niedziela, 10 lipca 2022

Asfalt i fala postępu…

 



…Nareszcie doczekaliśmy się asfaltowej drogi przed domem. Drogi łączącej ze sobą kilka sąsiednich przysiółków. Dającej możliwość innego, niż dotąd dojazdu w nasze strony. Uwalniającej nas od chmur kurzu unoszących się w pogodne dni w okolicy, ilekroć tylko jakiś samochód przemknął obok oraz od wszędobylskiego błota w dni pochmurne. To plusy.

   A minusy? Oczywiście są a pewnie z czasem pojawi się ich więcej, nie sposób bowiem wszystkiego przewidzieć. Ot, np. taka wygodniejsza, bardziej cywilizowana szosa z pewnością zachęci większą ilość kierowców do jej użytkowania.  Zwiększy się więc ruch przy naszym domu a wraz z nim ilość spalin i poziom hałasu. Zostanie tu pobudowanych więcej domów a zatem i ludzi będzie tu mieszkało więcej. Wiem już, że wraz z asfaltem zniknął tu romantyczny duch tej gruntowej, wtopionej w okoliczną naturę, zastygłej w czasie, białej od kurzu i kamieni drogi. Od teraz stała się ona po prostu jedną z wielu szos. Jakiś rozdział z dziejów tych okolic został nieodwołalnie zamknięty.

   Wydaje się jednak, że póki co zdecydowanie więcej jest plusów niż minusów ten naszej lokalnej zmiany. Choć w duszy trochę jakby czegoś żal.  Budzi się też cień lęku, przed tym, co będzie jeszcze, co się zmieni, bo zmienić musi. A rozważania o asfalcie stały się dla mnie przyczynkiem do nieco szerszych rozmyślań…

 

   Cały świat się przecież zmienia. Nie da się tego zahamować. Nie da się pozostać skansenem i zamgloną, baśniową wyspą na morzu wszechogarniającego postępu cywilizacyjnego. I choćbyśmy opierali się z całych sił, to trzeba temu ulec, bo to nie my decydujemy o tym, co i jak będzie. Decydują inni za nas a my musimy się tylko dostosować i starać się dostrzegać w tym pozytywy, choć bywa, że negatywów jest równie dużo a nawet więcej…

   Słuchałam ostatnio kilka wykładów Yuvala Noaha Harariego – kontrowersyjnego,  izraelskiego historyka, opiniotwórczego intelektualisty, poczytnego pisarza, zyskującego coraz większą popularność guru globalistów. Czytałam wywiady z nim oraz artykuły na temat tego, co propaguje i czego jest orędownikiem. Uważa on np., że świat potrzebuje nowego porządku by nie popaść w erę wojen, wojny i biedy. Brzmi to nieźle, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Ten nowy porządek to według niego podporządkowanie nowoczesnym technologiom, globalnej kontroli i inwigilacji  obywateli, informatyzacji i cyfryzacji w każdej dziedzinie życia. W zamian ludzie mieliby zyskać bezpieczeństwo, spokój oraz poczucie sprawiedliwości społecznej. W cudowny sposób zapewnić im to ma postęp cywilizacyjny, zaawansowana inżynieria społeczna, władza nauki, odejście od złudnych religii i wszelkiej transcendencji. W tym nowym porządku świata zapanuje racjonalizm, świecka moralność, nie dająca się zrzucić na żadne siły wyższe odpowiedzialność człowieka za to, co jest i będzie. Zwierzęta równe ludziom. Człowiek równy bogom…

   No właśnie. Odpowiedzialność…Czy pracujący w swych laboratoriach oraz gabinetach naukowcy potrafią być wystarczająco ostrożni i odpowiedzialni by ustrzec się od błędów, nie wiodących donikąd albo wręcz na manowce ścieżek, od kłopotów, w które przez ich działalność może popaść ludzkość? Wszak co chwilę słyszy się o jakichś nowych wirusach, które tu i ówdzie przypadkiem (lub specjalnie) wymknęły się z laboratoriów i szaleją po świecie. O powstawaniu jakichś chimer i sztucznych, na poły cybernetycznych bytów mających służyć nauce i ludziom, o rozwoju sztucznej, opartej na cyfryzacji świadomości czy eugenice. To wszystko z całą pewnością nas czeka. Fantastyczna rzeczywistość opisywana w książkach czy filmach s-f realizuje się już na naszych oczach.  A my cieszymy się, że możemy sobie w telefonach zainstalować kolejną aplikację, fascynujemy, że wkrótce będzie nam tak wygodnie i łatwo, bo przy wejściu do sklepu czujne oko kamery samo nas rozpozna a za pomocą podskórnych czipów nawet nie będziemy musieli używać kart płatniczych by uregulować należność…

 

   Dlaczego ludzie dają się temu uwieść i potulnie prowadzić ku niewiadomemu? Nie mają, niestety, innego wyjścia a poza tym chcą ufać, że na gruzach starego pojawi się cos nowego, a pewnie i lepszego. Zawsze przecież, gdy coś się kończy, coś się też zaczyna. Świat zmienia się z nami czy bez nas. Pojawiają się nowi prorocy, mody, tendencje. A kto się nie dostosuje pozostanie daleko w tyle albo go zadepczą.

   Oglądałam jakiś czas temu horror z 2009 r. pt. „Istota”. Opowiada on o dwojgu naukowców, którzy w celu pozyskiwania cennego białka tworzą ludzką chimerę . I nie przejmują się tym, że istota owa może mieć jakieś uczucia, psychologiczne potrzeby. Nie biorą pod uwagę, jak niebezpieczny może być ich eksperyment i jak się to wszystko skończy. A kończy się źle. Istota nabiera samoświadomości i nie satysfakcjonuje jej bycie królikiem doświadczalnym ani źródłem pozyskiwania czegoś cennego dla ludzkości. Chce żyć. Chce mieć prawa. Nie chce być w niczym od ludzi gorsza czy też gorzej od nich traktowana…

  Tyle film, ale przeczytałam niedawno niepokojącą informację, że jakiś program komputerowy googla zyskał już samoświadomość, że można z nim rozmawiać jak z kilkuletnim dzieckiem, że wie, co to smutek i samotność, że boi się wykasowania…Serce mi się ścisnęło współczuciem dla tego sztucznego tworu oraz lękiem przed przyszłością. I przypomniało mi się przesłanie „Małego księcia”, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswajamy oraz za to, co tworzymy. Że każdy nasz czyn przynosi jakiś skutek a jeśli nie potrafimy przewidzieć następstw swego działania, to zdecydowanie lepiej się za to nie brać. No chyba, że korzystając z pomocy uczynnego węża decydujemy się na nieunikniony koniec, bo nie podoba nam się takie życie, bo wolimy odejść, niż tkwić w świecie, którego nie rozumiemy, który sprawia nam więcej cierpienia niż radości....

 

   Myślę o tym wszystkim patrząc na nowiuteńki asfalt błyszczący tryumfalnie i rozciągający się jak okiem sięgnąć tuż przy moim domu. I przeczuwam, że ta nowa droga przyniesie mnóstwo zaskoczeń i niespodzianek. Że doprowadzi tu kolejne fale postępu, które obserwować będę przez firankę i które prędzej czy później zmienią i moje życie…

 

 

P.S. A poniżej link do ciekawego artykułu o Y.N. Hararim:

https://www.miesiecznik.znak.com.pl/mateusz-burzyk-kim-pan-jest-profesorze-harari/

oraz film Andy Choińskiego  na jego temat:



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost