wtorek, 3 grudnia 2013

Z Beatkową torbą na kolanach



   


  Właśnie zapadał zmrok i ostatnie pomarańczowo-różowe blaski znikały z grudniowego nieba, gdy oboje z Cezarym zabraliśmy się za zjadanie naszej ulubionej ostatnio zupy dyniowej.  Pałaszujemy ją na obiad i kolację już od trzech dni i dzisiaj właśnie, ku naszej przykrości, ujrzeliśmy dno garnka!
-Trzeba będzie jutro nowej zupki uwarzyć. Dodać pietruszki, lubczyku i odrobinę pieprzu! Dobrze, że mamy jeszcze trochę dyń i kabaczków!  - mruknęłam z lubością, gładząc rudego kota Antka oraz czarnego kićka zwanego po prostu Czarnym. Rozmruczane, grube koty, jak zwykle wieczorem obsiadły moje kolana i grzały me zmarznięte po chłodnym dniu nogi.

 Ledwo zdążyliśmy wyskrobać talerze, gdy Zuzia rozszczekała się wniebogłosy i zaczęła gwałtownie skrobać w drzwi wyjściowe by zobaczyć, któż to się po ciemku pałęta wokół naszego obejścia. Spłoszone kocury rozpierzchły się po domu. A my pobiegliśmy czym prędzej za rozszalałą psiną, usiłując dojrzeć w mroku wieczornego, niespodziewanego gościa. Okazało się, iż był nim listonosz, który pracuje do szóstej wieczorem i dopiero teraz dotarł do nas po całym dniu jeżdżenia po okolicznych wzgórzach i dolinach. Mój mąż odebrał od niego przesyłkę i już po chwili wniósł ją tryumfalnie do kotłowni, gdzie stałam grzejąc się przy piecu i czekając niecierpliwie na niego.

- Jest torba od Twojej Beaty! – oznajmił.
- Daj, daj! Ja odpakuję! – zaczęłam podskakiwać wokół Cezarego jak nie mogący się doczekać prezentu świątecznego dzieciak.
- Ale zobacz, jak ta paczka jest pieczołowicie obklejona taśmą! Poczekaj! Ja mam taki fajny nożyk do tapet, to w try miga dobierzemy się do środka! – sapnął mój uparty mąż i pracowicie jął przecinać beżowe taśmy i kartony.

   I rzeczywiście! Po kilku chwilach dzierżyłam w dłoniach całą zawartość przesyłki. Była tam prześliczna torba wykonana przez Beatkę Zasadę, autorkę bloga  „Cat In a bag” oraz kilka skórzanych, mięciutkich ozdób świątecznych i wspaniały list. A ponieważ w kotłowni mamy kiepskie światło porwałam wszystkie te cuda i pobiegłam do naszej sypialni by pooglądać wszystko dokładnie i nazachwycać się do woli. Zaraz za mną pojawił się tam Cezary i pchająca się na łóżko Zuzia.



- Patrz, jaka cudna! Ależ ta dziewczyna jest utalentowana! Zobacz, z jaką dokładnością to wszystko jest zrobione. A ile czasu musiała poświęcić by coś tak wspaniałego i delikatnego uszyć! To prawdziwa artystka i poetka rękodzieła! Jakież to różne od tych toreb sklepowych. Ileż w tych wytworach Beatki szlachetności i ciepła! – zawołałam, tuląc do policzków mięciutką, beżową, delikatną jak dotyk dłoni matki torbę skórzaną. Czułam się tak, jak gdyby była ona wykonana specjalnie dla mnie. Jakby pasowała jak ulał do mojej duszy. Jakbym kiedyś ją już miała, potem gdzieś zapodziała a teraz na nowo cudem odzyskała…



- A co w niej będziesz trzymać i gdzie z nią będziesz chodzić? – przerwał moje pełne przejęcia rozmyślania jak zwykle praktyczny Cezary, wiedząc dobrze, iż odkąd zamieszkaliśmy na wsi nie noszę torebki i poza wyjściem na zakupy w najbliższym miasteczku albo na targ do miasta właściwie nigdzie się stąd nie ruszam.

- Oj, już ty się nie bój o to! – odparłam, przymykając oczy i wyobrażając sobie siebie, jak ubrana w moją ulubioną rudo-beżową sukienkę wędruję sobie po łąkach, w zarzuconej na ramie torbie trzymając swoje zeszyty z wierszami wraz z nieodłącznymi ołówkami i długopisami. A gdy na tym łonie natury nachodzi mnie nagłe i jak zwykle niespodziewane natchnienie twórcze przysiadam sobie na pniu buka i piszę na bieżąco, co mi tam w sercu gra. Zaraz potem pojawiła mi się następna wizja. Oto odwiedzam moją ukochaną mamę. Całuję ją serdecznie i wyciągam z owej niezwykłej torby książkę-prezent dla niej. Moją książkę…

- Wiesz, ta torba jest naprawdę magiczna! Czuję, że dzięki niej spełnią się moje najważniejsze marzenia i tęsknoty! – szepnęłam, przysiadłszy na łóżku i spoglądając z rodzajem dziwnego przeczucia na tę wyściełaną mięciutkim, niebieściutkim jak niebo materiałem w kwiatki torbę od Beatki - czarodziejki.



- A list? Co tam Ci Beatka napisała w liście? – zapytał jeszcze mój mąż, stojąc w drzwiach, bo mu się śpieszyło, żeby skończyć zakładanie nowej lampy w przedpokoju na dole.

- Czytam, czytam właśnie. Jest piękny, po prostu piękny… – westchnęłam, zerkając na pierwsze wersy napisanego ręką Beaty listu.

- Ile tu dobrych słów o mnie! Ile ciepła i serdeczności! Naprawdę, nie spodziewałam się…Już dawno nikt tak ciepło, tak miło do mnie nie napisał! – komentowałam na bieżąco słowa listu tuż po jego odczytaniu. Uśmiechałam się wzruszona i spoglądałam na te wyrazy, zawierające tyle pozytywnych dla mnie uczuć i myśli. Żałowałam, że Beata mieszka aż w Częstochowie i nie mogę ot tak, spontanicznie spotkać się z nią zaraz i uściskać gorąco.

- Masz szczęście ostatnio! Ot co! Najpierw wygrałaś prezent u Pantery, teraz tę torbę u Beaty! Powinnaś wobec tego skreślić parę kuponów totolotka. Jutro pojedziemy do miasteczka aby pójść za ciosem! I kto wie? Może już za chwilę spadnie na nas deszcz złotówek?! – rozmarzył się Cezary, ściskając mnie czule i szepcząc mi wprost do ucha, że cieszy się moją radością i uwielbia patrzeć, gdy jestem tak szczęśliwa, jak teraz.

- Totolotka możemy oczywiście wysłać, ale nie bądźmy zachłanni, Czaruś! Wszak jak widać jest w tym życiu mnóstwo innych, ważniejszych od pieniędzy rzeczy, które potrafią człowieka uszczęśliwić – odrzekłam i zasiadłam przy komputerze, aby napisać posta o tym niezwykłym wieczorze. Za oknem zrobiło się już zupełnie ciemno. Mróz skuł lodem drogi i lasy. W mojej duszy tymczasem było ciepło i pogodnie. Nie czułam nawet bólu gardła, który od trapił mnie dzisiaj od samego rana. Na moich kolanach leżał zwinięty w kłębek czarny kot  - przyjaciel oraz mięciutka torba od Beatki - niezwykłej pani Mikołajowej…Prawdziwy dar serca!

Dziękuję Ci kochana dziewczyno!***




Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost