niedziela, 5 marca 2023

Oczywistości…

 


 


  Marzec… Jak co roku o tej porze idzie, zbliża się do nas szybkimi krokami wiosna. Mimo, że poranki nadal są mroźne a tu i ówdzie zalegają resztki starego, czy niewielkie ilości nowego śniegu, to wiadomo, że to już raczej ostatnie podrygi zimy. Wie o tym słońce, które coraz wyrazistszym blaskiem oblewa kolejne poranki. Wiedzą o tym ptaki, które śpiewają coraz głośniej i coraz radośniej. Wiedzą krety, które z zapałem tworzą nowe kopce. Wiedzą krzewy i drzewa, na gałęziach których nabrzmiewają całkiem pokaźne pączki i bazie. To normalne i zwyczajne objawy nadchodzącej zmiany pory roku. Przyroda budzi się z zimowego snu, jak zawsze zwykła się budzić w dogodnym dla siebie czasie. To banalne i oczywiste stwierdzenie.  A jednak nadal jest w nim jakaś magia i wyraźna nadzieja. Bo każda wiosna budzi w nas nowe nadzieje. Ogarnia nas jak wszechpotężny, wspaniały czar, któremu chcemy poddać się raz jeszcze, w którego moce chcemy zaufać.



   Pragniemy odrodzenia nie tylko przyrody, ale i nas samych, naszych zmęczonych zimą a zwłaszcza brakiem światła i ruchu ciał oraz dusz. Marzymy także o powrocie normalności w każdej dziedzinie życia. No bo skoro nadchodzi wiosna wraz z jej blaskiem, siłą, nowym zastrzykiem energii życiowej, to dlaczegóż by nie miała ona dotyczyć innych sfer życia, innych przejawów działalności człowieka? Wszak jesteśmy systemem naczyń połączonych i jeśli zmiany na lepsze zdarzają się w jednym miejscu, to powinny też one rozlać się na inne obszary. Chcemy w to wierzyć i mamy prawo do owej, pewnie nieco naiwnej, wiary. Bo tak samo jak dość mamy już mrocznych i mroźnych dni za oknem, równie mocno mamy potąd mroku w świecie polityki opętanym destrukcją, korupcją i propagandą. Mamy dość poczucia zagrożenia, narastającej agresji, kłamstw, nastawiania jednych przeciwko drugim, bawienia się naszymi życiami i wywracania ich do góry nogami niczym nic nie znaczących pionków na szachownicy. Mamy dość niepewności, która wlewa się co dnia w nasze serca i zaburza ich zwykły rytm, odbiera optymizm, sprawia, że znękani odwracamy się od tego, co nas przeraża i dręczy. 



   A po to by nie popaść w depresję albo szaleństwo chowamy się na swoich maleńkich wyspach jakże kruchej, bo jednak zależnej od spraw wielkiego świata, codzienności. I troskliwie tkamy tę codzienność po swojemu, zaprzeczając owej zewnętrznej grozie i cerując w pocie czoła kolejne, pojawiające się tam dziury i mereżki. Jednak coraz mniej w nas już siły i samozaparcia a coraz więcej rezygnacji, pesymizmu i odrętwienia. Bo za długo już trwa ten dziwny stan zawieszenia. Ten napór postępującego zewsząd mroku i chłodu. I choć na początku zdawał się on nam dziwnym snem, z którego lada chwila się przebudzimy i wszystko znowu będzie, jak dawniej, to z biegiem czasu straciliśmy wiarę w bliskość owej przemiany na lepsze. Tym bardziej, iż do starych zmartwień i obaw zaczęły lawinowo dołączać kolejne, coraz dziwniejsze, coraz bardziej nas osaczające i bezlitośnie wsączające się w życie każdego. Po niby pandemii, która pozwoliła na przejęcie kontroli nad ludzkością, nastąpił sztucznie wywołany kryzys gospodarczy,  po nim wojna a w tle zaczął się do tego wszystkiego posuwać w szybkim tempie walec szalonego ekologizmu i klimatyzmu, nowego bożka rządzących. Wydaje się jakby ktoś specjalnie chciał zastraszyć ludzkość i sprawić, by potulna i ogłupiała bez szemrania poddawała się kolejnym wariactwom i przerażającym pomysłom władców tego świata. Jedynego wszak, jaki mamy. Ukochanego i nadal jakże pięknego a jednocześnie tak niepodobnego do tego, jakim był przed trzema laty. Zabiera się nam zdrowie, wolność, uczciwość, swobodę wyrażania poglądów i pamięć o tym, jak powinno być. A w zamian uczy się nas konformizmu, potulności, cwaniactwa, cynizmu, zwątpienia, znieczulicy. Coraz częściej myślę, że już niedługo zapomnimy jak było kiedyś, a zapomniawszy nie będziemy robić nic by do tego wrócić. A to, co jest będzie się nam zdawać jedyną realną rzeczywistością. Świat tryumfujących demonów wojny, niedoborów surowców naturalnych i żywności, świat totalnej kontroli nad nami, świat nowych chorób i masowego wymierania ludzi, świat obojętności na to co się dzieje, co nas otacza…



   Do czego to wszystko zmierza? Czy w końcu się zatrzyma? A może ktoś bada nas cały czas, ile jesteśmy w stanie znieść i poddaje globalnemu, przekraczającemu nasze pojmowanie eksperymentowi? Ale jaki jest cel tego eksperymentu i kiedy jego inicjator, tajemniczy badacz uzna go za zakończony? I czy to zależeć będzie od jego woli, czy od działań podmiotów owego potwornego eksperymentu? Czy w ogóle coś od tych podmiotów zależy? A  może jednak wszystko? Myśl taką poddał mi pewien film, obejrzany niedawno w TV. Nosił on tytuł „Życie, którego nie było”(prod. USA, 2004 r.). Chodziło w nim o to, że rodzicom zabierano dzieci a potem wymazywano z ich głów najmniejsze nawet wspomnienie o utraconych dzieciach. Owo zapomnienie było niczym trujący gaz, którego działaniu bez oporów poddawała się przeważająca większość rodziców. I żyli bez swoich dzieci jak gdyby nigdy nic, nie tęskniąc za nimi, nie odczuwając w najmniejszym stopniu ich braku. Niby szczęśliwi i zwyczajni, ale jednak poprzez wyzucie z uczucia miłości do swych dzieci kojarzący się z robotami albo zombie. Jednak znalazła się tam pewna kobieta, która mimo zastraszania, ogłupiania i osaczania nie dała sobie pamięci o swym synu odebrać. I robiła wszystko, co tylko było w jej mocy by dowiedzieć się, co się z nim stało a także odzyskać go. Siła matczynej miłości okazała się większa niż okrutne starania bezwzględnych eksperymentatorów. Co dzisiaj może być taką siłą? Co może być dla nas taką odradzającą, przywracającą spokój i dobro na świecie wiosną, która przypomni nam o tym, co naprawdę ważne, dla czego warto żyć i się starać, co warte jest przekazania w dziedzictwie naszym dzieciom?  

                                                                           fotos z filmu "Życie, którego nie było"

   Dlaczego znowu ośmielam się pisać o takich rzeczach?  Tak oczywistych, że wręcz banalnych? Bo wydaje mi się, że milczenie o tym, o czym powinno się mówić głośno a nawet krzyczeć jest przyzwoleniem na to, co jest. Bo wiele już razy w historii właśnie za milczącym przyzwoleniem większości władzę przejmowali okrutni dyktatorzy i przemieniali życie podległych sobie obywateli w piekło, cały czas wmawiając im, iż dążą do zaprowadzenia na ziemi niebiańskich, pełnych szczęśliwości porządków.  I tu przypomina mi się kolejny, obejrzany niedawno niemiecki film z 1982 roku pt.. „Biała róża” Opowiada on o mało znanej, tajnej organizacji niemieckich studentów działających w czasie II w.św.  i sprzeciwiających się totalitarnym rządom faszystów oraz demaskujących w swych ulotkach prawdziwe oblicze Hitlera i jego zwolenników.  Działanie owych młodych, miłujących prawdę i wolność ludzi z góry było skazane na porażkę i rzeczywiście zapłacili najwyższą cenę za swoją odwagę. Jednak gdyby nie oni, gdyby nie ich desperackie, lecz  ze wszech miar konieczne czyny, jakżeby dzisiaj współcześni Niemcy mogli spojrzeć sobie w twarz? Jak mogliby żyć bez poczucia wstydu, iż kiedyś nie znalazł się między nimi nikt, kto miał odwagę przeciwstawić się złu? Dziś działaczom owej antyfaszystowskiej organizacji, rodzeństwu Hansowi i Sophie Schollom oraz ich przyjacielowi Christophowi Probstowi stawia się pomniki, ich imiona nadaje się szkołom, ulicom i placom. Są powodem dumy i ulgi dla współcześnie żyjących Niemców. I tu rodzi się pytanie: czy i wśród dzisiejszej młodzieży kiedykolwiek znajdą się śmiałkowie mający odwagę sprzeciwiać się reżimowi bezdusznych, do końca pragnących przejąć władzę nad światem elit? I absolutnie nie chodzi mi tutaj o wojujących ekologistów, którzy moim zdaniem swoimi akcjami robią planecie więcej szkody, niż pożytku, co więcej, wydają się jedynie jednym z trybików postępującego na świecie dyktatu klimatystów. Myślę o odważnych, prawych ludziach miłujących pokój,  rozumiejących, co naprawdę dzieje się na świecie i próbujących powstrzymać jego upadek jakimkolwiek pozytywnym działaniem, mówieniem prawdy, nieodwracaniem głowy od tego, co dręczy dzisiaj ludzkość, nieuciekaniem w świat fikcji, zabawy i bylejakości…

                                                                                         fotos z filmu "Biała róża"


rodzeństwo Hans i Sophie Scholl oraz Christopf Probst

   No dobrze, ale jakąż wagę mają wobec tego takie moje teksty? Czytam wszak co dnia mnóstwo podobnych. Apeli do rozsądku i serca ludzi. Wołania o otrząśnięcie się z letargu, przejrzenia na oczy i odważne podniesienie pochylonej dotąd niewolniczo głowy. Czytam i niestety czuję, iż sama także coraz bardziej obojętnieję na ich znaczenie, na ich przekaz. Wszystko zdaje się nieistotnym szmerem w obliczu wszechobecnego, chocholego tańca, wszystko odbija się o „ostry cień mgły”, jak zwykł ów stan bezsiły i grozy nazwać niegdyś nasz prezydent. Ale przecież nie mam nic więcej niż to moje pisanie. I nie mogę nic więcej jak od czasu do czasu nudzić wciąż o tym samym. Choćby nikt tego nie czytał a przeczytawszy zaraz zapomniał. I nie mam też nic więcej, niż to kolejne czekanie na wiosnę, która oby przyszła i okryła zielonym płaszczem nie tylko zmarzniętą po zimie przyrodę, ale i nasze równie przemarznięte dusze oraz cały świat czekający z utęsknieniem na zdjęcie z niego złego czaru…

 


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost