wtorek, 5 listopada 2019

Ludzie i zwierzęta (dwie pozytywne scenki)…




   Oglądam film przyrodniczy. A tam taka scena: Mała gazela podchodzi do dzbana pełnego wody. Jest  bardzo spragniona a rzecz dzieje się na indyjskiej pustyni. Chwilę temu kobiety z wioski napełniły dzbany i postawiły w cieniu. O wodę tam coraz trudniej. Studnie wysychają. Kopać trzeba coraz głębiej. Każda kropla wody na wagę złota.
- Pewnie zaraz odpędzą biedną gazelę! – myślę śledząc z niepokojem a nawet ponurą pewnością łapczywie chłepczące wodę zwierzątko.
- Nie ma żadnych szans na napicie do syta. Nie ma szans w świecie rządzonym przez ludzi – wzdycham z przygnębieniem gotowa na to, iż zaraz ktoś rzuci kamieniem w niewinną gazelę albo nawet zastrzeli biedaczkę.
   Jednak nic takiego się nie dzieje. Oto podchodzi do niej jakiś łagodny człowiek i nie przerywa błogiej chwili gaszenia pragnienia. Co więcej, podaje jej na dłoni ziarno do jedzenia. A gazela nie boi się go, nie odbiega spłoszona. Spokojnie zjada to, co jej ofiarował. Inni członkowie jego plemienia zachowują się podobnie. Uśmiechają się do zwierząt. I choć sami mają niewiele dzielą się z nimi sprawiedliwie wszystkim, co posiadają.

   Owi przyjaźni gazelom i innym żywym stworzeniom ludzie należą do jednego z wielu odłamów wisznuitów, czyli wyznawców hinduiskiego boga Wisznu. Owi wyznawcy wielbią, szanują i czczą naturę w każdym jej przejawie. Są wegetarianami. Łagodnymi opiekunami wszystkiego co żyje. Stają nawet w obronie wycinanych drzew. Mają swe święte gaje, w których drzewa są istotami czczonymi a do rozpalenia ognia użyć można tylko drewna uschłego, naturalnie spadłego na ziemię a nie ściętego. W pobliżu tych ludzi każde zwierzę może czuć się bezpieczne. Dlatego gazele i inne dzikie stworzenia ufnie podchodzą do nich nie zaznawszy nigdy z ich strony zdrady, okrucieństwa ani mordu…

  Zaobserwowana przeze mnie powyższa scenka pochodzi z piątej części brytyjskiego filmu pt. „We władzy monsunów” ( ang. „Wonders of the Monsoons”), do obejrzenia w wersji angielskiej tutaj: https://www.dailymotion.com/video/x3jgt8x
 
 ***
   Scenka druga: Czytam tytuł artykułu pochodzącego z internetowego wydania tygodnika Wprost – „Kapłan w szczytnym celu zaprasza bezdomne psy do kościoła. „Dziś są moimi dziećmi””. Wpatruję się w ów tekst z rosnącą ciekawością, zdumieniem a w końcu z radosną ekscytacją.
   Oto pewien brazylijski, katolicki ksiądz postanowił wpuszczać do kościoła bezpańskie psy, pozwolić im uczestniczyć w nabożeństwach, karmić je, poić i udzielać schronienia dotąd, póki nie dostrzeże ich, nie zlituje się i przygarnie któryś z dobrych parafian. Tenże ksiądz mówi w wywiadzie dla pewnego portalu: „Pomogłem kilku psom z poważnymi problemami zdrowotnymi. Niektóre z nich przywiozłem do domu parafialnego, a później zostały adoptowane. Trzy zostały ze mną. Dziś są moimi dziećmi i śpią w moim łóżku”.

   Zafascynowana jakże nietypową postawą owego kapłana szukam na jego temat więcej wiadomości. I oto na internetowym portalu „Kochamy zwierzaki” natykam się na jego refleksję, która bardzo trafia mi do przekonania: „„"Troska o zwierzęta i przyrodę jest świadectwem miłości do Boga. Musimy rozwinąć perspektywę współczucia. Na świecie jest zdecydowanie zbyt dużo przemocy i agresji. Jedynym lekarstwem jest współczucie”.

    W nawale negatywnych wiadomości z kraju i świata powyższe scenki są dla mnie niczym dwie samotne gwiazdy podczas długiej, czarnej nocy. Ich światło nie wystarczy aby rozproszyć mroki. Jednak jest jakaś maleńka szansa, że blask takich jak te gwiazd powoli obudzi inne…



36 komentarzy:

  1. Budujące są takie wiadomości, chociaż są kroplą w morzu. Ciągle szukam pozytywów w naszym kraju.
    Coraz trudniej kiedy wejdą do lasu, a miejscami to tylko namiastka lasu zostaje. Budowle wchodzą coraz głębiej.
    Lasy poszatkowane, zwierzaki głupieją nie wiedząc gdzie jest ich siedlisko. Pozdrawiam z myślą, że będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie, że są kroplą w morzu, ale mówi sie też, że kropla drąży skałę. Bardzo to drążenie naszej planecie potrzebne, bo tak jak piszesz lasy i środowisko naturalne są w coraz gorszym stanie - nieustannie łupione przez człowieka, niszczone, zatruwane, zmieniane dla jego potrzeb. Zwierzęta próbuja sie dostosowywać, ale coraz większy z tym mają problem.W tym samym filmie przyrodniczym, o którym wspomniałam, jest opowieśc o małpach spędzajacych całe zycie w koronach wysokich drzew, tam zdobywajacym pozywienie, rozmnażającym sie i wychowujacym potomstwo. Tymczasem lasy te są wycinane w coraz szybszym tempie a na ich miejsce sadzi sie palmy kokosowe, gdyz olej palmowy bardzo dobze sie na świecie sprzedaje. A co małpie po takiej palmie? Nic. Nie utrzyma sie na niej. Spadnie jak z wiotkiej trawki. Zginie z głodu. Pokazano tam taką scenę, że małpia matka wraz z dzieckiem usiłowała przetrwać na drzewie, które wraz z paroma innymi niczym samotna wyspa ocalało pośród morza palm kokosowych. Nie miały szans, oczywiscie. Ludzie musieli uspić te biedne zwierzęta a potem przewieźć wiele kilometrów dalej, gdzie jeszcze istniał las dajacy szansę zycia takim jak one małpom. A gdyby tych lasów też juz nie było? Wyginęłyby jak bezpowrotnie giną codziennie rózne gatunki zwierząt.
      Pozdrawiam cie serdecznie, Oleńko.

      Usuń
  2. Olu, to światło ma moc większą niż ci się wydaje. To jak trzepot skrzydeł motyla, który aktywuje tsunami na drugim końcu świata, choć nie lubimy tsunami ;) Ale Matka Ziemia je ma, po coś są.
    A o efekcie setnej małpy czytałaś? To fakt. Tak samo jak teoria pól morficznych. Dlatego zmianę zawsze należy zaczynać od siebie. Bo jest zaraźliwa, jeśli tylko płynie z naszych Serc.
    Dziękuję za dobre wieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, dziekuje Ci za podpowiedź, co do efektu setnej małpy i teorii pól morficznych. Nic o tym dotąd nie wiedziałam a to takie ciekawe! Poczytałam sobie dzisiaj sporo na ten temat i moja wiara w to, że idzie ku pozytywnym zmianom na świecie zdecydowanie wzrosła. Istnieją jakies niewidzialne a rozprzestrzeniajace sie po świecie pozytywne myśloprądy, są subtelne niteczki łączące ludzi i inne istoty żywe, są pola nowych pomysłów, nowego podejścia do świata. I bardzo chcę wierzyć, iż pola te rosną i ogarniają wszystko, co żyje, niosąc dobro!:-)

      Usuń
  3. Ważne, że iskra jest i nie gaśnie. Kto wie jak się potoczą losy tej małej iskierki. Buziaki Olu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli dmucha sie w iskry one palą sie coraz jaśniejszym płomieniem i rozprzestrzeniają coraz bardziej. Dmuchajmy zatem i cieszmy sie każdą taka nową iskierką.
      Całuję serdecznie, Gabrysiu!:-)

      Usuń
  4. Wszystkie informacje w telewizji i prasie powinny zaczynać się od dobrych rzeczy, ale nie, najpierw tragedie i okropieństwa. Jak potem zacząć dobrze dzień? Olu, ja myślę, że większość ludzi potrafi współczuć i ulitować się nad bezbronnym stworzeniem. Zaciekawił mnie efekt setnej małpy, obejrzałam filmik. Od razu skojarzyła mi się książka, która dzisiaj wpadła w moja łapki "Dzieciństwo w cieniu rózgi" Anny Golus.

    "Historia dzieciństwa jest koszmarem, z którego jako ludzkość dopiero zaczynamy się budzić", uważa amerykański badacz Lloyd de Mause. Rzeczywiście, dzieje dzieciństwa przypominają długi, ciągnący się przez stulecia i doświadczany nadal przez najmłodszych na całym świecie zły sen."

    W dobie łatwo dostępnych poradników, ludziom powoli otwierają się oczy na to, jak nieświadomie, albo bezmyslnie niszczą swoje dzieci. O tym, jak niszczy sie naturę jeszcze wolniej dociera. Ja wierze, że ludzie będą się uwrażliwiać, tyle się teraz mówi o tym, tyle szlachetnych akcji powstaje. Nie każdy się z wrażliwościa rodzi, ale tego da się nauczyć, skoro małpy zaczęły myc owoce, to i ludzie zrozumieją. Pozdrawiam serdecznie i dziekuję za kilka pięknych pocieszek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że trzeba nam pozytywnych informacji. Ogromnie trzeba, bo od natłoku tych złych człowiek popada w przygnębienie, bezsilność a w końcu zobojetnienie. I jesteśmy wszyscy zanurzeni jak gdyby w szary kisiel marazmu, z którego wydostac sie nie sposób.
      Też poczytałam sobie dzisiaj o efekcie setnej małpy i zdumiałam się, tak pozytywnie, że naprawdę są na świecie jakieś ponadzmysłowe połączenia miedzy istotami żywymi, że uczymy sie nowych rzeczy, które przychodzą nie wiadomo skad i wywieraja na nas wpływ, zmieniają nasze nawyki na zawsze.
      Być może cała ludzkosć znajduje sie jeszcze w czasie dziecinstwa, stanie nieświadomości o wielu ważnych rzeczach, które sie dzieją, w braku odpowiedzialnosci za swoje czyny,w beztrosce, w braku umiejetnosci przewidywania skutków swoich poczynań. Jesli tak jest, to miejmy nadzieję, że kończy sie już ten okres, że jako ludzkosc zaczynamy dojrzewać i dorastać.I w końcu otworzymy oczy na sprawy, na które dotąd je przymykaliśmy.I zaczniemy działać efektywniej, bardziej słuchać naszych serc a nie portfeli.
      A rodzice nie będą niszczyc wrażliwosci u dzieci, ale ja doceniać i wzmacniać poprzez odpowiedzialne wychowanie, poprzez wspólnie spędzany, spokojny, serdeczny czas a nie bicie, straszenie i dręczenie psychiczne.
      Tak, skoro małpy sie nauczyły myć owoce, to czemu my, ludzie,n ie mielibysmy nauczyć się szanować naturę i istoty, które razem z nami zamieszkują tę planetę?
      Pozdrawiam Cię ciepło, Marylko!:-)

      Usuń
  5. Nie mogłam się nie wzruszyć. Wiesz, jak ja kocham naturę. Nigdy w życiu nikt nie usłyszy ode mnie, że zwierzęta są mniej ważne od ludzi, nigdy. Niby to tylko iskry, to AŻ iskry i każda taka iskra zapali jakąś kolejną iskrę. Nie można przestać ich zapalać, nie można twierdzić, że to tylko iskry i tylko patrzeć i zrzędzić. Każda iskra jest ważna, każda ma myślę większą moc, niż zdajemy sobie sprawę. Zapalajmy iskry. Ten post to jest taka iskra, która zdziała wiele, może po cichu, ale zdziała. Dziękuję za ten post. <3 :******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam dużo filmów przyrodniczych, ale niewiele z nich zrobiło dotąd na mnie takie wrażenie, jak "We władaniu monsunów". Nie tylko ta scenka z gazelą, ale i parę innych. Z małpami, które tracą drzewa będące dotąd ich domami, ze słoniami, które nocami wyjadają i tratują ryż wieśniakom, a oni strzega swych upraw, martwia sie o nie, ale i godzą sie z tym, że natura ma swoje prawa i potrzeby.
      Tak, zapalajmy iskry i dostrzegajmy je, bo na pewno jest ich wokół o wiele więcej, tylko trzeba sie pilniej rozglądać i ...działać, działać po swojemu tak, by na świecie było coraz lepiej.
      Pozdrawiam Cie serdecznie, Agnieszko!:-)***

      Usuń
  6. zaskakująca postawa, przykład można brać....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, z dobrych postaw, pełnych altruizmu i współczucia dla innych istot żywych powinno brać sie przykład. Żeby ten świat stawał się lepszy, żeby była dla niego nadzieja...

      Usuń
  7. Są jeszcze na świecie dobrzy ludzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są! I myślę, że jest ich bardzo dużo, a każdy robi co w jego mocy by na świecie było lepiej.

      Usuń
  8. W nwojorskiej katedrze St John the Divine (episkopalna) przez wiele lat w pazdzierniku odbywala sie w niedziele msza poswiecenia zwierzat. Do katedry sprowadzano wtedy wszystkie zwierzeta, ptaki, plazy z nowojorskiego ZOO oraz wierni mogli przyprowadzac swoje domowe zwierzeta.
    Mialam okazje raz uczestniczyc w tej uroczystosci. Cos pieknego i jednoczesnie trudnego do wyobrazenia np. slon wprowadzony do wnetrza katedry. Jedynie nie bylo zwierzat drapieznych jak lwy czy nawet niedzwiedzie.
    Jednak od kilku lat zaniechano tej tradycji, nie wiem dlaczego. Moj maz twierdzi, ze za duzo bylo sprzatania po takiej mszy - byc moze ma racje, nie wiem.
    Ponizej dwa linki:
    https://www.youtube.com/watch?v=MbBgQ2NCBhs
    https://www.youtube.com/watch?v=L6zEqa89qgk
    https://www.youtube.com/watch?v=AfwQFZzCdHc w tym linku jest nawet kangur i male kurczatko
    Nie udalo mi sie znalezc filmu ze sloniem ale sama osobiscie widzialam slonia jak bylismy na tej uroczystosci.
    Jest to najwieksza katedra w Stanach wiec mogli sobie pozwolic na taka uroczystosc.
    Byc moze moj maz ma racje, bo zwierzeta sa jednak mocno nieprzewidywalne, tamtego razu kiedy bylismy slon wyroznil sie tuz przed wejsciem do srodka. Sluzby sprzatajace szybko to usunely ale jednak moglo sie to zdarzyc w srodku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz bodajze od pieciu lat na te sama uroczystosc mozna przyprowadzac tylko zwierzeta domowe. Zawsze sa dlugie kolejki przed wejsciem do srodka.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Marylko obejrzałam prawie wszystkie filmiki zalinkowane przez Ciebie i bardzo Ci za nie dziekuję. Jestem pod wrażeniem! Pięknie i wzruszajaco wyglądały te zwierzęta w kościele. Ich opiekunowie kroczyli przejeci i odświetni obok nich. Dzieci patrzyły pilnie i cieszyły się, mogąc widzieć tak blisko tyle zwierząt. Było to jak jakieś cudowne misterium jednosci wszystkich istot żywych. Coś przepięknego i na pewno wartego rozpropagowania oraz naśladownictwa!:-)*****

      Usuń
    4. Bardzo mi milo Olenko, ze Ci sie podobalo. Mnie jest szkoda, ze juz tego nie robia na taka skale, no ale nie mam na to wplywu. To jest przepiekna katedra. Bylismy tam z Owczesnym raz na Pasterce, ktora byla celebrowana przez ksiezy trzech wyznan: protestow, ewangelikow i katolikow.
      A na kilka dni przed Bozym Narodzeniem odbywa sie tam koncert Kolend Wiktorianskich, na ktory przychodza tez ludzie wszelkich wyznan. Raz bylam na tym koncercie i tak sie splakalam ze wzruszeenia z powodu kolend oraz roznorodnosci narodow na widowni. A oczywiscie jak sie splakalam to sie okazalo, ze nie mialam przy sobie wystarczajacej ilosc chusteczek higienicznych. Z pomoca przyszedl mi facet z Kuwejtu siedzacy o dwie osoby obok podajac duza paczke chusteczek:))) Troche mi bylo glupio ale zrobil to w tak przyjazny sposob ze sobie szybko darowalam wstyd;)

      Usuń
    5. A mnie od razu łza zakręciła sie w oku po przeczytaniu Twojego komentarza. Tak mam, że czyjeś silne wzruszenie budzi i moje a poza tym wyobraziłam sobie dokładnie ten koncert kolęd wiktoriańskich i ten wielonarodowy tłum i wspólne wzruszenia, zbratanie ludzi wielu narodów i wyznań, pozytywne uczucia przepływające miedzy ludźmi.Cudne, magiczne, niezapomniane chwile, gdy nie istnieja bariery, uprzedzenia, animozje, niczym nieuzasadniona wrogosć. A jest tylko dobro i ciepło międzyludzkie. I ono króluje ponad wszystkim.
      Przepiękne to wszystko i z całego serca dziękuję Ci Marylko za przywołanie tutaj tego wspomnienia, za podzielenie się nim ze mną!:-)***

      Usuń
  9. Już nawet nie musza być zwierzęta przyprowadzane do kościołów, ale traktowane z sercem. Pasterze, obojętnie jakiego wyznania, częściej powinni mówić o potrzebie ochrony przyrody, dbaniu o zwierzęta gospodarskie, miska wody w upał, ciepłe pomieszczenie na zimę, kojec zamiast łańcucha, może takie przypominanie zmniejszyłoby cierpienia zwierząt ...
    Choć ostatnio usłyszałam na mszy słowa, że idzie zagrożenie, bo potrzeby zwierząt przedkłada się nad potrzeby ludzkie. Przejeżdżam obok zadbanego obejścia, nowy dom, ogródek trawnik, a przy budzie na łańcuchu prześliczny wilczur; po co im on, skoro trawa ważniejsza?
    Stardust pisze, że zaprzestano mszy ze zwierzętami, nie dziwię się, dla zwierząt to inne otoczenie, obce, na które reagują nerwowo, stąd było chyba rzeczywiście dużo sprzątania po takiej uroczystości:-)
    Olu, przykłady budujące, oby więcej takich; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie, że to serce dla zwierząt jest najwazniejsze. Ale myślę, że każdy sposób dobry by serca obudzić, uwrażliwić, przekonać do tego, że nie ma na świecie istot wyższych i niższych. Wszyscy jesteśmy tacy sami i mamy takie same prawa do dobrego życia.
      Też widuje takie domy i ogrody zadbane niczym z folderu reklamowego a psy na łańcuchach albo w ciasnych kojcach. Przykro sie robi i mdło na ten widok...
      Pewnie rzeczywiscie zwierzęta podczas tych mszy nowojorskich dziwnie czuły sie w kosciele. Pewnie stresowało je je otoczenie, tyle ludzi wokół, ta muzyka i tańce. Ale myslę, że takie zdarzenia bardzo uwrażliwiaja ludzi na inne zywe stworzenia. Pokazują jak bardzo są nam bliskie, jak głęboko przeżywaja i odczuwają, jak pragną dla siebie dobra i spokoju. Jak my wszyscy zresztą.
      Pozdrawiam Cie serdecznie, Marysiu!:-)

      Usuń
  10. Pominę opowieść drugą skupię się na pierwszej :)
    Po przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać czy mięsożerne, dzikie zwierzęta również ,,szanują" ludzi z tego plemienia? Opowiadali coś o tym? Również lubię takie programy ale niestety coraz trudniej o nie w tym natłoku beznadziejnych telewizyjnych repertuarów.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, o mięsożercach nic nie mówiono a propos zachowania tego łagodnego, indyjskiego plemienia. Przypuszczam jednak, że nawet z nimi ludzie ci maja zawarty jakis niepisany pakt o nieagresji a jeśli nawet jakieś jej epizody sie zdarzają, przyjmują to jako naturalną kolej rzeczy. Bo natura, czyli bóstwo najwyższe wie, co robi a oni temu bóstwu ufają.
      Myslę, iż całkiem sporo można znaleźć ciekawych filmów przyrodniczych w TV a jeszcze wiecej w internecie. Poszperaj, na pewno coś fajnego znajdziesz!:-)

      Usuń
  11. Zawsze boli krzywda najsłabszych, bezbronnych czy to zwierząt, czy ludzi. We wszystkim powinniśmy zachować odpowiedni umiar, mądrze kochać ludzi i zwierzęta, mądrze troszczyć się o siebie, o środowisko w którym żyjemy o to co oswoiliśmy, szanować to co dzikie i zgodne z naturą, i pamiętać, że jesteśmy częścią tej natury, a nie sztucznym tworem.
    Serdecznie pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Marytko - jesteśmy częścia natury, niczym więcej, niczym mniej. Dlatego powinniśmy starać sie ja rozumieć, być za nią odpowiedzialnymi, troszczyc sie o tych, którym dzieje sie krzywda i przede wszystkim nie krzywdzic więcej.
      I ja pozdrawiam Cię serdecznie:-)

      Usuń
  12. https://www.zpazurem.pl/artykuly/uczlowieczanie_psa_-_jak_to_z_nim_jest_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podesłanie mi tego linka, Krystynko. Z wieloma tezami tego artykułu sie zgadzam. To prawda że uczłowieczajac psa można nieraz zrobić mu krzywdę.Myślę jednak, iz większą krzywdą jest nie zwracanie na niego żadnej uwagi, ignorowanie potrzeb albo ich zaprzeczanie.To tak a propos tematu ludzie i zwierzęta...

      Usuń
  13. Piękne przykłady, oby były kroplą drążącą skałę. Trochę się u nas w Polsce zmieniło, jeśli chodzi o traktowanie zwierząt, ale jest jeszcze dużo, dużo do zrobienia. Jest cała masa wrażliwych ludzi, którzy robią dużo dobrego, mimo kłód rzucanych pod nogi i kulawego prawa. Wśród młodzieży też, co jest bardzo budujące. Ja swoich poglądów nie ukrywam, a mam mnóstwo możliwości, żeby z uczniami rozmawiać na te tematy. I mam nadzieję, że kiedy zobaczą, że nie są sami, to tej wrażliwości nigdy nie stracą, a wręcz przeciwnie. A wielu z nich będzie mogło dużo dobrego zrobić.
    O tym brazylijskim księdzu czytałam, a wiara tego plemienia bardzo się mi podoba i ze mną współgra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby było więcej takich nauczycielek, jak Ty Lidko, które nie wahają sie by mówic o ważnych sprawach, uwrażliwiać młodzież na cierpienie zwierząt, zasiewać w jej duszach odpowiedzialność za to, co nas otacza. To jest bardzo ważne, co robisz i chwała Ci za to, bo w kwestii pozytywnego działania i dawania dobrego przykładu liczy sie zarówno to, co blisko oraz to, co daleko. Ludzie, których znamy,znajomi, sąsiedzi, koledzy, no i my sami, którzy cokolwiek dobrego mozemy zrobić. I przykłady ze świata, które wspomagają tę codzienną, mrówczą pracę, są pozytywnym impulsem i pokazują, że coś sie zmienia naprawdę.
      Ściskam Cię mocno i serdecznie, Lidko!:-)*

      Usuń
  14. Ludzie dla innych ludzi są oprawcami, więc czego się spodziewać po ich stosunku do zwierząt.
    Ale przykłady, które podałaś są piękne i budujące.
    Dziękuję Ci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bezmyslność i okrucieństwo w stosunku natury nadal są bardzo częste. Dobił mnie ostatnio widok góry puszek po piwie wysypanych beztrosko tuz przy lesnej drodze. Kto, po co, dlaczego to zrobił? Przecież każdy z nas płaci za odbiór smieci, wiec po prostu nie opłaca sie ich wywozic do lasu. A mimo to wciaz sie to dzieje...Mam tylko nadzieję, że młodzi ludzie i następne pokolenia będą bardziej świadome i odpowiedzialne, niż nasze i przeszłe generacje. Ze takich budujących przykładów jak podane w moim poście bedzie coraz wiecej. I znajdą sie ich naśladowcy, bo to jest w tym wszystkim najwazniejsze.
      Pozdrawiam serdecznie, Stokrotko.

      Usuń
  15. Ostatnio unikam polityki i jakicholwiek wiadomości. A co do zwierząt... Czasami uśmiecham się pod nosem jak widzę, że ktoś ma dla siebie podstawowe rzeczy a obok dużo sporo puszek dla kota czy pieska na taśmie w sklepie jak czekam w kolejce... Sama nierzadko takie zakupy robię... U nas to koty zawsze zabezpieczone. My ludzie jakos sobie poradzimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja staram sie wyszukiwać jakieś dobre wieści w tym, co płynie ze świata. Czasem bardzo trudno o nie, ale jak już sie pojawią, a człowiek taki za nimi stęskniony, to aż wzruszenie ogarnia! Myslę, iż na co dzień każdy z nas, odpowiedzialnych opiekunów zwierząt robi co może by im niczego nie brakowało.Potrzeba jednak wciaz pozytywnych przykładów ze strony ludzi i instytucji opiniotwórczych, aby pozytywne podejscie do zwierząt się szerzyło, aby działo im sie lepiej niż dzieje sie teraz.
      A co do obserwacji zakupów innych ludzi, to i u nas na wsi widuje sie przy ladzie działu miesnego staruszki, które dla swoich kotków czy piesków kupują mięsne ścinki, choć w ich portfelach, po opłaceniu rachunków i wykupieniu leków niewiele zostaje. Ale one troszczą się jak mogą o swoich domowych albo podwórkowych podopiecznych. Mają przynajmniej tę radość, że zrobią im przyjemnosć.
      W naszym domowym budżecie Jaworów natomiast wydatki na zwierzęta to co najmniej dwie trzecie wszystkich wydatków.

      Usuń
    2. No przy czterech tak duzych pieskach to ja się nie dziwię, ale jaka radość no i ta Misia ❤️❤️❤️

      Usuń
    3. Wszystkie cztery są bardzo kochane!♥♥♥

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje wyrażone w komentarzach!

Etykiety

Aborygeni afirmacja życia apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady bliskość blog blogi Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba czarny bez czas czerwiec człowieczeństwo deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie fotoreportaż głodówka gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska informacja inność internet jabłka Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jawornik Polski jesień jesień życia kalina kangury kastracja koala kobieta koguty kolędy komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał książka kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lipiec lis listopad los ludzie łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia młodość moda mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa owoce pamięć Panna Róża park pasja patriotyzm pies pieśni pieśń piosenka piosenki płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady praca prawda prezent przedwiośnie przemijanie Przemyśl przepis przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rodzina rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słońce słowa smutek South Australia spacer spiżarnia spotkanie strych susza. upał szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota truskawki uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś Wilsons Promontory wiosna wirus woda wolność wrażliwość wrotycz wspomnienia wspomnienie wychowanie wypadki zabawa zaproszenie zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia Żydzi żywokost