Właśnie minął rok, od kiedy założyliśmy tę
stronę. Przeleciał nam ten czas bardzo szybko. Przede wszystkim na ciężkiej
pracy w gospodarstwie, na obcowaniu z naturą i na podziwianiu odsłon kolejnych
pór roku. A między tym wszystkim przewinęło się mnóstwo radosnych, smutnych, czy też melanżowych
w nastroju dni. Tych ostatnich zapewne było najwięcej. Codzienność umilaliśmy sobie między innymi
pisaniem tekstów na tego bloga oraz odwiedzinami w Waszych wirtualnych
światach.
Drodzy nasi goście, czytelnicy i
obserwatorzy! Oboje z Cezarym chcielibyśmy podziękować Wam serdecznie za Wasze
odwiedziny na naszym blogu, za bliskość, wsparcie serdecznym, wrażliwym słowem,
za wspólne zamyślenie, uśmiech, wzruszenie i zabawę!:-)))
Dzięki prowadzeniu tej strony poznaliśmy
dużo sympatycznych, bliskich sercu osób. Z niektórymi z Was udało się nawiązać
silniejszą nić porozumienia i korespondujemy ze sobą często, czy też
telefonujemy, pogłębiając naszą serdeczną zażyłość, by nie powiedzieć, przyjaźń.
Zimą udało nam się nareszcie spotkać z miłymi sąsiadami zza miedzy, Gosią i Radkiem Barłowskimi, autorami bloga "Ogarze Pogórze" i wyskoczyć z nimi na przedstawienie teatralne do Rzeszowa. A niewiele ponad miesiąc temu mieliśmy okazję zobaczyć się
Zofijanną, autorką bloga "Z rakiem w tle" i ucieszyć się przejściem naszej znajomości z poziomu wirtualnego na
realny. Było to cudowne uczucie i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz będzie nam
dane spotkać się z którymś z Was oko w oko. I potwierdzić, tak jak w przypadku
Gosi, Radka oraz Zofijanny, że to co piszemy tu o sobie, to jakimi się sobie ukazujemy, jest
prawdą. I nie trzeba się bać takich spotkań a tylko robić wszystko by było
wiele następnych, gdyż realny, namacalny, bliski człowiek na naszej drodze,
jest najcenniejszą wartością i powinien być najważniejszym celem tej blogowej
twórczości.
Co jeszcze? Publikując teksty prozą i poezję
na blogu rozwinęłam skrzydła i pewniej czuję się teraz w pisaniu widząc, iż to
co tworzę może się podobać, nie pozostawiając czytelników obojętnymi. Dlatego, niezwykle
tym pozytywnym odbiorem zdopingowana, o ile tylko czas pozwala, piszę coraz
więcej i mam mnóstwo nowych pomysłów na opowiadania, wiersze a nawet na coś o
wiele dłuższego.Muszę jeszcze namówić Cezarego, by znowu zaczął się udzielać na blogu i zamieszczać tu swoje teksty, bo po kilku początkowych miesiącach aktywnego prowadzenia razem ze mną tej strony, trochę jakby stracił zapał do udzielania się w tym wirtualnym świecie. Pamiętam jednak doskonale, jaką frajdę sprawiało mu pisanie i czytanie potem Waszych komentarzy. Może jesienią i zimą będzie miał na to więcej czasu i ochoty?
To były pozytywy, lecz są i negatywy
istnienia w tym kawałku wirtualnej przestrzeni, gdyż wszystko na tym świecie ma
swój awers i rewers…
Wiele z poznanych tu, bardzo interesujących
i niosących kawałek swojej prawdy osób przestało jednak odwiedzać to miejsce
mieszczące się „Pod tym samym niebem”. Wiem, są ważniejsze rzeczy niż bywanie
na blogach a poza tym nie można dogodzić każdemu, ale czasem jest mi po prostu
przykro i żal, że ktoś, kogo zdążyłam polubić zniknął gdzieś w tej internetowej
mgle i po prostu zapomniał…Dlaczego tak się stało? Pewnie nigdy nie poznam
odpowiedzi na to pytanie. Internet to dziwna przestrzeń, w której ludzkie
uczucia potrafią rozpłynąć się w nicość, a niedawna zażyłość zamienić w
obojętność. Tu tak łatwo i wygodnie po prostu kliknąć i przepaść gdzieś w
wielkiej niewiadomej. Czy w wirtualu obowiązują inne prawa i zasady
postępowania, niż w prawdziwej rzeczywistości? Pewnie tak. Zresztą także w
naszej codzienności potrafimy zniknąć z cudzego czy własnego życia nagle i bez
słowa. Pstryk! I gaśnie czyjeś światło...Nie wszystko przecież zależy od naszej woli. A pora zdmuchniecia świeczki przeważnie przychodzi ni stąd ni zowąd...
Poza tym zazwyczaj traktujemy bywanie na
blogach, jak prostą, niezobowiązującą rozrywkę, niczym odwiedziny w kowbojskich
saloonach. Póki odpowiadają nam serwowane tam trunki, barman oraz goście, póki
mamy czas i ochotę na jeszcze jedno pchnięcie wahadłowych dni wchodzimy z
ochotą i sycimy się atmosferą takich przybytków. A gdy rzeczywistość przyciąga
nas coraz mocniej do siebie lawiną koniecznych do ogarnięcia spraw, czy też
przestajemy czuć potrzebę bywania w choćby najmilszych, lecz mocno kradnących nam
czas cudzych, wirtualnych światach po prostu przestajemy je odwiedzać. Bo
przecież czas nie jest z gumy i trzeba go tak podzielić, by było w nim miejsce
na to, co najważniejsze…
Miewałam w czasie tego roku kilka momentów
zwątpień w sens prowadzenia bloga. Wiem, że takie chwile nawiedzają prawie
każdego z Was, gdyż blog jest rodzajem dziwnego uzależnienia. Zabiera nam cenne chwile, nie zawsze dając w zamian satysfakcję i poczucie, iż wszystko to ma głębszy
sens. Bywa taką zaczarowaną wyspą, niczym krainą czarodziejki Kirke, gdzie
zapomina się o całym świecie i wynurza się z niego z niechęcią, bo świat wokół
nie zawsze jest tak kolorowy i serdeczny jak na blogu.
No tak, ale to magiczne zapomnienie o
problemach codzienności, w które popada się często tkwiąc w internetowej przestrzeni jest
niekiedy jak wspaniała tratwa ratunkowa. Bo z niektórymi problemami po prostu
nie da się walczyć. Nieraz spowijają duszę ludzką tak mocno, że aż potrafią
sprawiać nieustający ból. Serce obrasta niczym bluszczem obezwładniającą bezradnością, bezsilnością, brakiem pomysłu na wyjście z
trudnej sytuacji…Dołącza się codzienna struga kłopotów i zgryzot. Myślę, iż lepiej więc
niekiedy robić wszystko by o nich stale nie rozmyślać i po prostu cieszyć się życiem, jakie jest
oraz wszystkimi jego blaskami. Nawet tak złudnymi jak te, w które obfituje ta dziwnie
wciągająca i trochę niebezpieczna, lecz przecież pełna uroku i barw blogowa kraina
Kirke…
Ten blog ma rok... Przez chwilę kusiło mnie by napisać - i wystarczy! No bo przecież w nieskończoność nie będę prowadzić tej strony. Bo może już nic ciekawszego, niż to co jest, nie uda mi się wymyślić. Może już tylko będę powielać samą siebie i nudzić ewentualnych czytelników? Bo może powinnam pójść w inną stronę i znaleźć dla siebie nową formę wyrażania siebie?
Gdzie jest właściwie moja Itaka, czy w życiu prawdziwym, tym obok mnie, czy w tym nierealnym, wirtualnym, gdzie mogę wylewać z duszy wszystko to, na co nie ma miejsca w twardej rzeczywistosci? Myślę, że moja Itaka by istniała blisko i by była szczęśliwa oraz spełniona potrzebuje zarówno dotyku słońca, jak i jego wyobrażenia. Potrzebuje słów, dźwięków, dotyków, wędrówek po realnych bezkresach lasów i pól, ale i eksploracji wyobraźni, marzeń, głębokich przeżyć i wspomnień. A więc jeszcze niczego nie zamykam. Jeszcze mi mojej owianą magiczną mgłą krainy czarodziejki Kirke wciąż mało. Jeszcze płynę, z Wami, do Was...
Ten blog ma rok... Przez chwilę kusiło mnie by napisać - i wystarczy! No bo przecież w nieskończoność nie będę prowadzić tej strony. Bo może już nic ciekawszego, niż to co jest, nie uda mi się wymyślić. Może już tylko będę powielać samą siebie i nudzić ewentualnych czytelników? Bo może powinnam pójść w inną stronę i znaleźć dla siebie nową formę wyrażania siebie?
Gdzie jest właściwie moja Itaka, czy w życiu prawdziwym, tym obok mnie, czy w tym nierealnym, wirtualnym, gdzie mogę wylewać z duszy wszystko to, na co nie ma miejsca w twardej rzeczywistosci? Myślę, że moja Itaka by istniała blisko i by była szczęśliwa oraz spełniona potrzebuje zarówno dotyku słońca, jak i jego wyobrażenia. Potrzebuje słów, dźwięków, dotyków, wędrówek po realnych bezkresach lasów i pól, ale i eksploracji wyobraźni, marzeń, głębokich przeżyć i wspomnień. A więc jeszcze niczego nie zamykam. Jeszcze mi mojej owianą magiczną mgłą krainy czarodziejki Kirke wciąż mało. Jeszcze płynę, z Wami, do Was...
