wtorek, 4 czerwca 2013

Emigrantki, cz.4 - "Shadi znaczy szczęście"





   Podczas mojego drugiego lotu do Australii doznałam ogromnego, graniczącego z mistycznym oczarowaniem zachwytu. Była ciemna noc. Większość pasażerów samolotu spała lub oglądała filmy na DVD. Ja, swoim zwyczajem, nie mogąc zmrużyć oka śledziłam na wyświetlającej się przede mną interaktywnej mapce lotu, którędy przemieszcza się nasz ogromny Boeing 747. Po przelocie nad ciemnymi, niewyraźnymi połaciami mórz, pól, rzek i gór dotarliśmy nad Iran. W tej kosmicznej, czarnej przestrzeni gdzieniegdzie widać było maleńkie, odległe światełka i cieniutkie niteczki autostrad. Wreszcie znaleźliśmy się nad Teheranem. I to był najpiękniejszy widok, jaki dane mi było ujrzeć w całym moim życiu! Miliony, miliardy świateł, lampeczek i migotliwych blasków układały się na dole w kształty fantastycznych ośmiornic, rozgwiazd, kryształków śniegu oraz misternych pajęczyn złożonych z lśniących perełek i diamentów. Jęknęłam z zachwytu i wcisnęłam nos w szybę, po raz kolejny ciesząc się, iż miałam miejsce przy oknie, a dzięki temu dane mi było oglądać ten baśniowy, niezapomniany spektakl świateł nocnego miasta z baśni tysiąca i jednej nocy. Czy mogłam wówczas przypuszczać, że w kilkanaście miesięcy potem poznam pewną niezwykłą kobietę, pochodzącą właśnie z owego wspaniałego miasta? Może w czasie mojego lotu przechadzała się właśnie ulicami swej pięknej stolicy i słysząc pomruk przelatującego gdzieś wysoko Boeinga zamyśliła się nad tym, kto ciemną nocą frunie tak wysoko po niebie…?
   Do naszej szkoły dla emigrantów Shadi przybyła w połowie września. Po wstępnej rozmowie z nauczycielką od razu zakwalifikowana została do bardziej zaawansowanej językowo grupy. Była piękną, pełną wewnętrznego blasku i bezpośredniości osobą, zjednującą tym od razu naszą sympatię i zainteresowanie. Niewysoka, szczupła, o falujących, sięgających do ramion czarnych włosach, oliwkowozielonych, migdałowych w kształcie oczach i brwiach w kształcie skrzydeł jaskółki. Ubrana skromnie, lecz gustownie w ciemnozielone płócienne spodnie i haftowaną delikatnie beżową tunikę. Wchodząc do klasy zdjęła z głowy leciutką, kwiecistą chustę i z fantazją owinęła nią sobie szyję. Popatrzyła na studentów z delikatnym, nieśmiałym uśmiechem i przywitawszy się z nauczycielką usiadła skromnie na brzeżku krzesła. Potem jak każdy nowoprzybyły musiała się na początek przedstawić nam wszystkim. Opowiedzieć co nieco o sobie.
   Słuchając jej i patrząc w subtelną twarz Shadi poczułam od razu, iż jest ona osobą bardzo wrażliwą, mądrą tą wewnętrzną, nabytą poprzez liczne doświadczenia życiowe mądrością a przy tym także skromnym i sympatycznym człowiekiem. Z jej pierwszej wypowiedzi dowiedziałam się, iż ma czterdzieści cztery lata, z zawodu jest chemikiem i farmaceutą, w Iranie pracowała w naukowym instytucie chemicznym, a do Australii przyleciała wraz z nowo poślubionym mężem zaledwie dwa tygodnie temu. Kończąc swą prezentację uśmiechnęła się promiennie, mówiąc, iż jej imię w języku perskim znaczy szczęście. I rzeczywiście - Shadi sprawiała wrażenie osoby szczęśliwej i poukładanej wewnętrznie!
   Tego typu istoty przyciągają do siebie jak magnes. Nie tworzą żadnych sztucznych barier ani wrażenia dystansu czy obcości. Są jak dawno niewidziani przyjaciele, z którymi człowiek chce się od razu przywitać i zagadnąć, co u nich słychać. Nic też dziwnego, że już podczas pierwszej przerwy Shadi otoczona była tłumem ciekawskich, spragnionych zaznajomienia się z nią koleżanek. Nie pchałam się więc do niej, jak zwykle w takich chwilach, zostając nieco z boku. Wiedziałam, że prędzej czy później dane mi będzie z nią porozmawiać a może i nawiązać jakąś mocniejszą nić porozumienia.
  W tym czasie Saheery nie było w szkole, gdyż przebywała w Ameryce u brata. Dlatego też moją kolejną, bliską koleżanką stała się wówczas o kilka lat młodsza ode mnie Węgierka Tunde. Pomagałyśmy sobie w lekcjach, pożyczałyśmy od siebie książki, po szkole razem wracałyśmy do domu a niekiedy dla przyjemności spacerowałyśmy brzegiem zatoki i opowiadałyśmy sobie skomplikowane dzieje naszych losów. Dobrze czułyśmy się razem i nadawałyśmy na podobnych falach, jednak Tunde ujawniała niekiedy pewną nieprzyjemną, irytującą mnie cechę. Otóż była zazdrosna o moje kontakty z innymi koleżankami szkolnymi. Widziałam, jak się dąsa i chmurzy ilekroć w czasie przerwy zamieniłam parę słów z kimś poza nią. Rozumiałam dobrze, że takie zachowanie wynikało z jej samotnictwa oraz popartej trudnymi doświadczeniami życiowymi nieufności do bliźnich. Ta trzydziestoletnia kobieta nie potrafiła poczuć się swobodnie w szerszym gronie. Często milkła i wycofywała się w głąb siebie, do bezpiecznej krainy wewnętrznych przeżyć. Tymczasem ja, chociaż bardzo ją lubiłam, chciałam nawiązywać kontakty z pozostałymi członkami grupy uważając, iż mam jedyną w życiu szansę, by w bezpośrednich rozmowach dowiedzieć się więcej o ich krajach i ciekawych życiorysach. Aby więc poznać lepiej Shadi a nie urazić tym Tunde postanowiłam zbliżyć je do siebie i stworzyć z nas trójkę przyjaciółek.

   Udało mi się to niebawem i nie okazało się wcale tak trudne, jak się obawiałam. Otóż Shadi po szkole szła zawsze w tę samą, co my stronę. Idąc obok Tunde dostrzegałam, jak między przechodniami miga mi, co jakiś czas beżowa tunika Shadi i jej kolorowa chusta. Zawołałam ją po imieniu i już po chwili wędrowałyśmy razem w stronę przystanku autobusowego, do którego zmierzała Iranka. Tunde słuchała z zainteresowaniem mojej rozmowy z Shadi i po kilku minutach zauważyłam z ogromną ulgą, iż nieufna Węgierka zaczyna uśmiechać się i oswajać z nową koleżanką. Odtąd stało się naszym codziennym obyczajem to wspólne wędrowanie ulicami Melbourne, chodzenie do sklepów z tanimi ciuchami albo ze starociami, spacery nad rzeką czy oceanem, przesiadywanie na ławeczce i wystawianie twarzy ku cieplejszym, wiosennym promieniom słońca.
   Shadi opowiadała nam o swym życiu w Iranie, o swojej pracy, o pięknie tego górzystego, położonego nad morzem Kaspijskim i oceanicznymi zatokami kraju a także o jego problemach społeczno-politycznych. Zapytałam ją o konieczność noszenia przez muzułmańskie kobiety typowych dla nich okryć głowy, kolorowych chust albo wręcz okrywających je od stóp do głów burek.

- Dla mnie to nie jest żaden problem ani przykry przymus – odrzekła z uśmiechem Shadi.
- Większość kobiet w moim kraju lubi nosić te chusty zwane powszechnie hidżabami, czując się w nich wygodnie, naturalnie a nawet atrakcyjniej, niż bez. To dla nas tak normalne, jak dla was, kobiet z Europy delikatny makijaż oczu czy okulary. W niczym nam to nie uwłacza ani nie ogranicza.
- Ale Ty przecież nie zawsze nosisz chustę – zauważyłam przyglądając się z przyjemnością jej gęstym, lśniącym złociście czarnym puklom, w których tańczył teraz wiatr i bawił się nimi, uparcie wdmuchując włosy Shadi na jej nos i usta.
- Tak, postanowiłam w Australii dostosować się do panujących tutaj obyczajów i nauczyć się chodzić bez chusty. Jestem wolną kobietą i mogę robić, co chcę! – zachichotała i jak mała dziewczynka okręciła się na pięcie zerkając na swoje odbicie widoczne w błyszczących witrynach mijanych sklepów.
- A co na to Twój mąż? – drążyłam temat, naczytawszy się po wielekroć o surowości i rygorystycznym podejściu fanatycznych islamistów do praw kobiet.
- Mój mąż? Och, Dżabi to najmilszy, najbardziej tolerancyjny człowiek, jakiego dotąd poznałam! Zresztą wielu jest mądrych i żyjących na luzie Irańczyków. Nie wierzcie we wszystko, co plotą o nas mass media! – zawołała i wciągnęła mnie i Tunde do ogromnego supermarketu pełnego barwnych bluzek, spódnic i sukien. I już po chwili grzebałyśmy w pełnych kolorowych ubrań koszach a potem z naręczami różnych części garderoby wędrowałyśmy do przymierzalni i doradzałyśmy sobie, w czym nam do twarzy, co warto kupić już teraz a do czego wypadałoby się trochę odchudzić.
Ja i Tunde miałybyśmy z czego schudnąć, ale Shadi posiadała nienaganną, filigranową sylwetkę a więc prawdę mówiąc we wszystkim było jej dobrze.

- Jak to robisz Shadi, że jesteś taka szczupła? – zapytała z odcieniem lekkiej zawiści Tunde a ja nachyliłam się by wysłuchać jakiejś kolejnej opowieści o dietach odchudzających czy chorobach. Pomyślałam, że pewnie Iranka jest akurat na ścisłej diecie, albowiem nigdy dotąd nie widziałam jej jedzącej. W czasie przerw śniadaniowych nie piła nawet tutejszej, przepysznej kawy z ekspresu!

- Na taką sylwetkę oraz na spokój duszy najlepiej robi mi Ramadan – wyznała i dodała.
- Ramadan to najpiękniejszy, najbardziej wytęskniony przeze mnie miesiąc w roku. W czasie jego trwania nie jem i nie piję nic od świtu do zmierzchu.
-A w nocy? – popatrzyłam z niepokojem w jej lśniące łagodnym blaskiem oczy, lękając się ujrzenia w nich jakiegoś cienia niezdrowego fanatyzmu.
- Tak, w nocy wolno nam jeść normalnie, ale ja przez okres Ramadanu mam słaby apetyt i nie odczuwam nawet głodu. Jednak wielu ludzi ucztuje nocami i kończy obżarstwo tuż przed świtem, aby aż do zmroku nie brać niczego do ust – mówiła spokojnie Shadi a potem zamyśliła się i prowadząc nas w stronę ulubionej ławki przy plaży kontynuowała swoją opowieść.
- Islam wymaga od swych wyznawców by przestrzegali reguł Ramadanu, wyznając w ten sposób swoją wiarę i okazując miłość Bogu i ludziom  - szepnęła, ściągając sandały i opierając z rozkoszą nagie stopy na rozgrzanym piasku.
- A co ma niejedzenie do wiary?! – znowu zadałam pytanie, zapominając na moment o tym, że wszak i w chrześcijaństwie czas postu jest bardzo ważny a umiejętność wyrzekania się pewnego rodzaju pokarmu dowodzi głębi i wierności wyznawanej wiary. Tunde, którą chyba nie bardzo interesowały te rozmowy także zdjęła buty i pobiegła w stronę oceanu, by obmyć zgrzane stopy.

- Gdy nie jem i nie piję mój umysł i ciało oczyszczają się. Wszystko widzę i czuję wyraźniej. Potrafię mocniej skupić się na modlitwie. Mam bezpośrednią więź z moim Bogiem oraz odczuwam ogromną bliskość z innymi ludźmi. Gdzieś znikają wszelkie zmartwienia i stresy. Wiele osób doświadcza podczas Ramadanu ogromnej miłości i współczucia dla bliźnich. Proces trawienia nie zaprząta uwagi ani nie odbiera energii. Zdarza się, iż ludzie na ulicach spontanicznie przytulają się do siebie. Dzielą się z biednymi tym, co mają w nadmiarze. Wybaczają sobie wzajemnie wszystkie stare zatargi i nieporozumienia. Chodzą radośni, wolni od trosk i grzechów. Obserwuję to co roku i dlatego doczekać się nie mogę tego miesiąca dobroci i cudów – rozmarzyła się Iranka, a potem spojrzawszy na mnie ciepło rzekła:

 -I powiem Ci coś Olgo. Od razu po wejściu do naszej klasy zwróciłam uwagę na ciebie i poczułam, że będzie nam w przyszłości dane zaprzyjaźnić się ze sobą – kontynuowała zwierzenie Shadi a potem jak gdyby zawstydziwszy się tego, co powiedziała roześmiała się i zrywając się z ławki zawołała:

- Biegnijmy do Tunde, bo nam ją jeszcze ocean porwie!

   A potem jak beztroskie dzieciaki skakałyśmy we trzy po zimnej wodzie, nie bacząc na coraz bardziej mokre nogawki spodni oraz na ostre słońce, szybko malujące na czerwono nasze wesołe twarze. Bezchmurne, lazurowe niebo nad nami oraz odległy horyzont i błogi dotyk białego piasku sprawiał, że czułyśmy się zawieszone w jakimś cudownym bezczasie. Miałyśmy wrażenie, iż to jedna a najpiękniejszych w naszym życiu, niepowtarzalnie cudowna chwila.
  To był dopiero początek tej znajomości. Dane nam było jeszcze wiele razy ciekawie porozmawiać i spędzić wspólnie przyjazny czas. Ale o tym napiszę w następnym wspomnieniu…

18 komentarzy:

  1. Jakie piękne chwile, mam nadzieję ,że trwają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zycie biegnie stale naprzód a wraz z nim perełki dobrych chwil...

      Usuń
  2. ...wiele pozytywów wypływa właśnie z uporządkowanego życia wewnętrznego...takie osoby przyciągają i sprawiają, że chce się być blisko nich...tylko dlaczego jest ich tak mało?
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zycie jest ciężkie i trzeba miec gruba skórę lub ogromną madrośc i siłe wewnętrzną by sprostać jego wyzwaniom. Nadwrazliwców tak łatwo skrzywdzić, złym słowem zepchnąc z dobrego toru tego zycia.
      Pozdrowienia!:-)

      Usuń
  3. Jak to nie nalezy wierzyc we wszystko, o czym pisza wrogie talibom media. Okazuje sie, ze kobiety moga byc zadowolone noszac na sobie te namioty. Ja bym nie byla, ale co kto lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóz to! Co kto lubi! Nic nie jest jednoznacznie czarne albo białe.Między tymi barwami jest jeszcze mnóstwo cieni i odcieni...

      Usuń
  4. Ta i poprzednie - mądre, wzruszające, ciekawe
    historie, które zatrzymują nas w zamyśleniu nad
    losami kobiet w dzisiejszym świecie.

    Nasza własna droga życiowa splata się czasami na chwilę
    z drogami pewnych ludzi, a potem owe drogi
    zaczynają już biec równolegle, bliżej od siebie czy dalej,
    aby nigdy więcej się nie skrzyżować...
    Ale ślad w sercu pozostaje.

    Pożywienie uziemia nas, bo z ziemi pochodzi.
    Im bardziej potrafimy ograniczyć pokarm, tym bardziej
    będziemy przybliżać się do innego rodzaju odczuć i przeżyć.
    Są też pokarmy lekkie energetycznie i te pozwalają nam
    na "odloty", ale są i takie, które obciążają nas ponad miarę.

    Jak pięknie Shadi umiała wykorzystać Ramadan
    do otwierania swoich wewnętrznych drzwi, do docierania
    do swoich duchowych komnat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję Ci Mar za mądre, pełne zrozumienia i wrazliwosci słowa.
      To własnie tak jest, jak napisałaś - nasze drogi krzyżują się, potem biegną równolegle a w końcu się rozchodzą. Zostaje pamięć o uczuciach i emocjach.
      Poznałam Shadi w czasie Ramadanu, kiedy była szczególnie uduchowiona i natchniona, ale i po jego zakończeniu była pełna wrażliwości i zrozumienia dla ludzi.I rzeczywiście potrafiła otwierać swoje duchowe komnaty oraz pomagać w otwieraniu ich bliźnim.Bardzo cenię sobie takie głębokie, poszerzające horyzonty znajomości. Wiesz zresztą o tym dobrze, droga Mar!***


      Usuń
  5. Kolejna nietuzinkowa postac. Olu! Warto bylo mieszkac w Australii aby poznac tak niesamowite kobiety. Niby rozni nas wiele, inna kultura, religia, a w sumie wszystkie jestesmy do siebie bardzo podobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto było mieszkać w Australii z wielu powodów, ale poznanie tylu ciekawych kobiet jest dla mnie prawdziwym, niezapomnianym skarbem.Co nie znczy, iz polskie kobiety nie są równie niezwykłe! Ale tam dochodził jeszcze ten koloryt egzotyki i obcej kultury oraz emocje związane z ciągłym poznawaniem nowych koelezanek z róznych stron świata.
      Ciepło pozdrawiam Cię Ataner!:-)

      Usuń
  6. Oleńko kolejna piękna opowieść o niezwykłej kobiecie. Jesteś tez niezwykła i bije od Ciebie pozytywna energia, dlatego przyciągasz ludzi. Dziękuję Ci za te opowieści i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Oleńko ja znosicie te ulewy, czy nie podtapia Was, u nas mimo, że nie ma rzek to podtapia domy, zalewa piwnice, pada prawie cały czas.
    Serdeczności zostawiam i cieplutko pozdrawiam:)
    Alina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię słuchać ludzi i ich opowieści. I na szczęście mam dośc dobrą pamięc. Dlatego mogę spisywać teraz wspomnienia i wzruszenia z dawnych lat. Spotkania z niezwykłymi kobietami z tylu krajów są dla mnie jak dotyk egzotycznej baśni, jak dziwny lecz przepiękny sen.
      A co do ulewy, to nie podtapia nas, bo mieszkamy na szczycie góry! Tyle, że błota wszędzie pełnooraz kałuż i mokra jest trawa a ja nie mogę małych kurczaczków na dwór wyprowadzić a byłaby już po temu najwyższa pora.
      Równie ciepło pozdawiam Cię Alinko!:-)

      Usuń
  7. Olgo, czytam, chłonę, zamyślam się.
    Nie piszę, ale codziennie tu jestem.
    Ściskam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za to Magdo, że mnie odwiedzasz i zostawiasz pisemny znak tych odwiedzin. Tylu jest cichych podczytywaczy...Dlatego tym bardziej cieszę się, jak ktoś się odzywa i na dodatek tak ciepło i rozumnie, jak Ty!:-)

      Usuń
  8. Czytam z zainteresowaniem:) Wszystkie bardzo odmienne, egzotyczne dla mnie wręcz tajemnicze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety z róznych krajów, ale o takiej samej jak my wrazliwosci i pragnieniu bycia szczęśliwą. A szczęście to motyl, co ledwo go zauważyć udlatuje płochliwie...

      Usuń
  9. Każda z nich jest inna,każdej los podobny a jednak inny jest w sumie historie tych kobiet są i bardzo ciekawe i wyjątkowo pouczające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam szczęście spotykajac tam tak ciekawe, wrazliwe kobiety...

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia