Były miasteczka, wsie, ogródki
Gdzie róże kwitły pośród bylin
Ludzkie wzrastały radości, smutki
Światła i blaski codziennej chwili
Rolnicy, kupcy i stolarze
Chłopcy, dziewczyny, starcy, dzieci
Ich powtarzalność zwykłych zdarzeń
Ich świat niezmienny od stuleci
Żyli zwyczajnie w swej krainie
Ufali sobie, boskim siłom
Nie przypuszczali, że to zginie
Tak jakby nigdy nic nie było
Nie ma tam ruin i cmentarzy
Bezmiar pól dzikich, gdzie wiatr dmucha
Bo tylko wiatr wciąż trwa na straży
Lecz nie ma komu go posłuchać
Zapiekłą rdzą pokryte sierpy
I nie ma komu ścinać zboża
Lecz księżyc nadal lśni tam srebrny
Oświetla puste w krąg bezdroża
Gdzieś w dołach śmierci, w studniach, rowach
Tkwią jeszcze ślady dawnych pieśni
Lecz coraz bardziej się to chowa
Zanika w chaszczach niepamięci
Więcej wiadomo dziś o Troi
Którą po wiekach odkopano
Lecz to jest tylko polski Wołyń
A to już przecież nie to samo…*
*Czytam ostatnio sporo o tym co działo się osiemdziesiąt lat
temu na Wołyniu, Podkarpaciu, w Galicji, na Kresach Rzeczpospolitej. W gminnej bibliotece jest dużo
literatury na ten temat. Mnie jednak najbardziej przemówiły do serca dwie
pozycje. Jedna, to monografia miasteczka Kisielin i jego okolic napisana przez
Włodzimierza Sławosza Dębskiego pt. „Było sobie miasteczko. Opowieść wołyńska”.
Druga to kilkutomowa powieść beletrystyczna autorstwa Joanny Jax, książka mocno osadzona w realiach tamtych
czasów pt. „Saga wołyńska” (T.1 „Głód”, T.2 „Wojna”, T.3 „Exodus”) .

