Na Podkarpaciu zima prawie taka jak dawniej – wielce mroźna i śnieżna. Zaspy po obu stronach drogi coraz wyższe a gdzieniegdzie pola zrównują się z drogą tworząc jedną, lśniącą, nietkniętą stopą ludzką połać. Czasem tak mocno zaśnieży, że nawet pług śnieżny nie daje rady na naszą górkę dojechać a przez to autobus szkolny tu nie zawsze dociera ani sklepy obwoźne z chlebem i innymi niezbędnymi towarami. Za to znakomicie ślizga się na sankach, toteż gospodarze często organizują okolicznym dzieciakom wesołe kuligi. Kto ma quada też z łatwością po śniegach w dal mknie. W ruch idą łańcuchy zakładane na opony aut osobowych. Wielce przydatne stają się samochody z napędem na cztery koła. I chyba każdy wozi ze sobą w bagażniku łopatę do odśnieżania. Trzeba przemieszczać się powoli i ostrożnie, bo łatwo do rowu wpaść a stamtąd tylko traktor daje radę nieszczęsny pojazd wyciągnąć, o ile rzecz jasna, sam przy okazji nie utknie w zaspie.
Ale tutejsi ludzie nawykli są do takich warunków i nie narzekają, bo drzewiej znacznie gorzej tu bywało. Zdarzały się podobno takie zimy, że nawet pługi śnieżne zasypało i tylko wojsko wraz ze swymi wielkimi, pancernymi odśnieżarkami dawało radę przejezdny tunel w zasypanej szosie odkopać. Podobno ściany owego tunelu miały wysokość kilku metrów! Powierzchnia pod spodem była kompletnie zlodowaciała. Ludzie poruszali się gęsiego w tempie żółwiowym. I nie było mowy o tym by cokolwiek poza końmi i saniami mogło się po takiej drodze sprawnie przemieszczać.
Zima taka jak ta jest przyrodzie potrzebna – zauważają rozsądni mieszkańcy podgórskich wiosek. Bo dzięki takim masom śniegu może nareszcie ziemia się wiosną do porządku nawodni i suszy nie będzie latem. Bo te mrozy mogą choć trochę wytrzebić insekty, ślimaki i gryzonie, a dużo się tego tałatajstwa ostatnimi czasy namnożyło. I dla ludzi przecież zdrowiej, gdy mróz policzki poszczypie, gdy mikroby i wirusy wytłucze. Pewnie, że i zniszczeń będzie trochę! Niektóre młode drzewka i krzewy owocowe mogą takiego zimna nie wytrzymać. A i gałęzi się sporo połamie pod ciężarem ogromnego śniegu. I ptaki od zim tak ostrych odwykłe ciężki los teraz mają. Trzeba niebożęta dokarmiać, jakieś ziarna im sypiąc albo i słoninkę na drzewkach zawieszając. Toż ptaki - wielce pożyteczne stworzenia! Ciepłą porą w ogrodach i na polach dobrą robotę robią owadami – szkodnikami się żywiąc, komary dokuczliwe łowiąc a przy okazji radość człowiekowi swymi melodyjnymi trelami sprawiając.
Takoż i my z Cezarym na zimę nie narzekamy, choć roboty przy odśnieżaniu z każdym dniem więcej i nieraz tak się przy tym namęczymy i napocimy, tak się stale prószącym śniegiem od stóp do głów oblepimy, że po powrocie do domu trzeba z siebie wszystko ściągać, żeby w suche ciuchy się przebrać a mokre przy kaloryferach porozwieszać. A potem w pobliżu pieca kuchennego się usadowić, gorącą herbatę z sokiem malinowym popijać ze swoich rumianych twarzy i czerwonych nosów się naśmiewając.
Ruch człowiekowi potrzebny, szczególnie zimą, gdy więcej się w chałupie siedzi i co i rusz jakimiś pożywnymi zupami czy słodkimi racuchami się objada. Dobre są też dla zdrowia krótkie spacery z psami i aparatami fotograficznymi. Tyle pięknych widoków można na Pogórzu zobaczyć, tyle bezludnych, zaklętych w bieli i diamentowym lśnieniu połaci, że nawet mrozy kilkunastostopniowe niestraszne. Trzeba tylko porządnie się ubrać na wielowarstwową cebulkę. Grube skarpety wdziać. Czapę mocno na uszy naciągnąć i pod brodą zawiązać. Szalem się dobrze okutać i iść w ten chrzęszczący cudnie bezkres póki ból zmarzniętych palców u rąk i nóg nie przypomni człowiekowi, że najwyższa pora do ciepłego domu wracać. Ciepłego, bo na szczęście, dość jest drewna na opał przez cały rok zbieranego, zwożonego, pracowicie ciętego i piłowanego. I tylko co dzień trzeba po kilka taczek drew do kotłowni dowieźć a potem piec rozpalić i ogień do nocy utrzymywać, bo gdy zgaśnie już po kilku godzinach chłód znowu wnika przez ściany domu. Ale w chłodzie lepiej się śpi, więc i to nie jest zmartwieniem…
Miło będzie latem, gdy upał człowieka zmęczy obecne mrozy i białe pejzaże powspominać. Zimowe zdjęcia pooglądać. A póki co trwa jeszcze zima. Niech trwa. To jej czas….
P.S.
Serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom naszej wspólnej, rymowanej zabawy. Jestem pełna podziwu dla Waszej kreatywności i pomysłowości a przede wszystkim dla szampańskiego poczucia humoru!:-))
O ile zdrowie i ochota dopiszą bardzo możliwe, że wkrótce zorganizuję na blogu coś podobnego, tyle że tym razem prozą. Nie każdy przecież lubi i potrafi wiersze składać. A czy prozą będzie łatwiej coś napisać? Niekoniecznie, tym niemniej spróbować warto! Myślę, iż takie zabawy literackie wspaniale komórki mózgowe do pracy pobudzają a co ważniejsze, przynoszą dużo radości!:-)


















