czwartek, 6 listopada 2014

Listopadowy świt...






   Wstałam dzisiaj jeszcze o zmroku. Po zmianie czasu często mi się to zdarza. Wiatr szarpał mocno blachami na dachu. Świstał w szparach domu i śpiewał swe nieokiełznane pieśni. Tak było całą noc. I jeszcze ogromny księżyc pełni rozjaśniał wszystko niezwykłym blaskiem. 
   Pokrzątałam się chwilę po kuchni. Koty nakarmiłam. Wodę na kawę wstawiłam. A potem ziewając odsłoniłam zasłony i wyjrzałam na zewnątrz ciekawa, jakiż to dzionek wstaje? Jakie pokaże mi oblicze? Jakim nastrojem napełni i jaką drogę na dzisiaj wskaże...? I oto, co ujrzały me zachwycone oczy! 



  Czym prędzej by nie tracić nic z tego czarodziejskiego zjawiska wybiegłam na dwór w piżamie, gumiakach i narzuconym na chybcika ciepłym swetrze. Biegłam przed siebie jak szalona i spontanicznie wyśpiewałam piosenkę, która nie odstępuje mnie od kilku dni. Nikt mnie nie widział, nikt nie słyszał. Tylko to niebo, tylko ten wiatr i gałęzie tańczące w jego dzikim rytmie. Wilgotne od rosy trawy na łące oplatały pieszczotliwie moje nogi. Ostatnie listki na dzikich śliwach migotały jak najpiękniejsze ozdoby choinkowe. Stado maleńkich ptaszków podniosło się tłumnie i świergotliwie z zaoranego wczoraj pola. Pachniało świeżością i słodką obietnicą.. Przestrzeń szumiała i falowała niczym ocean...Mknęłam witając dzień i czując jakbym się właśnie urodziła i wszystko widziała po raz pierwszy. A w duszy był blask i świadomość cudu, który jest wokół i w środku mnie…Chciało mi się śmiać i płakać jednoczesnie...Świt stubarwny, pędzlem malarza ekspresjonisty malowany wchłaniał mnie i przygarniał czule…Jawa to, czy sen…? Wszystko się przenika. Nie ma czasu, który pogania. Tylko ta chwila, wolność w sercu i rozwianych włosach…Życie, codzienność poczeka...



A jaką piosenkę tak wyśpiewywałam?  "To nic, że to sen" Edyty Geppert do muzyki Jerzego Satanowskiego ze wspaniałymi słowami Jacka Stanisława Burasa.



Jestem wodą, ogniem, powietrzem
Jestem falą, iskrą, obłokiem
Jestem ptakiem, rumakiem
Jestem liściem na wietrze
Jestem śpiewem, szumem, galopem

Wzlotem skrzydeł mknę, dokąd zechcę
Wichrem grzywy omiatam świat
Biegnę, płynę, wzbijam się w przestrzeń
Drwię z wędzideł i murów, i krat

To nic, że to sen, tylko sen, to nic
Kiedy śnię, wtedy chce, bardzo chce mi się żyć
Nie budź mnie, nie budź mnie, nie budź mnie
Kiedy śnię, mogę być tym, kim chcę

Mogę z żaglem głowy w chmurze płynąć oceanem rosy
Palce skrzydeł zagrzebywać w tęczy rozpuszczone włosy

To nic, że to sen...

Jestem burzą, sztormem, tornadem
Jestem deszczem, pianą, potopem
Jestem krukiem, tygrysem
Jestem jadem, pożarem
Jestem krzykiem, rykiem, amokiem

Biciem kopyt rwę sieci nocy
Skrzydeł szałem przewracam świat
Kiedy myśl mą zamieniam w pocisk
Nie ma murów, wędzideł i krat

To nic, że to sen, tylko sen, to nic
Chociaż śnię, ale wiem, że nie będę wciąż śnić
Przyjdzie dzień, z mego snu zbudzisz mnie
Wstanę i będzie tak, jak we śnie

To nic, że to sen, ciągle sen, to nic
Chociaż śnię, ale wiem, że nie będę wciąż śnić
Przyjdzie dzień, z mego snu zbudzisz mnie
Wstanę i będzie tak, jak we śnie




Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost