Lecą żurawie – już jesień prawie
Lecz prawie czyni różnicę
Bo choć kumkanie ucichło w stawie
Otwarte wciąż okiennice
I chłoną lato, chciwie, do końca
Dom chce się barwą rozjarzyć
Napić się każdym promieniem słońca
Roztańczyć się jeszcze, rozmarzyć
Lecą już gęsi, lecą daleko
Choć chciałyby zostać dłużej
Gdzie łany mięty kwitną nad rzeką
Gdzie dziki bez trwa w purpurze
Wołają głośno, że jeszcze wrócą
Gdy przyjdą wiosenne świtania
Niech się ci w dole bardzo nie smucą
Na chwilę to pożegnania
Co przez tą chwilę zdarzyć się może?
Jakie sny dom nasz prześni?
Co los przyniesie w przyszłej porze?
Jakie tu zabrzmią pieśni?
Zadzieram głowę -
patrzę za nimi
Tyle jest pytań przed nami
Ludzkie uczucia fruną z ptasimi
Obawy wraz z nadziejami…
Aktualizacja dnia następnego:
Od kilku dni słyszę gromadnie przelatujące nad okolicznymi wzgórzami ptaki. Dotąd jednak frunęły tak wysoko albo chowały się za chmurami, że nie dało się ich wypatrzeć. Wczoraj mi się to udało. Szybko złapałam aparat fotograficzny i stojąc pod starą lipą zrobiłam kilka zdjęć ptasiemu kluczowi. Czy to były gęsi, czy żurawie? - Nie wiem, były zbyt daleko i z dołu wyglądały niczym ziarnka maku. Ale tak długo patrzyłam za nimi aż oczy zaczęły mi łzawić, aż ich obraz w obiektywnie całkiem się zamazał. I widziałam już tylko nagie gałązki lipy nieodwołalnie szykującej się już do zimowego snu...


