niedziela, 3 marca 2013

Ponad wodami - cz.1



 
   Obok miasteczka płynęła rzeka. Bardzo stara i nigdy nieposkromiana żadnymi wałami i obwarowaniami. Latem obrastało ją gęste sitowie, trzciny, wikliny i krzaki dzikich róż. Zimą krajobraz był surowszy, ale równie piękny. Każdą gałązkę pokrywała bielutka szadź. Stare, zamarznięte listeczki zasnęły w tej na zawsze zaklętej chwili. Chwili zatrzymanej zieleni. Rzeka miała moc przytrzymywania zagubionej chwili, straconego czasu. Wyczuwały to nawet dzieci, które tu właśnie, pośród tej gęstej roślinności budowały sobie latem kryjówki, zamki, magiczne domki. Tam bawiły się całymi godzinami a czas przyglądał im się życzliwie. I nigdzie ich nie popędzał. Tutaj mogły być na zawsze dziećmi.
   Kiedyś takim właśnie dzieckiem był Jan. Wtedy nazywany przez wszystkich małym Jaśkiem. Zawsze nieśmiało stojący z boku. Cicho przysłuchujący się głośnym, rozbrykanym zabawom rówieśników. Zapatrzający się stale w płynące rzeką kawałeczki patyczków, w kolorowe, mknące w dal listeczki i marzenia. Dzieci budowały z gałązek szałasy. On chętnie i wytrwale znosił na miejsce budowy największe ich ilości, bo choć zawsze był zbyt mały, jak na swój wiek i zbyt cichy, to wszyscy cenili go za chęć pomocy, za pogodne i życzliwe wszystkim usposobienie, za niezwykłą, wewnętrzną siłę.
   A kiedy już dzieciaki mościły się w szałasach i udawały dzikich Indian albo walecznych rycerzy w swoich zamkach, Jaś siadał zawsze z dala by mieć widok na ukochaną rzekę. Spoglądał w jej bezkres i wyobrażał sobie jej zakola, odległe, tajemnicze meandry, wszystkie, drogi którymi podążała w szeroki, nieznany świat.
   Pewnego dnia zasiedział się tak bardzo, że nie dosłyszał nawet nawoływania kolegów, wracających już do domu. A może słyszał, tylko tak dobrze było mu tam samemu, że udał, iż nie słyszy?
   Wrzucił do wody gałązkę nadrzecznej wierzby. Zawirowała, zakręciła się w miejscu. Zamyśliła chwilkę, jakby nie wiedząc, w którą stronę ma właściwie zmierzać. A Jaś popatrzył na nią serdecznie i dmuchnął z całej siły. Och, jak dużo było mocy w jego drobnych piersiach! Gałązka obróciła się szybciutko i popłynęła. Daleko, daleko! Zabrała ze sobą jego najskrytsze marzenie. Zabrała w świat pragnienie zaklęte w tym małym, nieśmiałym Jaśku.
   Potem Jaś dorósł. Jego życie płynęło skomplikowanymi zakolami. Jego los skręcał nagle bardzo gwałtownie i bardzo boleśnie na boki. Czasem nawet zdawało się Janowi, że już nic nie ma i nie może być dalej. Tak bardzo cierpiał i tak bardzo przestał wierzyć w marzenia.
Rzadko przychodził nad tę swoją ukochaną niegdyś rzekę. Bał się rozdrapywania ran. Obawiał się bezsensownego obudzenia mrzonek.
Ale tego dnia nie umiał oprzeć się dziwnej i niewytłumaczalnej niczym potrzebie. Był koniec zimy. Śniegi topniały. Błotnista maź wciskała się do butów, przemaczała spodnie i skarpetki. Ludzie z utyskiwaniem zdążali do pracy, do kościoła, do swoich codziennych, zwykłych obowiązków. A Jan naciągnął na uszy starą, granatową czapkę. Szybko narzucił na plecy swój znoszony kożuszek i poszedł a właściwie pobiegł nad rzekę. Czego się tam spodziewał? Sam nie wiedział. Gnała go jakaś pustka, jakaś tęsknota, jakiś dojmujący brak. Tyle lat już był sam. Powinien przywyknąć do tego stanu. Powinien wrosnąć w samotność. Oswoić ją dla siebie i nie łaknąć więcej. A jednak jego serce wciąż biło i wciąż dawało znaki, że warto dać mu jeszcze jedną, może ostatnią szansę. Jeszcze jeden wysiłek. A więc uwierzył sobie i  porzucił swe codzienne sprawy by pobiec do ukochanego miejsca swojego dzieciństwa. Nad starą, dobrą rzekę.
   Trwały roztopy, a więc rzeka wydawała się szersza niż zwykle. Wzburzone wody pędziły przed siebie jak szalone. Szumiał wiatr w nagich gałązkach wikliny. Szeleściły nieopadłe, suche liście. Spojrzał w dal. I poczuł rozczarowanie. Niczego tam nie było. Znowu bezmiar i znowu dojmujący brak. Po co więc tu dziś przybiegł? Czego oczekiwał? I już miał się odwrócić i odejść, bo głupio mu się nagle zrobiło, że taki wciąż jest niepoprawnie naiwny, choć stary, gdy nagle usłyszał śpiew. Czy to przywidzenie? Czy to przesłyszenie? Spojrzał na drugi brzeg rzeki i spostrzegł tam kasztanowowłosą kobietę, nucącą jakąś starą melodię, znaną mu chyba jeszcze z dzieciństwa. Nuciła cichutko, nieśmiało, delikatnie. Stała zapatrzona w bezmiar wód a w dłoniach trzymała gałązkę nadrzecznej wierzby. W jej głosie był smutek, tęsknota, melancholia, ale i  ciepły upajajacy, magnetyczny blask.
   Spojrzał jak wiatr bawi się jej włosami. Dostrzegł ją ponad wodami. I zatonął w zieloności jej spojrzenia...

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost