. Raj, to miejsce gdzie nikt mi nie dołoży, nie opluje i nie zrobi krzywdy. Raj miejscem ludzi tylko wyzwolonych i prawych. Brzmi przerażająco nieprawdopodobnie, choć obstaluję tam parę miejsc, bo przecież po doznaniach padołu ziemskiego coś nam ludziom należy się. Zaprawdę, to mam po uszy szkoły życia. Co to za szkoła, kiedy w niej oprócz pokory nic nie uczą? A dla, wielu jeśli nie dla wszystkich droga przez mękę, by…, a uwolnienie ducha za ziemskich czasów stwarza namiastkę raju, tego prawdziwego. Dzięki za gratulacje, już czuję się lżej.

      Usuń
    11. Zawsze to jakaś konkretyzacja celów życiowych:). A lekcja pokory należy do najtrudniejszych, więc się nie dziwię, że wielu po drodze odpada. Dla wzmocnienia kuracji antynikotynowej dodam, że Olga nie pali, więc będziecie mieli większą szansę być w zaświatach razem, w przedziale dla niepalących.

      Usuń
    12. Wiesz… większość tych dwunożnych ma inne bardziej materialne cele, uwikłane w zdobywanie coraz to nowszych środków, by przy ich użyciu pozyskać jeszcze więcej. Sprawy ducha leżą odłogiem i są podnoszone do rangi pierwszoplanowej w trudnych chwilach. To się tak mówi; jak trwoga to do Boga. Dlaczego „pokora” jest naszym chlebem powszednim? Dlaczego jesteśmy karani za niepopełnione czyny? Ciągle na kolanach ze wzrokiem utkwiony gdzieś tam gadzie jest filozoficzna pustka. Tu na ziemi żyjemy w obliczu obiecanek, że jak już ulecimy, to wszystko zostanie nam wynagrodzone. Nie zgadzam się i protestuję. W zaświatach to chcę do przedziału „Dla Palących”, bo tam nie ma bólu, cierpień i smrodu tytoniowego oczywiście, ale z Olgą, bo przecież inaczej być nie może.
      Duże pozdrowienia.

      Usuń
  21. Wytrwałości w pięknym postanowieniu:)
    Bardzo serdecznie dziękujemy za odwiedziny, dołączenie do naszych gości. Pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, dam radę. [Hmm...]. Każde wspomaganie mile widziane. Po stokroć dzięki!
      Dobrego dnia dla z miłą chęcią odwiedzanych.

      Usuń
  22. Gratuluję serdecznie!
    Ja kiedyś musiałam "rzucić" konie, więc pewnie troszkę rozumiem jak to jest.

    OdpowiedzUsuń
  23. Hmm... rzuciłaś konie? To ile za jednym machnięciem?
    Konie to bardzo piękny nałóg. Pachnie zupełnie inaczej... wiatrem w grzywach. Nie gratuluję, musiałaś. To zabrzmiało bardzo smutno pewnie nigdy nie przestaniesz być nałogowcem.
    Serdeczności...

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia