Za oknem minusowe temperatury. Jest wietrznie, mglisto i srebrzyście od szronu. Oblodzona niby szklanka droga sprawia, iż niewiele samochodów odważa się wyruszyć w zmrożone, pełne niebezpieczeństw oddale a ludzie, którzy usiłują dostać się gdzieś piechotą kroczą tak nieporadnie jakby dopiero co nauczyli się chodzić. Ślizgają się i niekiedy upadają boleśnie. Niektórzy wobec powyższego rezygnują z wędrówki a inni, ci którzy koniecznie muszą, mimo upadków uparcie prą do przodu. Obserwuję to wszystko z troską i podziwem. My z Cezarym póki co nie musimy się ruszać z naszego siedliska. Jednak za niedługi czas mam umówioną wizytę kontrolną u pulmonologa w Rzeszowie. Czy uda mi się tam wówczas dotrzeć? Moje ukochane Pogórze potrafi wszak płatać niemiłe, pogodowe niespodzianki... Tymczasem staram się o to nie martwić, bo w domu ciepło, spokojnie i zacisznie, a nawet sennie odrobinę. Psy rozłożone na swoich legowiskach pochrapują smacznie. Kot z lubością rozkoszuje się gorącem buchającym z kaloryfera i wyciąga się jak długi na parapecie. Oboje z mężem podjadamy co rusz świąteczne smakołyki, dając sobie na koniec roku dyspensę od nieco surowszej a na pewno prostszej i zdrowszej zazwyczaj diety. Trwa i błyszczy uczuciem tego chwilowego bezpieczeństwa nasza banieczka zwyczajnej codzienności. Niechże trwa jak najdłużej...
Słuchając kolęd , popijając herbatkę ziołową i zerkając od czasu do czasu to na ustrojoną choinkę, to na odwiedzany przez sikorki karmnik za oknem zamyślam się i wzdycham...Za mną trudny, obfitujący w bolesne a nieraz tragiczne zdarzenia rok. Te zdarzenia wywarły na mnie ogromny wpływ. Zmieniły patrzenie na wiele spraw. Wytrąciły z jakże kruchego poczucia równowagi i stałości. Nie oszczędziły też poczucia trwogi, wobec tego co stać się jeszcze może i nadziei, że uda się zachować przynajmniej to, co jest. Dziwna to mieszanka. Rozkołysana wciąż ta moja łódka i jakoś nie potrafi osiąść bezpiecznie na falach. Mam wrażenie, iż nie jestem już tą samą, co niegdyś osobą. Coś się złamało, nieodwołalnie przepaliło. Dojrzałam pewnie jak każdy prędzej czy później dojrzewa, dostrzegając świat takim jakim on jest, choć chyba nadal wolałabym patrzeć na niego przez różowe okulary. Przyjęłam do wiadomości, chociaż nadal nie potrafię się z tym pogodzić, że nie wszystkie opowieści mogą mieć szczęśliwe zakończenie i że pozytywnych bohaterów nie zawsze spotyka nagroda za ich szlachetne postępowanie. Zło, niesprawiedliwość, obojętność, choroby, ból i śmierć plenią się dokoła a niekiedy niestety wbrew wszelkim dobrym życzeniom ostatecznie zwyciężają. W kotle codzienności obok pozytywnych uczuć i faktów gotuje się mnóstwo złych emocji, goryczy rozczarowań, trucizny wzajemnych złości, nieufności i wrogości. A choćby bardzo się chciało, to przecież nie da się z tego przepastnego naczynia wyłuskiwać wciąż tylko słodkich rodzynek, nie przyjmując do wiadomości istnienia zjadliwej reszty zawartości owego kotła...
Jednocześnie tegoroczne zdarzenia pokazały mi zaskakująco pozytywne oblicze życia stawiając na mej drodze wspaniałych LUDZI. Osoby, które bezinteresownie obdarowały mnie swoim czasem, cierpliwością, uwagą, spokojem, poczuciem humoru, życzliwością, szczerością, zrozumieniem, troską, modlitwą, ufnością, pomocą i wsparciem. Jednym słowem DOBREM w każdym możliwym wymiarze. I ja to zauważam, doceniam, przyjmuję i wchłaniam w siebie niczym życiodajną wodę. Bez niej bym nie przetrwała. Pragnę też dzielić się tą bezcenną wodą z innymi, choć mam wrażenie, że nie wychodzi mi to na razie tak jak bym chciała, jak powinnam...
Wyraźniej niż kiedykolwiek przedtem widzę, że tam gdzie ciemność, tam też istnieje światłość. Tam, gdzie zło, tam kryje się i DOBRO. A tam gdzie cierpienie, istnieje też zwykle pocieszenie. Tylko trzeba to chcieć i umieć odkryć, dostrzec. DOBRO w napotkanych przeze mnie osobach szeptało mi w tym roku wciąż tę samą mantrę: nie jesteś sama, nie jesteś sama...
Ponieważ było tych LUDZI mnóstwo, to nie próbuję nawet wymienić tych wszystkich wyjątkowych istot, które dane mi było poznać w tym roku czy też spojrzeć na nie z innej, niż ze znanej do tej pory strony. Wspomnę zatem poniżej chociaż o niektórych we wdzięcznej pamięci mając też oczywiście pozostałych...Im wszystkim, Wam, którzy czy to czytacie zasyłam z oblodzonego Pogórza lśniące niczym ogromny neon słowo : DZIĘKUJĘ!!!♥
Lecz przede wszystkim:
...Cioci, która dowoziła mnie codziennie do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów szpitala, w którym przebywał mój ciężko chory brat. A rozmowy, które przeprowadzałyśmy podczas tych wypraw, ich serdeczność i szczerość uświadomiły mi, że mimo tego, iż nasze kontakty dotąd były więcej niż sporadyczne, to więzy krwi trwają i stają się w trudnych chwilach prawdziwą opoką...
...Pielęgniarzowi z hospicjum, który z wielką delikatnością a jednocześnie zdecydowaniem niby piórko podnosił mego ciężkiego tatę i pokazywał jak należy go przewijać, jak pielęgnować, jak ubierać mu damską koszulę nocną, zapobiegającą obsesyjnemu rozdrapywaniu pampersa...Emanował przy tym tak niesamowitym poczuciem humoru, że człowiek mimo niewesołych okoliczności chichotał jak dziecko. I choć czasem był to śmiech przez łzy, to i taki był ważny, bo na moment uwalniał serce od nieustannego ciężaru i ścisku...
...Doktorowi z Podkarpackiego Centrum Chorób Płuc w Rzeszowie, który w trybie niezwykle pilnym przyjął mnie do szpitala i zlecał, przeprowadzał czy monitorował wszelkie niezbędne w mojej sytuacji badania. Okazał się nie tylko wspaniałym lekarzem, ale i pełnym empatii oraz ciepła człowiekiem. Szczodrze ofiarowywał swój czas, troskę i zainteresowanie, zaglądając po kilka razy dziennie do sali i wypytując o samopoczucie, wszystko dokładnie tłumacząc, nigdy nie okazując zniecierpliwienia, obojętności ani chłodnego dystansu. Chyba nigdy dotąd nie miałam do czynienia z tak wspaniałym doktorem, z kimś kto wykonuje swój zawód z prawdziwego powołania...Nawiasem mówiąc szpital, w którym leżałam także ze wszech miar zasługuje na pochwałę. W dobie, gdy na służbę zdrowia tylko się psioczy, bo brakuje pieniędzy, odwołuje się planowane zabiegi a na wizytę u specjalisty czeka się latami w Podkarpackim Centrum Chorób Płuc było niczym w zupełnie innej bajce. Nowocześnie, czysto, wręcz luksusowo. Zachwycały dwuosobowe sale z wygodną łazienką, z ogromnym telewizorem na ścianie i wielką szafą na ubrania i rzeczy osobiste pacjentów, pyszne posiłki, troskliwe i pogodne pielęgniarki oraz życzliwe panie sprzątające. Gdybym jeszcze kiedyś miała trafić do jakiegoś szpitala (odpukać w niemalowane!), to jedyne czego mogłabym sobie życzyć, by był to taki szpital jak ten...
...Sąsiadowi, który w dniu mojego powrotu ze szpitala, gdy obfite śniegi do cna zawaliły pogórzańskie drogi zorganizował dla mnie dowóz jeepem pod samą bramę naszego siedliska. Tu czekał zdenerwowany, kompletnie zziajany Cezary, który przez kilka godzin odkopując nasze autko przed domem zmuszony był w końcu uznać, że mimo heroicznych starań nie da rady wyjechać po mnie, bo musiałby równie dokładnie odśnieżyć ponad pięć km drogi do miasteczka, gdzie dostarczyć miał mnie autobus z Rzeszowa. A jeszcze wcześniej w ostatecznej desperacji dzwonił z prośbą o pomoc do straży pożarnej, bo widok szalejącej uparcie śnieżycy nawet taki szalony pomysł podsunął mu do umęczonej głowy. Straży jednak nie udało mu się załatwić. Na szczęście zaprzyjaźniony z nami sąsiad rozumiejąc w jak ciężkim jesteśmy położeniu postarał się poprzez sieć swoich kontaktów szybko załatwić dla mnie bezpieczną podwózkę...
DOBRO jest. Ono trwa, leczy, dodaje sił, napełnia nadzieją. I choć dzieje się wokół tyle złego, choć nadal ogrom zmartwień zalega kamieniem w sercach i tyle nas osacza niemożności, choć nadal popadamy w zwątpienie, rozpacz i niemoc, to jednak często znajduje się ktoś, kto w odpowiedniej chwili poda nam pomocną dłoń i pomoże się wydźwignąć, znowu powstać i iść dalej. I my także, mimo uczucia, iż tak niewiele możemy, tak niewiele znaczymy możemy być dla kogoś tą siłą, tym wsparciem, które w danej chwili okaże się decydujące, najważniejsze.
Tym nieco patetycznym zapewne tekstem żegnam się ze starym rokiem, ze zdarzeniami ,które odcisnęły się we mnie mocnym śladem. Oby ten Nowy Rok był lepszy i dla mnie i dla Was. Nie wiemy jakie zagadki się w nim kryją, co planuje dla nas Los. Wszystko jednak trzeba będzie przyjąć, ze wszystkim się zmierzyć, wierząc, że ów Los zsyła nam tylko to, z czym będziemy sobie umieli poradzić. Bo przecież jakoś sobie radzimy...Prawda?
Jedyne, czego mogłabym sobie i nam wszystkim życzyć, to tego by mimo oblodzenia na drodze, mimo obitego od upadków ciała i bolesnych zwątpień w duszy udało się nam dalej iść przed siebie. Póki się da – mimo wszystko przed siebie, w sercu i u boku mając DOBRO, DOBRO, które jest i będzie...

Witaj Olgo
OdpowiedzUsuńTekst jak zawsze skłania do refleksji, zatrzymania się i uważniejszego spojrzenia na życie. Tak, dobro często rodzi się w drobnych gestach, które nie zawsze są spektakularne, ale mają realną moc. Warto pielęgnować tą wrażliwość i uważność na drugiego człowieka.
Olgo, niech odchodzący rok zabierze ze sobą wszystko, co trudne, zostawiając miejsce na wdzięczność, ciepłe wspomnienia..
Witaj Ismeno!
UsuńŻycie bez refleksji, bez zastanowienia się od czasu do czasu nad jego sensem byłoby moim zdaniem puste. Wygodniej byłoby się nie zastanawiać, prościej byłoby żyć, ale po to jesteśmy ludźmi by myśleć, działać, przeżywać, mylić sie, wyciągać wnioski...I nadal wierzyc w DOBRO, i czynić DOBRO nawet gdy zdarza sie nam w nie wątpić. Wiem, brzmi to górnolotnie, ale czasem i tak trzeba napisać.
Ismeno, dziekuję za wszystkie Twoje życzliwe i pełne wrażliwosci słowa komentarza, które zostawiałas dla mnie w tym roku. Dziękuję i wszystkiego dobrego życzę Ci na przyszłość!***
Olgo
UsuńNiech Nowy Rok dopisuje między codziennymi linijkami same dobre zdania, a my spotykajmy się nadal w opowieściach, czytając się nawzajem z ciekawością i uśmiechem.
Ismeno, obyśmy w tym Nowym Roku miały siłę, ochotę i czas na nowe opowieści, pozytywne opowieści. W ogóle na pisanie. Niech to będzie przyjazny nam wszystkim tutaj czas!*
UsuńOch, jak pięknie to opisałaś. Ja też chcę wierzyć, że Dobro istnieje i pojawia się wtedy, kiedy jest potrzebne, jeśli tylko damy mu szansę zaistnieć. Olu, niech nadal otaczają Cię Dobro i Życzliwość.
OdpowiedzUsuńWierzmy w to DOBRO, bo nawet ta wiara daje mu siłę istnienia. Bo ta wiara sprawia, ze jesteśmy je w stanie dostrzec, wyłuskać spośród zalewu zła. I róbmy wszystko, co możemy, by dane nam DOBRO umieć przekazać dalej, jak łańcuszek szczęścia.
UsuńDziękuję za Twoje słowa i Tobie także wszystkiego dobrego życzę!*
To spojrzenie Twego pieska na Ciebie... aż ścisnęło mi serce. Jak potrafią kochać i być wdzięczne. Na szczęście w ludziach dobro też ciągle jest, mimo przeszkód jakie stawia współczesność.
OdpowiedzUsuńNadziei i dobra dla Was i dla nas wszystkich na 2026 rok ❤️
Piesek, który na mnie tak serdecznie patrzy to Jacuś. Jest z nami już prawie 11 lat. Coraz mądrzejszy, coraz kochańszy i niestety, coraz starszy...W pieskach jest czyste, naturalne DOBRO. I w większosci ludzi też. Tylko je zauważmy. Tylko róbmy wszystko by nie przeszło obok niezauważone.
UsuńDziekuję za Twoje zyczenia Basiu i Tobie także życzymy wszystkiego dobrego!♥
I tak właśnie...upadamy się i podnosimy...i potem znowu...Dobrych i spokojnych chwil w 2026 roku..Ewa.
OdpowiedzUsuńUpadajmy nadal i uparcie podnośmy się. I pomagajmy innym jakkolwiek umiemy. Umiejmy też przyjmować od nich pomoc.
UsuńNa tych upadkach i powstaniach polega przecież zycie. Takie z nas wańki-wstańki. Niech to trwa jak najdłużej.
Dziękuje za Twoje życzenia i także wszystkiego dobrego Ci życzę, Ewo!*
Piękne jest to, że otrzymałaś tyle dobra Oleńko, ale jeszcze piękniejsze jest to, że to dobro dostrzegasz i doceniasz. Myślę, ze za to właśnie DOBRO Cię pokocha i przytuli do Ciebie na stałe, czego Ci nieustannie życzę.
OdpowiedzUsuńBez DOBRA życze traci sens. Ono jest światłem, które pomaga odnaleźc drogę w ciemności, pomaga powstać i iść dalej. Dostrzegajmy zatem to światło i dzielmy sie nim z innymi. To jest chyba w życiu najwazniejsze.
UsuńDziękuję za Twoje słowa Basieńko, pozdrawiam Cię serdecznie i wszystkiego dobrego życzę w nadchodzącym Nowym Roku!♥
Oczywiście że DOBRO istnieje. Tylko wydaje mi się, że czasami chowa się bardzo głęboko. Poza tym nie każdy człowiek potrafi być dobry, bo blokuje się w sobie. Może dlatego że nigdy tego dobra nie zaznał?
OdpowiedzUsuńMiejmy nadzieję że kiedyś tego DOBRA będzie tak dużo, że będzie można mówić o zwycięstwie na dużą skalę.
Najserdeczniej Cię przytulam Olgo...
To prawda, nie każdy potrafi być dobry. Może kojarzy dobro z naiwnością albo wystawianie m drugiego policzka? Moze doznał kiedys takiej krzywdy, że bycie złym jest dla niego tarczą? Ale przecież każdy rodzi sie dobry. Jako dzieci jesteśmy białą kartą a dopiero potem wychowanie, świat zmieniają nas, kierują na jakieś manowce...
UsuńLecz ludzi dobrej woli jest wiecej. Wielu z nas tak myśli, dostrzega to. A wiec DOBRO naprawdę ma duza szansę by wygrać. Tyle tylko, że nie dla każdego DOBRO znaczy to samo.
I ja Cię przytulam, Stokrotko, dziekując za Twoje słowa!*
Niech ten nadchodzacy Nowy Rok dobry bedzie, dla Ciebie Olenko i dla nas wszystkich.
OdpowiedzUsuńDziękuję, Teresko. Niech taki właśnie będzie ten rok. Niech szala wreszcie przechyli się na właściwą stronę tak bysmy nareszcie mogli odetchnąć! Ściskam Cię serdecznie!*
UsuńDOBRO zawsze zwycieza , ale trzeba je nieustajaco pielegnowac : dawac, dzielic sie nim, rozsylac i roztaczac wokol , wtedy ono rosnie w sile i wraca do nas, po drodze zataczajac coraz wieksze kregi ..💗💗💗i dlatego do Ciebie ono rowniez wrocilo Olu kochana i zawsze bedzie wracac. Bo ty sama jestes Dobrem ❤️ Gorace usciski Kitty
OdpowiedzUsuńOtóz to, droga Kitty! Trzeba to DOBRO pielęgnować i dzielić sie nim. Tylko wóczas ma ono szansę wrastać, zwyciężać ze złem. Naprwdę dużo tu od nas zależy. Róbmy co możemy, by DOBRO pączkowało!
UsuńDziękuje serdecznie za Twoją obecnosć kochana Kitty, za Twoje wszystkie dobre słowa. Tulę Cię mocno do serca!♥
💗Kitty
Usuń♥
UsuńPiękny refleksyjny tekst. Taki odpowiedni na koniec roku, ale też pełen nadziei na nadchodzący rok. Nie wiemy co los nam zaplanował, ale musimy kroczyć do przodu. Życzę dużo zdrówka i sił aby sprostać wyzwaniom.
OdpowiedzUsuńDziękuję! Na koniec roku kusi człowieka by dokonać jakichs podsumować i by cos sobie postanowić na przyszłosć. Moze to trochedziecinne i naiwne, ale tak właśnie jest. Nie jest niczym złym, oim zdaniem, bycie w pewnych sprawach jak dzieci. One wierzą w DOBRO. Nam coraz rzadziej sieto udaje.
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie!*
Pozdrawiam już Noworocznie, spełnienia marzeń i dużo nadziei na każdy dzień :)
OdpowiedzUsuńDziękuję serdecznie i również cię pozdrawiam i wszystkiego dobrego życzę!:-)
UsuńDobra przybywa gdy się go daje, jak w bajce o ciepłym i puchatym. Ty dajesz więc i dostajesz. I tego ciepłego i puchatego życzę Wam na Nowy Rok💛
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę, Krystynko. Im wiecej sie ludzim DOBRA daje, tym wiecej sie go dostaje od innych. To są naczynia połączone. Tak to powinno działać i tak to działa. Tym niemniej nie wszyscy o tym wiedzą, nie wszyscy w to wierzą. Niektórych to zaskakuje a niektórzy wolą do końca ten fakt wypierać. Każdy ma swoją drogę dochodzenia do tej wiedzy.
UsuńPozdrawiamy Cię oboje i także wszystkeigo dobrego życzymy a najbardziej oczywiscie zdrowia!:-)♥
Wszystko, o czym piszesz wlewa w nas nadzieję, ze świat nie jest taki zły i zawsze można spotkać dobrych ludzi, a zwykła codzienna życzliwość jest największym darem od losu!
OdpowiedzUsuńDobrego roku i dobrych ludzi wokół!
A ta nadzieja każdemu z nas jest tak bardzo potrzebna, jak ciepły kaloryfer zimą, jak przyjazny cień latem. Potrafimy bez tej nadziei żyć, ale cóż to za życie?
UsuńI Tobie Jotko życzę dobrego roku, dobra wszelakiego a przede wszystkim zdrowia, bo od niego większosc rzeczy zależy!*
Jaki piękny, pełen wdzięczności wpis. Dużo można się od Ciebie nauczyć, Kochana. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńŻycie nas uczy wszystkiego, co nam jest potrzebne. Te lekcje nigdy sie nie kończą. Trwają choćbyśmy nie mieli świadomości, że są. Dopiero po czasie mozna dostrzec cos więcej.
UsuńI ja pozdrawiam Cię serdecznie Karolinko dobrego nadchodzącego roku życząc!*
Mimo zmartwień i cierpienia Twój tekst dodaje otuchy, jest pełen troski i nadziei. Przychodzę tu do Ciebie ze słowami pocieszenia, a Ty sama je za mnie wypowiadasz. Z tego wszystkiego już sama nie wiem, co miałam napisać?🤔
OdpowiedzUsuń-Już wiem! Tak, dobro istnieje i chętnie powraca.
Zdrowia i sił Olgo na kolejny Nowy Rok! Pozdrawiam!🤗🫶
Droga MaB, bo to jest tak jak napisałam - tam gdzie cierpienie znaleźć można i pocieszenie. Tam gdzie gorycz, tam i słodycz. To jest jak światło i cień. Jedno nie istnieje bez drugiego. Jedno uwypukla drugie. A ten rok uswiadomił mi wyraziściej niż kiedykolwiek przedtem tę prawidłowość.
UsuńA DOBRO jest cały czas, tylko nie zawsze je dostrzegamy.
Dziękuję za Twoje zyczenia i takze wszystkiego dobrego Ci życzę!*:-)
tak DOBRO , piękne słowo i to co za nim idzie bezcenne
OdpowiedzUsuńNiech Dobro, dobre chwile , dobrzy ludzie, dobre sytuacje itp itd towarzyszą nam Wszystkim cały ten Nowy Rok
Zdrowia Olu i Szczęścia dla Was:)
Niech DOBRO będzie w nas i z nami teraz, jutro i zawsze. Bo to jest najważniejsza moc.
UsuńWszystkiego dobrego w Nowym Roku, Pati:-)*
Cóż tu więcej napisać, Olu. Piękny tekst, mimo wszystko o nadziei. Kolejnych lepszych dni Tobie i Cezaremu życzę :) I zwierzaczkom Waszym również :)
OdpowiedzUsuńDziekuję. I Tobie Lidko też lepszych dni życzę. I zeby w koncu życzenia miały jakąś moc, sprawczą bo człowiek co roku je powtarza przecież a co sie z tego spełnia? Niewiele...
UsuńTak czy siak wszystkiego dobrego dla Ciebie i Twych bliskich!:-)*
Właśnie. Chyba brak nam wiary we własną sprawczość i stąd jest jak jest.
UsuńObyśmy miały zatem wiecej wiary w siebie!
Usuń💚💜🐕!!!
OdpowiedzUsuń♥♥ Dziękuję, dziewczyny!:-)*
UsuńŻyczę Wam wszystkiego Dobrego - wszystkiego, czego Wam trzeba! 💗
OdpowiedzUsuńDziękujemy, Kocurku kochany! Tobie i Twym bliskim też wszystkiego Dobrego życzymy. A zdrowia przede wszystkim!:-)♥
UsuńI tego DOBRA Olu życzmy sobie wzajemnie na ten Nowy Rok i nie tylko. Chciałoby się napisać „znam ten ból” na szczęście nie do końca. Znam uczucie miękkich nóg, gdy przy odbiorze tomografu serca zaglądnęłam do środka na szybko i pierwsze co zobaczyłam to „guzek w dolnej części prawego płuca”. Taki niby przy okazji odkryty, był pulmonolog, rezonans i do obserwacji za rok ( w sumie to już niedługo). Wtedy zdałam sobie naocznie i namacalnie sprawę, jak to ułamek sekundy może zmienić bieg naszego życia. Ale o dziwo sama siebie zaskoczyłam, bo podeszłam do tego z nieznaną mi dotąd ufnością, że będzie tak jak ma być i przyznam Ci się, że sama się sobie dziwiłam. Cieszę się, że to wszystko już za Tobą z takim dobrym zakończeniem. Tyle dobra doświadczyłaś - może właśnie dzięki temu, miałaś okazję przekonać się, że to prawdziwe dobro istnieje i napewno życie jest wtedy piękniejsze. Życzę Ci dużo zdrowia, uśmiechu i wielu dobrych ludzi obok, bo jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni. Buziaki przesyłam z zasypanych Mysłowic :)
OdpowiedzUsuńGabrysiu, właśnie tak - Dobro jest, Dobro pomaga, trwa w osobach dobrych ludzi, w działaniu, w przyjaznych miejscach, w spokojnych nastrojach, zamyśleniach. Właściwie jest wszędzie, tylko czasem brakuje nam ufności w jego działąnie i moc, czasem nie widać go w danej chwili - pojawia sie potem, ale sie pojawia.
UsuńTo, co wykryto w Twoich płucach może byc niczym, ale moze być też czymś. Trzeba to zdiagnozować. Ale Twoja ufnosć, pozytywne nastawienie bardzo pomaga. Nie nastawiasz sie żle, nie boisz sie. I wierzę, ze to Twoje nastawienie jest jakims rodzajem przeczucia, że wszystko będzie dobrze. Trzymam kciuki by tak było.
U mnie też śnieżnie i pięknie. Lubie taką zimę i cieszę się nią tak jak potrafie. Bo trzeba sie cieszyc tym, co jest.Bo wszystko tak szybko mija...Zima, my, ludzie nam bliscy, zwierzęta będące częścią naszej rodziny...
Ja takze życzę Ci przede wszystkim zdrowia, pogody ducha i nieprzemijajacej ufnosci w DOBRO.
Ściskam Cię bardzo serdecznie i dziekuje za Twoje słowa!*♥