niedziela, 10 kwietnia 2016

Porządki wiosny w Jaworowie


   

   Wiosna w Jaworowie śmiało wprowadza nowe porządki. Każe zielenić się trawom i listkom, rodzić się nowemu i staremu życiu, napełniać nadzieją stroskane do tej pory serca, ocieplać czas, złagodnieć szalonemu wiatrowi, zapraszać do korzystania z tego pomalowanego na świeże barwy świata.  


    O ile pogoda pozwala wybieramy się zatem ze zwierzyńcem na łąkę albo do lasku i tam zażywamy pełni spokoju i odrodzenia. Maleństwa Brykuski nie są już takie małe. Właśnie skończyły cztery tygodnie i brykają radośnie na wspaniałej przestrzeni wiosennego pola. Ich siwe ciotki – Popiołka i Szarka zaakceptowały koźlątka i pasą się zgodnie pospołu z pełną energii dzieciarnią. Czarno umaszczony koziołek Kleksik stał się nawet ulubieńcem Szarki, jej towarzyszem zabaw, bodzeń i zwariowanych gonitw. Natomiast znacznie mniejsza od Kleksika, pieprzowa w odcieniu Kruszka z widocznym dystansem obchodzi starsze kozy. Woli trzymać się w pobliżu matki, chociaż ta matka wcale nie traktuje jej dobrze. Dlaczego? To już dłuższa historia… 


   Otóż po kilkunastu dniach od narodzin swych pociech Brykuska zapadła na zapalenie wymienia. To niezwykle bolesna dolegliwość często nawiedzająca kozy wiosną. W tym okresie łatwo się przeziębić i naszą Brykuskę pewnie właśnie takie przeziębienie dopadło. Dość powiedzieć, że wymiona stwardniały jej, zaczerwieniły się i kozula zupełnie straciła ochotę na karmienie swych dzieci. Jednak o ile w przypadku Kleksika ta niechęć trwała zaledwie jeden dzień, to już w stosunku do Kruszki nie minęła wcale. Przy każdej próbie possania bodła albo gryzła i kopała biedną, głodną córeczkę. Tak działo się i potem mimo zupełnego wyzdrowienia kozy. A nam przypomniało się, że przecież z maleńką Brykuską było kiedyś tak samo. Ją także matka niegdyś odrzuciła by zająć się wyłącznie  swym grubiutkim synkiem. Byłyżby więc takie zachowania dziedziczne? A może natura sama wie, co dla niej najlepsze i Brykuska czując, że ma mało mleka wybrała ze swych dwojga dzieci to, które jej zdaniem miało więcej szans na przeżycie? Tak działa w przyrodzie selekcja naturalna a nam jakkolwiek wydawałoby się to okrutne pozostaje uszanować to i pogodzić się z prawami natury. 


   Ale przecież nie mogliśmy pozwolić by słodka, niewinna Kruszka padła z głodu. Trzeba było ratować maleństwo. Kózka jak najszybciej musiała przejść na karmienie smoczkiem. Na początku karmiłam ją mlekiem odciąganym od Popiołki, ale ponieważ mleka tego było stanowczo zbyt mało jak na rosnące potrzeby Kruszki kupiłam gotową mieszankę dla niemowląt. Jednak apetyt małej rósł w taki tempie, że trzystu pięćdziesięcio gramowe opakowanie starczało zaledwie na pół tygodnia. Zmartwieni wysokimi kosztami takiego karmienia (kto ma małe dzieci, ten wie jakie sumy trzeba wydawać na te wszystkie gotowe mieszanki) zaczęliśmy szukać jakiegoś alternatywnego, tańszego pożywienia dla kózki. Znaleźliśmy takie w miejscowym sklepiku z paszami. Okazało się, że można tam dostać mleko dla cieląt w proszku w cenie zaledwie siedmiu złotych za kilogram. Cóż za ulga dla naszych kieszeni! Na początek kupiliśmy dwa kilo tego proszku, który zaraz przesypałam do wielkiego, czterolitrowego słoja. Wypełnił go w całości! Jednak znika bardzo szybko, gdyż apetyt malutkiej rośnie z dnia na dzień. I o ile na początku wystarczały jej trzy butelki mleka, to dzisiaj spokojnie zjada sześć, siedem butli. W ten oto sposób zostałam kozią mamą! Każdy dzień rozpoczynam od karmienia łakomej kózki i każdy na tym kończę. Bywa, że i na łąkę zabieram ze sobą butelkę, jeśli pasienie trwa kilka godzin i jest przy tym ciepło.




   Na szczęście kozie maluchy pojadają coraz więcej trawki oraz młodych listków. Smakuje im także owies i siano. Uzupełniają w ten sposób swą mleczną dietę i rosną jak na drożdżach. Wczoraj zauważyłam, że u obojga widać już maleńkie różki a ich ulubioną zabawą w koziarni i na łące stało się zapalczywe bodzenie oraz skoki przez siebie i zataczanie szalonych ósemek wokół starszych kóz.



   Z uwagi na moje chore, bolące stopy zabieram sobie zawsze na łąkowe popasy krzesełko turystyczne i siedząc na nim mogę do woli obserwować kozie igraszki albo, gdy mi wścibskie kozy na to pozwolą, czytać książkę. Kozule jednak rzadko wyrażają zgodę na moją lekturę. Bardzo interesuje je szelest kartek. Błyszcząca okładka. A nawet smak pokrytych tajemniczym maczkiem stron. Szybko chowam więc książkę i znowu jestem do dyspozycji mych ciekawskich oraz złaknionych pieszczot kóz. A niech no tylko wstanę z krzesełka by rozprostować kości! Kozy - huncwoty zaraz biorą moje siedzisko w obroty. Liżą, gryzą, bodą, przewracają. Wyrywają sobie zazdrosne o zabawkę.



    

   W tym czasie psy biegają sobie po okolicznych chaszczach i laskach, a potem przychodzą na odpoczynek w cieniu mego krzesełka. A właściwie, to tylko Zuzia przychodzi, bowiem ją kozule lubią i traktują jak zaufanego członka stada. Natomiast Jacuś przysiąść może co najwyżej dziesięć metrów od nas, gdyż jeśli tylko spróbuje się zbliżyć kozy odganiają go aż ucieka biedaczek z podkulonym ogonem. Zwłaszcza Brykuska cięta jest bardzo na naszego białego psiaka. Dobrze pamięta krzywdę, jaką wyrządził jej w zeszłym roku i teraz strzegąc bezpieczeństwa swych dzieci robi wszystko by tamto traumatyczne zdarzenie się nie powtórzyło. Samotny, pogodzony z losem Jacuś siedzi czy stoi zatem z dala na łące i spogląda tęsknym wzrokiem. Niekiedy cudem uda mu się boczkiem dojść do mnie i chciwie wtulać głowę w me kolana i dłonie. Jednak kozy zaraz to zauważają i nuże znowu gonić biedaka! Potem, gdy już jesteśmy w naszym obejściu lub w domu wynagradzam mu te przykrości zwiększoną ilością pieszczotek i miłych słówek.





   Zresztą oba pieski codzień pieścimy i dokładnie przeglądamy ich sierść. W tym roku w naszych okolicach takie zatrzęsienie kleszczy, że mimo obroży przeciwkleszczowych i specjalnych płynów odstraszających Zuzia i Jacuś przynoszą z pola ogromne ilości tych pajęczaków. Niektóre tylko po nich łażą. Inne zdołają się błyskawicznie wgryźć. Ja też już tej wiosny miałam wątpliwą przyjemność bycia ugryzioną przez kleszcza. A ponieważ pojawił mi się spory rumień chcąc nie chcąc łykam serię antybiotyków.


   Od kilku dni ochłodziło się. Na zmianę siąpi kapuśniaczek albo porządnie pada deszcz. Mgła utrzymuje się na polu po kilka godzin. Zatem i nasze przechadzki oraz łąkowe wywczasy znacznie się skróciły. Ta mokra pogoda jednak bardzo służy przyrodzie. Wprost widać jak trawa rośnie a kwiatowe pączki na drzewach owocowych pękają i lada dzień ukażą swą biało-różową urodę. Jesienią posadzony czosnek wypuścił do słońca długie, zielone wąsy. Niedawno w ogrodzie zasadziliśmy kilka krzaków porzeczek, agrestu oraz jeżyn. Swoje miejsce znalazł też pigwowiec, lilak, ałycza, berberys i jaśmin. Natomiast zaorane i spulchnione pole oszałamiająco pachnie płodną ziemią, doczekać się nie mogąc pory siania. I ona już za chwilę nadejdzie w Jaworowie. Niech tylko miną deszcze. Niech słonko pokaże swe przyjazne oblicze. Niech siły pozwolą i zdrowie.




   A żeby to zdrowie polepszyć to poza kursowaniem po przychodniach postanowiliśmy z Cezarym po pierwsze odkurzyć rowery i robić sobie poranne, kilkukilometrowe przejażdżki polnymi drogami a po drugie zmienić naszą dietę i schudnąć. Prawie zupełnie wyeliminowaliśmy z domowego menu pieczywo. Jadamy natomiast kasze, zupy jarzynowe, ryby, chude mieso drobiowe, jajka, biały ser, sałatki i jabłka oraz przepyszne warzywa z patelni. Mistrzem w ich przyrządzaniu jest Cezary. Oto jego przepis:

 Warzywa z kurczakiem a la Cezary
   Na patelni, na niewielkiej ilości oleju podsmażam pokrojone w słupki marchewki, pietruszkę i seler. Potem dodaję do nich talarki pora, kawałki selera naciowego i paski kapusty pekińskiej. Na koniec oprószam to wszystko odrobiną soli. Na drugiej patelni w tym czasie podsmażam pokrojone na drobne kawałeczki mięso kurczaka (z nóżek albo z piersi). Posypuję je przyprawą ziołową i lekko solę. Kiedy tylko mięso zrumieni się z obu stron jest gotowe. Teraz tylko trzeba wymieszać je z usmażonymi al dente warzywami. I voila - obiad gotowy!:-))



    Życzymy Wam kochani pogodnej, życzliwej, dającej zdrowie i radość wiosny!:-))

46 komentarzy:

  1. Pięknie się już zazieleniło w Jaworowie. Stadko widać pięknie się chowa, szkoda, że Jacuś sobie nabroił w zeszłym roku. Widać kozy dobrą pamięć mają.
    Życzę Wam dużo zdrowia i wiosennej radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zielono już u nas a z każdym dniem coraz zieleniej. Jakże to pocieszajace, że choćby nie wiem co sie na świecie działo, to wiosna jak gdyby nigdy nic przychodzi o swojej porze.
      Kozy mają świetną pamięć. To całkiem inteligentne bestyjki!
      Dziekujemy za Twoje zyczenia Ewo i pozdrawiamy Cię serdecznie!:-)

      Usuń
  2. Bielutki Jacuś :)
    Dobrze u Was zwierzakom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Aniu! Bielutki, ale i on uwielbia sie czasem w błocie wytarzać, w szlamowatym bajorze zanurzyć albo po kałużach gliniastych pobrodzić. Wtedy robi sie niepodobny do samego siebie. Ale niech tylko wyschnie, otrzepie się i znów jest bialusienki, nieskazitelny!!:-)

      Usuń
  3. W tej chwili myślałam co począć z resztkami z rosołu, bo pierogów dziś mi się nie chce kleić. Będą warzywa a la Cezary.Pięknie u Was Kochana Kozia Mamo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warzywa z rosołu są pyszne! Te Cezarowe też!I fajnie chrupią!
      Kozia mama i kozi tata pozdrawiają Cię serdecznie, Basiu!:-)

      Usuń
  4. Te spacery i wypasy kóz zawsze mnie intrygowały. To musi być bardzo zdyscyplinowane stadko, żeby tak luzem chodziło po łąkach i lesie.
    Wcześnie zaczynacie z kleszczami. My Bezie serwujemy zastrzyk ochronny-drogi strasznie, ale cały rok jest spokój. A tak sobie teraz pomyślałam, że chyba w przeliczeniu na obrożę, płyn lub tabletkę przeciwkleszczową, które trzeba powtarzać, to chyba nie tak drogi.
    Potrawka super. Ja jeszcze kroje ziemniaki i podsmażam je razem z warzywami.
    Pozdrowienia z mokrej Cieszyńskiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tych spacerach i zachowaniu kóz właściwie nie ma nic nadzwyczajnego. Kozy po prostu uwielbiają chodzic za swoim pasterzem. Bez niego czują się niepewnie. Dlatego też o wiele gorzej sie pasą, gdy są zostawione same na łące i przypięte do kołków. Czasem, niestety, musze tak robić, bo nie mam możliwości by spędzać z nimi wielu godzin na łace.Inne roboty pilnie czekają!
      Zainteresowałaś mnie tym zastrzykiem przeciwkleszczowym, Jaskółko. Poszukam informacji o nim.Dziękuję za wiadomosć.
      Z ziemniakami taka potrawka też pewnie pyszna i sycąca. My robimy to w wersji lekkiej żeby schudnąć i ograniczyć węglowodany, które bardzo podnoszą poziom cukru we krwi.
      Pozdrowienia serdeczne z równie mokrego Pogórza Dynowskiego!:-)

      Usuń
    2. Dołącz do diety imbir i cynamon, oraz mielone migdały. Wszystkie spalają tkankę tłuszczową na brzuchu.
      Ja nie jem od miesiąca słodyczy, piję herbatkę "Detox' z imbirem (chociaż go nie cierpię) i już czuję się o wiele lżej.

      Usuń
    3. Imbir, cynamon i mielone migdały? Ciekawe! Serdecznie dziękuję za podpowiedź, Jaskółko!:-))*

      Usuń
  5. Jacus zapracowal sobie niestety na takie traktowanie przez kozule, pewnie juz tak zostanie, bo u kozek trauma siedzi gleboko i boja sie, zeby taki napad sie nie powtorzyl. Szkoda Jacusia, szkoda kozek, ale tak chyba juz bedzie.
    Slyszalam, ze kleszcze w tym roku to prawdziwa plaga, a bardzo wiele z nich, wiecej niz w poprzednich latach, jest nosicielami boreliozy. W Niemczech podobnie, strasznie trzeba uwazac. Rozejrzyjcie sie moze za jakimis smarowidlami dla siebie, bo nie mozna przeciez stale szprycowac sie antybiotykami.
    Sciskam Was wszystkich :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Aniu.Jacuś zapracował sobie na to. Jest w tym piesku jakaś dzikość, jakaś niepewność i nieprzewidywalność. Ja to zauważam a kozy to czują.
      Tylu kleszczy co w tym roku chyba jeszcze nie było. Zimy z roku na rok coraz łagodniejsze. Ugorów coraz wiecej. Mają gdzie sie rozmnażać, niestety.
      A z boreliozą nie ma zartów. Dopiero co wyszłam jako tako z ubiegłorocznej boreliozy a tu nowe dziadostwo!
      Cezary zrobił specjalną, przeciwkleszową nalewke na wrotyczu (przepis wzięty z netu, podobno bardzo skuteczna), ale jeszcze musi naciągnac, bo ma za słabą moc.
      I my ściskamy Cię Aniu gorąco, ciesząc się Twoją wizytą!:-))***

      Usuń
  6. Oleńko przeczytaj u Utygan jej walkę z ugryzieniem kleszcza, wygraną walkę. Jeśli chodzi o obroże to tylko Foresto na osiem miesięcy zabezpiecza, to Bayerowska znana firma. Sprawdzone chociaż droga, ale żadne do tego kropelki, czy sprawdzanie sierści. Sąsiad kupuje tanie i zawsze mają problemy z kleszczami.
    Jacuś rozbójnik zbiera co zasiał :)
    Smakowicie aż zapachniało warzywa a la Cezary. Zrobię bo warto.
    Serdeczności ślę k Wam ♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elusiu! Ja czytałam kiedys u Utygan o jej walce z boreliozą i byłam pełna podziwu dla jej wiedzy, uporu i determinacji. Dzieki niej wiem jednak, że można wygrać z tą chorobą metodami naturalnymi. Zresztą ja dopiero co zwalczyłam ubiegłoroczna boreliozę. Pomógł mi w tym własnie aparat Mora. Mam kolejną wizytę w maju.Mam nadzieje, iż pomoże mi i na obecny, pokleszczowy problem.Poza tym Cezary zrobił niedawno specyfik wrotyczowy (nalewka na wrotyczu). Jak tylko naciagnie odpowiednio, to będę siebie i zwierzaki spryskiwac tym przed wyjściem na łąkę.To powinno pomóc.
      A Jacuś ma, co ma.Może kiedyś kozy mu wybaczą i zaakceptują, a moze nie...
      Warzywa a la Cezary są boskie. Mogłabym je jeśc codzień!
      Pozdrawiamy Cie gorąco, Eluś!:-)♥♥

      Usuń
  7. Paradoksalnie to dobrze, że kozy zapamiętały tamto zdarzenie i potrafią się bronić.
    Pieski (kozy zresztą też) są śliczne, a karmienie małej z butelki rozczula...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mysleHano, że lepiej że kozy są ostrożne. Jacuś ma w sobie niestety coś dzikiego. Nigdy nie wiadomo, kiedy jego instynkt łowcy czy też groźnego mlekopija mógłby się przebudzić na nowo.
      Słodko sie karmi takie kozie maleństwo.Jest takie ufne i bezbronne. Kiedy wchodzę do koziarni ona juz na mnie czeka a potem cmokta i cmokta aż do dna!:-)

      Usuń
  8. Tez slyszalam o kleszczach, na Mazowszu tez ich cala masa...ja juz mialam borelioze, wiec bardzo sie kleszczy boje...trzeba bedzie ukrocic moje lazenie po wertepach.
    A u Ciebie sielanka...sliczne kozki i jak milo sie patrzec na Ciebie karmiaca to malenstwo. Jacus przecudnej urody, nawarzyl piwa, a kozki jak widac doskonale sobie z nim daja rade.
    Twoj przepis na zdrowie w postaci diety i jazdy rowerem na pewno lepszy niz chodzenie po przychodniach i lykanie lekarstw...sciskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, przerażająca jest ta plaga kleszczy. Ledwo wylazłam z jednej boreliozy a tu już druga w ataku. Ale dam radę! Kleszcze nie sprawią przeciez, że przestanę chodzic na łąkę. Przeczytaj poniżej moją odpowiedź na komentarz Aleksandry - podaje tam przepis na nalewke antykleszczową na wrotyczu.
      Jacuś to słodziaczek, ale jednoczesnie nieprzewidywalny dzikusek. Mysle, iż to dobrze, że kozule są wobec niego tak ostrożne.A mała Kruszka dzieki wykarmieniu jej przez smoczek bedzie pewnie taka sama jak jej mama, Brykuska - łaknąca bliskosci człowieka.
      Mam nadzieje, że nasze zdrowie choć trochę podreperujemy naturalnymi metodami. Ale po lekarzach i tak musimy chodzic, niestety. W pewnym wieku cudem jest, jesli człowiek nie cierpi na jakąś chorobę.
      Ściskam Cię serdecznie, Grażynko!:-)

      Usuń
  9. Świetnie mają sobie kozule i psiny. Jak ja nie cierpię kleszczy a tak lubię łazić po lasach i bezdrożach. Ja zimą zmodyfikowałam podobną potrawę. Kupuję mieszankę warzyw na patelnię i żeby długo nie smażyć, gotuję najpierw na parze, a potem chwilka na rozgrzane masło klarowane i gotowe. Do tego albo mięso z indyka lub sama ugotowana kasza jaglana lub kuskus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W całej Polsce jest masa kleszczy. Nie wszędzie jednak są takie jadowite. Ja też miałam już boreliozę, Olu, wiec wiem co to znaczy. A ustrzec sie przed nimi chyba nie sposób. Zwłaszcza jak mieszka sie na wsi. Polecam Ci zrobienie nalewki wrotyczowej. Znaleźliśmy przepis na nia w necie.Ma duzo pozytywnych opinii. Trzeba wziąc ze dwie szklany ususzonego wrotyczu (świezy lepszy, ale na razie jeszcze nie rosnie) i zalać spirytusem albo wódką. Postawić naczynie z nalewka w ciemnym miejscu i poczekać aż naciągnie. Po kilku tygodniach jest gotowa.Wtedy wlewa sie płyn do butelki ze spryskiwaczem, sprejem i przed każdym wyjściem na dwór trzeba sie tym dokłądnie spryskać. PODOBNO KLESZCZE NIENAWIDZĄ TEGO ZAPACHU!
      A co do kaszy jaglanej to uwielbiam!:-)
      Ściskam serdecznie, Olu!:-)

      Usuń
  10. Te kozule, pamiętliwe są, że aż się wierzyć nie chce. Ale trudno, Jacuś musi odpokutować swój zły czyn. Nie ma tego złego jednakże, bo potem wynagradzacie mu w trójnasób tę przymusową izolację na łące.
    Jesteś rozczulająca, Olu jako kozia mamka :))
    Pięknie i zielono się u Was zrobiło :)
    Trzymajcie sie zdrowo wszyscy ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Lidusiu. Kozule maja zadziwiająco dobrą pamięć a pewne okolicznosci dodatkowo wyostrzaja ich zmysły. Taką okolicznoscią jest teraz zapewne dla Brykuski jej macierzyństwo. Strzeże swych maluchów i pewnie dlatego odzyły w niej przykre wspomnienia o wypadku z ubiegłego roku.
      Kozią mamką całkiem miło być. Kózka Kruszko tak słodko ssie i cmokta.W oczy zaglada z błogością i ufnością.
      Tak zielono u nas, ale od kilku dni chłodno, deszczowo i mglisto.Musze uważać, żeby sie kozule koniczyny mokrej nie najadły, bo mogłyby dostac od tego groźnych wzdęć.
      Serdecznosci zasyłamy!:-)♥

      Usuń
  11. przepis do wypróbowania- zapamiętam, a jesli nie to jeszcze tu zajrzę....

    spacer z kozim stadem niesamowity, mogę tylko podziękować, dobra z Ciebie kobieta, ze nas zabrałaś....

    pozdrawiam Was z uśmiechem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepis prosty i modyfikowalny na rózne sposoby, bo mozna te warzywa jesc same, mozna z miesem, rybą, czy kaszą. Grunt żeby danie było smaczne, zdrowe i niskokaloryczne.
      Spacery z kozim stadkiem to dla mnie codzienność. Chciałam sie nią z Wami podzielić.Pokazać, jak to jest...
      Pozdrawiamy Cię ciepło, Alis!:-)

      Usuń
  12. Gwarno u Was Olu i smakowicie. I zdrowo. Wrotycz uwielbiam bo jego żółte baldachy i dwa tygodnie zdobią wazony ale nie wiedziałam o jego zdrowotnych właściwościach. A potrawkę robię prawie taką samą, tylko zamiast kapusty pekińskiej, którą zjadam na surowo, dodaje różyczki kalafiora lub brokuła.
    Kleszcze powoli odbierają mi chęć wypraw do lasu, boje się tego diabelstwa, już mam tak wysokie miana, że powinnam brać lekarstwa. A ostatnio już na łąkach można je złapać. I coraz więcej tych zarażających.
    Mimo to kochamy wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo, czamuż to nie mogę u Ciebie komentować? Podczepiam się więc jako odpowiedź i wszystkiego naj Kozia Mamo! Wrotycz, o czym pisałam u siebie, ma jeszcze inne zastosowanie - daje powodzenie w majętności, sypie kasą po prostu. Nie wierzyłam, spróbowałam, sypnęło i od tego czasu co roku rwę bukiet i trzymam zasuszony. Milionów nie dał, ale nie narzekam.

      Usuń
    2. Krystynko! Wrotyczu w naszych stronach jest zatrzęsienie. Nasuszyłam wiec sobie go latem sporo i wykorzystujemy go z Cezarym do róznych celów - do herbatek, do maści i do nalewek. Do bukietów też!
      Co do potrawki, to rzeczywiście mozna do niej dodawać, co sie chce i lubi. Ma być lekka i smaczna.
      Z kleszczami nie ma żartów. Mam nadzieje, że jak nasza nalewka wrotyczowa będzie już gotowa to zadziała porządnie i odgoni od nas to paskudztwo.
      Ale tak, to jest - oto jedna z niedogodności mieszkania na wsi.Kleszcze i inne gryzące paskudy. Trzeba jakoś do tego przywyknąc albo nauczyć sie unikać.
      Tak, kochamy wiosnę. Niech trwa, dodaje energii i ubarwia nasze życie!
      Pozdrawiamy serdecznie, Krystynko!:-))

      Usuń
    3. Gaju! Nie mam bladego pojęcia dlaczego nie możesz u mnie normalnie komentować. Ten problem trwa juz od dawna i nie wiem, co na to poradzić.Trzeba na bieżąco odwirusowywać swój komputer - może to choć trochę pomoże?
      O! Nie wiedziałam, że wrotyczowe bukiety pomagają sie wzbogacić. W zeszłym roku miałam jeden, ale w tym zrobie wiecej, skoro to pomaga!Wszak wrotyczu u nas latem mrowie. Kozy też go uwielbiają i zawsze chrupią ze smakiem. Mądrze robią, bo on oczyszcza ich trzewia z pasozytów.
      Dziekuję za radę, Gaju i pozdrawiam Cię serdecznie!:-))

      Usuń
  13. Ojej! To wspaniale, że już jesteście przestawieni na wiosenny tryb:) Podziwiamy zapędy kulinarne Cezarego, niesamowite, że mu się chce:)) W ogóle jestem pełna podziwu, haha. A czy te małe kózki, to te, o których rozmawialiśmy aby??? Śliczne! I prezentujesz się bardzo godnie, jako kozia mama! Pozdrawiamy z odmętów obłędu (domy, domy, wyjazdy, powroty, wyjazdy eh..). O. i M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana O.! Staramy sie jakoś wygrzebać z dołka i dostosować do wiosennych wymagań i nastrojów. Pogoda teraz do kitu i nie bardzo da sie cos robić na dworze, ale jak sie wypogodzi trzeba będzie ruszyć do dzieła!
      Cezary lubi się kuchmarzyć i zachecam go by robił to jak najczęsciej, bo dobrze mu to wychodzi a ja mogę siedzieć jak królowa i czekać na gotowe smakołyki!:-)
      Rozmawialismy o kózkach i proszę - są małe basałyki!:-))
      Ojej! Żeby wreszcie te Wasze odmety obłedu sie uspokoiły i zanikły. Żebyście dopłyneli cało i zdrowo do wymarzonego portu i nareszcie robili to, o czym marzycie! Życzymy Wam tego z całego serca i pozdrawiamy serdecznie!:-))*

      Usuń
  14. Ja też kiedyś zostałam zarażona boreliozą i kleszczy się boję. A tak uwielbiam łażenie po krzakach... jednak teraz to tylko zimą tak można:( A potrawka Cezarego świetna, bo na dodatek można ją łatwo modyfikować dodając sezonowe warzywa, albo po prostu takie, jak się lubi. Córka robi też podobną potrawę wegetariańską, warzywa z kaszą, najczęściej jaglaną, gotowaną osobno i dodawaną na końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Ninko! Sto światów z tą boreliozą! U nas na wsi prawie wszyscy są zarażeni. Bo przecież z tym dziadostwem jest tak, że mozna to zaleczyć, ale nie zawsze wyleczyć.I pojawiają sie po miesiacach czy latach dziwne bóle w mieśniach albo problemy neurologiczne.
      Jednak mimo wszystko nadal będę chodzic po krzakach, polach i lasach, bo sprawia mi to dużo przyjemności.Nie mozna stale sie bać i stresować.
      Warzywa są zdrowe i pyszne i rzeczywiscie można je tak komponować, jak sie chce. Z kaszą jaglaną też robimy zestawy, bo to najzdrowsza z kasz.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Ninko!:-))

      Usuń
  15. WIOSNA KAZE !!-cudnie to nazwalas !!jACEK dostaje lanie od koz to mu sie nalezy ,szkoda ze kury mu lania nie sprawia hi,hi no i Cezary sie ujawnil ze swoja zupa bo cos zamilkl na blgu a pioro ma takie ze ho ,ho ciekawa jestem jak sobie mnie wyobrazasz ?aha no sciskam lapeczki p.Gosia (czy tak wyobrazalas sobie pobyt na wsi )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi! Gosiu! Wiosna każe, bo Wiosna to władczyni, to pani życia, odrodzenia. Ma takie moce, że jakze jej nie ulec?
      Dobre! Jacek dostający lanie od kur! Już sobie to wyobrażam. Coś jak z "Ptaków" Hitcchoca!:-))
      Cezary cieszy się, że pamiętasz o jego pisaniu i cenisz je.Siedzi tu obok mnie i usmiecha się, czytajac mi przez ramię Twój komentarz. Może te miłe słowa coś w nim coś poruszą i znowu zdecyduje sie cos skrobnąc na blogu?!:-)
      Póki co realizuje sie kulinarnie a wychodzi mu to moim zdaniem świetnie!
      Jak sobie Ciebie wyobrażam? Znałam kiedys pewną pania Gosię, wiec siłą rzeczy z nia własnie mi się kojarzysz!To była osoba inteligentna, pełna energii, uporu, ale i wrazliwosci - blondynka z miłym usmiechem!:-))
      Czy tak sobie wyobrażałam pobyt na wsi? Nie! Miałam bardzo mgliste i bardzo romantyczne wyobrażenia o tym. Momentami dobra rzeczywistosc przerasta wyobrażenia. Niekiedy idzie zupełnie innym, niebasniowym torem.Ot, życie!:-)
      Ściskam serdecznie Twoją łapke, Gosiu!:-))*

      Usuń
    2. olejek gożdzikowy odstrasza kleszcze. a jak już nic nie ma to olejek waniliowy do ciasta! rozcieńczyć jakimś olejem, smarować się ( genialnie działa na komary ) i zwierzęta między uszami.

      Usuń
    3. O! Nie wiedziałam o tych olejkach! Dzięki! O ile nie zapomnę, to kupię sobie gdy będziemy w miasteczku - niech cos działa póki cezarowa mikstura jeszcze nie gotowa!:-))

      Usuń
  16. U Was już wiosennie, u mnie pada i dżdży, choć dzis już bez deszczu, ale ponuro. Spadek mocy mam, ale to norma na wiosnę wczesną, poza tym nasłuchuję się od Rodziców o swoich (złych) wyborach i jakie to sobie i dzieciom życie zgotowałam...;) To też męczy; puszczać mimo uszu wszytskiego jeszcze nie umiem.
    Kozule fajne, malutka - jak wszystkie dzieci zwierzęce- rozczulająca! :)
    Psisko sobie nagrabiło; też bym juz nie ufała, tak jak mam z Garipem i dziećmi. Zawsze dmucham na zimne, bo moze się coś zdarzyć.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tupajko! U nas do wczoraj też wciaz padało i dżdżyło. teraz sie uspokoiło, ale niebo zaciągnięte. Co do spadku mocy, to rozumiem, bo i ja mam przypływy i odpływy (odpływy częsciej, co w moim wieku wygodnie zrzucać na wiek, albo na zdrowie, he, he!:-).
      Rodzice chcą dla Was jak najlepiej, ale w ich wyobrażeniach to "lepiej" powinno pewnie wygladać nieco inaczej, niz to, w czym zyjesz. Trudno zyć według czyichs wyobrażeń. Trzeba trzymać się swoich marzeń i celów, ale jesli ktos daje nam dobre rady, takie do wykorzystania ad hoc a nie do uprzykrzania życia, to czemu nie? Ech, przejdzie im w koncu, jak zrozumieją, że masz prawo szukac szczęścia po swojemu.
      Kozule moje wszystkie mają charaktery jak nieznosne, kłotliwe dzieciaki, które bywają jednak bardzo słodkie moemntami!:-)
      Tak, w przypadku psów trzeba być ostroznym, choćby nawet zachowywały sie jak baranki. Mają arsenał groźnych zębów i ukryte w sobie dzikie instynkty. Nigdy nic nie wiadomo.
      Pozdrawiam Cię ciepło i powrotu mocy zyczę!:-))*

      Usuń
  17. Fajny wpis Olu,jest co czytać i oglądać:) Jak widać i do do Was wiosna zawitała,jeszcze niech tylko przejdą deszcze, wyjdzie słoneczko wtedy ruszymy z grabkami i motyczkami na grządki.Tobie już przybyło pracy z karmieniem Kruszki,a ta buteleczka jakie wspomnienia przywołała hehe.Fajne zdjęcia z pleneru z pieskami i kózkami no i pilnuj swojego stołeczka,bo jeszcze jedna taka akcja i po nim:) Tak Jacuś już zna swoje miejsce,dobrze wie za co go kozule gonią i smutne dla obu stron,że to się wydarzyło..
    Bardzo przykra sprawa z kleszczami i w sumie nie ma tu mądrego,bo z jednej strony trudno żebyś nie wychodziła,a z drugiej choroba ta nie jest obojętna dla zdrowia...ech(
    Olu,dla Mistrza kulinarnego specjalne podziękowania za przepis już wypróbowany,będę robiła to smakowite danie,bo mnie również trzeba schudnąć,by odciążyć stawy wielkie dzięki:))
    Pozdrawiamy z mokrego Śląska:)♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, Elżbietko! Duzo było do opisania i pokazania, bo wciaz się cos dzieje w Jaworowie.Pogoda nadal nieciekawa, ale w tej chwili przynajmniej nie pada i nieco sie ociepliło. Grządki muszą jeszcze chwile poczekać, bo strasznie mokro.
      Kruszka je coraz więcej innych rzeczy poza mlekiem. Obserwuje pilnie to, co je jej mama i też wszystkiego chce popróbować.
      Jacusiowi w sumie zadna krzywda się nie dzieje. A mądre kozule wiedza, co robią.
      Z tymi kleszczami to idzie sie wściec. Trzeba by jakieś kombinezony chyba na siebie ubierać szczelne, żeby czuć sie jako tako bezpiecznie.
      Mistrz kulinarny bardzo sie cieszy, że jego potrawa przypadła Ci do gustu.
      Cezary dziękuje Ci serdecznie za dobre słowo! Wczoraj zjedliśmy to z wątróbką drobiową - też pyszne! A schudnąc strasznie ciezko - mimo diety i ruchu waga na razie ani drgnie!
      Pozdrawiamy Was gorąco z zachmurzonego Podkarpacia!:-)☻♥

      Usuń
  18. Pieknie u Was w Jaworowie, a na to zdjecie kurczaka a la Cezar az mi slinka pociekla :). Mówisz, ze kozule dobrze pamietaja Jacusiowy napad. Wyraznie nie tylko Wasze - mam dobrego znajomego, który ma stado owiec i kóz. Jego najmlodszy pies pasterski, jak byl szczeniakiem, lubil je wszystkie podgryzac (czasami az za bardzo) i do dzisiaj, juz ze 3 lata, kozule mu tego nie przebaczyly, bodac dotkliwie, jak za blisko podejdzie, a owce nadal daja sie zaganiac i prowadzic, jakby nigdy ich nie napastowal. Widac maja o wiele lepsza pamiec, czy sa "bardziej charakterne", jak to tutaj mówia.
    Pozdrowienia, Leciwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, Moniko! (dzieki wczorajszemu wpisowi u Gosianki przynajmniej wiem, jak masz na imię!No i dowiedziałam sie o Tobie czegoś, czego zapomnieć sie nie da.Ta wzruszajaca historia sprzed lat, takie dobro, jak Twoje,to wszystko nie do zapomnienia! Cieszę się, że znadujesz czas by odwiedzać naszego bloga!:-))
      Juz parę osób mi mówiło, że kozy są zdecydowanie inteligentniejsze niz owce, ale Twoja opowieśc szczególnie to potwierdza. Pamięć o róznych przykrych wydarzeniach i wyciąganie z tego wniosków pomagają w przyszłosci byc ostrożniejszym.A owce są chyba zbyt potulne, wszędzie idące za stadem).
      Ta potrawa Cezarego jest prosta i szybka. Dobra takze w wersji wegetariańskiej z kaszą albo ciemnym makaronem. Trzeba jakos polepszyć sobie zdrowie i ując wagi, bo coraz wiecej będzie teraz roboty przed nami!
      Oboje z Cezarym pozdrawiamy Cię serdecznie, Leciwa!:-))*

      Usuń
  19. Olu, i u nas kleszczy zatrzęsienie, psy znoszą z podwórza po kilka w sierści, pewnie taka nijaka zima wcale im nie zaszkodziła, nas też nie oszczędzają, dopracowałam się już kilku ugryzień; zaskoczyła nas ta wiosna, prawda? kilka dni ciepłych i świat zupełnie odmieniony:-) pozdrowienia serdeczne ślę za San.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odmieniony, to prawda! Zielonośc wręcz bucha zewsząd a trawniki już nadają się do koszenia.Na grządkach chwasty coraz wieksze. Z kleszczami utrapienie prawdziwe, ale i much gryzących już zatrzęsienie.Oraz biedronek całe armie.Wszystko pcha sie do zycia, czy sie nam to podoba, czy nie.
      Dziękuję za pozdrowienia i również pozdrawiam Cię ciepło, Marysiu!:-)

      Usuń
  20. A u Was tak sielsko i anielsko żal,że też mnie tam nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na łące rzeczywiscie bywa sielko i anielsko (poza spotkaniami z kleszczami, rzecz jasna!)Jeszcze wczoraj było cieplutko i bezwietrznie. Dzisiaj deszcz i zimnica. Ale wiadomo - kwiecień plecień.
      Uściski, Krysiu!:-))*

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia