czwartek, 3 października 2013

Ten blog ma rok...



  
   Właśnie minął rok, od kiedy założyliśmy tę stronę. Przeleciał nam ten czas bardzo szybko. Przede wszystkim na ciężkiej pracy w gospodarstwie, na obcowaniu z naturą i na podziwianiu odsłon kolejnych pór roku. A między tym wszystkim przewinęło się mnóstwo radosnych, smutnych, czy też melanżowych w nastroju dni. Tych ostatnich zapewne było najwięcej.  Codzienność umilaliśmy sobie między innymi pisaniem tekstów na tego bloga oraz odwiedzinami w Waszych wirtualnych światach.

   Drodzy nasi goście, czytelnicy i obserwatorzy! Oboje z Cezarym chcielibyśmy podziękować Wam serdecznie za Wasze odwiedziny na naszym blogu, za bliskość, wsparcie serdecznym, wrażliwym słowem, za wspólne zamyślenie, uśmiech, wzruszenie i zabawę!:-)))

   Dzięki prowadzeniu tej strony poznaliśmy dużo sympatycznych, bliskich sercu osób. Z niektórymi z Was udało się nawiązać silniejszą nić porozumienia i korespondujemy ze sobą często, czy też telefonujemy, pogłębiając naszą serdeczną zażyłość, by nie powiedzieć, przyjaźń. Zimą udało nam się nareszcie spotkać z miłymi sąsiadami zza miedzy, Gosią i Radkiem Barłowskimi, autorami bloga "Ogarze Pogórze" i wyskoczyć z nimi na przedstawienie teatralne do Rzeszowa. A niewiele ponad miesiąc temu mieliśmy okazję zobaczyć się Zofijanną, autorką bloga "Z rakiem w tle"  i ucieszyć się przejściem naszej znajomości z poziomu wirtualnego na realny. Było to cudowne uczucie i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz będzie nam dane spotkać się z którymś z Was oko w oko. I potwierdzić, tak jak w przypadku Gosi, Radka oraz Zofijanny, że to co piszemy tu o sobie, to jakimi się sobie ukazujemy, jest prawdą. I nie trzeba się bać takich spotkań a tylko robić wszystko by było wiele następnych, gdyż realny, namacalny, bliski człowiek na naszej drodze, jest najcenniejszą wartością i powinien być najważniejszym celem tej blogowej twórczości.

   Co jeszcze? Publikując teksty prozą i poezję na blogu rozwinęłam skrzydła i pewniej czuję się teraz w pisaniu widząc, iż to co tworzę może się podobać, nie pozostawiając czytelników obojętnymi. Dlatego, niezwykle tym pozytywnym odbiorem zdopingowana, o ile tylko czas pozwala, piszę coraz więcej i mam mnóstwo nowych pomysłów na opowiadania, wiersze a nawet na coś o wiele dłuższego.Muszę jeszcze namówić Cezarego, by znowu zaczął się udzielać na blogu i zamieszczać tu swoje teksty, bo po kilku początkowych miesiącach aktywnego prowadzenia razem ze mną tej strony, trochę jakby stracił zapał do udzielania się w tym wirtualnym świecie. Pamiętam jednak doskonale, jaką frajdę sprawiało mu pisanie i czytanie potem Waszych komentarzy. Może jesienią i zimą będzie miał na to więcej czasu i ochoty?

   To były pozytywy, lecz są i negatywy istnienia w tym kawałku wirtualnej przestrzeni, gdyż wszystko na tym świecie ma swój awers i rewers…

   Wiele z poznanych tu, bardzo interesujących i niosących kawałek swojej prawdy osób przestało jednak odwiedzać to miejsce mieszczące się „Pod tym samym niebem”. Wiem, są ważniejsze rzeczy niż bywanie na blogach a poza tym nie można dogodzić każdemu, ale czasem jest mi po prostu przykro i żal, że ktoś, kogo zdążyłam polubić zniknął gdzieś w tej internetowej mgle i po prostu zapomniał…Dlaczego tak się stało? Pewnie nigdy nie poznam odpowiedzi na to pytanie. Internet to dziwna przestrzeń, w której ludzkie uczucia potrafią rozpłynąć się w nicość, a niedawna zażyłość zamienić w obojętność. Tu tak łatwo i wygodnie po prostu kliknąć i przepaść gdzieś w wielkiej niewiadomej. Czy w wirtualu obowiązują inne prawa i zasady postępowania, niż w prawdziwej rzeczywistości? Pewnie tak. Zresztą także w naszej codzienności potrafimy zniknąć z cudzego czy własnego życia nagle  i bez słowa. Pstryk! I gaśnie czyjeś światło...Nie wszystko przecież zależy od naszej woli. A pora zdmuchniecia świeczki przeważnie przychodzi ni stąd ni zowąd...

   Poza tym zazwyczaj traktujemy bywanie na blogach, jak prostą, niezobowiązującą rozrywkę, niczym odwiedziny w kowbojskich saloonach. Póki odpowiadają nam serwowane tam trunki, barman oraz goście, póki mamy czas i ochotę na jeszcze jedno pchnięcie wahadłowych dni wchodzimy z ochotą i sycimy się atmosferą takich przybytków. A gdy rzeczywistość przyciąga nas coraz mocniej do siebie lawiną koniecznych do ogarnięcia spraw, czy też przestajemy czuć potrzebę bywania w choćby najmilszych, lecz mocno kradnących nam czas cudzych, wirtualnych światach po prostu przestajemy je odwiedzać. Bo przecież czas nie jest z gumy i trzeba go tak podzielić, by było w nim miejsce na to, co najważniejsze…

   Miewałam w czasie tego roku kilka momentów zwątpień w sens prowadzenia bloga. Wiem, że takie chwile nawiedzają prawie każdego z Was, gdyż blog jest rodzajem dziwnego uzależnienia. Zabiera nam cenne chwile, nie zawsze dając w zamian satysfakcję i poczucie, iż wszystko to ma głębszy sens. Bywa taką zaczarowaną wyspą, niczym krainą czarodziejki Kirke, gdzie zapomina się o całym świecie i wynurza się z niego z niechęcią, bo świat wokół nie zawsze jest tak kolorowy i serdeczny jak na blogu.
   No tak, ale to magiczne zapomnienie o problemach codzienności, w które popada się często tkwiąc w internetowej przestrzeni jest niekiedy jak wspaniała tratwa ratunkowa. Bo z niektórymi problemami po prostu nie da się walczyć. Nieraz spowijają duszę ludzką tak mocno, że aż potrafią sprawiać nieustający ból. Serce obrasta niczym bluszczem obezwładniającą bezradnością, bezsilnością, brakiem pomysłu na wyjście z trudnej sytuacji…Dołącza się codzienna struga kłopotów i zgryzot. Myślę, iż lepiej więc niekiedy robić wszystko by o nich stale nie rozmyślać i po prostu cieszyć się życiem, jakie jest oraz wszystkimi jego blaskami. Nawet tak złudnymi jak te, w które obfituje ta dziwnie wciągająca i trochę niebezpieczna, lecz przecież pełna uroku i barw blogowa kraina Kirke…

   Ten blog ma rok... Przez chwilę kusiło mnie by napisać - i wystarczy! No bo przecież w nieskończoność nie będę prowadzić tej strony. Bo może już nic ciekawszego, niż to co jest, nie uda mi się wymyślić. Może już tylko będę powielać samą siebie i nudzić ewentualnych czytelników? Bo może powinnam pójść w inną stronę i znaleźć dla siebie nową formę wyrażania siebie?
   Gdzie jest właściwie moja Itaka, czy w życiu prawdziwym, tym obok mnie, czy w tym nierealnym, wirtualnym, gdzie mogę wylewać z duszy wszystko to, na co nie ma miejsca w twardej rzeczywistosci? Myślę, że moja Itaka by istniała blisko i by była szczęśliwa oraz spełniona potrzebuje zarówno dotyku słońca, jak i jego wyobrażenia. Potrzebuje słów, dźwięków, dotyków, wędrówek po realnych bezkresach lasów i pól, ale i eksploracji wyobraźni, marzeń, głębokich przeżyć i wspomnień. A więc jeszcze niczego nie zamykam. Jeszcze mi mojej owianą magiczną mgłą krainy czarodziejki Kirke wciąż mało. Jeszcze płynę, z Wami, do Was...



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost