…Nareszcie doczekaliśmy się asfaltowej drogi przed domem. Drogi łączącej ze sobą kilka sąsiednich przysiółków. Dającej możliwość innego, niż dotąd dojazdu w nasze strony. Uwalniającej nas od chmur kurzu unoszących się w pogodne dni w okolicy, ilekroć tylko jakiś samochód przemknął obok oraz od wszędobylskiego błota w dni pochmurne. To plusy.
A minusy? Oczywiście są a pewnie z czasem pojawi się ich więcej, nie sposób bowiem wszystkiego przewidzieć. Ot, np. taka wygodniejsza, bardziej cywilizowana szosa z pewnością zachęci większą ilość kierowców do jej użytkowania. Zwiększy się więc ruch przy naszym domu a wraz z nim ilość spalin i poziom hałasu. Zostanie tu pobudowanych więcej domów a zatem i ludzi będzie tu mieszkało więcej. Wiem już, że wraz z asfaltem zniknął tu romantyczny duch tej gruntowej, wtopionej w okoliczną naturę, zastygłej w czasie, białej od kurzu i kamieni drogi. Od teraz stała się ona po prostu jedną z wielu szos. Jakiś rozdział z dziejów tych okolic został nieodwołalnie zamknięty.
Wydaje się jednak, że póki co zdecydowanie więcej jest plusów niż minusów ten naszej lokalnej zmiany. Choć w duszy trochę jakby czegoś żal. Budzi się też cień lęku, przed tym, co będzie jeszcze, co się zmieni, bo zmienić musi. A rozważania o asfalcie stały się dla mnie przyczynkiem do nieco szerszych rozmyślań…
Cały świat się przecież zmienia. Nie da się tego zahamować. Nie da się pozostać skansenem i zamgloną, baśniową wyspą na morzu wszechogarniającego postępu cywilizacyjnego. I choćbyśmy opierali się z całych sił, to trzeba temu ulec, bo to nie my decydujemy o tym, co i jak będzie. Decydują inni za nas a my musimy się tylko dostosować i starać się dostrzegać w tym pozytywy, choć bywa, że negatywów jest równie dużo a nawet więcej…
Słuchałam ostatnio kilka wykładów Yuvala Noaha Harariego – kontrowersyjnego, izraelskiego historyka, opiniotwórczego intelektualisty, poczytnego pisarza, zyskującego coraz większą popularność guru globalistów. Czytałam wywiady z nim oraz artykuły na temat tego, co propaguje i czego jest orędownikiem. Uważa on np., że świat potrzebuje nowego porządku by nie popaść w erę wojen, wojny i biedy. Brzmi to nieźle, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Ten nowy porządek to według niego podporządkowanie nowoczesnym technologiom, globalnej kontroli i inwigilacji obywateli, informatyzacji i cyfryzacji w każdej dziedzinie życia. W zamian ludzie mieliby zyskać bezpieczeństwo, spokój oraz poczucie sprawiedliwości społecznej. W cudowny sposób zapewnić im to ma postęp cywilizacyjny, zaawansowana inżynieria społeczna, władza nauki, odejście od złudnych religii i wszelkiej transcendencji. W tym nowym porządku świata zapanuje racjonalizm, świecka moralność, nie dająca się zrzucić na żadne siły wyższe odpowiedzialność człowieka za to, co jest i będzie. Zwierzęta równe ludziom. Człowiek równy bogom…
No właśnie. Odpowiedzialność…Czy pracujący w swych laboratoriach oraz gabinetach naukowcy potrafią być wystarczająco ostrożni i odpowiedzialni by ustrzec się od błędów, nie wiodących donikąd albo wręcz na manowce ścieżek, od kłopotów, w które przez ich działalność może popaść ludzkość? Wszak co chwilę słyszy się o jakichś nowych wirusach, które tu i ówdzie przypadkiem (lub specjalnie) wymknęły się z laboratoriów i szaleją po świecie. O powstawaniu jakichś chimer i sztucznych, na poły cybernetycznych bytów mających służyć nauce i ludziom, o rozwoju sztucznej, opartej na cyfryzacji świadomości czy eugenice. To wszystko z całą pewnością nas czeka. Fantastyczna rzeczywistość opisywana w książkach czy filmach s-f realizuje się już na naszych oczach. A my cieszymy się, że możemy sobie w telefonach zainstalować kolejną aplikację, fascynujemy, że wkrótce będzie nam tak wygodnie i łatwo, bo przy wejściu do sklepu czujne oko kamery samo nas rozpozna a za pomocą podskórnych czipów nawet nie będziemy musieli używać kart płatniczych by uregulować należność…
Dlaczego ludzie dają się temu uwieść i potulnie prowadzić ku niewiadomemu? Nie mają, niestety, innego wyjścia a poza tym chcą ufać, że na gruzach starego pojawi się cos nowego, a pewnie i lepszego. Zawsze przecież, gdy coś się kończy, coś się też zaczyna. Świat zmienia się z nami czy bez nas. Pojawiają się nowi prorocy, mody, tendencje. A kto się nie dostosuje pozostanie daleko w tyle albo go zadepczą.
Oglądałam jakiś czas temu horror z 2009 r. pt. „Istota”. Opowiada on o dwojgu naukowców, którzy w celu pozyskiwania cennego białka tworzą ludzką chimerę . I nie przejmują się tym, że istota owa może mieć jakieś uczucia, psychologiczne potrzeby. Nie biorą pod uwagę, jak niebezpieczny może być ich eksperyment i jak się to wszystko skończy. A kończy się źle. Istota nabiera samoświadomości i nie satysfakcjonuje jej bycie królikiem doświadczalnym ani źródłem pozyskiwania czegoś cennego dla ludzkości. Chce żyć. Chce mieć prawa. Nie chce być w niczym od ludzi gorsza czy też gorzej od nich traktowana…
Tyle film, ale przeczytałam niedawno niepokojącą informację, że jakiś program komputerowy googla zyskał już samoświadomość, że można z nim rozmawiać jak z kilkuletnim dzieckiem, że wie, co to smutek i samotność, że boi się wykasowania…Serce mi się ścisnęło współczuciem dla tego sztucznego tworu oraz lękiem przed przyszłością. I przypomniało mi się przesłanie „Małego księcia”, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswajamy oraz za to, co tworzymy. Że każdy nasz czyn przynosi jakiś skutek a jeśli nie potrafimy przewidzieć następstw swego działania, to zdecydowanie lepiej się za to nie brać. No chyba, że korzystając z pomocy uczynnego węża decydujemy się na nieunikniony koniec, bo nie podoba nam się takie życie, bo wolimy odejść, niż tkwić w świecie, którego nie rozumiemy, który sprawia nam więcej cierpienia niż radości....
Myślę o tym wszystkim patrząc na nowiuteńki asfalt błyszczący tryumfalnie i rozciągający się jak okiem sięgnąć tuż przy moim domu. I przeczuwam, że ta nowa droga przyniesie mnóstwo zaskoczeń i niespodzianek. Że doprowadzi tu kolejne fale postępu, które obserwować będę przez firankę i które prędzej czy później zmienią i moje życie…
P.S. A poniżej link do ciekawego artykułu o Y.N. Hararim:
https://www.miesiecznik.znak.com.pl/mateusz-burzyk-kim-pan-jest-profesorze-harari/
oraz film Andy Choińskiego na jego temat:

