środa, 4 listopada 2015

Jadą wozy kolorowe z przepisami, czyli tyle ustaw, ile liści.






Cezary pisze...


Ze względów opisanych poniżej postanowiłem sprawdzić, co nasza konstytucja gwarantuje polskim obywatelom w zakresie ochrony zdrowia. Okazuje się, że każdy z nas ma prawo, a obywatele mają równy dostęp…, ale poczytajcie sami, co jest zapisane w konstytucji:

 >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

  1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia.
  2. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.
    Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa.
  3. Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku.
  4. Władze publiczne są obowiązane do zwalczania chorób epidemicznych i zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.
  5. Władze publiczne popierają rozwój kultury fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> 




No, no – nie tak szybko. Wielu z nas na jakimś etapie życia powoływało się na łagodzący nastroje zapis(y) w konstytucji bez wgłębiania się w szczegóły, czyli tam gdzie diabeł smołę warzy. A diabeł czarodziej-magik kręci smoliste lody o niebiańskim smaku, które to rozpływają się w ustach, lecz blokują wylot, a jak nie ma odrzutu to lądujemy na marginesie, czytaj „społecznym” zupełnie nieświadomie zaskoczeni. A ojciec z matką mówili; „ucz się synu ucz”.
Żałość wypełniła moje oblicze po przeczytaniu 132 stron w formacie PDF w ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Uważam się za średnio tępego obywatela, lecz pojąć nic nie mogłem. Zapaliłem kolejnego i nazad od początku z czytaniem. Było jeszcze gorzej…

Przepisy, ustawy, itd., a w zasadzie ich nadmiar gwarantuje ich egzekutorom zupełną swobodę działania w każdej dziedzinie życia. Im bardziej skomplikowane i rozczłonowane tym bardziej nieskuteczne. I o to chodzi! Traci na tym ostatni w szeregu, czyli szary obywatel tego kraju. Rządzący głośno propagują osiągnięcia w dziedzinie „postępu” widzianego przez powszechnie znanego z nazwiska, jako kolejne ograniczanie wolności. I co? I nic! Łykamy postępujące po sobie okowy otwartymi coraz szerzej ustami ze zdziwienia, że coś takiego może mieć miejsce w czasach „demokracji”. Przyzwyczajeni przez lata dawkowaniem niestrawności zażywamy środki przeczyszczające, by zapobiec ogólnemu zaparciu. I moim zdaniem niepotrzebnie, bo nigdy nie doczekamy prawdziwej rewolucji.

A tymczasem zmierzchało. Widziałem, jak tuż przy bramie zaparkował samochód znajomych. Wybiegłem do nich i w połowie drogi zatrzymało mnie pytanie-prośba; zawieziesz nas do szpitala?
- Jasne, ale co się stało? -  zapytałem przeczuwając same okropności.
- Ali ma otwarte złamanie ręki - wyszeptał Krzych.
Jego twarz zlewała się z roztaczającym się wszechobecnie zmrokiem.
Wsiedli do mojego auta. Gnałem i każdy kolejny jęk powodował dociśnięcie gazu do podłogi. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że każda zmarnowana chwila, opóźnienie dopisze się tragedii.
Najbliższy szpital był w miasteczku oddalonym o trzydzieści kilometrów.
Formalności nigdy za wiele i negocjacje trwały z godzinę. Brak dokumentów zapomnianych w okolicznościach wymagających pośpiechu był moim zdaniem usprawiedliwiony.
Tymczasem poszkodowana siedząc na służbowym krześle z pochyloną nisko głową cichutko pochlipywała z bólu. Dyżurujący lekarz zdecydowanie odmówił udzielenia pomocy. Nie ma papierów… i kto szpitalowi zapłaci za to?
I właśnie w tym momencie, ja średnio-tępy powołałem się na konstytucję cytując dumnie, ”Każdy ma prawo do ochrony zdrowia” i”… każdy z nas ma równy dostęp…”.
- A kto pan jest zapytał dyżurujący lekarz?
- Kierowca…
Poskładali jej chudą rękę. Ali została w szpitalu około tygodnia.
Minęło około pół roku. Rozpoczęła się typowa korespondencja…

Podobno to tylko państwo ma monopol na przemoc. Teoretyczne państwo stosuje dyskursywne metody zatykania i tak już niemych ust. A wszystko to w imię interpretowanego prawa i zupełnej dowolności w jego stosowaniu. To, że żyjemy w atmosferze absurdów, to wszyscy wiemy. I co? I nic!
Media kpią z poczucia narodowości, zdrowego rozsądku czy sprawiedliwości w poczuciu szarego obywatela, ba większości z nas. Na każdym kroku aparat władzy potwierdza, że Polska i Polacy to takie wielkie nic…, ale dlaczego nienawidzi i poniża wszystko, co polskie. Czekoladowy orzeł, to fajna figura, bo przymierając z głodu można go przynajmniej zjeść, a taki biały to tylko symbol, który nic nie znaczy. Za batonik kosztujący 99 groszy idzie się do więzienia, a za łapówkę w wysokości 15 milionów zielonych, przywiezionych w paczkach wypożycza się polską ziemię na haniebne cele zupełnie bezkarnie. Czy ktoś wie, gdzie są te pieniądze? Dobrze, że nie mam sąsiada z traktorem, bo komornicy mogliby zabrać mi mojego „dzielnego capka”. Dziwne, że w Polsce Kwitnącej wszystko się łata, a każda kontrola wykonana przez instytucje państwowe finalizuje się karą-łatką. Polski budżet przypomina żółty ser -  nie dość, że dziurawy, to jeszcze zjełczały.
Poziom polskiej dyplomacji osiągnął swoje apogeum. Przecież wszystko da się pokrętnie wytłumaczyć, każdą opinię można odwrócić, jak kota do góry ogonem, a z przestępców zrobić ideowych obywateli. Gdyby Rej to wiedział, to nigdy by nie napisał, że Polacy nie gęsi… i swój język mają. Współczesny Rej napisałby; mówienie w ojczystym języku, to tylko początek, istnieje potrzeba pojmowania przekazu a w zasadzie jego wywrotności.
I co najgorsze, wszystko to dzieje się w imieniu prawa, przewrotnej interpretacji stwarzającej pozory.

List, ponaglenie, odpowiedź, list... Interpretowane przepisy doprowadzają do wydania końcowej decyzji. Nie, że ostateczna, można się przecież odwołać, albo zapłacić ileś tam tysięcy i mieć „święty spokój”. To cena za brak znajomości „Ustawy” w odniesieniu do konstytucji.
Zastanawiam się, co by było gdyby Ali dała się wypchnąć ze szpitala. Pewnie Krzych usztywniłby rękę w wierzbowych łupkach i obwinął chustą, wcześniej wpychając wystającą kość do środka. Jest jeszcze inne wyjście, rękę można by obciąć powyżej łokcia siekierą. Co złego w tym? Przecież wiele ludzi nie ma ręki i żyją, ba nie mają dwóch rąk i też żyją – typowe stanowisko urzędników na sowicie opłacanych posadach z naszych podatków. W tym momencie zastanawiam się, po co są ludzie-urzędnicy. Można wstawić automat, który w systemie zero jedynkowym będzie wydawał decyzje. Zaletą będzie możliwość wprowadzenia jedynie słusznego programu, a nasze centralne media w swoich „jedynie słusznych” przekazach zmuszą nas do kolejnego łykania bez popitki. Ma być wprowadzone nowe zarządzenie by przed każdymi drzwiami do urzędu była przechowalnia dla urzędniczych serc, bo w tej chwili walają się po lasach i ugorach. Jeśli założyć, że zdecydowana większość je ma, to wyobraźmy sobie, jak ta nasza „natura” wygląda obecnie. Rozumiem, że będąc częścią systemu trudno się wyłamać, a zresztą przykład idzie od samej wierchuszki i posłuszni go tylko powielają. I jak mają się do tego usprawiedliwienia katów hitlerowskich, że wypełniali tylko rozkazy. Oni dostali wyroki, bardziej lub mniej adekwatne…

Tymczasem kolejne dziecko umarło, bo szpital odmówił przyjęcia… e tam, to da się zatuszować i wykazać, że dziecko zapierało się by nie przejść przez otwarte na oścież drzwi, bo „my” szanujemy konstytucję i wiemy, że każdy obywatel ma prawo do ochrony zdrowia niezależnie od ich sytuacji finansowej.
Znasz sędziego, który będzie prowadził tę sprawę? Jasne, jasne… to człowiek z naszej wielkiej rodziny. Poza tym jak się rozwlecze, to automatycznie ulegnie przedawnieniu. Powinna być wprowadzona nowa ustawa, która pozwoli wsadzać do więzienia dzieci poniżej lat trzynastu. A co? Niech w końcu wezmą odpowiedzialność za swoje rozbrykane życie.

Polska, kraj afer i niesprawiedliwości wielkimi krokami zbliża się do światowej czołówki. Kraj bonzów, plagiat tych, co są już przed nami, w którym trudno znaleźć naturalną sprawiedliwość. No tak, ale pogadać można…

„Każdy ma prawo do ochrony zdrowia”. Konstytucja sugeruje, że mamy się nie przeziębiać, nie łapać kataru, nie wdychać zatrutego powietrza, nie pić toksycznej wody z wysypisk śmieci, … itd.
Ale mamy jeść zdrową żywność z hipermarketów, tę sprowadzaną, bo rodzima jest niedobra. Zaletą jest to, że nasze ciała leżące w grobie będą rozkładać się wolniej. I co na to robactwo? Pewnie niezadowolone.

A tymczasem Ali biedzi się nad urzędowymi pismami i myśli, jak postąpić w tej pokrętnej rzeczywistości. Cokolwiek nie uczyni będzie…

Jednak, są kraje, w których rząd gwarantuje przynajmniej minimalne poczucie bezpieczeństwa. Odnosi się to do ochrony zdrowia dostępnej dla każdego obywatela tego kraju i zapewnienia bytu na przynajmniej minimalnym poziomie. A w naszym ukochanym kraju z roku na rok rośnie liczba samobójstw, często powodowanych sytuacją bez wyjścia, bez szans na wyjście z beznadziejności, braku jakichkolwiek możliwości na zmianę…



A ja proponuję wprowadzenie kolejnej ustawy podobnej do setek już uchwalonych. Na każdej drodze powinien stać taki oto znak drogowy:


 

 
Albowiem śmiech to zdrowie! 

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost