poniedziałek, 7 września 2015

Wrześniowe rozterki





   I oto nasza łajba przepłynęła przez kolejne lato. Po słonecznym, gorącym, dwumiesięcznym maratonie od razu nastała chłodna, wilgotna jesień. Widać to w ogrodzie, na polach, łąkach i w lesie. Wcale się nie zdziwię, jeśli i zima przyjdzie szybko. Sądząc po niechęci do wychodzenia na dwór kotów oraz po straszliwych apetytach wszystkich naszych zwierzaków, to nawet bardzo szybko! Pochłaniają one teraz dziennie takie ilości pożywienia, jakie kiedyś z powodzeniem starczało im na kilka dni. W związku z tym biegamy oboje z Cezarym jak koty z pęcherzem i dostarczamy naszym żarłokom nowych porcji przysmaków. Psom i kotom gotuję kurze łapki albo korpusy. Wyciągam z zamrażalnika świńskie przełyki, kości, śledziony i ogony ( po kilkudziesięciokilogramowe ich zapasy jeździmy przynajmniej raz na miesiąc do odległej o kilkadziesiąt kilometrów masarni). A jeśli mimo nakarmienia pieski i kotki nadal spoglądają żałośnie zagłodzonym wzrokiem smażę dla nich placki albo naleśniki. Częstuję chlebem z masłem albo pasztetową. Na pociechę zawsze mają w miskach suchą karmę. Kilka razy dziennie chrupią ją ze smakiem. Bardzo szybko obrastają w tłuszczyk na zimę, szykując się na nią tak jak wędrowcy przed wyruszeniem na mroźną Syberię. Czyżby aż tak ostra to miała być zima?

    Kozule podczas upałów zjadły nieomal połowę siana przeznaczonego na zimę a i teraz pochłaniają ogromne jego porcje. Na szczęście na skutek suszy a teraz porywistych wiatrów z jabłoni i grusz pospadało mnóstwo owoców. Tym dożywiamy kozy, z którymi podczas deszczowych i zimnych dni nie bardzo chce się na spacery wychodzić. Przynosimy im gałęzie wierzbowe i śliwkowe. Rwiemy będące ich ulubionym przysmakiem osty. Ale niech no tylko słonko zaświeci, albo deszcz zamieni się w mżawkę wyruszamy na gromadne wyprawy do lasu. Lasu, który wygląda jakby to już druga połowa października była. Z drzew pospadało mnóstwo liści. Zieleń wypłowiała, zmalała, straciła soczystość. Mimo pochmurnej pogody nadal jest sucho. Grzybów brak. Tylko jeżyn nadal mnóstwo ku radości kóz i psów, które pasą się tymi soczystymi owocami na wyścigi. Ostatnie wiatry postrącały z drzew mnóstwo różnej grubości gałęzi, co nas cieszy, albowiem jest czego nazbierać na opał. Często tak teraz jest, iż wybieramy się traktorem po owe gałęzie i znosimy je, targamy nawet z głębokich paryji, ładując ile się da na naszą przyczepkę. W tym czasie kozy pasą się w pobliżu albo biegają wariacko jak dzikie kozice i w przypływie dobrego humoru tłuką się wzajemnie, gonią albo trą z zapałem rogami o pnie drzew. 



   Łobuz Kurdybanek permanentnie zakochany w Brykusce obwąchuje ją pod ogonem i wodzi za nią nieprzytomnym spojrzeniem, mecząc żałośnie. Odpędzony wącha bez specjalnego zainteresowania Popiołkę i Majkę a potem znowu usiłuje dostać się w pobliże połyskującej hebanowym blaskiem damy swego serca. W związku z tym nie ruszamy się nigdzie bez kijaszka, bez pomocy którego nie udałoby się utrzymać w ryzach napalonego, silnego niczym byk capka.  Nie chcemy dopuścić w tym roku do zajścia w ciążę naszych kóz, pamiętając wciąż boleśnie o traumatycznym doświadczeniu związanym z tegorocznym, kozim potomstwem. Kozy nieutulone w swoich seksualnych zapędach także zachowują się nerwowo i agresywnie. Coraz trudniej je w związku z tym doić. Nieraz w koziarni Popiołka albo Brykuska popatrzą na mnie tak złym okiem, tak złośliwie wiertną ni z tego ni z owego łbem, że aż mleko z garnka wylewają a mnie przyprawiają o lękliwe drżenie serca.



   Od jakiegoś czasu zastanawiamy się poważnie nad sensem dalszej hodowli naszych meczących podopiecznych. Gdyby zjawił się ktoś wzbudzający zaufanie, sympatyczny a przy tym zainteresowany kupnem całego koziego stada pewnie byśmy się na to zdecydowali (choć znając siebie mocno bym to przeżywała, miotała się i płakała potem z tęsknoty i żalu). Ponad miesiąc temu daliśmy ogłoszenie o sprzedaży Łobuza Kurdybanka, ale na razie nie ma nikogo chętnego. Dużo o tym myślimy, rozmawiamy…Kozy mają prawo do życia w zgodzie z naturą, ze swoimi instynktami a my im tego wzbraniamy, nie pozwalając na ich rozród. Dzięki tegorocznym wykotom mamy wprawdzie pyszne, kozie mleko, ale nie ma go zbyt dużo natomiast codzienny obowiązek dojenia często daje się we znaki mojemu kręgosłupowi i strudzonym dłoniom. Poza tym od czasu czerwcowego wypadku samochodowego nie jest najlepiej z naszym zdrowiem. Pojawiły się bóle nóg, kręgosłupa i głowy. Kiepsko śpimy. Szybciej się męczymy. A tymczasem roboty z kozami jest mnóstwo. Coraz więcej. Mamy obecnie cztery kozy. Trzy dorosłe, jedną małą i capka. To inteligentne, sympatyczne i bardzo przywiązane do nas zwierzęta. Lubimy ich towarzystwo. Cieszymy się mogąc obserwować ich rozmaite zachowania, śmiać się, gdy szaleją i rozrabiają, przemawiać do nich serdecznie, pieścić, dogadzać im, wyprowadzać na spacery. Ale…Czasem po prostu brak już nam siły a w związku z tym i ochoty na tak intensywne, i jak dotąd pełne ciężkiej pracy życie. 


    - Ot, najlepiej by człowiekowi było usiąść przy piecu z gorącą herbatką oraz książką i nareszcie nic nie musieć – dumamy nieraz.
    - Albo dla odmiany wsiąść w samochód i pojechać gdzieś daleko przed siebie, nie oglądając się na nic. Od kiedy tu zamieszkaliśmy tylko dwa razy udało nam się wybrać w Bieszczady a i to na zaledwie parę godzin, bo przecież zawsze się człowiek spieszy żeby do zwierząt swoich wrócić. Na początku lipca jadąc do Sanoka po tanią cyrkularkę z ogłoszenia zahaczyliśmy w przelocie o przepiękny skansen mieszczący się na terenie tego miasta. Zwiedziliśmy go w ogromnym pośpiechu. Odjeżdżaliśmy zeń czując ogromny niedosyt, ponieważ miejsce to zasługuje na całodzienną, spokojną eksplorację.


   Odżyły w nas pragnienia by jeszcze gdzieś swobodnie pojeździć, pozwiedzać, tym bardziej, iż choroba lokomocyjna dręcząca dotąd Zuzię nie jest już tak dokuczliwa a więc marzenie o tym by psy mogły z nami wyruszać na wycieczki zaczyna być realne. Mieliśmy ostatnio okazję by się o tym przekonać, gdy musieliśmy ładować psinkę codziennie do samochodu i zabierać ją do weterynarza. Zuzia dzielnie zniosła te przejażdżki. A musiała odwiedzać weterynarza, gdyż cierpiała na silne swędzenie skóry będące wynikiem alergii niewiadomego pochodzenia. Tak mocno się wygryzała, że aż pojawiły się jej rany, ogniska zapalne i strupy. Musiała otrzymywać zastrzyki z antybiotykiem a także trzeba było wystrzyc jej w kilku miejscach sierść na grzbiecie, na skutek czego nasza ślicznotka czasowo nieco zbrzydła. Mamy nadzieję, że do zimy sierść odrośnie. Ale nie wygląd jest najważniejszy przecież, lecz samopoczucie. A widać, że fizycznie Zuzia już czuje się lepiej. Nie drapie się, nie wygryza. Podczas kilku jazd do weterynarza zwymiotowała tylko raz. Myślimy zatem, że powoli zaczęła przyzwyczajać się do przemieszczania samochodem. Tym bardziej, iż widać po niej było, że tę jazdę odbierała jako wyróżnienie, przywilej nie dany jej towarzyszowi – Jacusiowi.Sama bardzo chętnie wsiadała do auta popatrując na pozostającego na podwórzu Jacusia z wyraźną dumą i zadowoleniem.



   No właśnie! Niestety, zauważamy, iż Zuzia stała się bardzo o niego zazdrosna. Przez jakiś czas obawialiśmy się nawet, że zaczęła popadać w depresję. Leżała smutna przy budzie, nie interesując się niczym a tylko reagując alergicznie na zaczepki ze strony Jacusia. Spoglądała z niemym wyrzutem widząc, że głaszczemy tego pieska albo przemawiamy serdecznie do niego. Nic jej nie cieszyło. Na spacerach snuła się bez energii a ożywiała tylko wówczas, gdy Jacuś na długo znikał gdzieś w chaszczach albo, kiedy przypinałam go do smyczy bojąc się, by znowu nie przejawiał niezdrowego zainteresowania kozami. 


   Po czasie apatii natomiast Zuzia popadła w stan nerwowego podniecenia oraz chorobliwej żarłoczności. Sporo przytyła. Po części na pewno wynika to z burzy hormonalnej, jaką suczka przeżywa będąc pod wpływem zastrzyku antykoncepcyjnego a po części z frustracji odczuwanej z powodu stałej obecności Jacusia. Martwiąc się o psinkę, szukając jakiejś rady i wskazówki naczytałam się sporo o problemie zazdrości między psami. Większość znawców uważa, iż uczucia przypisywane psom są tylko projekcją naszych uczuć, a nawet ich karykaturalnym odbiciem i że wobec tego nie należy zanadto przejmować się takimi pseudodepseryjnymi stanami suczki, gdyż one same prędzej czy później miną a stosunki między psami ułożą się w końcu poprawnie. Mamy taką nadzieję. Bardzo nam przykro widząc, gdy nasza ukochana Zuzia cierpi. Równie przykro, gdy musimy ograniczać pieszczoty i zabawy z Jacusiem po to, by obserwująca nas bezustannie psinusia nie czuła się zagrożona.


   A jaki jest Jacuś? Ufny i spragniony uwagi oraz pieszczot. Pełen emocji, energii i chęci do zabawy. Zazwyczaj usłuchany i reagujący mądrze na różne sytuacje. Wpatrzony w Zuzię jak w obrazek i marzący o czasie, gdy znowu będą się razem bawić radośnie. W najmniej spodziewanych momentach (np. podczas niewinnego głaskania po główce, czy drapania za uchem ) często przejawiający duże podniecenie seksualne. Podporządkowujący się Zuzi we wszystkim. Nadal interesujący się kurami ( Zdarzyła się znowu sytuacja, gdy kolejna zielononóżka wydostała się z kurzego wybiegu a Jacuś omal jej nie dopadł. Na szczęście będąc wtedy z drugiej strony ogrodu usłyszałam rozpaczliwe krzyki kurki i szybko przybiegłam jej na ratunek).



     

   Jasne już jest dla nas, iż Zuzia nie pozwoli korzystać Jacusiowi ze swojej obszernej, zrobionej ze skrzyni na zboże budy, choć miejsca w niej jest sporo i wystarczyłoby nawet na trzy psy. Niemożliwe jest też by piesek mógł zostawać na noc w budynku gospodarczym, obok pomieszczeń kóz. Zdarza się bowiem czasem, iż jakaś sprytna kozula wyskoczy ze swojego boksu, otwierając jakimś ekwilibrystycznym sposobem bramkę. Z wiadomych względów nie mamy pewności czy byłaby przy Jacusiu bezpieczna. Wolimy więc nie ryzykować i nie wpuszczać tam Jacusia. 


   Jacuś, gdy ma na to ochotę, sypia niekiedy w naszej sypialni pod fotelem a w zuzinej budzie tylko wówczas, gdy Zuzia zostaje na noc w domu. A kiedy pada tak właśnie się dzieje. Natomiast podczas ciepłych i pogodnych nocy piesek zwija się w kłębuszek na sianie u podnóży drabiny wiodącej na strych budynku gospodarczego. Tam ma wygodne legowisko a w razie deszczu suche schronienie.  Zanim nastaną prawdziwe chłody koniecznie musimy jednak zbudować ciepłą budę dla Jacusia. Skończyły się nam już, niestety, deski pozostałe po rozbiórce dawnej stodoły. Musimy więc nazbierać kilkadziesiąt jajek i udać się wraz z nimi do pobliskiego tartaku, gdzie właśnie za owe jajka obiecano nam parę dobrych desek. Z nich powstanie nowa buda.
   A tymczasem kury niosą się kiepsko. Zmieniają upierzenie, przygotowując się już do zimy i z każdym dniem jajek jest coraz mniej. A zresztą kur także nie mamy już za wiele. W tym roku parę z nich padło ze starości. A przynajmniej połowa z tych, które pozostały jest już w podeszłym jak na kury wieku trzech czy nawet czterech lat. Nie chcemy już rozmnażać naszego stada zielononóżek z uwagi na niesprzyjające hodowli drobiu warunki panujące w naszych okolicach. Zdecydowanie zbyt dużo kręci się tu drapieżników. A poza tym, tak jak w przypadku kóz, ich hodowla wymaga dużo pracy i sił do niej potrzebnych. My natomiast zaczęliśmy przemyśliwać o zmniejszeniu ilości naszych obowiązków. O odzyskaniu odrobiny czasu i wolności.
   Przed nami kolejna zima. Po kilku miesiącach przerwy wznowiliśmy zwożenie i cięcie drewna opałowego. Wiemy już bowiem dobrze jak to jest, gdy człowiekowi zimno a nie ma czego włożyć do wiecznie głodnego pieca. Czekamy na tę zimę jako na czas odpoczynku, ale i boimy się jej srogości, nieprzewidywalności, długości trwania.



   

    We wrześniu minęło pięć lat, od kiedy zamieszkaliśmy na wsi. To piękny, ale i trudny dla nas czas. Tyle się przez te lata zdarzyło. Tyle zmieniło. Nabyliśmy tu sporo nowych, zaskakujących umiejętności. Nauczyliśmy się mnóstwa rzeczy o sobie. W niektórych kwestiach dotarliśmy nieomal do granicy własnej wytrzymałości.       Zrozumieliśmy, że każda łajba, każda arka ma określony udźwig a jej żeglarze i sternicy, choć starają się jak mogą, to nie dysponują tytanicznymi siłami oraz czarodziejskimi mocami, dopomagającymi im przetrwać wszystkie burze i sztormy. Ba!  Zdarza się, iż nawet podczas dobrej pogody ciężko jest płynąć z taką samą mocą i wiarą jak dotąd. Przyznajemy sami przed sobą, że pewne sielankowe marzenia trzeba będzie zrewidować dla naszego własnego dobra. Natomiast mamy stare i nowe pragnienia i wizje, do których wciąż chcemy iść, ponieważ czujemy, iż możemy pójść dalej. Bo póki żyjemy pod tym samym niebem wszystko jest, wszystko powinno być możliwe…



57 komentarzy:

  1. Olu zastrzyki antykoncepcyjne wykończyły naszą kotkę. Gdy podawałam jej dla kobiet w tabletkach, było bardzo dobrze przez lata, kilka zastrzyków i koniec życia kotki. Miała już 16 lat, ale chowana w domu zdrowa była a na sterylkę ukochanej kotki córka - wtedy nastolatka, nie zgadzała się, godząc się nawet na ruikowate wycie, które zaczęło już być ciągłe, dlatego zastrzyki, bo dla kobiet środki antykoncepcyjne zaczęły być na receptę.
    Zwierzęta są zazdrosne o siebie, sunia włazi na moje kolana na działce na fotelu i odwraca głowę patrząc na kota jakby mówiła, "widzisz? też tu jestem" :)) A on robi wielkie oczy a w domu "tłuką" się wieczorem. :) sunia ma podgryzane łapki a on podszczypany grzbiecik, ale niunia odwraca się i patrzy na nas, czy może jeszcze się "pobić" trochę z kotkiem. :))
    Och te dzieciaki.:))
    Wiem że jest wam już ciężko i chętnie odkrywalibyście nowe ścieżki i drogi, ale one też się za jakiś czas znudzą.
    Olu a może w budzie zrobić jeszcze jedno wejście trochę dalej od Zuzinowego? To duża buda zmieszczą się tam oboje.
    Z deszczowego środka Polski serdeczne uściski. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, Elu ze zastrzyki antykoncepcyjne, to nic dobrego. Teraz jednak nie było innego wyjscia.
      No własnie! Dobrze, ze napsiałas o tej zazdrosci miedzy kotem i psem. To istnieje naprawde. Nie wyobraziłysmy sobie tych uczuć.
      Tak, ciezko nam nieraz - zwłąszcza gdy zdrowie szwankuje. Ale nie znudziło nas to tutejsze zycie. Nie ma tu czasu na nudę. To piekne, przez nas wybrane do zycia miejsce. nadal sie nam tu podoba i to bardzo. Tu nie o nude chodzi, ale o wolnosc wyboru. Czasem, choc na tydzień chciałoby sie oderwać, przyjaciół daleko mieszkajacych odwiedzic czy rodzinę, nabrac oddechu, a nie da się...
      Dzisiaj zawieźliśmy jajka do tartaku. Jutro odbieramy deski i zabieramy sie do budowania budy (tej dotychczasowej boimy sie ruszac, bo to stare drewno i podczas przeróbek moze sie zacząć rozpadać!).
      Z chłodnego Podkarpacia (ależ cudne chmury dzis były) całusy zasyłam!:-))♥

      Usuń
    2. to nie o zastrzyki chodzi, tylko o hormony. Podawane przez dłuższy czas (w tabletkach, zastrzykach) mogą być przyczyną raka sutka. Dlatego dla zdrowia samic (oraz z innych powodów) należy je sterylizować.

      Usuń
    3. Oczywiście, że o hormony. To jasne. Uzywając słowa zastrzyk używa sie skrótu myslowego.

      Usuń
  2. Myślę Oleńko, że jesteście zbyt obciążeni pracą i obowiązkami.
    Niestety, wszystkim nam sił ubywa.
    Nawet poradzić nic Ci nie mogę, bo w pewnych sprawach człowiek musi sam wybierać. Ale wspieram Cię duchowo i serdecznie pozdrawiam, Basia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci Basieńko, ze rozumiesz i wspierasz. Bardzo to dla mnie cenne! Ciepły usmiech Ci zasyłam, kochana dziewczyno!:-))♥

      Usuń
  3. Podziwiam Twój (Wasz) optymizm, samozaparcie i chęć żeby coś innego jeszcze osiągnąć. Moja babcia chowała krówkę, świnki, owce, kury, ciocia króliki i wiem ile pracy jest przy zwierzętach. Dlatego nie dziwię się zmęczeniu i jesiennej chęci odpoczynku zimowego. Jesteście częścią przyrody bardziej niż takie mieszczuchy jak ja. Życzę mądrych decyzji i realizacji zamierzeń.
    A kozy zawsze budziły moją sympatię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kozule także budzą naszą sympatię! To takie rozbrykane wariatuńcie i pieszczochy! Ale wymagaja sporo pracy. dzień w dzień. W pogodę i w niepogode. W zdrowiu i w chorobie. Czasem chciałoby sie jakiegoś urlopu. Choc na chwile! I w ogóle dobrze byłoby jeszcze coś w zyciu zrobić, czegoś zaznać, coś osiągnąć. Przecież jedno tylko mamy zycie. A skończyc sie ono moze nagle. Duzo było ostatnio w naszej okolicy takich nagłych smierci...
      Pozdrawiamy Cie serdecznie Ewo i dziękujemy za zrozumienie!:-))

      Usuń
  4. Zastrzyki antykoncepcyjne spowodowaly u Kiry raka sutka, bardzo wiec je odradzam. To jest prawdziwa bomba hormonalna i nie pozostaje bez wplywu na dalsze zdrowie suni. Jesli rzeczywiscie macie zamiar uczynic Zuzie matka, zrobcie to jak najpredzej, a pozniej szybko wykastrujcie, bo od zastrzykow sie wykonczy psina.
    Niestety, czlowiek nie mlodnieje i czynnosci dotychczas nie sprawiajace problemow, zaczynaja byc balastem nie do uniesienia, a tu trzeba z czegos przeciez zyc. Jakkolwiek piekne i spokojne, zycie na wsi do latwych nie nalezy. Mam jednak nadzieje, ze Wasze plany i pomysly ziszcza sie i bedziecie mogli oboje zyc bez takich obciazen. Trzymam kciuki za powodzenie. :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru dawac Zuzi wiecej tych zastrzyków.To straszne pieroństwo! Albo dopuścimy ja na wiosnę do Jacusia w celach prokreacyjnych albo wykastrujemy wtedy Jacusia, żeby nie było problemu (kastracja psa jest o wiele tańsza niz sterylizacja suki).
      Tak, czynności gospodarskie do łatwych nie należa. Trzeba mieć zdrowie i siłę. Nie wiem, jak sie nam wszystko w przyszłosci ułozy, bo od rozmyslania i dywagacji o tym, co by sie chciało do jakichs decyzji czy konkretnych działań droga bardzo daleka.Ale jakieś zmiany by sie zdały, żebysmy nie padli a jeszcze sie zyciem cieszyli długo, długo!
      Anusiu!Buziaki zasyłamy!****

      Usuń
  5. - Jezu! - wyrwało się z duszy na widok tego cudnego budynku murowanego na głównej stronie - Toż to moje marzenie! - Już wiedziałam, że jestem w nowym cudownym blogowym świecie opisującym czyjeś ciekawe życie, zaraz za tym widzę kozy... omdlałam z wrażenia, a kury, spowodowały, że odleciałam :))))) Siedzę i dumam, jak to się stało, że ja jeszcze tutaj nie dotarłam? To nie możliwe... :))))

    Witaj, Mam nadzieję, że Cię nie przeraziłam... ale nie sposób nie napisać o tych wszystkich cudownościach jakie widzę na tym blogu. Jako miłośniczka kóz i kur, do których pieję z zachwytu na każdy ich widok... więc.... Pozdrawiam i mam nadzieję, że moje achy i ochy podczas czytania nie wydadzą Ci się nazbyt męczące :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Agatku! Tak, ten ceglasty budynek gospodarczy i nam sie podoba a co wazniejsze, bardzo jest przydatny. W środku mieści sie koziarnia, dwa kurniki, drewutnia, składzik na ziemniaki i manelarnia.
      Nie przeraziłąś mnie.Skądże! Cieszę sie, że znalazłaś nas i chcesz tu bywać.
      Pozdrawiam Cię serdecnzie i zapraszam w nasze progi!:-))

      Usuń
    2. Normalnie zakochałam się... na pewno jest ,,bardzo przydatny" widać to gołym okiem, sama z chęcią trzymałabym w nim swoje zwierzaki i myślę, że byłoby im dobrze :))) czytam sobie powolutku, więc jak będziesz miała wrażenie, że ktoś czai się w kącie monitora to tylko ja :D
      Miłych snów...

      Usuń
    3. Skoro mi napisałaś, że to Ty sie tam czaisz, ze czytasz sobie, to usmiecham serdecznie sie do mojego cichego, lecz przecież przyjaznego gościa i dobrej nocy Ci zycze!:-))

      Usuń
  6. Olenko, czytam Twoj post po raz ktorys dzisiejszego dnia...
    Przyznam szczerze, ze nie wiem co napisac... Chcialabym, abys wiedziala, ze jestem z Wami i przesylam duzo serdecznych mysli.
    Moj Orszulkowy wrzesien ujme w cytacie - "Siedząc między ciszą, znów bo­rykam się ze swoimi roz­terka­mi, które są tak nieu­chwyt­ne jak wiatr..."
    Pozdrowienia Olenko i usciski :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najwazniejsze jest własnie to Orszulko, ze sie odezwałaś, że dałaś znak, że rozumiesz.Dziekuję Ci za to, droga dziewczyno! I sama masz troski, wiec tym bardziej wiesz, jak czuje sie człowiek ich brzemieniem obarczony.Duma i duma. Najlepsze rozwiazanie chce znaleźć a ono wciaz sie gdzieś chowa. A troski jak te gawrony kraczą i kraczą szyderczo..
      Serdeczne mysli Ci zasyłamy i pozdrowienia wieczorne!:-))***

      Usuń
  7. Pierwsze odczucie - powiało zniechęceniem i rozczarowaniem...
    Drugie odczucie - cudowna jest Wasza odwaga i moc przyjęcia zmiany!
    Myślę, że bardziej niż zmęczenie ciężką pracą, dogryzło Wam uwiązanie i unieruchomienie w gospodarstwie. Konieczność rezygnacji z tej części wolności, z której korzystają ludzie nie posiadający zwierząt.
    Czyż nie jesteście szalonymi wędrowcami, zatrzymanymi w biegu?
    Niech nowe decyzje przyniosą Wam dużo szczęścia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzecie odczucie - prawie codziennie się zastanawiam, jak długo dam radę. Wiele ciężkich prac już odpuściłam. Jednak zwierzęta i ich świat przenikają się z moim i chciałabym żeby tak pozostało. 10, 15 lat jeszcze? Do końca życia? Nie wiem ...
      W miejscu pragnień, marzeń i planów, mam zupełną ciszę. O tyle mi łatwiej.
      Choć przyznam, że pozazdrościłam tego niegasnącego ognia w Was :)

      Usuń
    2. Bo gdy zdrowie szwankuje, gdy cięzko jest zrobic to, co do nas nalezy to nachodza człowieka rózne mysli...A że wyraziłąm je szczerze na pismie...Może powinnam zachowac wiecej dla siebie, żeby nie zaburzać sielanowości i dotychczasowego wizerunku. Ale nie chce byc wieźniem własnego wizerunku czy konwencji. W człowieku jest przecież tyle skomplikowanych uczuć, tyle przeciwstawnosci. Życie to przeciez nie kolorowy plakat. Człowiek sie zuzywa.Słabnie. Starzeje. Przemija...Znika.
      Zwierzęta są radoscią i ciepłem, ale i obciązeniem. Szczególnie, jesli nie ma ich z kim zostawic nawet na kilka dni. A są przecież czasem sytuacje, że trzeba koniecznie gdzieś wyjechać. A czasem sie po prostu chce. Ot, dla zaczerpnięcia oddechu. Dla zmiany.
      Tak, kiedys napisałam, że jestesmy wędrowcami, którzy zatrzymali sie tu na jakis czas. Potem o tym zapomniałam. Teraz znowu wiatr powiał, zawołał...Ale wrosliśmy tu mocno korzeniami i powinnościami, zakochaniem w tym miejscu i zdziczeniem...Mimo to czegos sie jednak czasem zachciewa...
      A kozule nasze kochamy, tylko czy to one są w naszym zyciu najwazniejsze?
      Och, Madziu.! Od pomyslenia, od wyżalenia, do konkretnych decyzji droga jest daleka. Moze na wyżaleniu sie skończy? Czasem i to ulge przynosi...
      Ciepło pozdrawiamy Cię oboje!***

      Usuń
  8. O tak zwierzęta to więcej obowiązków i to codziennych przez cały rok. Dzień w dzień....... trzeba to naprawdę lubić aby temu podołać..........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieśpieszniej iść.....
      zerknęłam jeszcze na Twój tekst na dole strony, pięknie napisane :)

      Usuń
    2. Bardzo lubimy nasze zwierzęta, lubimy też sie nimi zajmować, tylko sił coraz mniej. Lata lecą, zdrowie pomału zaczyna szwankować. Trzeba sie zaczac troszke oszczędzać, żeby wkrótce o kulach nie chodzić, czy cos w tym stylu. I odważać sie nadal marzyć, bo marzenia są jak skrzydła.Pomagają oderwać sie od trosk i niemozności!:
      Dobrej nocy Alis i dobrego dnia!:-))*

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja suczka Ika z powodu zastrzykow hamujących cieczkę dostała ropomacicza. Straszna choroba. Uratowano ją wtedy w porządnej klinice dla zwierząt, wycinając zwyrodniałe , wynaturzone narządy rodne. Dostało nam się wtedy od ichniejszych weterynarzy, którzy dziwili się niepomiernie, że inni weterynarze wstrzykiwali naszej suczce niefrasobliwie to okropne dziadostwo bez żadnych ostrzeżeń. Nie znam się na tym, piszę tylko, co przeżyliśmy i jak bardzo cierpiała Ikusia. Stało się to po kilku latach uprawiania procederu. Nie pamiętam już po ilu.
    Rozumiem zmęczenie. Na pewno należy spokojnie wsłuchać się w organizm, pomyśleć o sobie, o spokoju i wypoczynku. Mierz siły na zamiary, jak to napisał poeta. I lepiej zrobić to wcześniej,niż będzie za późno. Wierzcie mi, wiem, co piszę. Odrobinkę coś zredukować, to nie musi być radykalna rezygnacja, lecz rozsądne dopasowanie rzeczywistości do możliwoości. Pod Waszym niebem i tak zawsze najważniejsza będzie miłość, a ona dodaje skrzydeł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te zastrzyki to nic dobrego. Zuzia dostała go tylko raz i na tym koniec.Albo w przyszłym roku zajdzie w ciażę albo sie Jacusia wykastruje zeby jej wiecej zastrzykami nie męczyć.
      Nie mamy zamiaru radykalnie rezygnować z naszego wiejskiego zywota i zwiazanych z nim obowiazków. Nie chcemy rozmnazać kóz, wiedząc z jakimi ptoblemami moralnymi wiąże sie potem kwestia pozbycia sie koziołków. A z kolei trzymać kozy tylko jako pieski do towarzystwa...? No nie wiem, czy to takie mądre i dobre dla nas i dla nich. Są nam bardzo bliskie, ale nie są przeciez najwazniejsze na swiecie. Musimy koniecznie troszkę odpuścic bo sił coraz mniej.
      A miłośc jest i będzie pod naszym niebem. Ona jest treścią, sensem i drogą.Miłośc wzajemna. Miłosc do przyrody. Do zycia. Do codziennosci i niecodziennosci.
      Pozdrawiamy Cie serdecznie Ganno i dziekujemy za zyczliwy komentarz!:-))*

      Usuń
  11. Coś na rzeczy jest z tym zwiększonym apetytem, bo nasz kociamber też więcej chce jeść. Nie jest kotem wychodzącym, więc musimy uważać na jego dietę., w tym sensie, że ma mniej ruchu niż Twoje np.
    Ciężko podejmować takie decyzje, życie weryfikuje nasze plany i marzenia.
    :*** spokojnych snów, Olu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, Lidusiu! Zima moze być sroga! Trza sie szykowac, bo nasze mądre zwierzeta daja nam znaki!
      Masz rację, co do decyzji - zycie na cos pozwala a na cos nie. Zobaczymy, jak to sie wszystko ułozy.Oby tylko zdrowie było, bo od niego wszystko przecież zalezy!
      Dobrej nocy i dnia!***

      Usuń
  12. Olenko, przeczytalam jak zawsze z ogromnym zainteresowaniem i podziwem dla Was. Nie bardzo mam sile pisac, wiec tylko zostawiam slad, usciski i cmokasy:****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star kochana! Jestem wzruszona i wdzieczna, że napisałaś te parę słów. Uściski najserdeczniejsze i zasyłam i mnóstwo ciepłych myśli!:-))*****

      Usuń
  13. Olu, już moje poprzedniczki napisały wszystko, co bym napisała. Dodam tylko, że kolejny raz bardzo Ciebie (Was ) rozumiem. Ileż to już razy sama takie myśli miałam ?.. i wciąż się miotam między kozami a resztą świata i wybieram kozy.
    Muszę mieć zabieg na ręce, lekarz mówi, że za niedługo nie będzie co ratować, a kóz nie ma kto obrabiać w tym czasie..może chociaż zdążę je zasuszyć...i znów się miotam. Bo świat wokół kóz się kręci..ok, wystarczy
    Olu, życzę Wam takich decyzji, z których będziecie zadowoleni
    pozdrawiam, rena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Reno! Jak dobrze ,że rozumiesz!Masz podobny problem. Chciałoby się mieć siłę, chciałoby sie mieć zdrowie, a ciało staje w poprzek naszym marzeniom. A przecież zdrowie najwazniejsze. Kto zajmie sie kozami, gdy padniemy? Czy kozy o nas wtedy zadbają? My same musimy, póki czas.
      Serdeczne mysli Ci zasyłamy i podziekowania za zyczliwe zrozunienie!:-))*

      Usuń
  14. Oleńko, też zostawiam ślad. Też jestem w takim wieku, że wszystko wydaje się cięższe do zrobienia, zdrowie coraz bardziej podupada.
    Bardzo dobrze Cię rozumiem jak bardzo ciężko jest podjąć słuszną decyzję - jestem z Wami.
    Pozdrawiam Ania /z Miasta Szkła/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie Aniu. Nie młodniejemy. Słabniemy. Przykre to i trudne do przyjecia. Ile jeszcze tego zycia? Co jeszcze damy radę zrobić? Czy są jakies marzenia, które dadzą sie zrealizować?Mysle, ze trzeba robić wszystko by zycie było jak najlepsze. by miało smak i sens. Nie mozna sie poddawać.Trzeba sie w siebie wsłuchać i isć za tym głosem.
      Dziekujemy Ci za to, że jesteś z nami, Aniu - sąsiadko. Wzdychamy z zyczliwym zrozumieniem i empatią!:-))***

      Usuń
    2. Oleńko. Nie mam takich obowiązków ja Ty. Jedyny mój obowiązek to praca - w prawdzie nie długo 3,5 roku do emerytury mi pozostało, ale czuję się wypalona, zmęczona, nic mnie nie cieszy. Jak dożyję do tej emerytury to wiele sobie obiecuję, ale czy tak będzie? Od ponad 20 lat nie byłam na takim urlopie, aby odpocząć, a problemy też mnie nie omijają.
      Miłej środy życzę - Ania

      Usuń
    3. Rozumiem Cię Aniu. To wypalenie, to poczucie bezsiły, braku wewnętrznego blasku jest i mnie znane. Tak to czasem człowieka napada, a im starszy, im gorzej sie czuje fizycznie tym trudniej sie z tego stanu wykaraskać.
      Miejmy nadzieję, że na emeryturze odzyskasz czas, troche energii i radosci. Czas sie nieraz okropnie wlecze a innym razem leci z kopyta.Niech teraz poleci szybciutko. Niech jeszcze zycie zauroczy, rozśmieszy i roztańczy. Trzymajmy sie jakos i wspierajmy wzajemnie!:-))
      Miłej, optymistyczniejszej niż wtorek środy Ci zyczę!:-))*♥

      Usuń
  15. Mysle, ze to takie zawirowania myslowe, ktore wszyscy mamy, na pewno nie jest latwo, ale stworzyliscie sobie niezwykly swiat! i jest Was dwoje, bardzo podobnie myslacych. Pieski moga z Wami podrozowac, juz Zuzia wykazuje sie lepsza tolerancja samochodu , wiec moze jednak czasem sie wyrwiecie ze swojego raju i gdzies tam Was poniesie! Pewnie potrzebujecie jakas dusza w poblizu, ktora Was zastapi w zagrodzie, kiedy Wy dacie sobie czas na odpoczynek.Pamietam taka pare w Andach, sprzedali nam kawalek swojej ziemi na nasz dom, zawsze mowili....tutaj jest pieknie, dzicz, lasy, gory, ogrod, krowki....ale pamietajcie, raz do roku trzeba sie wyrwac do Nowego Jorku! hahaha....oni mieli zaufanego sasiada, ktory ich dobytkiem sie zajmowal w czasie ich nowojorskich podrozy. Sciska Was serdecznie a Jacus jest jak widac na zdjeciach, bardzo szczesliwym pieskiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że masz racje, nawet najwspanialszy raj może szybko się znudzić gdy jesteśmy w nim więźniem.

      Usuń
    2. Grażynko! To prawda - czasem chciałoby sie wyrwać. Chociaz na krótko i wrócic z nową radością, nową wiara. Ale nie ma nas kto tu zastapic, wyręczyć. Szkoda, że nie dorobilismy sie wspólnych potomków. Taka rodzina wielodzietna, to jest skarb!
      Zobaczymy, jak sie nam wszystko ułozy. Nie chcemy niczego diametralnie zmieniać, ale na pewno jakiejś zmiany potrzebujemy.
      Fajnie byłoby móc pojechać gdzieś z pieskami pod namiot! Albo chociaż do rodziny na Śląsk czy na Kaszuby!
      Kochamy nasz tutejszy świat. Nie zamienilibyśmy go na inny. Ale czasem chce sie gdzies polecieć. Na chwilę chociaż! Do nas wciaz jacys goście przyjeżdżaja a my nigdzie nie możemy być goścmi! Czy to sprawiedliwe?:-))
      Pozdrawiamy Cię z usmiechem Grazynko!:-))*

      Usuń
    3. To prawda, Zulu. Tyle, że nasz raj sie nam nie znudził. Tylko trochę jestesmy zmęczeni fizycznie i psychicznie. Trzeba nam choc odrobinę odmiany. Zelżenia rutynowych obowiązków. Zaczerpnięcia innego powietrza. Rozprostowania skrzydeł.
      Pozdrawiamy Cię serdecznie i dziekujemy za Twą wrazliwą obecnosć!:-))*

      Usuń
  16. Olgo, gdy sił coraz mniej a zmęczenie i rutyna doskwierają, różne myśli przychodzą do głowy. I taka zwykle się pojawia - aby zredukować obowiązki jakie niesie ze sobą hodowla. Życzę Wam abyście podjęli słuszną decyzję.
    Spędzam w mieście większość dnia, a potem pędzę na próbę w filharmonii, do domu dojazd zajmuje mi około pół godziny. Wieczorem doję i obrządzam kozy ( a rano przed pracą też przecież dojenie ). I nieraz zastanawiam się, jak długo będę miała na to wszystko siły. O wyjazdach wspólnych z mężem to już w ogóle nie mam co marzyć. Podróżujemy i owszem - on wyjeżdża dość często, ja rzadziej i zwykle na koncerty. Ale o rezygnacji z hodowli nie myślę, bo tak jak pisze Magda, także i moje życie nierozerwalnie splotło się z kozami. Chyba prędzej zamknę swoją firmę :))
    Rozumiem jednak, że nie wszyscy tak chcą. I nie muszą :) Pozdrowienia z lasu ślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andziu, czasem człowiekowi potrzeba choć trochę odmiany, oddalenia od codziennosci. Ty masz swoją pracę zawodową. Miasto. Po pracy wracasz do swego lasu z radoscia i ulga. Pewnie nawet myslisz, że najlepiej byłoby dla Ciebie ,gdybys nigdzie nie musiałą sie z niego ruszać. Może rzeczywiscie tak by było cudownie... kto wie? My jesteśmy tylko od pięciu lat tu. Jak pionki na tej samej szachownicy. A chciałoby sie od czasu do czasu poza planszę wyskoczyć. Zmniejszyc troche rutynowe obowiązki ,bo wiek, bo zdrowie, bo czas, którego coraz mniej...Kozy są kochanymi zwierzakami, ale nie są całym światem, choć potrafią zaczarować, rozbawić, wzruszyć, zawłądnąc świat swoimi potrzebami, wymogami. Poza nimi są jeszcze przyjaciele,rodzina, koledzy dawno nie widziani. Pasje, marzenia, blaski...Bo zycie jest takie krótkie. takie nieprzewidywalne. Czy zdązy sie ze wszystkim...?
      Pozdrawiamy Cię Andziu serdecznie z naszej nocnej wioski i wszystkiego dobrego zyczymy!:-))

      Usuń
  17. Oj, obawiam się, czy wymachiwanie kijaszkiem okaże się wystarczającą bronią przeciwko rozbuchanym hormonom ;-)
    U nas, Olgo, całkiem podobnie: siano zimowe jest już pożerane, susza dała się we znaki, też dokarmiamy spadami z sadku. I pracy też wciąż nie mniej... Zauważyłam, że zwierzaczki obrastają już w zimową sierść, pewnie zima przyjdzie wcześnie w tym roku. Troszkę się martwię, czy zdołamy się należycie przygotować i czy moje marzenia o "zimowej przygodzie" nie okażą się przekleństwem. Póki co jednak się nie poddajemy ;)
    U nas na szczęście tylko Padre ma takiego "szwędacza" że musi co jakiś czas gdzieś wyjechać... a ja i tak bym nie mogła, bo wiadomo - inwentarz ;-) Życzę Wam dobrej decyzji i wyboru najszczęśliwszej dla Was drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie kijaszek sprawdza sie dobrze! Jak rozbuchanie hormonów dojdzie do apogeum Łobuz będzie musiał zostawać w swoim boksie.
      Z tym sianem to tragedia.Dzisiaj młody sąsiad skosił dla nas przyległą do naszej łąkę. Bo mamy nadzieję pozyskać z niej dodatkowe siano. Ale jak ma nam ta trawa wyschnac przy takiej deszczowej pogodzie?
      Oby ta zima nas nie zmroziła ze szczętem. A jest mozliwe, że po gorącym lecie będzie sroga zima. Juz kiedys tak bywało.
      Póki co kozy opychaja sieczym tylk osieda. A grube jak beczki!:-)
      Szwendectwo oboje mamy we krwi. Trochę ono ucichło, ale czasem sie odzywa, niestety...Gdzieś tam daleko sa przyjaciele, rodzina...Nie maja czasu czy mozliwosci by przyjechać i my nie mamy...
      Pozdrawiamy Cię gorąco Inkwi, dziękując za Twoje serdeczne odwiedziny i zyczliwe słowa!:-))*

      Usuń
  18. Dzień dobry ze słonecznego Mazowsza:) mam nadzieje, ze i u Was juz słonko i suszy świeżo skoszona trawe:).
    I u nas zauważyliśmy ze psy ochoczo pochłaniają duże ilości jedzenia. Może to bardziej efekt tych minionych upałów, kiedy to jadly tylko tyle by miec przetrwac, a teraz nadrabiaja?
    Ja zimę lubię, ale jak jest o swojej porze i taka normalna z temperaturami przy ktorych daje się funkcjonować i śniegiem w przyzwoitej ilości. Jednak po takim lecie obawiam sie czy moze być jeszcze normalnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry Kocie! Wczoraj przez cały dzień słonko świeciło i porządnie wiało, więc i sianko podeschło. To ciekawe z tą coraz bardziej widoczną żarłocznoscią psów. Miejmy nadzieje, że to o rzeczywiście nadrobienie braków z czasów upałów chodzi.
      Ja też zime lubię, tylko nie lubie marznąć w domu a tak było ostatnio, gdy w styczniu zabrakło nam drewna opałowego i musiałam chodzic do lasu i chrust targać do domu.
      Dobrego dnia i udanego weekendu zyczę!:-)

      Usuń
  19. Jestescie odpowiedzialnymi dojrzalymi ludzmi, stad te rozterki. Zgadzam sie z tym co napisalas, marzenia, marzeniami, a zycie wszystko weryfikuje. Jednak jak wygladaloby nasze zycie gdyby nie marzenia, otoz to!
    Zycze Wam Kochani wlasciwych wyborow, zycie jest tak krotkie, łapcie wiatr w zagle i do przodu.
    Usciski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia zależą od mozliwosci i ch realizacji a one z kolei od stanu zdrowia, czasu, finansów. Kozy bardzo łatwo kupić a niełatwo sprzedać. A wiec od pomysłu do realizacji droga daleka i byc możze skończy sie tylko na pomysle. I jakos będziemy to toczyc dalej w prawie niezmienionym kształcie jeszcze przez kilkanaście lat. Choć chciałoby sie troche odetchnąc, zaznać odrobiny wolności i przynajmniej móc odwiedzic przyjaciół i rodzinę, która już lata świetlne nas na oczy nie widziała.
      Dziękujemy Ci Ataner kochana za serdeczne zrozumienie. i ciepłe zyczenia i Tobie, I my zyczymy Wam obojgu jak najlepiej!:-))

      Usuń
  20. Oleńko zawsze czytam z wielkim zainteresowaniem Twoje posty. No cóż życie nie jest lekkie szczególnie tam gdzie Wy mieszkacie. z jednej strony wspaniale miejsce, czyste powietrze, kontakt z natura, z drugiej wiele pracy i wyrzeczeń. A chciałoby się mieć i jedno i drugie, tylko skąd brać siły. Lat przybywa a siły maleją i zdrowie tez nie to. Kochacie swoje zwierzęta, one kochają Was, rozstania na pewno są bardzo bolesne. Wiem jak to jest z pieskami, moja córka ma kota, owczarka niemieckiego a teraz doszedł jeszcze border coli. Na początku Sol bardzo cierpiała, bo pojawił się intruz, o którego była zazdrosna. Moi pojechali do Grecji i zostawili mi ten cały zwierzyniec na głowie i jeszcze wnusię 15-letnią, która w wieku dojrzewania, dała mi popalić.Powiem, że udało mi się jakoś opanować tę sytuacje i powoli pieski się zaprzyjaźniły. nawet kot, który wcześniej był zazdrosny o nią zmienił się i żyją w symbiozie. Także i wasze pupile na pewno zaprzyjaźnią się i będzie dobrze.
    Życzę Wam Kochani dużo zdrowia, cierpliwości i siły i oby ta zima nie była taka sroga. Serdeczności zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspaniale, ze udało Ci się opanować sytuacje ze zwierzetami i krnąbrną nastolatką.Jednak wyobrażam sobie ile nerwów musiało Cie to wszystko kosztować, Alinko.Oby nasze pieski sie w końcu zaprzyjaźniły, bo obecny stan rodzi mnóstwo frustracji i niemozności.
      Chcielibyśmy miec duzo sił do toczenia naszego wózka niezmiennie i wytrwale, ale czasem już tych sił brak a wówczas nachodzą człowieka marzenia o jakiejś odmianie, odpoczynku. Świat tutejszy jest piękny, ale wymagajacy żelaznego zdrowia, bo wszystko co mamy, zalezy od tego czy sobi sami to zrobimy, przygotujemy, wypracujemy. A z czasem człowiek staje sie coraz większym minimalista i do szczęścia potrzebuje spokoju, czasu, więcej mozliwości odpoczynku oraz wolności wyboru.
      Pozdrawiamy Cię serdecznie Alinko, dziekując za życzliwe słowa oraz wszystkiego dobrego Ci zycząc a przede wszystkim zdrowia i spokoju ducha!:-))*

      Usuń
  21. Ze zwierzętami prawie jak z dziećmi; radość, czułość, ciepło ale też zobowiązanie, odpowiedzialność, ograniczenia. Już się nie robi tylko tego na co ma się ochotę, już jest się w "czułej służbie". Są plusy ujemne i minusy dodatnie - to sprawa wartości i wyborów a te zmieniają się razem z nami. Ja jestem jakby po przeciwnej stronie niż Wy, taki wybór, ale czasem, często, z delikatną zazdrością myślę o tej radości którą dają wam zwierzęta. Dobrych decyzji i ciepłego września. Uściski ślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że ze zwierzętami jest nieomal jak z dziećmi. Tyle, że zwierzęta to wieczne dzieci. Nie dorosna. Nie usamodzielnia się. Nie wyprowadzą z domu. Zawsze są i będą tak samo zdane na odpowiedzialną, czułą opiekę swych właścicieli. I to jest piękne, bo ma sie kogo kochać i o kogo troszczyć. I to jest ograniczające, bo nie ma się mozliwości odpoczynku od tego, zaznania choc na jakis czas odmiany i wolności. To trochę tez tak jakby wciaz sie miało pod opieka wieczne niemowlę w pieluszkach. Trzeba mu je zmieniac kilka razy dziennie. I karmic butelką.
      Krystynko, od pomyslenia o tym jak jest, od zdania sobie sprawy z sytuacji i swoich mozliwosci oraz potrzwb do jakichs decyzji, czy zmiany tej sytuacji droga jest daleka. Ot, tak się ze mnie w tym poście troche wylało, ale nadal toczymy ten wózek po dawnemu, ciesząc sie tym, co mamy, doceniajac to wszystko, ale i kwękajac codzień, gdy mięśnie i stawy bolą, skrzypią,. I wiadomo, że lepiej juz raczej nie będzie...
      Pozdrawiamy Cię serdecznie Krystynko!:-)♥

      Usuń
  22. Witajcie jaworowi ludzie,chętnie do was zaglądam i jeszcze będe pozdrawiam trejtka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Krysiu! Miło nam Cię tutaj gościć!:-))

      Usuń
  23. Olgo, kto jak nie ja zrozumie Cię najlepiej : ) Ukochuję mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Łucjo kochana! Któż, jak nie Ty?! Dziekuję za to zrozumienie i ściskam Cię mocno!***

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia