czwartek, 2 kwietnia 2015

Wiosenne Święta...?





  Święta idą! Święta! 
Wiosnę z sobą wiodą
Chłodną, lecz promienną
I jak zawsze młodą
A jeszcze prowadzą
Wytęsknionych gości
Śpiew ptaków
Woń kwiatów
Tchnienie zieloności
Nadzieję, co w duszy
Znów się zakorzenia
Że zwycięży dobro
Życia pełna ziemia
Na ten widok w sercach
Coś dzwoni radośnie
Witajcie nam Święta!
Wiwat! Wiwat wiośnie!



    Powyższy, naiwno-optymistyczny wierszyk popełniłam wiele lat temu, gdy marzec tętnił ciepłem i zielenią a chwilowe zmiany pogody nie były tak drastyczne jak te obecne. Gdzież tam wtedy myslało się o wichurach, burzach, snieżycach  i mrozie? Wszystko było jak należy. A przynajmniej tak wydaje mi się z perspektywy czasu. Człowiek zresztą przeważnie ma tendencję do pamiętania tego, co dobre, ładne i miłe. Resztę zazwyczaj wypiera się jako zbędny bagaż.

   W tamtych czasach nie w głowie mi były takie, jak teraz zmartwienia związane z gospodarstwem, troską o byt i zdrowie naszych bliskich, nas i  zwierząt, które mamy pod opieką a także lęki przed tym, co przyniesie niepewne jutro. Ot, po prostu cieszyłam się świętami, jako synonimem odrodzenia życia i początkiem prawdziwej wiosny. Potrafiłam się tak radować niczego jeszcze właściwie o prawdziwym życiu nie wiedząc. Dzisiaj już bym chyba takiego wierszyka nie napisała bo choć nadal zdarza mi się cieszyć byle czym a moja sielska rzeczywistość jest tym, co mi najbliższe i nie marzę o zamienieniu jej na wygodny, miejski żywot, to niestety, z tyłu czaszki coraz głośniej i częściej dźwięczą jakieś pesymistyczne nutki. Patrzę na swoją twarz i poza wciąż licznymi piegami widzę cienie goryczy i zmarszczki bezradności, które są jak mapa moich życiowych doświadczeń, przeżyć oraz stale kłębiących się w duszy uczuć. Jakże daleką przeszłam drogę od tamtych lat prostego, szczenięcego szczęścia! Jak wiele się nauczyłam, jak wiele zapomniałam. Jak podobna, ale jednocześnie inna dzisiaj jestem.

   A więc znalazłam po latach ów wiosenny wierszyk i przeczytałam go dziwiąc się samej sobie, że tak prosto kiedyś na wszystko patrzyłam. I tak mi z tym było dobrze. I nie miałam wewnętrznych oporów by o tym pisać. Teraz w głowie panoszy się coraz bardziej i wszystkiego surowo pilnuje wierna zgraja osobistych sępów: bezlitosny cenzor, ironiczny krytyk, dyżurny malkontent, znudzony obserwator, etatowy szyderca.

- Co zrobić z tym dziecinnym wierszykiem? Wyprzeć się go? Schować i niech nigdy już światła dziennego nie ogląda? - szepnęłam zrazu, przeczytawszy go z lekkim przekąsem i wzruszeniem ramion. Ale potem przypłynęły z odsieczą inne myśli.

- Wierszyk, jak wierszyk. Ani lepszy ani gorszy. Z ciebie prawdziwej zrodzony. Nadal potrafisz widzieć świat w jasnych kolorach. Umiesz cieszyć się tym, co masz! Nie wywołuj wilka z lasu tymi swoimi wiecznymi obawami i troskami. Doceniaj każdą chwilę. Nawet te wichury, deszcze i  śniegi kwietniowe. Nawet to skrzypienie kości i obolałość mięśni, gdy wstajesz rano. Nawet ten ogrom roboty, z którym zmierzyć się musisz co dnia. Wciąż jeszcze masz siły i ochotę by robić swoje. I tego sie trzymaj!

 -  Przecież wiesz, iż niektórzy ludzie po naprawdę ciężkich przejściach osobistych, po chorobach, po walce z nowotworem (a nawet w jej trakcie) potrafią szanować i kochać egzystencję taką, jaka ona jest. Nie wybiegać myślami zanadto w przyszłość. Nie dręczyć się tym, co przemijalne albo tym, na co nie ma się wpływu. Celebrować każdą chwilę i uśmiechać się do samego siebie oraz do bliźnich. Tego nauczył ich dotyk śmierci, doznanie makabrycznego bólu, ostatecznego strachu i bezgranicznej samotności.
 -  Na pewno w umiejętności doceniania życia w każdym jego wymiarze pomaga wyznawana filozofia czy też głęboka wiara. Wystarczy, że wspomnę sobie mądrość, spokój, zgodę na wszystkie wyroki Opatrzności i ciepły blask, jaki do samego końca bił od ś.p. siostry Judyty, od razu wstyd mi za moje niewielkie przecież zmartwienia, bóle i obawy dotyczące przyszłości. Śmieszny i żałosny wydaje się wówczas ogarniający mnie od czasu do czasu pesymizm i niemoc. Przecież żyję.  Przecież kocham i jestem kochana. Przecież mogę oglądać kolejną wiosnę. Zauważać i podziwiać jej barwy, zapachy, nastroje oraz niezwykłe szaleństwa pogodowe.
  - Dlaczego więc nazwałam powyższy wierszyk naiwnym? Czy pogoda serca oraz ufność w dobro i w sens życia jest czymś głupim i niestosownym a nawet mocno irytującym? Czy z tego powinno się wyrosnąć i raz na zawsze porzucić jak stare, niemodne zabawki?

  - Mała Oleńko, co siedzisz tam we mnie i czasem nie masz śmiałości się odezwać, widząc jak niekiedy smętnie zwieszam głowę, jak wzdycham i trę zaczerwienione oczy, jak chętnie narzekam w chórze innych narzekaczy - Oleńko, weź mnie proszę za rękę i zaprowadź raz jeszcze w swoją wiosnę. Pokaż, jak cieszyć się znów świętami, jak biegać swobodnie razem z wiatrem, jak śmiać się bez bólu w sercu, jak pisać proste, radosne wiersze i nie wstydzić się ich wcale!


    Drodzy czytelnicy tego bloga! Oboje z Cezarym życzymy Wam odnalezienia w sobie ufności i prostej radości życia, spokojnego czasu dla siebie nawzajem, chęci na wspólne, wiosenne spacery. Choćby w śniegu i w deszczu! I także, a jakże:
                                           Wesołych Świąt!:-)))


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost