poniedziałek, 17 października 2016

Opowieść o Misi, czyli o tym jak słabość można przekuć w siłę…




   Kończąc poprzedni post obiecałam Wam opowieść o Misi, jednej z czterech córeczek Zuzi i Jacusia. Za chwilę podejmę ten wątek, ale na wstępie chciałabym zwierzyć się z czegoś… Otóż zauważyłam ostatnio, że paradoksalnie dzięki chorobie i śmierci mojej Mamy, przynajmniej na razie, nabrałam więcej odwagi by być sobą, by mówić i pisać o tym, co naprawdę myślę, by działać niesztampowo. Jej śmierć uświadomiła mi z całą mocą, jak kruche jest nasze życie, z iloma sprawami możemy nie zdążyć, jak wiele ominąć albo zupełnie niepotrzebnie z nich zrezygnować. Uważam, iż mam prawo żyć po swojemu bez przesadnego przejmowania się cudzymi opiniami i obowiązującymi, nierzadko stereotypowymi wzorcami zachowań. Mam prawo myśleć inaczej i nikomu się z tego nie tłumaczyć. Mam prawo nie wstydzić się swoich wyborów. Mam też, rzecz jasna, prawo do pomyłek i błądzenia.
    Zaczęłam na powrót prowadzić  bloga, choć jeszcze kilka miesięcy temu byłam bardzo od tego daleka. Potrzebowałam odseparowania od blogów, od tego na poły ekshibicjonistycznego odsłonięcia siebie. Chciałam tego czasu milczenia internetowego by uświadomić sobie znowu, czego chcę, jaka jestem, ku czemu dążę. Dzięki temu nie mam oporów by pisać na przykład o rodzinie naszych psów. Niczyje potępiające milczenie ani zupełnie jawnie wyrażone krytyczne opinie nie robią mi krzywdy, nie wyprowadzają z równowagi. Czuję, iż jestem silniejsza niż kiedyś i nie przejmuję się wszystkim tak bardzo. Razem z Cezarym robimy to, co uważamy za słuszne. A moja Mama, jeśli nadal czuwa przy mnie, jeśli mnie widzi, to na pewno jest zadowolona ze swej córki i uśmiecha się przez łzy, jak to zawsze zwykła robić, ilekroć opowiadałam jej o naszym tutejszym życiu, o naszych troskach i blaskach. Acha! I z pewnością patrzy ze wzruszeniem na Misię, swoją jaworową ulubienicę, psinkę, której w życiu prawdopodobnie będzie trochę trudniej niż innym psom, ale która mimo to potrafi być tak jak inne szczęśliwa i radosna.


   Misia, jak przystało na szczeniaka, urodziła się niewidoma. Jednakże, kiedy po dwóch tygodniach jej siostrzyczki bez ociągania otworzyły oczy i zamglonym, błękitnym spojrzeniem zaczęły spoglądać na otoczenie, Misia nadal miała zamknięte powieki… Pomyślałam wtedy, że pewnie są sklejone, że otworzy je z czasem, że mogę jej w tym dopomóc przemywając jej oczka kilka razy dziennie naparem z rumianku. Także Zuzia, czując najwidoczniej,  iż z jej córeczką jest coś nie tak wiele razy wylizywała z troską jej zamknięte oczęta… Ku memu ogromnemu zmartwieniu, nic to nie dawało i gdy Misia skończyła trzy tygodnie pojechaliśmy z nią do weterynarza by sprawdził, w jakim stanie są oczy białej psinki. Miła pani doktor spróbowała ostrożnie otworzyć jej powieki i zajrzeć pod nie. Nie dostrzegła tam niestety nic prócz przekrwionych, niewykształconych do końca gałek ocznych bez śladu tęczówek i źrenic… Spojrzała na nas ze współczuciem. Już wszystko zrozumiałam.


- Szkoda jej…Taka śliczna psina! – westchnęła wreszcie tuląc do siebie trzytygodniowe maleństwo.
- Niestety, dość często u psów zdarzają się takie wady rozwojowe, że brakuje im oczek. Nie ma szans by w przyszłości się one wykształciły. Pies już do końca życia będzie niewidomy, o ile oczywiście właściciele zdecydują, iż powinien w takim stanie żyć… Najczęściej podejmują decyzję o uśpieniu argumentując ją tym, by się pies w przyszłości nie męczył – dodała wręczając mi z żalem nieświadomą niczego, puszystą i niewinną niczym kulka śniegowa sunię.
- Nie będziemy teraz podejmować tej decyzji – odrzekłam, czując bolesną gulę w gardle i tuląc do piersi ciepłe, ufne ciałko. Cezary milczał, lecz na jego twarzy widać było ogromne wzruszenie i przykrość. Musnął dłonią główkę Misi i odwrócił się gwałtownie szukając kluczyków od samochodu w kieszeni obszernej kurtki.
- Pojedziemy jeszcze do innego weterynarza. Skonsultujemy się! Może jakimś cudem powie nam coś innego! – zdecydowałam w drodze powrotnej do domu.
- Dobrze, Oluniu, ale nie liczyłbym na wiele – stwierdził mój mąż obierając natychmiast kurs na gabinet weterynaryjny w odległym od nas o 10 km miasteczku.
- Oczywiście, nie ma co się zastanawiać! Trzeba ją uśpić! – orzekł kategorycznie zaprzyjaźniony z nami, stary weterynarz.
- Wiem, że pani żal psiny, że przykro. Współczuję, ale nie ma wyjścia. Proszę pomyśleć, jakie życie będzie miał ten pies. Ani pobiegać swobodnie, ani widzieć świata bożego. Biedna, nieszczęśliwa kaleka! – dodał gotowy by od razu zakończyć ten problem.
- Ja się jeszcze zastanowię! – szepnęłam, czując zbierające się pod powiekami łzy.
- Na razie jedziemy do domu, Czarek – wycofywałam się w stronę drzwi wyjściowych tuląc do siebie Misię tak mocno, że aż pisnęła.
- Ale proszę nie zastanawiać się zbyt długo! Piesek jest jeszcze mały i głupi. Niczego nie wie, nie rozumie. Potem będzie pani trudniej, bo zacznie się pani do tej ślepotki przywiązywać! – wołał jeszcze za mną stary doktor. Jednak ja siedziałam już w samochodzie i nie pragnęłam niczego innego niż to, by Misia mogła przytulić się do swej czułej mamy Zuzi i poczuć się przy niej jak zawsze pewnie i bezpiecznie. Chciałam także pogrzebać w necie i dowiedzieć się czegoś więcej na temat niewidomych psów. Czy ich życie naprawdę musiało być z góry przegrane?


   Skarbnica Internetu błyskawicznie pokazała mi ciekawe informacje z całego świata. Były to zdjęcia ślepych, ale całkiem szczęśliwych i dobrze radzących sobie zwyczajnych psów. Były to także historie psich przewodników i rehabilitantów. Szlochając czytałam na głos Cezaremu przejmującą opowieść o niewidomym od urodzenia, mieszkającym w Kanadzie golden retrieverze o imieniu Smiley, który potrafił dużo lepiej niż inne psy pomagać niedowidzącym czy starszym osobom, wczuwać się w położenie niepełnosprawnych dzieci, koić je swą czułą obecnością i delikatnym, rozumnym dotykiem. Spoglądałam na fotografie przedstawiające tego dorosłego już psa. Jak kroczy z dumą i pewnością siebie, jak biega, skacze, jak cieszy się i uśmiecha do swych opiekunów. Obejrzałam filmik, na którym inny niewidomy psiak biegał swobodnie po ogrodzie podnosząc przy tym łapy tylko nieco wyżej niż towarzyszący mu widzący pies.



                                                  Smiley - pies bez oczu



- Nie wiem, co Ty o tym wszystkim myślisz, ale ja nie zamierzam usypiać Misi. Przecież to córeczka naszej ukochanej Zuzi. Przecież to skóra zdjęta z Jacusia. Zobaczysz, jaka piękna i mądra sunia z niej wyrośnie. Ile będzie z nią radości! – cała drżąc szeptałam do męża, tuląc się do niego z całej siły.
- Czyli co? Poza Zuzią i Jacusiem zostawiamy sobie Hipcię i Misię? – upewnił się Cezary z miejsca aprobując moją decyzję. Co do Hipci oboje byliśmy od samego początku pewni, ze to właśnie ta sunia powinna z nami zostać jako kontynuacja rodu Zuzi i Jacusia, a także jako najbardziej przypominająca swą wspaniałą matkę psinka.
Po chwili milczenia ostatecznie próbując uporządkować sobie wszystko w głowie mój mąż zapytał:
- Tylko czy damy sobie radę z czterema psami?
- Damy, na pewno damy. Musimy dać!  – westchnęłam spoglądając przez okno, za którym widać było akurat, jak Zuzia z widoczną na pysku błogością karmi swoje cztery pociechy a Jacuś leżąc na studni przygląda się im z ciekawością…


c.d.n.

45 komentarzy:

  1. Będzie dobrze. Będzie miała słuch i węch ponadprzeciętny, poradzi sobie! Towarzystwo Hipci, opieka mamy i Wasza miłość wprowadzą ją w życie.
    Znasz może http://kanionek.pl/? Ona ma niewidomą sukę, wziętą ze schroniska. Wszystko świadczy o tym, że "Mając" jest szczęśliwym psem, a i Kanionek chyba też nie żałowała swojej decyzji ...
    Ściskam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potraficie kochać i jesteście odważni! Podziwiam!

      Usuń
    2. Nie znam tej strony kanionka. Zajrzę tam z ciekawością w najbliższym czasie. Lubię teraz czytać o psach w podobnym do Misi położeniu. Wzruszają mnie i dają nadzieję dla niej. Choć już widzę, że Misia w wielu sytuacjach radzi sobie lepiej niż można by sie spodziewać. Robi błyskawiczne postępy. Nawet starego doktora już zadziwiła swymi umiejętnościami przemieszczania sie po ogrodzie, gdy tydzień temu przyjechał szczepic do nas Zuzię i Jacusia.
      A co do kochania i odwagi to chyba te uczucia powinny iśc ze sobą w parze. I najczęsciej idą, tylko człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy.
      I ja ściskam Cię serdecznie, Magdusiu!:-)*

      Usuń
  2. Nie potrafie wyrazic slowami co czuje po przeczytaniu tego posta. Jedyne co moge napisac to chyba tylko, ze jestescie oboje niesamowici, ludzie nie tylko o ogromnym sercu ale i madrosci.
    Nie pamietam juz gdzie ale gdzies czytalam lub widzialam historie niewidomego psa, ktory uratowal zycie tonacej nastolatce. W poblizu nie bylo nikogo, ta tonaca dziewczynka byla corka wlascicieli psa wiec wiedziala, ze pies jest niewidomy i rowniez wiedziala, ze to dla niej jedyny ratunek wiec glosno wolala imie psa. A ten instynktownie plynal w jej kierunku za glosem.
    Kazdy czlowiek, kazde stworzenie ma swoja role do spelnienia w zyciu i nie, nie mysle, ale czuje i jestem gleboko przekonana, ze Wy o tym wiecie i swoja madroscia i miloscia pomozecie Misi byc nalepsza sunia na swiecie.

    Olenko jeszcze kilka slow do Ciebie pod adresem tego jak rozpoczelas ten post.
    Jestem tak z Ciebie dumna, zupelnie jakbys wlasnie byla moja corka:)))
    Kochana jak bardzo sie ciesze, ze nie tylko odnalazlas w sobie te sile, ale postanowilas z niej korzystac.
    Ludzie... no coz, to tylko ludzie, najczesciej zamiast zajac sie ukladaniem i poprawianiem swojego wlasnego zycia lubia dyktowac innym.
    Tego ani Ty ani ja nie zmienimy, jednak zawsze mozemy zmienic jak na to reagujemy i to jest nasza sila.
    Wtracanie sie w cudze zycie nie tylko nie wymaga zadnej odwagi ale jest wyrazem slabosci, mozemy tym ludziom tylko wspolczuc i isc dalej. Nie warto sie przy tym zatrzymywac, bo tacy ludzie maja za duzo negatywnej energii.
    Kocham Cie za to co napisalas o sobie ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam ze wzruszeniem Twoje słowa Star, dziękując Ci za Twoje zrozumienie, wsparcie, bliskość (nieledwie matczyną) i mądrość zyciową. I nawet beczę sobie trochę, żałując że moja Mama nie może tego przeczytać ( ona bardzo lubiła Twoje komentarze, Star a kiedyś nawet z ciekawością podczytywała Twojego bloga i zachwycał ją Twój humor, polot oraz lekkość z jaką opisujesz najtrudniejsze w życiu sprawy).
      Ściskam Cię mocno w imieniu swoim, Cezarego i mojej Mamy!***♥♥♥

      Usuń
    2. Olenko, zapomnialas na chwile, ze Twoja Mama moze teraz wszystko czytac i nawet nie musi siadac przy komputerze.
      Buziaki serdeczne dla Was :***

      Usuń
    3. Masz rację, Marylko. Ona może teraz wszystko. W ostatnich miesiącu swego życia nie miała już siły by siedzieć.Czytała leżąc, z tabletu.Ale potem nawet tablet trudno jej było utrzymac w dłoniach. Wiesz kochana, szkoda mi tylko, że nie mogę usłyszeć jej opinii na ten i inne tematy. Rozmawiałyśmy ze sobą przez telefon nieomal codziennie. A najlepiej rozmawiało się nam, gdy wychodziłam z kozami na łakę, czy do lasu.
      Pozostaje wierzyć, że Mama widzi wszystko i nawet usmiecha się jak niegdyś...
      Ściskam Cię mocno!***

      Usuń
  3. czytam przez łzy, płaczę ze wzruszenia ...
    dobrze, że robisz się odporna na złe słowa i krytykę, tak zdrowiej - nieważne "co ludzie powiedzą", ważne co Wy myślicie i czego Wy chcecie! a krytykantom dziękujemy, blog to jest Wasz "kawałek podłogi", komu się nie podoba niech idzie dalej!
    Wasza decyzja co do Misi jest dla mnie oczywista, a nie rozumiem tego starego weterynarza :( jak można usypiać, bo niewidoma? przecież ślepota nie boli, nie przysparza cierpienia, jedynie życie czyni trudniejszym, a to nie wyrok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też popłakuję, Elajo...Płaczmy więc razem, razem jakoś raźniej...
      Mam nadzieję, że krytykanci dadzą już sobie spokój i nie będą zaśmiecać mi bloga nieżyczliwymi komentarzami.
      A stary weterynarz, choć stary to nie miał jeszcze nigdy do czynienia z niewidomym szczeniakiem a tym bardziej z ludźmi, którzy by chcieli niewidomego psa wychowywać. Na wsi jest trochę inny świat. Tu trzeba być twardym i nie raz podejmować szybko decyzje...

      Usuń
  4. Przecież psinka nie ma porównania. Dla niej świat będzie się składał z dźwięków i zapachów. Poradzi sobie, Wy także, bo jesteście z dobrej gliny ulepieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie! Misia nie wie, jak to jest "widzieć". Ona nie wie,nie żałuje, że czegos nie ma. Zna tylko świat mroku zapachów i dźwięków. To jest dla niej zwykły świat.I szybko sie uczy - a najbardziej na własnych błędach.
      Pozdrawiamy Cię Ewo i dziękujemy za dobre słowa!:-)*

      Usuń
  5. Nasz nieżyjący już pies, Rubin, oslepł dość wcześnie. Potem ogłuchł. Był to przepiękny i mądry miks setera z bretończykiem. Mimo to wydawał się całkiem szczęśliwy. Na znanym terenie poruszał się całkiem swobodnie, biegał, rozrabiał. Mąż z początku nawet nie chciał mi wierzyć, kiedy stwierdziłam, że Rubi nie widzi, zmienił zdanie, kiedy pies wpadł na nieopatrznie postawioną na alejce taczkę. W nieznanym terenie poruszał się przytulony do mojej nogi, nie mogłam mu dawać komend głosem, więc nauczyłam się robić to dotykiem. Przeżył 17 lat, z tego 9 jako niewidomy. A jaki był miły i szczęśliwy! Wasza sunie ma szansę być jeszcze sprawniejsza, niż on, bo będzie uczyła się od maleńkości. Zobaczysz, będzie hasać i bawić się, nawet biegać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Jagodo za tę wzruszającą opowieśc o Rubinie. Piękna historia! Aż w gardle ściska...A skoro Rubin był szczęśliwy, to i Misia będzie. Bo przecież już jest. Ma swoją psią rodzinę, ma nas, ma znajomy świat.I widać, że jest rozumna i szybko wyciąga wnioski. A na spacerach jestem najczęsciej jej przewodniczką. Lubi biegać tuż za mną albo za swoją siostrzyczką...

      Usuń
  6. Olenko, na trolla albo hejtera to trzeba sobie zasluzyc, oni nie bywaja na nudnych i nijakich blogach. Wiem, to slabe pocieszenie, ale znaczy tez, ze Twoja nietuzinkowosc jest innym sola w oku.
    Mysle, ze Misia, jak kazda niewidoma istota, wypracuje sobie sposob na zycie, poruszanie sie w obrebie domu i obejscia, a Wasza milosc i pomoc jej psiej rodziny pozwola jej cieszyc sie zyciem i pewnie nawet nie zauwazy (nomen omen), ze czegos jej brakuje. Wyostrzy inne zmysly na tyle, ze bedzie w miare normalnie zyc.
    A Ty przyjelas dobry kierunek, nie wolno przejmowac sie frustratami, bo to jedyna ich pozywka.
    Sciskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację z tymi hejterami, może rzeczywiscie przytrafiają sie oni tym, którzy jakos odbiegają od ogólnie przyjętych wzorców. Kiedyś bardzo sie takimi krytycznymi uwagami przejmowałam. Ale teraz spływa to po mnie, bo są wazniejsze rzeczy na świecie, bo wiem swoje, bo wreszcie w obliczu smierci najbliższych takie głupoty zupełnie nie mają znaczenia.
      A Misia radzi sobie z wszystkim coraz lepiej. Myśle, iż to, że ma obok siebie siostrzyczkę i rodziców jest dla niej najlepszą z mozliwych sytuacji.
      Ściskam Cię mocno, Aniu!*

      Usuń
  7. Wzruszyłaś mnie Olu do łez, bo choć wiem jaka jesteś dobra, czuła i wrażliwa to poznałam, jaka jesteś odważna. Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Krystynko!Człowiek rzeźbi i odkrywa sam siebie przez całe zycie. I na pewno jeszcze nie raz stanę przed jakimś dylematem czy murem krytyki. "Ale nic to" - jak mówił Michał do swojej Basieńki!Z tego sie przecież zycie składa. To nasze jedyne, ulotne jak mgła zycie...

      Usuń
  8. Olu pisałam kiedys o naszej niewidomej suni Norze,która ma 16 lat i pomimo swojej ułomności jest wesołą psią staruszką. Dacie radę a hejterów nie komentuj szkoda czasu.Jak zwykle pozdrawiam i wciąż czekam na kolejne relacje z,,psiego dworu,, trejtka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, zapomniałam o tym, że mi kiedyś o Norze pisałaś! Dopiero teraz cos mi sie zaczeło przypominać, rzeczywiscie...
      W psach jest tyle radosci, optymizmu, szczerego entuzjazmu i siły zycia.Może dlatego tak jest, że żyją krótko w porównaniu z nami i dlatego muszą przeżyć dany im czas intensywniej, doceniając każdą chwilę? Powinniśmy sie tego od nich uczyć.
      Pozdrawiam Cię ciepło, Krysiu!:-)

      Usuń
  9. W sytuacji, kiedy ktoś jest w pełni człowiekiem, to jest jedyna słuszna decyzja. Zwierzę żyje i rozwija swoją duszę, człowiek ustawia sobie wyżej poprzeczkę i rozwija ducha. Łatwe zadania przecież nas nie rozwijają.
    A jak człowiek staje się sobą, i nie zwraca uwagi na to, co o nim pomyślą inni, to uzyskał wolność. Głos wewnętrzny jest najlepszym doradcą.
    Nie zwracaj na to uwagi, ale powiem Ci szczerze, że wiele chciałabym się od Ciebie nauczyć.
    Uściski dla Misi i ich opiekunów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też wszystko się we mnie buntowało na mysl o tym, że miałabym podsać Misię eutanazji. Przecież całe zycie przed nią.A jej dusza dopiero rozwija skrzydła....I my też bezustannie się kształtujemy. A propos, to czytam teraz świetną książeczkę dziewiętnastowiecznego pisarza amerykańskiego P.Mulforta "Przeciw śmierci" On tam pisze m.in."Nie zamykajmy nigdy drogi przyszłym mozliwościom. Tylko z zamków na lodzie powstają na ziemi pałace. Bać się nieszczęścia, przewidywać przeszkody, rozmyslać o możliwych trudnościach - jest rzeczą wprost rujnującą i najpewniejszą drogą do nędzy. Czuć, że sie zyje - oto istota szczęścia" - ileż to wszystko daje do myślenia, jak umysł zapładnia...
      Iwonko, ściskam Cię gorąco w imieniu swoim własnym ,bo cała reszta bractwa już sobie słodko chrapie!:-)*

      Usuń
  10. Też czytałam w necie o niewidomych psach, czy kotach, które doskonale dawały sobie radę w życiu. Słowa weterynarza mnie zmroziły, szczerze mowiąc ... a z drugiej strony nie dziwią. On pewnie patrzy na zwierzę, jak na stworzenie użytkowe. Niestety.
    Dobrze, że wróciłaś do blogowania, Olu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psy to trochę inny od naszego świat. One dzięki silnemu smysłowi węchu i dobremu słuchowi potrafią świetnie orientować sie w terenie.
      Masz rację do weterynarza. To dobry człowiek, ale mający do czynienia głownie z krowami i świniami. Tam nie spotyka sie często jakichs dylematów moralnych a zwierzę to tylko zwierzę...Jednak ten weterynarz zupełnie niedawno miał y nas moznośc zdziwić się jak dobrze sobie Misia radzi. I chyba byłnawet wzruszony jej postępami, choć tutejsi ludzie mało czasem dają po sobie poznać...
      Znowu weszłam do tej blogowej rzeki, ale podobno rzeka za każdym razem jest trochę inna...
      Uściski na dobranoc zasyłam Ci Lidusiu!:-)*

      Usuń
    2. Czyli Misia da radę z pomocą swojej ludzko - psiej rodziny :)
      Tak myślałam, że Wasz wet miał do czynienia głównie ze zwierzętami gospodarskimi i innym podejściem ... a jeśli, kiedyś tam, dawno, miał jakieś inne poglądy, plany, marzenia, to życie je zweryfikowało. Misia wytrąciła go z utartego traktu i schematu :)) Wy z Cezarym również.
      Co do rzeki - to sama się pewnie przekonasz, czy jest inna, czy też nie :)
      Ściskam porannie :*****

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że ten weterynarz jeszcze nie raz zadziwi sie u nas - oczywiscie pozytywnie. A przecież każdemu z nas sie zdarza skostnieć, nabrać rutyny, odzwyczaic się od dziecięcej wrażliwosci - czasm dzięki temu skostnieniu po prostu mniej cierpimy, co w przypadku zawodu weterynarza i pielęgniarki czy lekarza jest dobre.To taki rodzaj ucieczki przez bólem. Tego typu ludzie muszą mieć jakis pancerz ochronny by nie oszaleć albo by nie poddać sie nałogom, które dopadają, gdy człowiek za mocno cos przezywa.
      Ciekawa jestem tej rzeki. Na razie zachwyca mnie jej omalże zupełnie czysty, pełen słonecznych blasków nurt!
      I my ściskamy Cię kochana, zycząc dobrego, pogodnego dnia!:-)***

      Usuń
  11. Psy mają inne zmysły wyostrzone, więc Misia da sobie radę. Miłość dodatkowo jaką dostaje od swojej matki, a również od Was jest dodatkowym motywatorem do udanego życia. Pozdrawiam całą Waszą szcześliwą gromadkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I my wierzymy, że Misia da sobie radę. Tylko musi być z nami, w znanym sobie otoczeniu, wśród przyjaznych ludzi, między bliskimi.
      I my pozdrawiamy Cię serdecznie, Olu!:-)

      Usuń
  12. Brawo, to Twoje życie i rób tak jak Ty uważasz, a nie inni.
    dawno przestały mnie obchodzić opinie innych. Oni sąpo prostu inni, ani lepsi, ani gorsi- są inni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma prawo zyć po swojemu, tylko żadne z nas nie ma prawa narzucać swojego sposobu na zycie innym.Każdy do wszystkiego powinien dochodzić sam albo przy pomocy bliskich, szczerych i oddanych sobie ludzi.A na końcu tak jest się samym i trzeba się wówczas z sobą zmierzyć, rozliczyć, wybaczyć sobie i nnym, po to aby móc pójśc dalej. Gdzie? Oby w jaśniejszy, lepszy wymar istnienia...
      Uściski gorące ślę Ci, Basieńko!:-)

      Usuń
  13. Misia ... aż mi się łezka w oku kręci na wspomnienie mojej Miśki ... Olu, zrobiłabym tak samo, a zresztą to chyba nie oddałabym żadnego szczeniaka nikomu, i dlatego uprzedzając następstwa nasze psy są wysterylizowane ... Olu, masz prawo żyć po swojemu, szczeniaków nie porzucasz, opiekujesz się nimi, to świadoma decyzja ... hm! chyba tylko polecę modnym ostatnio sloganem: brawo TY! pozdrawiam serdecznie zza Sanu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu! Pamiętam Twoją kudłatą Misię...Szkoda kochanej psinki. Dobrze, że masz u siebie inne, drogie sercu istotki. Trzeba w zyciu kogos kochac, bo to istota życia. I umieć zyc według podszeptów swego serca, żeby niczego nie żałować, żeby przeżyc to życie jak najpełniej.Tylko to sie liczy...
      Ściskam Cię porannie i słonecznie!:-)*

      Usuń
  14. Ale ciekawa historia...
    życie podsuwa nam różne przygody...
    zaciekawiłaś opowieścią...
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia z życia wzięta. Życie pisze najciekawsze, zupełnie nieprzewidywalne scenariusze a nam pozostaje grać dobrze swoje role w tym filmie.
      Pozdrawiam Cię ciepło, Alis!:-)

      Usuń
  15. Łzy płynęły same po policzkach kiedy czytałam Twojego posta. Już niejednokrotnie udowodniliście jakimi wspaniałymi jesteście ludźmi. Pełno w Was miłości, czułości, wrażliwości i innych pięknych przymiotów.
    regian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i ja sporo łez wylałam martwiac sie o Misię a nawet ostatnio, pisząc o niej. Łzy są dobre. Oczyszczają nasze serca z trudnych emocji. Czasem dzięki nim, dzięki jakiemuś impulsowi, który je z nagła wyzwolił możemy odreagować swoje własne, niewyrażalne w słowach i zwierzeniach problemy.
      Dziękuję z dobre słowa! Ściskam Cię Regian i pozdrawiam o słonecznym poranku!:-)

      Usuń
  16. Olu,jestem szczerze wzruszona opowiescia o Misi. Brakuje mi slow aby napisac jak wspanialymi, dobrymi, i o wielkich sercach ludzmi jestescie.
    Poryczalam sie jak bobr, p. zapowiedzial, ze odlaczy mi internet kiedy zobaczyl jak szlocham, ale po przeczytaniu Twojego wpisu sam mial mokre oczy.
    Misia bedzie z Wami szczesliwa, u boku Zuzi i Jacusia i siostrzyczki, a przede wszystkim Was.

    Bardzo cieszy mnie to, ze sie nie poddalas i wracasz do pisania bloga. Zobacz Olu ilu wspanialych czytelnikow do Ciebie zaglada. Milych, serdecznych z podobna wrazliwoscia jak Ty.
    I nie jest tak, ze nie zaboli jak ktos napisze, czy powie cos nieprzychylnego, zaboli. Wazne jest to, ze zrozumials czego chcesz,podazaj za swoimi marzeniami czego Ci zycze z calego serca.

    Moc serdecznosci Wam przesylam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam jak opisać historie Misi...Obawiałam sie, że jest ona nazbyt łzawa, senstymentalna. Ale potem pomyslałam, że trzeba pisac szczerze jak było. Podzielić sie z Wami naszymi emocjami bez owijania w bawełnę i koloryzowania.
      Ja codzień wzruszam sie patrząc na Misię. Dostrzegam jej postępy, ale i nieusuwalne ograniczenia. Widze też, że to szczęśliwy pies, który przyjmuje wszystko tak, jak jest, bo przecież nei wie o tym, co to jest mozliwosć widzienia...
      tak, mam wspaniałych czytelników i naprawdę uskrzydla mnie to, gdy widze, jak wszystko rozumieją, jak odbierają na tych samych falach, jak są mi bliscy. To własnie przeważa, to jest skarbem, za który jestem bardzo wdzieczna - Tobie Renatko i wszystkim, któzy odwiedzają tego bloga i zostawiają nam masę zyczliwosci. A ci, co lubią dokuczać, szukać dziury w całym i bruździc, to na szczęście mniejszosć.I niech tak zostanie.
      Serdeczne myśli i podziękowania za bliskosć oraz ciepło przesyłamy oboje z Cezarym Tobie i Twemu drogiemu p.!:-)*♥

      Usuń
  17. Cieszę się, że wróciłaś do pisania bloga, Mama jest na pewno z Ciebie dumna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym by była...
      Pozdrawiam Cię ciepło

      Usuń
  18. Olu kochana bardzo Cię wspieram a bliscy z którymi miało się ciepłe serdeczne więzi są zawsze blisko nas. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Elusiu...♥
      Mam nadzieję, że Mama jest blisko, że wszystko wie, że jest jej tam dobrze, ale wiesz...bardzo tęsknię za jej głosem, przytuleniem...

      Usuń
  19. Witajcie Jaworowi Ludzie.Cieszę się,że będę mogła znowu Was czytać:)
    Myślę,że nie można źle oceniać weta bo on po prostu bardzo dobrze zna realia polskiej wsi.Co by się działo z Misią gdyby urodziła się w typowo wiejskiej rodzinie i minęła pierwsza fascynacja"ładnym szczeniaczkiem"?
    Serdecznie Was pozdrawiam,życząc aby Misia była zawsze zdrowa,obecna"choroba"jej już wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Orko! Wróciliśmy tutaj, bo czułam taką potrzebę. Czy na długo? To się okaze...
      Zauważyłam ostatnio, że Misia jest dla większosci miejscowych przeźroczysta, bo skoro to kaleka to nie warta jest chyba najmniejszego zainteresowania. Wszyscy zachwycają się wesołą Hipcią a Misia biega obok a jakby jej dla oglądaczynie było. Ale dla nas Misia jest bardzo wazna. Pieścimy ją nawet więcej niz Hipcię (choć chcemy być sprawiedliwi) a to po to by czuła sie kochana, by jej cos zrekompensować...
      I my pozdrawiamy Cię serdecznie:)

      Usuń
  20. Jaka piękna decyzja!... :)!. A lekarze mało kompetentni... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, patrząc na mądrą, przywiązaną do nas Misię, nie wyobrażam już sobie by mogło jej nie być. A co do weterynarzy czy lekarzy...Cóz, myslą czasem nazbyt stereotypowo...

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia