niedziela, 1 września 2013

Bliskość






   Prowadzenie bloga to niezwykła, dająca satysfakcję i sposobność do spotkania wielu ciekawych ludzi czynność. A kontakt z Wami, osobami dalekimi a jednak jakoś bliskimi ma w sobie coś magicznego, coś ocierającego się rdzeń duszy. Odsłaniamy przed sobą wzajemnie jakiś ważny kawałek siebie. Pokazujemy to, co chcemy pokazać. To, co wydaje się nam najważniejsze. Będące istotną cząstką nas. Czy odważylibyśmy się rozmawiać z sąsiadami o tym, o czym rozmawiamy tutaj? Czy kogoś realnie obok nas stojącego obchodziłoby to, co tu ukazujemy, z czego się zwierzamy sobie, co odsłaniamy? Pewnie nie, bo realny świat pełen jest innych spraw. Tych codziennych, pełnych pragmatyzmu i pogoni za sposobem przetrwania w trudnej rzeczywistości. A każdy ma swoje problemy i mało jest tych, którzy mają czas i cierpliwość by uważnie nas wysłuchać.
   Jednak Internet tworzy przez to złudne poczucie bliskości. Przeważnie nie znamy się tutaj z imienia i nazwiska. Do niczego nam to nie jest potrzebne zresztą. Jesteśmy istotami o wymyślonych nickach, bo przez to zachowujemy część swojej bezpiecznej anonimowości i możemy otwarciej pisać o tym, co naprawdę nas boli, martwi, cieszy, przejmuje, zastanawia. Ale czasem przychodzi moment, że nadarza się okazja by spotkać się realnie. I wówczas pojawia się zastanowienie, na ile bliska jest ta budowana do tej pory bliskość? A może to wcale nie bliskość, lecz tylko jej pragnienie? Czy te wszystkie serdeczne słowa rzeczywiście były takie, czy po prostu wpasowywały się w pewną obowiązującą na blogach konwencję? Jacy jesteśmy naprawdę? Czy spotykając się realnie zbliżymy się do siebie, czy wręcz przeciwnie oddalimy? Czy to spotkanie wzbogaci, czy też zuboży nasze relacje? Jak się wzajemnie odbierzemy? Czy rozczarujemy się sobą? Czy zniknie miedzy nami ta delikatna, nienazywalna, magiczna więź blogowa? Jak to będzie?
   Od kilku miesięcy szykowałyśmy się do takiego realnego spotkania z Zofijanną, autorką bloga „Z rakiem w tle”. Mieszkamy nie tak daleko od siebie i już od dawna planowałyśmy jej odwiedziny na moim końcu świata. Pierwotnym powodem było kupno jajek zielononóżek z naszej fermy. Jednak poprzez te miesiące dołożyła się jeszcze wzajemna ciekawość, sympatia i odczucie podobnej wrażliwości. Coś nas wyraźnie ku sobie ciągnęło. Widać to było na naszych blogach. Aż wreszcie ustaliłyśmy termin i obie szykowałyśmy się do tego spotkania prawie jak na pierwszą randkę, czując w sobie mieszankę radości i niepewności, nadziei i zwątpień.
   Ja, jako gospodyni siedliska będącego w stanie wiecznego remontu bałam się jak też zostanie odebrany panujący w nim rozgardiasz i ogrom prac czekających wciąż na wykonanie. Przecież nie miałam pojęcia, czy zjawi się u mnie osoba na luzie, czy też pedant i sokole oko? Ale mąż widząc, jak sprzątam w pocie czoła dom powiedział mi na uspokojenie, że przecież choćbym nie wiem jak sprzątała, to i tak wiele nie zmienię. Więc albo się pogodzę z tym, co jest, albo zamęczą mnie własne kompleksy. A jeśli dla kogoś byłby ważniejszy wygląd domu, niż gospodarze, to tylko o nim by źle świadczyło a nie o nas. A więc odpuściłam, przyznając mu rację. Upiekłam ciasto ze śliwkami i owsiane ciasteczka z lnem i kokosem. Ugotowałam wielki gar naszego specialite de la maison, czyli leczo. Bo jak wiadomo – przez żołądek do serca! A potem pozostawało tylko czekać i obgryzać pazury.
   I wreszcie stało się! Popatrzyłyśmy na siebie po raz pierwszy. Naprawdę z bliska. Oko w oko. Uściskałyśmy się serdecznie. Po czym znowu popatrzyłyśmy. A we wzajemnych uśmiechach widać było, że nasze dziwne obawy, niepewność i nieśmiałość ulatują gdzieś jak śmieszne bańki mydlane. Bo został prawdziwy, dotykalny, ciepły człowiek. Zostało coś dużo więcej niż może dać Internet.
   Zobaczyłam Twój uśmiech Zofijanno. Zobaczyłam wzruszenie. Już wiem, jak brzmi Twój głos. Jak patrzysz. Jak się śmiejesz. Jak wyglądasz, gdy się zamyślasz, dziwisz, przejmujesz czymś. Jak krucha i delikatna jesteś, gdy się Ciebie przytuli.  Jak pragniesz zrozumienia i ciepła ludzkiego. Z ufnością pokazałam Ci swój świat.  I nie żałuję tego, bo przyjęłaś go z sympatią, otwartością, wrażliwością i ze spokojem.
   Teraz, pisząc ten post, popijam pyszne, czerwone winko, które dałaś mi w prezencie. Na dole, w przedpokoju czekają na posadzenie zioła, które dla mnie przywiozłaś.
Dziękuję Ci za to wszystko.
Dziękuję, że nasza wirtualna znajomość zyskała nowy, ludzki i dotykalny wymiar.
Cieszę się tym i uśmiecham się myśląc o swoich nie tak dawnych przecież, dziecinnych lękach. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz dane nam będzie się spotkać i rozmawiać, wędrując razem poprzez łąki, lasy i góry naszego urokliwego Pogórza Dynowskiego…

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost