Cezary pisze...
Ze względów opisanych poniżej
postanowiłem sprawdzić, co nasza konstytucja gwarantuje polskim obywatelom w
zakresie ochrony zdrowia. Okazuje się, że każdy z nas ma prawo, a obywatele
mają równy dostęp…, ale poczytajcie sami, co jest zapisane w konstytucji:
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
- Każdy ma prawo do ochrony zdrowia.
- Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze
publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej
ze środków publicznych.
Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa. - Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku.
- Władze publiczne są obowiązane do zwalczania chorób epidemicznych i zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.
- Władze publiczne popierają rozwój kultury fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
No, no – nie tak szybko.
Wielu z nas na jakimś etapie życia powoływało się na łagodzący nastroje
zapis(y) w konstytucji bez wgłębiania się w szczegóły, czyli tam gdzie diabeł
smołę warzy. A diabeł czarodziej-magik kręci smoliste lody o niebiańskim smaku,
które to rozpływają się w ustach, lecz blokują wylot, a jak nie ma odrzutu to
lądujemy na marginesie, czytaj „społecznym” zupełnie nieświadomie zaskoczeni. A
ojciec z matką mówili; „ucz się synu ucz”.
Żałość wypełniła moje oblicze po przeczytaniu 132 stron w formacie PDF w ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Uważam się za średnio tępego obywatela, lecz pojąć nic nie mogłem. Zapaliłem kolejnego i nazad od początku z czytaniem. Było jeszcze gorzej…
Żałość wypełniła moje oblicze po przeczytaniu 132 stron w formacie PDF w ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Uważam się za średnio tępego obywatela, lecz pojąć nic nie mogłem. Zapaliłem kolejnego i nazad od początku z czytaniem. Było jeszcze gorzej…
Przepisy, ustawy, itd.,
a w zasadzie ich nadmiar gwarantuje ich egzekutorom zupełną swobodę działania w
każdej dziedzinie życia. Im bardziej skomplikowane i rozczłonowane tym bardziej
nieskuteczne. I o to chodzi! Traci na tym ostatni w szeregu, czyli szary obywatel
tego kraju. Rządzący głośno propagują osiągnięcia w dziedzinie „postępu”
widzianego przez powszechnie znanego z nazwiska, jako kolejne ograniczanie wolności. I co? I nic!
Łykamy postępujące po sobie okowy otwartymi coraz szerzej ustami ze zdziwienia,
że coś takiego może mieć miejsce w czasach „demokracji”. Przyzwyczajeni przez
lata dawkowaniem niestrawności zażywamy środki przeczyszczające, by zapobiec
ogólnemu zaparciu. I moim zdaniem niepotrzebnie, bo nigdy nie doczekamy prawdziwej rewolucji.
A tymczasem zmierzchało. Widziałem, jak tuż przy bramie zaparkował samochód znajomych. Wybiegłem do nich i w połowie drogi zatrzymało mnie pytanie-prośba; zawieziesz nas do szpitala?
- Jasne, ale co się stało? - zapytałem przeczuwając same okropności.
- Ali ma otwarte złamanie ręki - wyszeptał Krzych.
Jego twarz zlewała się z roztaczającym się wszechobecnie zmrokiem.
Wsiedli do mojego auta. Gnałem i każdy kolejny jęk powodował dociśnięcie gazu do podłogi. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że każda zmarnowana chwila, opóźnienie dopisze się tragedii.
Najbliższy szpital był w miasteczku oddalonym o trzydzieści kilometrów.
Formalności nigdy za wiele i negocjacje trwały z godzinę. Brak dokumentów zapomnianych w okolicznościach wymagających pośpiechu był moim zdaniem usprawiedliwiony.
Tymczasem poszkodowana siedząc na służbowym krześle z pochyloną nisko głową cichutko pochlipywała z bólu. Dyżurujący lekarz zdecydowanie odmówił udzielenia pomocy. Nie ma papierów… i kto szpitalowi zapłaci za to?
I właśnie w tym momencie, ja średnio-tępy powołałem się na konstytucję cytując dumnie, ”Każdy ma prawo do ochrony zdrowia” i”… każdy z nas ma równy dostęp…”.
- A kto pan jest zapytał dyżurujący lekarz?
- Kierowca…
Poskładali jej chudą rękę. Ali została w szpitalu około tygodnia.
Minęło około pół roku. Rozpoczęła się typowa korespondencja…
Podobno to tylko państwo ma monopol na przemoc. Teoretyczne państwo stosuje dyskursywne metody zatykania i tak już niemych ust. A wszystko to w imię interpretowanego prawa i zupełnej dowolności w jego stosowaniu. To, że żyjemy w atmosferze absurdów, to wszyscy wiemy. I co? I nic!
Media kpią z poczucia narodowości, zdrowego rozsądku czy sprawiedliwości w poczuciu szarego obywatela, ba większości z nas. Na każdym kroku aparat władzy potwierdza, że Polska i Polacy to takie wielkie nic…, ale dlaczego nienawidzi i poniża wszystko, co polskie. Czekoladowy orzeł, to fajna figura, bo przymierając z głodu można go przynajmniej zjeść, a taki biały to tylko symbol, który nic nie znaczy. Za batonik kosztujący 99 groszy idzie się do więzienia, a za łapówkę w wysokości 15 milionów zielonych, przywiezionych w paczkach wypożycza się polską ziemię na haniebne cele zupełnie bezkarnie. Czy ktoś wie, gdzie są te pieniądze? Dobrze, że nie mam sąsiada z traktorem, bo komornicy mogliby zabrać mi mojego „dzielnego capka”. Dziwne, że w Polsce Kwitnącej wszystko się łata, a każda kontrola wykonana przez instytucje państwowe finalizuje się karą-łatką. Polski budżet przypomina żółty ser - nie dość, że dziurawy, to jeszcze zjełczały.
Poziom polskiej dyplomacji osiągnął swoje apogeum. Przecież wszystko da się pokrętnie wytłumaczyć, każdą opinię można odwrócić, jak kota do góry ogonem, a z przestępców zrobić ideowych obywateli. Gdyby Rej to wiedział, to nigdy by nie napisał, że Polacy nie gęsi… i swój język mają. Współczesny Rej napisałby; mówienie w ojczystym języku, to tylko początek, istnieje potrzeba pojmowania przekazu a w zasadzie jego wywrotności.
I co najgorsze, wszystko to dzieje się w imieniu prawa, przewrotnej interpretacji stwarzającej pozory.
List, ponaglenie, odpowiedź, list... Interpretowane przepisy doprowadzają do wydania końcowej decyzji. Nie, że ostateczna, można się przecież odwołać, albo zapłacić ileś tam tysięcy i mieć „święty spokój”. To cena za brak znajomości „Ustawy” w odniesieniu do konstytucji.
Zastanawiam się, co by było gdyby Ali dała się wypchnąć ze szpitala. Pewnie Krzych usztywniłby rękę w wierzbowych łupkach i obwinął chustą, wcześniej wpychając wystającą kość do środka. Jest jeszcze inne wyjście, rękę można by obciąć powyżej łokcia siekierą. Co złego w tym? Przecież wiele ludzi nie ma ręki i żyją, ba nie mają dwóch rąk i też żyją – typowe stanowisko urzędników na sowicie opłacanych posadach z naszych podatków. W tym momencie zastanawiam się, po co są ludzie-urzędnicy. Można wstawić automat, który w systemie zero jedynkowym będzie wydawał decyzje. Zaletą będzie możliwość wprowadzenia jedynie słusznego programu, a nasze centralne media w swoich „jedynie słusznych” przekazach zmuszą nas do kolejnego łykania bez popitki. Ma być wprowadzone nowe zarządzenie by przed każdymi drzwiami do urzędu była przechowalnia dla urzędniczych serc, bo w tej chwili walają się po lasach i ugorach. Jeśli założyć, że zdecydowana większość je ma, to wyobraźmy sobie, jak ta nasza „natura” wygląda obecnie. Rozumiem, że będąc częścią systemu trudno się wyłamać, a zresztą przykład idzie od samej wierchuszki i posłuszni go tylko powielają. I jak mają się do tego usprawiedliwienia katów hitlerowskich, że wypełniali tylko rozkazy. Oni dostali wyroki, bardziej lub mniej adekwatne…
Tymczasem kolejne dziecko umarło, bo szpital odmówił przyjęcia… e tam, to da się zatuszować i wykazać, że dziecko zapierało się by nie przejść przez otwarte na oścież drzwi, bo „my” szanujemy konstytucję i wiemy, że każdy obywatel ma prawo do ochrony zdrowia niezależnie od ich sytuacji finansowej.
Znasz sędziego, który będzie prowadził tę sprawę? Jasne, jasne… to człowiek z naszej wielkiej rodziny. Poza tym jak się rozwlecze, to automatycznie ulegnie przedawnieniu. Powinna być wprowadzona nowa ustawa, która pozwoli wsadzać do więzienia dzieci poniżej lat trzynastu. A co? Niech w końcu wezmą odpowiedzialność za swoje rozbrykane życie.
Polska, kraj afer i niesprawiedliwości wielkimi krokami zbliża się do światowej czołówki. Kraj bonzów, plagiat tych, co są już przed nami, w którym trudno znaleźć naturalną sprawiedliwość. No tak, ale pogadać można…
„Każdy ma prawo do ochrony zdrowia”. Konstytucja sugeruje, że mamy się nie przeziębiać, nie łapać kataru, nie wdychać zatrutego powietrza, nie pić toksycznej wody z wysypisk śmieci, … itd.
Ale mamy jeść zdrową żywność z hipermarketów, tę sprowadzaną, bo rodzima jest niedobra. Zaletą jest to, że nasze ciała leżące w grobie będą rozkładać się wolniej. I co na to robactwo? Pewnie niezadowolone.
A tymczasem Ali biedzi się nad urzędowymi pismami i myśli, jak postąpić w tej pokrętnej rzeczywistości. Cokolwiek nie uczyni będzie…
Jednak, są kraje, w których rząd gwarantuje przynajmniej minimalne poczucie bezpieczeństwa. Odnosi się to do ochrony zdrowia dostępnej dla każdego obywatela tego kraju i zapewnienia bytu na przynajmniej minimalnym poziomie. A w naszym ukochanym kraju z roku na rok rośnie liczba samobójstw, często powodowanych sytuacją bez wyjścia, bez szans na wyjście z beznadziejności, braku jakichkolwiek możliwości na zmianę…
A tymczasem zmierzchało. Widziałem, jak tuż przy bramie zaparkował samochód znajomych. Wybiegłem do nich i w połowie drogi zatrzymało mnie pytanie-prośba; zawieziesz nas do szpitala?
- Jasne, ale co się stało? - zapytałem przeczuwając same okropności.
- Ali ma otwarte złamanie ręki - wyszeptał Krzych.
Jego twarz zlewała się z roztaczającym się wszechobecnie zmrokiem.
Wsiedli do mojego auta. Gnałem i każdy kolejny jęk powodował dociśnięcie gazu do podłogi. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że każda zmarnowana chwila, opóźnienie dopisze się tragedii.
Najbliższy szpital był w miasteczku oddalonym o trzydzieści kilometrów.
Formalności nigdy za wiele i negocjacje trwały z godzinę. Brak dokumentów zapomnianych w okolicznościach wymagających pośpiechu był moim zdaniem usprawiedliwiony.
Tymczasem poszkodowana siedząc na służbowym krześle z pochyloną nisko głową cichutko pochlipywała z bólu. Dyżurujący lekarz zdecydowanie odmówił udzielenia pomocy. Nie ma papierów… i kto szpitalowi zapłaci za to?
I właśnie w tym momencie, ja średnio-tępy powołałem się na konstytucję cytując dumnie, ”Każdy ma prawo do ochrony zdrowia” i”… każdy z nas ma równy dostęp…”.
- A kto pan jest zapytał dyżurujący lekarz?
- Kierowca…
Poskładali jej chudą rękę. Ali została w szpitalu około tygodnia.
Minęło około pół roku. Rozpoczęła się typowa korespondencja…
Podobno to tylko państwo ma monopol na przemoc. Teoretyczne państwo stosuje dyskursywne metody zatykania i tak już niemych ust. A wszystko to w imię interpretowanego prawa i zupełnej dowolności w jego stosowaniu. To, że żyjemy w atmosferze absurdów, to wszyscy wiemy. I co? I nic!
Media kpią z poczucia narodowości, zdrowego rozsądku czy sprawiedliwości w poczuciu szarego obywatela, ba większości z nas. Na każdym kroku aparat władzy potwierdza, że Polska i Polacy to takie wielkie nic…, ale dlaczego nienawidzi i poniża wszystko, co polskie. Czekoladowy orzeł, to fajna figura, bo przymierając z głodu można go przynajmniej zjeść, a taki biały to tylko symbol, który nic nie znaczy. Za batonik kosztujący 99 groszy idzie się do więzienia, a za łapówkę w wysokości 15 milionów zielonych, przywiezionych w paczkach wypożycza się polską ziemię na haniebne cele zupełnie bezkarnie. Czy ktoś wie, gdzie są te pieniądze? Dobrze, że nie mam sąsiada z traktorem, bo komornicy mogliby zabrać mi mojego „dzielnego capka”. Dziwne, że w Polsce Kwitnącej wszystko się łata, a każda kontrola wykonana przez instytucje państwowe finalizuje się karą-łatką. Polski budżet przypomina żółty ser - nie dość, że dziurawy, to jeszcze zjełczały.
Poziom polskiej dyplomacji osiągnął swoje apogeum. Przecież wszystko da się pokrętnie wytłumaczyć, każdą opinię można odwrócić, jak kota do góry ogonem, a z przestępców zrobić ideowych obywateli. Gdyby Rej to wiedział, to nigdy by nie napisał, że Polacy nie gęsi… i swój język mają. Współczesny Rej napisałby; mówienie w ojczystym języku, to tylko początek, istnieje potrzeba pojmowania przekazu a w zasadzie jego wywrotności.
I co najgorsze, wszystko to dzieje się w imieniu prawa, przewrotnej interpretacji stwarzającej pozory.
List, ponaglenie, odpowiedź, list... Interpretowane przepisy doprowadzają do wydania końcowej decyzji. Nie, że ostateczna, można się przecież odwołać, albo zapłacić ileś tam tysięcy i mieć „święty spokój”. To cena za brak znajomości „Ustawy” w odniesieniu do konstytucji.
Zastanawiam się, co by było gdyby Ali dała się wypchnąć ze szpitala. Pewnie Krzych usztywniłby rękę w wierzbowych łupkach i obwinął chustą, wcześniej wpychając wystającą kość do środka. Jest jeszcze inne wyjście, rękę można by obciąć powyżej łokcia siekierą. Co złego w tym? Przecież wiele ludzi nie ma ręki i żyją, ba nie mają dwóch rąk i też żyją – typowe stanowisko urzędników na sowicie opłacanych posadach z naszych podatków. W tym momencie zastanawiam się, po co są ludzie-urzędnicy. Można wstawić automat, który w systemie zero jedynkowym będzie wydawał decyzje. Zaletą będzie możliwość wprowadzenia jedynie słusznego programu, a nasze centralne media w swoich „jedynie słusznych” przekazach zmuszą nas do kolejnego łykania bez popitki. Ma być wprowadzone nowe zarządzenie by przed każdymi drzwiami do urzędu była przechowalnia dla urzędniczych serc, bo w tej chwili walają się po lasach i ugorach. Jeśli założyć, że zdecydowana większość je ma, to wyobraźmy sobie, jak ta nasza „natura” wygląda obecnie. Rozumiem, że będąc częścią systemu trudno się wyłamać, a zresztą przykład idzie od samej wierchuszki i posłuszni go tylko powielają. I jak mają się do tego usprawiedliwienia katów hitlerowskich, że wypełniali tylko rozkazy. Oni dostali wyroki, bardziej lub mniej adekwatne…
Tymczasem kolejne dziecko umarło, bo szpital odmówił przyjęcia… e tam, to da się zatuszować i wykazać, że dziecko zapierało się by nie przejść przez otwarte na oścież drzwi, bo „my” szanujemy konstytucję i wiemy, że każdy obywatel ma prawo do ochrony zdrowia niezależnie od ich sytuacji finansowej.
Znasz sędziego, który będzie prowadził tę sprawę? Jasne, jasne… to człowiek z naszej wielkiej rodziny. Poza tym jak się rozwlecze, to automatycznie ulegnie przedawnieniu. Powinna być wprowadzona nowa ustawa, która pozwoli wsadzać do więzienia dzieci poniżej lat trzynastu. A co? Niech w końcu wezmą odpowiedzialność za swoje rozbrykane życie.
Polska, kraj afer i niesprawiedliwości wielkimi krokami zbliża się do światowej czołówki. Kraj bonzów, plagiat tych, co są już przed nami, w którym trudno znaleźć naturalną sprawiedliwość. No tak, ale pogadać można…
„Każdy ma prawo do ochrony zdrowia”. Konstytucja sugeruje, że mamy się nie przeziębiać, nie łapać kataru, nie wdychać zatrutego powietrza, nie pić toksycznej wody z wysypisk śmieci, … itd.
Ale mamy jeść zdrową żywność z hipermarketów, tę sprowadzaną, bo rodzima jest niedobra. Zaletą jest to, że nasze ciała leżące w grobie będą rozkładać się wolniej. I co na to robactwo? Pewnie niezadowolone.
A tymczasem Ali biedzi się nad urzędowymi pismami i myśli, jak postąpić w tej pokrętnej rzeczywistości. Cokolwiek nie uczyni będzie…
Jednak, są kraje, w których rząd gwarantuje przynajmniej minimalne poczucie bezpieczeństwa. Odnosi się to do ochrony zdrowia dostępnej dla każdego obywatela tego kraju i zapewnienia bytu na przynajmniej minimalnym poziomie. A w naszym ukochanym kraju z roku na rok rośnie liczba samobójstw, często powodowanych sytuacją bez wyjścia, bez szans na wyjście z beznadziejności, braku jakichkolwiek możliwości na zmianę…
A ja proponuję wprowadzenie kolejnej ustawy podobnej do setek już uchwalonych. Na każdej drodze powinien stać taki oto znak drogowy:
Albowiem śmiech to zdrowie!