sobota, 14 czerwca 2014

Czerwcowe wieści spod trześni…



 



   Gwałtowna burza z ulewą zakończyła na razie królowanie upałów na Pogórzu Dynowskim, za co owej burzy bardzo jestem wdzięczna. Ledwo już dychałam w tej spiekocie. Natomiast komary, muchy, gzy i inne latające wampirki miały się całkiem nieźle. Dziwna jest wiosna tego roku. Tropikalna nieomalże. W lesie mnóstwo jest niewysychających nigdy kałuż, w których chmarami mnożą się te wszystkie, dręczące nas insekty. Jednakże ta wilgoć bardzo pozytywnie wpływa na nadzwyczaj bujne rozrastanie się paproci i wszelkich innych, uwielbianych przez nasze kozy roślin.Wszystko więc ma jakiś sens i porządek w przyrodzie...



   Co u nas słychać? W czasie gorących dni nie byliśmy w stanie wiele wytrzymać na polu toteż chwasty rozrosły się niemiłosiernie i trzeba będzie wielu dni w pozycji na klęczkach albo w pochyleniu z motyczką by zrobić z tym jako taki porządek. Nie wszystko z posianych warzyw nam wykiełkowało a wiele z tego, co rośnie, jakieś jest w tym roku słabowite i mikre. Od wielodniowych upałów występujących naprzemiennie z sążnistymi ulewami ziemia zrobiła się dziwnie twarda, ubita i spękana niczym afrykańskie błoto. Nie pomaga podlewanie i spulchnianie motyką. Mam nadzieję, że czas, sprzyjająca pogoda oraz cierpliwe plewienie poprawą nieco kondycję naszego warzywnika. A jak nie, to będziemy się cieszyć tym, co rośnie i dojrzewa. Dobrze, że chociaż na małych, ogrodowych grządkach sałata, szczypiorek i czosnek rosną jak marzenie!


   W trosce o bezpieczeństwo warzywnika (watahy dzików grasujące w okolicy!) postawiliśmy płotek na jego tyłach, tam gdzie graniczy on z łąką oraz lasem. Leszczynowy ów płotek zrobiony jest w małym, rodzinnym zakładzie produkcyjnym w Rudniku.  Wykonują tam takie rzeczy głownie na eksport, bo za granicą modne jest teraz to, co ekologiczne i rustykalne. U nas tymczasem wciąż królują płoty z siatki metalowej albo z gotowych paneli. Pewnie przy dużej dozie pracowitości i wytrwałości można by zrobić sobie takie leszczynowe ogrodzenie samemu, jednak nam udało się je dostać w prezencie od siostry Cezarego (raz jeszcze dziękujemy Ci bardzo kochana N!***). Teraz każdy, kto idzie do lasu przechodzi obok i podziwia leszczynowe cudeńko, bo w okolicach nikt inny takiego nie ma. Może kiedyś uda nam się dokupić więcej takiego płotka i wówczas ogrodzimy cały nasz warzywnik! Przydałoby się, bo zające kicają coraz bliżej naszej kapusty!



   Co z moją dietą i samopoczuciem? Wszystko w porządku. Codziennie gotuję pięciolitrowy garnek zupy jarzynowej z kaszą jaglaną. Są to różne wariacje na temat tej zupy a różnią się one dodatkami, smakiem i kolorem.. A to z kapustą, a to z kalafiorem. A to z grzybami a to z przecierem pomidorowym. A to z koperkiem a to ze szczypiorkiem. A wszystkie z lubczykiem! Jemy te zupki oboje z mężem i bardzo nam one smakują. Poza tym wcinam jabłka, truskawki, biały ser i jogurt, sałatę, marchewki i buraczki. To dieta bezmięsna, bezcukrowa oraz bezglutenowa i trawienie mam przy niej rewelacyjne. Na pewno pomaga też to, że warzywa i owoce zawierają sporo wody i błonnika. Poza tym w ogóle piję sporo wody natomiast Czarek opija się wprost słodko-kwaśnym napojem na bazie syropu z kwiatów bzu. W upały te soki oraz napary z ziół bardzo się nam przydają. 



Chudnę teraz bardzo powolutku, jednak nie zniechęcona tym cierpliwie trwam w swych postanowieniach. Muszę jednak wyznać, iż o wiele łatwiej było mi głodować, niż tak, jak teraz samoograniczać się w jedzeniu. W czasie głodówki, po pierwszych czterech dniach nie miałam już w ogóle apetytu a żołądek znajdował się aż do siódmego dnia w stanie miłej hibernacji. Teraz, odkąd powrócił do normalnej kondycji wciąż mam jakieś chętki, które usiłuję w sobie zduszać pogryzaniem marchewek, kiszonych ogórków, rzodkiewek czy truskawek. Jednak po prostu tęsknię bardzo za chlebem i jak widzę objadającego się nim z ogromnym smakiem Cezarego, to mnie aż zazdrość bierze. Tym bardziej, że i on chudnie pięknie a wkrótce osiągnie wymarzoną wagę! Widok coraz mniejszej liczby na wyświetlaczu naszej łazienkowej wagi tak go uskrzydla, że robota wręcz pali mu się w rękach i co chwilę ma jakieś nowe pomysły na konstrukcje, przeróbki czy wykopy melioracyjne w ogrodzie i na polu.


   Popatrzcie, jaką ładną ławkę ogrodową wykonał mój mąż ostatnimi czasy! Siedzi się na niej bardzo wygodnie a odwiedzający nas goście nadziwić się nie mogą, że to nie siedzisko z Ikei, ale ława wykonana ze starych, podłogowych desek przez mojego uzdolnionego majster klepkę przy pomocy piły ręcznej, heblarki, szlifierki oraz kilku śrub. Kolor ma kasztanowy. I wspaniale lśni w słońcu!



   Wszystkie posiłki jadamy w ogrodzie pod dziką czereśnią, zwaną po tutejszemu trześnią. A odpoczywamy zazwyczaj na leżakach albo na starej kanapie wyniesionej niedawno ze świeżo uprzątniętej drewutni. Tam mamy przez większość dnia cień a poza tym widok na wszystko i możliwość baczenia na nasze zielononóżki kuropatwiane. To dla nas szczególnie ważne, ponieważ obecnie przynajmniej dwa lisy czają się wokół naszego gospodarstwa. Dostrzegamy je bardzo często. Jeden jest jasnorudy. Drugi ma kolor soczyście kasztanowy. Zuzia co i rusz podnosi alarm widząc gdzieś wśród wysokich traw ich specyficzną, płomienną kitę czy podejrzany ruch w łanie gęstych pokrzyw. Lisy wcale się nas nie boją. Czasem przechadzają się bezczelnie po drodze obok i oblizując się łakomie spoglądają nam wyzywająco w oczy, naigrywając się z nas oraz z nie potrafiącej ich dopędzić Zuzi. Nie możemy nigdzie ruszyć się stąd we dwoje bez zaganiania wszystkich kur do kurników, co nie jest sprawą łatwą, gdyż kury najchętniej łaziłyby po ogrodzie od świtu aż do zmierzchu. Strzeżemy naszych pierzastych jak tylko się da, a one biedactwa, tak mocno są zestresowane częstymi alarmami oraz ostatnimi upałami, że z tego wszystkiego zbijają się w struchlałe stadka, znoszą zdecydowanie mniej jajek i z byle powodu podnoszą straszny rwetes, stawiając na baczność nas oraz Zuzię.


   A propos Zuzi, to już ostatecznie muszę stwierdzić, iż z jej kwietniowego romansu nie będzie jednak żadnych szczeniaków. Pewnie jednak jej kawaler Puszek był trochę zbyt niski dla niej a może te słodkie niewiniątka niczego na osobności nie zmajstrowały? Chociaż po wyrazie ich pysków i niezwykłej tkliwości, jaka ich połączyła w tę romantyczną, gwiaździstą noc można by sądzić, że tamto miłosne tete a tete było więcej niż udane. No cóż! Może kiedyś znajdziemy dla Zuzi odpowiedniejszego kawalera i nasza psina zostanie wreszcie mamą. Co się odwlecze, to nie uciecze! A w tym roku, to nawet dobrze, że się nam rodzina nie powiększy, bo tyle jest tutaj roboty i bieganiny codziennej, że nie wiem, jak dałabym radę jeszcze z baczeniem na stado przeuroczych piranii, czyli rozkosznego, Zuzinego potomstwa.


Zuzia jest coraz lepszym, gospodarskim psem. Uwielbia nam pomagać. Pilnować kur i kóz. Zaganiać pierzaste do kurników a także tropić lisy i zające. Rozumie prawie wszystko, co się do niej mówi i przeważnie jest niezwykle usłuchana. A przy tym pieszczocha z niech niesamowita. Odrywa nas często od pracy tylko po to, by ją wygłaskać, wymiętosić, wyczesać czy choćby pogmerać za uchem. A spojrzenie ma przy tym tak rozkoszne, tak rozczulające, a pozy przybiera tak urocze, że nie mamy nic przeciw temu, by te słodkie chwile trwały i trwały. Gorąco jej tylko biedaczce w upale. Nie dziwota! Wszak sierść ma gęstą jak baranek. Dlatego przy kazdej okazji psina kładzie sie w kałużach i chłodzi ile sie tylko da rozgrzany brzuszek.


   Co u naszych kóz? Były biedne ostatnimi czasy, bo z powodu upału oraz gryzących insektów prawie całe dnie spędzały w koziarni a tam z nudów zajadały się świeżutkim, pachnącym siankiem albo godzinami spały. Czarek zrobił dla koziołka Łobuza Kurdybanka nowe, bardzo przestronne pomieszczenie sąsiadujące z mieszkankiem kóz. Teraz we trójkę mogą sobie gwarzyć, pobekując i wąchając się poprzez drewniane bramki. Często o poranku zabieramy kozy na długi spacer po lesie. Jest jeszcze wtedy rzeźkie powietrze a komary i gzy nie tak dokuczliwe, jak w godzinach późniejszych. Koziołek podobnie jak kozule biegnie za nami bez żadnej smyczy. Pilnuje by się nie zgubić i nie zostać bodniętym znienacka przez wciąż wojowniczo nastawione w stosunku do niego kozy.



 Zwłaszcza czarna Brykuska rada by spuścić niezłe łubudu koziołkowi. A wykoncypowałam, iż zrobi tak z powodu swych kompleksów. Otóż zauważyłam, iż starsza od niej i nieco roślejsza Popiołka zdecydowanie rządzi w ich koziarni. Pozwala Brykusce jeść dopiero wówczas, gdy sama się naje. O byle co ją strofuje i wciska w kąt. Potulna Brykuska przełyka w sobie jakoś to upokorzenie, ale potem szuka kogoś, na kim mogłaby wyładować swoje frustracje. Tym kimś jest rzecz jasna Łobuz Kurdybanek. Ale, na szczęście, koziołek coraz mniej się już jej boi. Jest coraz większy i mądrzejszy. Odważnie staje do walki z diabelską kozulą. Często sam inicjuje potyczki. A gdy już się zmęczy albo przestaje mieć ochotę na kolejny wstrząs mózgu chowa się za nami (obserwując walące w siebie z całej siły albo w pnie drzew czy też w drewniane bramki koziarni kozy stwierdziliśmy z Czarkiem, że ich specyficzną przyjemnością są czaszkowe turbulencje i grzmoty!).




   W lesie pojawiło się trochę prawdziwków, maślaków, czerwonych kozaków i kurek. Czekamy na prawdziwy wysyp. Mnóstwo jest na łąkach różnych kwiatów i ziół, które suszę w dużych ilościach na strychu a potem używam do sporządzania herbatek. 



   Jedne kwiaty przekwitają, np. moje ulubione łubiny i dzikie róże, a inne dopiero zakwitają, jak np. maki, chabry, jaskry, fioletowe dzwonki i rumianki. Na śliwach, gruszach i jabłoniach spokojnie dojrzewają owoce. Poziomki w ogrodzie czerwienią się i zapraszają do skosztowania. Czas płynie spokojną strugą i zbliża nas powoli do lata…


71 komentarzy:

  1. przeniosłam się w inny świat.... :)
    ta ławka pod dziką czereśnią bardzo przypomina mi dziadkowe miejsce w którym jedliśmy posiłki latem podczas wakacji ...
    masz piękne miejsce na ziemi Olgo ... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mieć takie cuowne miejsce we wspomnieniach i snach. Ono zawsze pozostanie niezmienne i będzie ostoją w czasach, gdy dusza potrzebuje odrobiny wytchnienia i ucieczki od osaczajacych zewsząd problemów. Też mam takie miejsca, Emko. A tum chociaż tak spokojnie i niby idyllicznie tez miewamy zmartwienia, troski i smutki. Bo to pawdziwe życie, a nie bajka. Ale siedzenie pod dziką czereśnią koi i uspokaja...Dobrze tak posiedzieć i odpocząc.
      Pozdrawiam Cie ciepło, Emko!***

      Usuń
  2. Nie tylko piekne miejsce, ale tak wspaniale opisane, ze az chce sie tam byc.
    Z kazdego slowa przebija ogrom milosci, do gor, chmur, zwierzat i pojedynczej poziomki, zdzbla trawy i najmniejszego kwiatka.
    Idylla malenka taka...
    Wielkie buziaki gospodarzom na wlosciach :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tylko z miłości i czułęj opieki nad każdą roślinką i zwierzątkiem, tylko z zyczliwosci do ludzi rodzi sie wzajemne dobro, poczucie spokoju, zadowolenia i usmiech. Jak najmniej nerwów, jak najmniej wnikania w dalekie i obce sprawy tego świata. Zyć tu i teraz. Pracować, budować swoją dobrą codzienność i cieszyc sie każdą chwila. To nasza recepta na dobre a przy tym bardzo skromne życie.
      Ściskamy Cię serdecznie Anusiu, dobrej niedzieli i spokoju w sercu zycząć!:-))***

      Usuń
  3. to odetchnęłam, bardzo się cieszę, że lepiej się czujesz i te bóle żołądka Cię już nie nękają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mnie już nie boli. Wszystko wróciło do normy i mam nadzieje, iż tak juz zostanie.
      Dziękuję Ci Klarko serdecznie za życzliwość i zainteresowanie!:-))

      Usuń
  4. Tyle wątków, że nie wiadomo, co skomentować, bo to ważne, to urocze, a to śliczne - więc po kolei;

    1. Żadna, powtarzam żadna dieta nie jest dobra dla organizmu, która w całości ogranicza choćby jeden ze składników pożywienia. Powinno się jeść wszystko, chyba, że rzeczywiście coś szkodzi lub uczula. Przez kilka lat swoją teorię badałam na moim partnerze, który "przerobił" kilka diet na sobie, a po jednej poważnie się pochorował. Organizmowi potrzeba i węglowodanów i białka, a nawet cukru.
    2. Zające przeurocze :)
    3. Kozy też! :)
    4. Takie warzywka z własnej grządki to mają smak - zazdroszczę. Bo ja - miejskie zwierzątko to tylko ze sklepów jedzonko wcinam, a tam wiadomo, tylko z hodowli szklarniowych i higroskopijnych. Ale coś za coś. W ziemi grzebać nie lubię, to jem, to co jem. Mój wybór.
    5. Jednak kurki na wolnym wybiegu też przeżywają stresy, tylko innego rodzaju. A na opakowaniach jajek od takich kurek zwykle jest napisane, że są od szczęśliwych kur ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysle powaznie nad tym, co napisałaś a propos diety. Tęsknię za chlebem, ale wiem, ze to chleb klajstrował moje jelita najbardziej. Moze jednak jedna kromeczka dziennie nie będzie wielkim przestepstwem...?A za miesem nie tęsknie wcale. Białko mam przecież z sera, jogurtów, no i z jajek, o których zapomniałam napisać.
      Zajadamy sie teraz sałatą i szczypiorkiem, bo jest tego naprawde masa! Tak, wiosenno-letnie miesiace to prawdziwa bujnosc zieleni i kwiatów na łakach i w ogrodzie.
      Kurki przęzywaja stresy, jak każde czujace swtorzenie. Tylko w tym roku jakos intensywniej, bo dotąd trapiły nas tylko jastrzębie i myszołowy. A teraz dołaczyły do zgrai paskudnych opryszków także lisy. Lepiej byłoby pewnie hodowac tylko kozy. ich nic nie zaatakuje i nie porwie. Ale z kolei włąsne jajka od zielononózek to zdrowa zywnośc i nasz jako taki dochód. Ech, zawsze są jakieś dylematy!
      Serdecznosci zasyłam Ci Rózo i wszystkiego dobrego w Twym irlandzkim zyciu zyczę!:-)))

      Usuń
    2. Dziękuję za dobre słowo :) W moim irlandzkim życiu na razie same sukcesy, chociaż nie tu ich szukałam, ale tu znalazłam. co za ironia losu!
      Co do diety - jeżeli tęsknisz za chlebem, to znaczy, że organizm go potrzebuje. Nie masz tego uczucia, jeżeli myślisz o mięsie, prawda? Nasz organizm wysyła sygnały, czego chce, trzeba tylko w niego się wsłuchać. Np. ja mogę żyć bez pieczywa czy mięsa, wystarczy mi jeżeli zjem to raz-dwa razy w tygodniu. za to cukru pod wszelaką postacią muszę zjeść dziennie bardzo dużo, bo jak nie, to mam problemy z koncentracją, ciśnieniem i ogólnie nie chce mi się żyć. I nie odmawiam go sobie pomimo, że wszyscy dookoła krzyczą, że to takie złe i szkodliwe. Dodam tylko, ze ja w ogóle od tego cukru nie tyję, a podstawa mojego pożywienia to czekolada, ciasteczka, ciasto, lody, bita śmietana, desery, no i owoce w ilościach przemysłowych :)

      Usuń
    3. Ja też kiedyś ani myslałam, że spedzę pare niezwykłych lat w Australii, a jednak nieprzewidywalny los pognał mnie na sam koniec swiata! teraz znowu jestem na końcu świata i też mi tu dobrze. Co jeszcze czeka nas i Ciebie Rózo w przyszłosci? Jakie karty przeznaczenie dla nas szykuje? oby same dobre!:-))
      Dzisiaj po przemysleniu Twoich rad, pozwoliłam sobie na dwie kromeczki chleba razmowego posmarowanych cieniutko masełkiem, obłozonych gruba warstwą sałąty, czosnku, szczypiorku i pomidorów. Cóż za niebo w gębie!:-))
      Teraz mam chętkę na ciasto z galaretką i truskawkami, ale na razie się spróbuje opanować, bo jak sie tak rozpedze i dogodze sobie, to szybko wrócę do starej wagi!
      Rózo, czy robiłaś sobie badania na poziom cukru we krwi? Czy wszystko w porzadku? Chodzi mi o te przykre u Ciebie objawy wynikajace z niedoboru cukru. Jesli wszystko w porzadku u Ciebie ze zdrowiem, to tylko pozazdroscic, że możesz sie tak do woli objadac słodkosciami. Tez bym tak chciała, bo uwielbiam i potrafie upiec wiele smakołyków. Ale jest jakaś korzyść z tego wszystkiego - teraz przynajmniej mój piekarnik odpoczywa, no i duzo mniej gazu zuzywam odkąd ciast i chleba nie piekę, a wiec czysta oszczędnosć!:-))

      Usuń
    4. Oczywiście, że robiłam przeróżne badania sprawdzające poziom cukru we krwi i powtarzam je regularnie. I nie tylko te. ale wiele innych. Wszystko w porządku, jestem zdrowa jak mało kto w tym wieku, nic mi nie dolega. Tak mam i przestałam z tym walczyć. Objadam się słodkościami aż furczy wzbudzając tym zazdrość tych, co tak nie mogą :))
      Zamiast ciasta spróbuj zjeść kawałek jakiejś dobrej czekolady, może ochota na słodkości przejdzie. No bo jak upieczesz ciasto, to je przecież zjesz, a to nie byłoby zbyt korzystne, jeżeli starasz się jednak pewne rzeczy, które Ci nie służą ograniczyć :))

      Usuń
    5. Cieszę sie Rózo, żeś zdrowa i szczęsliwa, bo szczęściem jest moznośc objadania ise tym, co sie uwielbia i nieponoszenia zadnych konsekwencji zdrowotnych czy gabarytowych jego. Jesteś wybranką losu i pewnie nie tylko w dziedzinie żarełka!
      A mnie w tzw. miedzyczasie minęła ochota na słodkie wypieki a jak mi sie czegos słodkiego chce, to owoce wcinam bez wyrzutów sumienia, że robie cos wbrew sobie. Wczoraj wieczorem nawiedziła nas sąsiadka z bardzo apetycznie wyglądającym ciastem z kremem, czekoladą i innymi cudami. Nawet mnie nie kusiło by skosztować. Chrupałam tylko jabłko aż miło! A w tym czasie mój Cezary opychał sie tym ciastem i jak niedźwiedź mruczał z zadowolenia! A kto z nas dwojga szybciej chudnie mimo wszystko? - On, rzecz jasna:-))

      Usuń
  5. Taaa... chwasty tego roku mają się dobrze, wręcz świetnie. Też nie ogarniam ogrodu, bo jak nie upał, to leje, a to sucho, a to mokro. Płotek rewelacyjny. Uwielbiam tego rodzaju ogrodzenia. Ja sobie kupiłam płotek z maty słomianej i wygrodziłam miejsce na kompost oraz narzędzia ogrodnicze. Wygląda to naturalnie, schludnie i oryginalnie.
    Ławka Cezarego rewelacyjna. Naprawdę mistrz stolarstwa. Jestem pełna podziwu dla jego umiejętności:)
    Zuzi pyszczek przekochany, a całość błotnie radosna. Może lepiej, że nic z tych amorów nie wynikło. Potem kłopot ze szczeniakami. Nawet, gdyby były tak śliczne jak matka. Kozy i zające zawsze chętnie oglądam na Twych zdjęciach. W realu bardzo rzadko.
    Dobrze, ze odpuściłaś głodówkę. Jesteś dzielna, bo ja nawet na takiej diecie miałabym problem przeżyć. Muszę mieć mięso i już. No i cukier też, bo jego spadek grozi mi zapaścią.
    Pozdrawiam z deszczowo-upalnego cieszyńskiego (dzisiaj mamy skoki temperatury z częstotliwością półgodzinną od 22 stopni do 16 i na powrót do 22, w zależności od tego czy pada, czy słonce grzeje)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam w sklepie takie płotki z maty słomianej i tez mi się bardzo podobały. Cezary cieszy sie, że jego łąwka sie podoba. W zabierał sie do niej dwa lata! Materiał na nia wciaz był przekładany z miejsca na miejsce. Az przy ostatnim sprzataniu drewutni mój mąz się zawziął i wreszcie poświecając na to calutki dzionek, wykonałswe wiekopomne dzieło!
      Zuzia jest przekochana. I o naszą uwagę i czułosc bardzo zazdrosna. Nie mozemy głaskać przy niej zadnych psów naszych sąsiadów czy znajomych. Ciekawe, jaka byłąby matką? Kiedys sie pewnie o tym przekonamy. jednak dobrze, ze nie teraz (chociaz chętnych na jej szczeniaki mieliśmy mnóstwo, wiec nie byłoby z nimi problemów).
      Odpusciłam głodówkę i jem zdrowe, niskokaloryczne rzeczy. Jedyną moja namietną przyjemnoscią, z której nie zrezygnowałam jest chrupanie słonecznika. Wiem - jest kaloryczny, ale przeciez trochę tłuszczu też mi trzeba!
      U nas pogoda byął wczoraj taka sama jak u Ciebie Jaskółko. Zwariowana. W kratkę.
      Całusy serdeczne zasyłam!:-)))

      Usuń
  6. Kochane sa zwierzęta uwielbiam je.U nas ochłodziło się trochę.Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja kocham zwierzeta - dlatego tez tyle ich mam! Miejsca tu dla nich wszystkich dosć.
      U nas zrobiło sie wręcz zimno!
      i ja pozdrawiam Cie serdecznie Agatko i wszystkiego dobrego życzę!:-))

      Usuń
  7. Ach, posiedziałoby się na ławeczce pod trześnią... Jak to dobrze, że czujesz się już lepiej. Słuchaj Róży, organizm nasz wszystkiego potrzebuje po trochu. Warto chudnąć stopniowo, a za to trwale. Stabilny tryb życia będzie teraz działał na Twoją korzyść. A faceci, wiadomo, oni pod tym względem mają dużo lepiej. Taki los:))). Trzymaj się***.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam uwaznie rady Róży i naprawde zastanawiam sie powaznie nad tym, czy brakuje mi czegos w diecie. MIęsa pewnie najmniej (wszak wegetarianie zyją zupełnie dobrze i zdrowo bez miesa, nieprawdaż?)
      Faceci mają lepiej, jesli chodzi o odchudzanie. Ale mój Czarek dodatkowo kurzy papierosa za papierosem. To jakos ogranicza jego apetyt. Ja nie paliłam nigdy...Tylko słonecznik namietnie łuskam, co jest niestety, tuczące.
      Ściskam Cie serdecznie Errato i dużo ciepłych mysli zasyłam z zimnego dzisiaj Podkarpacia!:-))***

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Pieknie, bo wiosna piekna, bujnośc wszelaką przyrodzie przynosząca. A ciekawie? Ot, zycie z dala od hałąsu, płynące zgodnie z rytmem pór roku i pogody.
      Pozdrawiam ciepło Agato!:-)

      Usuń
  9. Płotek śliczny, oby go dziki uszanowały!
    Bardzo się cieszę, że bóle brzucha odeszły w niepamięć.
    U kóz "fala" działa, że hej. Czasem, to bym chętnie przylała jednej, czy drugiej męczycielce, ale staram się nie ingerować zbytnio w życie stada. I tak wstrząsają sobie tymi mózgami do upojenia :)
    Cudne kwietne łąki u Was ... mmmm....
    Ławeczka świetna! Bardzo mi brakuje ławek z oparciami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płotek jest zrobiony z łupanki leszczynowej i powiązany na trzech poziomach drutem przez maszynę co się nazywa MACIARKA.. Sarenki boją się drutu. Natomiast usłyszałam ciekawą wiadomość, że facet prosi fryzjerkę aby mu składała włosy, które rozsypuje koło warzywnika, zwierzęta czują zapach człowieka i odchodzą. Jak spadnie deszcz to znowu rozsypuje te włosy. I to działa, A płotek ma gwarancję na 7 lat. Belgowie, Holendrzy, Niemcy, Irlandczycy kupują tego w Rudniku na Sanem ogromne ilości. TIR-y tego produktu idzie na eksport. A poza tym wyroby wiklinowe. Pozdrawiam - siostra Cezarego

      Usuń
    2. Na płotku zawiesi sie napis; "Dzikom wstęp wzbroniony". Mam nadzieję, ze czytate i kumate!:-))
      Kozia fala jest czymś denerwującym, ale nie mamy na to zadnego wpływu, poza spacerami, gdy powstrzymuje sie ich zbójeckie zapędy smaganiem kóz witką po zadkach!
      Łaki sa tak piekne, ze nie mam potrzeby mieć żadnych kwiatów doniczkowych w domu. Zresztą, gdy miałąm to schły. Nie mam jakos do nich reki.
      O ławeczke z oparciem specjalnie prosiłam Cezarego, bo jak siedze bez oparcia, to mój kręgosłup cierpi i nie odpoczywam nalezycie. Wreszcie po dwóch latach przymierzania sie do wykonania tejże łąweczki, mój Czarek dokonał dzieła!
      Całusy Madziu!:-))***

      Usuń
    3. Dzięky Ci siostrzyczko kochana za ciekawe,szczegółowe informacje o płotkach i ich sposobie produkcji.
      Z tymi włosami to musimy wypróbować, gdy znowu nadejdą u nas jakieś postrzyzyny. Jeszcze mozna sukcesywnie obsikiwac płotek - ponoc zapach ludzkiego moczu odstrasza dziki!:-))

      Usuń
  10. A wy nie włazicie z Zuzią do błota. Taka warsetweka chroni potem przed komarami cały dzień : )
    Pogratuluj Cezaremu ławeczki i koziołkowego boksu. Zupy faktycznie zróżnicowane, kolorki apetyczne. Jedz wszystko kochana, nawet ten cukier. Kawałek ciasta na deser nie zaszkodzi, chyba bardziej chodzi o to, żeby był jeden a nie trzy, jak to mnie się zdarza.
    Łąki .... tego mi brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzia sama włazi do błota. Ale potem wysycha to w try miga i psina znowu białą i czysta jak z psiej wystawy!
      Cezary dumny jak paw teraz, ze jego ławeczka i bok dla koziołka sie spodobały! Warto sie było wysilic i wreszcie zrobic to, co czekało na robote od kilku lat!
      Ciasto mi sie marzy z truskawkami, albo z wiśniami...Mniam!
      A tutejsze łąki? Sa i będą tak piekne Łucjo aż do października a moze i dłużej! i Ty sie nimi zdązysz nacieszyć kochana:-)))*

      Usuń
  11. W mojej okolicy na dzika czeresnie mowilo sie deren.
    Pozdrawiam
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dereń to coś innego. Po ukraińsku KYZYŁ. Ma czerwone owoce ale takie bardziej śliwkowate w kształcie. A to jest czereśnia tylko dzika i to jest drzewo. Dereń to krzew na żółto kwitnący (listki) i inny smak. Super nalewka jest z owoców derenia. Pozdrawiam. Siostra Cezarego.

      Usuń
    2. Jak dobrze, Gosiu, ze siostra Cezarego wie takie ciekawe rzeczy. Sama nie mam derenia, wiec pewnie nalewki też nie mam szans spróbować, a szkoda!

      Usuń
  12. Trześnie ... u mnie małe pudełeczko (poniżej litra) takich trześni to 4,90 euro, tyle samo co truskawki.
    Hierarchia kozia na wzór ludzki :). Kozy, kozuchy i koźlaki ... a rwetes wstrząsa mózgi ...
    Ławka cudo a i płotek ładny, tylko czy zatrzyma i przetrzyma dziki?
    Miło czytać, że zdrowie dopisuje. Wam wszystkim.
    Pozdrowienia pod trześnię (cześnię) :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jaka drożyzna u Ciebie! u nas truskawki kosztują teraz około cztery złote i wciaz tanieja, bo jest w ich tym roku masa. Wisnie są na razie po dziewięc złotych. Jeszcze nie próbowałam, bo za drogie.
      Kozy to bardzo ciekawe do obserwacji zwierzęta. Bywaja łagodne jak baranki albo złosliwe i krnąbrne jak...byki!
      Płotek dosc mocno sie trzyma, wiec mamy nadzieje, że przetrzyma wszystko!
      Ławeczka czeka teraz na stół z resztek drewna...
      Pozdrawiamy Cie Echo ciepło spod naszej mokrej od deszczu cześni (trześni) i wszystkiego dobrego zyczymy!:-))

      Usuń
  13. W przyszłym roku mam zrobić niewielki ogródek. Marzy mi się parę grządków fasolki, sałaty, rzodkiewki i pomidorów. Plan jest taki, że z desek ze starej podłogi zbiję skrzynie. Czy mi się to uda, zobaczymy.
    Wszystko tam piękne u Was i płot i kozy ale mnie przykuł stół. Ma bardzo piękne nogi.

    Ps. od dwóch dni też jestem na diecie. Nie jest ona tak redykalna jak Twoja, ja poprostu staram się jeść pięć posiłów dziennie i mniej niż do tej pory .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mieć swój ogródek - zwłaszcza niewielki, bo w duzym mozna zarobic sie do padnięcia a i tak nie da sie rady ze wszystkim. mamy własnie tego roku ten problem.
      Ciekawe, co piszesz o nogach naszego stołu. Czasem ktos musi spojrzec świezym okiem i zwrócic na cos uwagę. Dopiero wtedy sie cos tak naprawdę dostrzega! ten stół, jak i pare innych stołów, odziedziczyliśmy po byłym właścicielu tego domu. Solidna, stolarska, tutejsza robota.
      Powodzenia Graszko w Twojej diecie. Naprawdę dla nasezgo organizmu jest o wiele lepiej, gdy jemy mniej i mniej wazymy!
      Pozdrawiam Cie ciepło!:-))*

      Usuń
  14. Latowo, sielsko, czarodziejsko, romantycznie. Niby. A tu chwaściory rosną, komary i inne latające tną, dziki tratują. Ech, wsi spokojna i wesoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są blaski i cienie. Jak wszędzie! Ale lepiej dla spokoju duszy i własnego zadowolenia widzieć wiecej blasków i umieć sie cieszyc każdą chwila. Prawda, Gaju?

      Usuń
  15. Cieszę się Olu, że płotek stoi. Przyjadę niebawem podjeść trześni u Was (na śniadanie, obiad i na kolację). Też się odchudzam, bo za dużo kg dźwigam. Przydałoby mi się zejść z hm..... z 15 kg w dół. Może pomogę coś plewić i mam dla Was 20 l efektywnych mikroorganizmów i powiem co zrobić aby w przyszłym roku ziemia była próchnicza dzięki efektywnym mikroorganizmom. Trzeba pokonać uparte pole. Dla siebie też mam 20 l i zadziałam w swoim warzywniku. Wasz mnie zainspirował do działania i teraz cała jestem skupiona na tym aby go ucywilizować, zrobić aby wyglądał, doprowadzić wodę, bo mi nie ma kto wody donosić. Chociaż mam sąsiada co mi podlewa pomidory a dzisiaj wstawił im kołki. Acha, mam 4 koty. Bazyl gdzieś przepadł i od 4 dni go nie ma. Całuski. N...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana siostrzyczko! Płotek stoi i pięknie ozdabia nasz warzywnik oraz drogę do lasu! Przyjeżdżaj kiedy tylko chcesz na nasze warzywa, owoce i zdrowe zupki! Poodchudzamy się wespół w zespół!
      Nie przepracowuj sie u siebie - pamiętaj o kręgosłupie!A do nas przyjeżdżaj odpocząc a nie harować!
      Bazyl może jeszcze wróci. Wiesz, ze u kotów takie zniknięcia są normalne.
      N kochana! Całujemy Cię oboje gorąco i czekamy na Ciebie zawsze z radoscią i tęsknotą!:-))***

      Usuń
    2. Wczoraj dowiedziałam się, że jakiś czarny kotek leżał potrącony na drodze - w końcu u mnie jest KOTOSTRADA. Tak więc Bazyl nie wróci. Zostało mi 4 koty. A było 6.Dosia jest w internecie - są zdjęcia z dziećmi i nawet ma zadowoloną minkę. W końcu jest tam jedna a nie jedna z sześciu. Pozdrawiam. N

      Usuń
    3. Biedny Bazyl...Straszna jest ta droga koło Ciebie! I pomyslec, ze u nas wieś i u Ciebie wieś, ale jaka inna!
      Dobrze, ze Dosi sie poszczęsciło i ma dobrą rodzinę!
      Pozdrawiamy Cię oboje siostrzyczko bardzo serdecznie!:-))***

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że mam dla kogo pisać!
      Dziekuję i pozdrawiam ciepło Abi!:-))*

      Usuń
  17. Pięknie tam u WAS w tym waszym Jaworowym Dworze..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wiosna piekna, Sznupeczko kochana! Na pewno tam u was w Szkocji też sa piekne łąki, wzgórza i malownicze. Poza miastem wszędzie istnieją przeciez małe, zielone raje. Tylko w wolnej chwili pojechac i sie napawać.
      Całusy zasyłamy!:-))

      Usuń
  18. Tak pieknie piszesz o tym Waszym gniazdku, ze az chcialoby sie tam byc... no gdyby nie te komary:))) Mnie komary tak uwielbiaja, ze pewnie by mnie zjadly zywcem.
    Slicznie tam u Was Olenko:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście zrobiło sie o wiele chłodniej, wiec i komary sobie odpusciły. Moze wyginą teraz bestie?
      Chetnie bym Cie u siebie ugościła na tym moim zielonym odludziu. Sałatą ze szczypiorkiem, czosnkiem i pomidorami poczęstowała i do spocżecia na lezaczku pod trzesnia zapraszała...
      Najserdeczniejsze pozdrowienia zasyłam Ci kochana Star z wiosennego Pogórza i miłej niedzieli życzę!:-))

      Usuń
  19. Olgo, będę Cię namawiać na moją dietę ;) Masz chętki bo organizm nie dostaje wszystkich potrzebnych składników, maleńkie porcje, pięć posiłków dziennie. W epoce edwardiańskiej zalecano wolne spożywanie posiłków, każdy kęs miano przeżuwać co najmniej 32 razy. Współcześni dietetycy potwierdzają to, trawienie zaczyna się w ustach. Jedząc wolno, przedłużasz czas posiłku a po mniej więcej 20 minutach nasz mózg wysyła sygnał - "syty". Takimi sztuczkami można ułatwić sobie życie i zapobiec spożywaniu za dużych porcji. Zgadzam się z Różą Wigeland eliminowanie jakiegokolwiek składnika z diety kończy się równie źle jak nadmierne jego spożywanie czyli jak zwykle najlepszy złoty środek :) Przepraszam za to ględzenie ale martwię się o Ciebie.
    Krainę wokół siebie masz bajeczną, są zające co nikogo się nie boją i liski przechery :) I kozule co jak biegły przez grobelkę to chwyciły wody kropelkę a jak biegły przez mosteczek to chwyciły jeno listeczek... :)
    Ściskam Cię mocno Olgo! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym spożywaniu powoli i delektowaniu sie każdym kęsem wiem i stosuję od dawna. Lubię jeśc wolno. I w ogóle, niestety, lubie, wręcz uwielbiam jeść! i wszystko mi smakuje! Ale teraz to tylko mi chleba do szczęścia potrzeba, bo mysle, ze nie mam innych braków zywiniowych (no, moze poza biszkoptem z galaretką i truskawkami oraz lodami z wisniami a także smazonymi z cebulką ziemniaczkami!Uch!(:(:(:
      Kraina wokół mnie sliczna. Zwierząt róznych mnóstwo a ludzi zamieszkuje w okolicach mało, co mnie bardzo cieszy, bo uwielbiam cisze i spokój.. Tylko teraz traktory przerózne hałasuja, bo taka pora.
      I ja ściskam Cie gorąco Zosieńko, sukcesów na polu odchudzania i nie tylko z całęgo serca zycząc!:-))***

      Usuń
  20. Miło było zajrzeć do Twoje świata, Olgo. Pięknie tam i miło. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie Gosiu, że zajrzałąs do mnie. Zawsze miło mi bardzo gościć Cię u siebie! To świat przyjazny i piekny dla dobrych, wrazliwych i serdecznych ludzi. A dla wszystkich innych, mam nadzieje, zupełnie przecietny a moze niewidzialny nawet...
      Całusy zasyłam serdecznie!:-))

      Usuń
  21. Dużo u Was Olu i pięknie i chmurzasto i pracowicie. Na komary nasmarować się zmielonymi goździkami lub olejkiem waniliowym stosowanym do wypieku ciast. Również kolor naszych ubrań ma znaczenie – lepiej wybrać jasne kolory. Wyjątek stanowią jaskrawe barwy np. żółty, które przyciągną muszki i pszczoły. Więcej tutaj - http://dziecisawazne.pl/naturalne-sposoby-na-komary-i-inne-owady/ Posadziłam przy oczku wodnym eukaliptus. Ważne też by ścinać wysokie trawy, bo w nich szczególnie pięknie trzymają się komary a staw zasiedlić żabkami. W naszym małym oczku wodnym jest pięć żab, zjadają larwy a kotek co rusz na nie poluje zaganiając nieposłusznie się rozłażące po okolicy, do oczka.
    Proszę kurki pilnować bo muszą być jajeczka a w worku pełnym sianka siedzieć przez chwilę musi koteczek jak na zdjęciu widać u mnie. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam juz o zbawiennym na komary działaniu olejku goździkowego. Nie mam, ale goździki suszone mam i olejek waniliowy też. Zmiele więc troche goździków, i może z ogrobiną spirytusu i olejku zmieszam zmieszam, zeby powstało cos czym da sie smarować. Czarek naszykował juz swojego pomysłu miksture - w skłądzie są takie cuda niewidy jak np. ostra papryka i napar z mięty i to tez przez jakis czas działą odstraszajaco na te paskudy!
      Ciekawam, czy Twój eukaliptus przetrwa zime? W koncu to ciepłolubne drzewo!
      W moim oczku wodnym zyją setki kijanek i zabek oraz kilkanascie karpi! Kotki tez poluja na wszelkie latające stwory!
      Kurek pilnujemy i upilnujemy a jejeczka - nie martw się kochana - będą!:-)). Obecnie nawet Czarek siedzi w ogrodzie z kurami i ognisko tam z ogołoconych przez kozy z lisci gałazek pali.Zaraz tam ide do niego, bo pieknie dym pachnie!
      Całusy zasyłam serdeczne!:-))***

      Usuń
  22. Cudnie u Was Olu, tak wiejsko - czarodziejsko. Uwilebiam takie klimaty, bez pospiechu, bez gonitwy, naturalny rytm zycia.
    Ja jestem zupowa panienka i Twoje zupy wiosenne moglabym jesc non stop, czesto tez robie podobne wariacje zupowe laczac warzywa, kasze i przerozne zieleniny, a lubczyk wprost uwielbiam i dodaje go do wszystkich potraw.
    Najbardziej z Twoich wiesci spod trzesni zazdraszczam Ci lubinow kwitnacych, my od trzech lat usilujemy wychodowac te cudne roslinki i niestety w tym roku poddalismy sie. Nie lubia nas, albo ziemi w ktorej je maltretowalismy:(

    Wielki uklon w strone Cezarego, lawka przepieknej urody i niech Wam sluzy sto lat albo i dluzej:)
    Plot cuuuuudny!
    Kozy urocze, Zuzia moja ulubienica jest po prostu przecudna.
    Moc usciskow przesylam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupy jarzynowe nie dośc, że zdrowe, to i bardzo wygodne sa. Bo w ciagu dnia nie ma potem problemu, żeby sobie zupki zagrzać i za chwilę jest pyszne jedzonko. A lubczyk oraz pietruszka i pieprz ziołowy tak pieknie dodają smaku i aromatu, że nie potrzebuję dodawać do zup żadnych przypraw typu vegeta czy maggi (i całe szczęście ,bo tam chemikalia podejrzane).
      Z naszymi łubinami to było tak. Podziwialiśmy je rosnące bujnie na łace, a to wiele lat temu sąsiad wysiewał je spacerując po polach i tak sie rozrosły. I też chcielismy takie rzecz jasna miec, bo lubimy rośliny wieloletnie, co to same sie mnoża i nie ma z nimi żadnego zachodu. Zasialiśmy je więc u siebie na kwietniku przy płocie. I Zuzia zdeptałą wszystkie młode roslinki ujadajac na przecodzących obok ludzi. Nic nie wyszło. No to poszłam po rozum do głowy i wczesną wiosną, gdy tylko młode łubiny wylazły z ziemi poszłam na te łaki i pracowicie powykopywałam z ziemi łubiny wraz z korzeniami. A korzenie maja mocne i długie, wiec sie sporo napociłam. Zasadziłam je wokół naszego oczka wodnego, gdzie Zuzia nie biega. Po roku rozrosły się pieknie i teraz kwitną i same sie sieją. A ziemia, w której rosną to sama glina, bo nie są wymagające.
      Cieszę się Ataner, że Zuzia jest Twoją ulubienicą. Kochamy tą nasza psinę i miło nam bardzo, gdy ktoś poza nami ja lubi i zauważa jej urok!
      I my ściskamy Ciebie i twego P. gorąco, samych dobrych rzeczy życząc!:-))

      Usuń
  23. Oleńko, chłonę Twój up date i cieszę się zawartością, bo odczuwam Cię w dobrym nastroju :)

    Diety precz! Najlepszy styl odżywiania polega na samoobserwacji i stopniowym eliminowaniu tych produktów,
    które nam szkodzą. Na początku trzeba być bardzo ostrożnym z tym, o co organizm nas prosi, bo może to nie być potrzeba,
    a uzależnienie, tak jak ciało palacza prosi o papierosa...

    Ławeczka bajeczna! Płotek jak marzenie! I cała reszta też.
    Uściski i dobre wibracje w jaworowy świat posyłam spod kantabryjskiego nieba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w pozytywnym nastroju, bo sam fakt, że wreszcie wziełam sie za siebie uskrzydla mnie i dodaje wiary w siebie. Masz rację z tymi dietami. Trzeba odrzucać to, co zdecydowanie szkodzi (mnie np. połączenia niektórych potraw) i nie kusic sie na to, co jest naszym narkotykiem pokarmowym a nie potrzebą organizmu. Zjadłam wczoraj dwie kromeczki chleba razowego i nie poczułam żadnych przykrych objawów zoładkowo-jelitowych a tylko zadowolenie i rozkosz, płynącą ze smaku tegoż chleba. Bo na nim miałam górę sałaty, pomidorów, czosnku i szczypiorku.A kromeczki cieniutkie, jakby ich wcale nie było!
      Cieszę sie z nowej ławeczki bardzo, bo mój kręgosłup musi mie oparcie, gdy odpoczywam po pracy.
      Piekny jest ten wiosenny świat. Nic tylko chłonąć go i jak najwiecej być wśród tych barw i aromatów, wśród tej ozywionej poezji!
      Serdecznosci mnóstwo zasyłam Ci kochana Mar do Twojej zaczarowanej, górskiej krainy!:-))

      Usuń
  24. Płotek rewelacyjny, a przegapiłam tegoroczne targi wikliniarskie w Rudniku, od razu kazałabym sobie taki, bo uwielbiam wszelkie plecionki; tak przyjemnie i swojsko u Ciebie, Olu, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płotki są stale do kupienia w tej firmie w Rudniku nad Sanem ( wpisz sobie w google "płoty leszczynowe Rudnik"). Sprzedają je zazwyczaj w pięcio albo dziesieciometrowych częsciach. Sa też do nabycia furtki leszczynowe. Płotek jest podobno w cenie siatki lesnej, a wiec niedrogi (nie wiem dokłądnie, bo to prezent).
      Nasze światy są do siebie podobne Marysiu. Swojsko i ciepło na duszy mi zawsze, gdy do Ciebie zagladam.
      I ja pozdrawiam Cię serdecznie, dobrej pogody do pracy i odpoczynku zycząc!:-))

      Usuń
  25. Olu U Ciebie jak zwykle sielsko i tak ciepło.Zupki poczyniłaś straszliwie apetyczne,Tylko siadać i wcinać bez opamiętania.Uwielbiam zupy jarzynowe za to moja rodzinka niestety tylko by pyrki z mięchem na co dzień wcinała.Zupki to normalnie ich gryzą.Płotek masz fantastyczny napatrzeć się nie mogę na to cudeńko i warzywnik pięknisty.Mój zarośnięty straszliwie,a do tego pracować na nim ciężko bo nierozłączne piesie demolują mi na nim wszystko.A to kulają się w sałacie,a to bija się w fasolce,gryzą w buraczkach.Są coraz większe i szkody robią co niemiara.Zuzia w tej kałuży wygląda słodko,a do tego pysio ma jak by ciągle się uśmiechała.Lubie patrzeć na Wasze kozule i strasznie zazdroszczę tych spacerów.Pozdrawiam Cię Olu cieplutko życząc i dobrej pogody no i dobrego samopoczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez rozkosznie musza wygladać Twoje psiunie w sałącie i w buraczkach!:-)) Moja Zuzia też za nic ma grządki kłądzie sie w nich, wystawiajac brzuszek do pieszczot!
      U mnie tez chwastów, co nie miara, tylko na zdjęciach tego nie widać. Znowu trzeba się dzisiaj za ich plewienie wziac. A co sie z jednego skraja wysieka, to z drugiego wyrastaja. I tak bez konca!
      Dzisiaj ugotuję zupke kapuścianą z koperkiem. No i może jakąś sałątke ziemniaczano- buraczkową zrobię, bo mi się chce cos pochrupać. Za Cezarym chodzą juz miesne chetki (a długo juz mój małzonek bez miesa wytrzymał), ale jeszcze sie przez jakis czas opanuje i ne pofolguje sobie, bo ładnie chudnie a to go bardzo cieszy.
      A zaraz na spacer z kozulami idziemy, żeby dobrze zacząć ten dzień!Moze i Ty bys sobie kózki sprawiła?!Zielononózki juz masz i dajesz radę a z kozami wcale nie ma tak dużo roboty!
      Dziekuję Ci Brydziu za serdeczny komentarz i usmiech Ci ciepły zasyłam, dobrego dnia życząc!:-)))

      Usuń
    2. Oluś ja jak na razie gęsi pasam (a mam ich 10 w tym jedną słabowidzącą) jak ta sierotka więc o kozulach to raczej mowy nie ma.Chyba by mnie razem z nimi z domu wyeksmitowali.Jeszcze jak bym z kozami na spacery zaczęła chodzić to końca z końcem bym nie związała,ale Wam to zazdroszczę.Dobrze,że piesie nauczyłam co by gąsek nie ganiały,ale od czasu do czasu nie mogą sie powstrzymać i co niektóra ma podgryziony kuper.

      Usuń
    3. No tak Brydziu! Rzeczywiscie masz sporo roboty z gąskami i szalonymi psiuniami, podgryzajacymi im kuperki. Moja Zuzia też czasem jak wpadnie w wariacki nastrój podgryza kozom nogi a im nawet do głowy ni przyjdzie by sie jakos bronic i ją bodnąc. Widocznie psina jako przewodnik stada ma szczególne przywileje!
      Całusy Brydziu zasyłam i usmiech serdeczny!:-))

      Usuń
  26. Wczoraj poczytałam, a dziś wróciłam, żeby pooglądać zdjęcia i zameldować, że podglądam Wasze gospodarstwo. :)
    Zuzia w kąpieli mnie rozbroiła. I kozy na spacerze. Wspaniałe zwierzęta. Od widoku zupek zrobiło mi się trochę głodno. I stół podziwiam, i krzesła. A ławka to już w ogóle! :) A na płotki się... wzruszam, bo trochę podobne kombinacje alpejskie jak u mnie. :)

    Ściskam Was mocno, ludzie z roli. :)

    PS. A na Cezarego trochę się marszczę, że Ci z pajdą chleba w "kadr" wchodzi. Niechby Cię oszczędził. Nno!

    :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Jolu! W sprawie chleba to poszłąm po rozum do głowy i skończyłam z katowaniem samej siebie jedząc trzy kromki chlebka razowego dziennie! Świat sie od tego nie zawalił, kilogramów nie przybyło a ja jestem zdecydowanie szczęsliwsza!:-))
      Cieszę się, że wciąz do nas przychodzisz, nie znudzona monotonią naszego zycia, tym naszym zasiedzeniem pod trześnią i w gruncie rzeczy, przewidywalnymi opisami codzienności. No bo cóz może napisać rolniczka...? Praca, odpoczynek, pogoda, niepogoda...Zwykłe, proste zycie!
      Zupke nową do gotowania zaraz będę wstawiać, bym miałą co zajadać przez cały dzień. A potem spacer z kozami. Hajda w lasy, doliny, na polanki szmaragdowe, na łaki kwieciem wszelakim bujne!
      Serdeczne uściski zasyłam Ci o poranku Jolu!:-))

      Usuń
  27. Olu, jaki piękny post i zachwytem patrzę na Wasze rabatki z warzywami. Leszczynowy płotek jest śliczny i muszę przyznać, że nigdy do tej pory nie widziałam takiego. I eco i piękny!
    A Zuzia nawet na zdjęciach ma rozbrajające oczy i spojrzenie ;-)
    Trzymam kciuki za Ciebie i za dietę! I życzę dalszego spadku wagi aż do upragnionej figury!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zdjeciach rabatkowych chwasty akurat w kadr nie wlazły i dlatego tak pieknie a jak człowiek tam pójdzie, to nie wiadomo w co ręce włozyć - takie chaszczory! Płotek jak na razie spełnia swoją funkcję, to znaczy nie tylko zdobi, ale i dziki do wejścia w warzywniak zniechęca. Oby tak dalej!
      Bez Zuzi, pieszczuni kochanej, to juz sobie tu zycia nie wyobrażamy!
      Moja dieta (wzbogacona ostatnio chlebkiem razowym!) trwa i dobrze sie ma a wczoraj po kilku tygodniach niewidzenia ujrzała mnie siostra Cezarego i zawołała, żem schudnięta! Jakze miło mi to słyszeć!
      Całusy zasyłam Ci serdeczne Sylwio, ciesząc sie twymi odwiedzinami!:-)))

      Usuń
  28. Tyle u Was sie dzieje,Olu, chodz i u mnie jest podobnie. Pracy wciąz nadmiar, ogrod po ostatnich deszczach zachwaszczony, a ogrodek jakis marny w tym roku. Ciesze sie,ze z Twoim zdrowiem wszystko w porzadku, a glodowka na pewno zdzialala w organizmie cuda. Teraz juz tylko pozostaje zdrowa dieta, do ktorej pewnie z czasem przywykniesz.Chlebek mozesz jak najbardziej jesc, tylko razowy lub zytni, nie bialy. I cos slodkiego tez nie zaszkodzi. Olu nie torturuj sie tak bardzo! Ja jem wszystko z umiarem i nie tyje, wiec i Ty tak mozesz!
    Leszczynowy plotek po prostu cudny, tez taki mi sie marzy.
    Podobnie jak kozy i owce... tak jak u Was... tylko jak to wszystko ogarnac, skoro juz nawet na bloga i odwiedziny brakuje czasu.Zazdraszczam tych kózkowych spacerów, oj, tez bym sobie tak pospacerowała!
    Serdecznosci posyłam i dla kózek też!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca w tych ciepłych miesiacach roku po prostu jest nie do ogarniecia. Dlatego robi sie to, co najwazniejsze, bo ze wszystkim sierady nie daje. Dom u mnie lezy zupełnie odłogiem,kurzem sie pokrywając. A na grządkach, mimo częstego plewienia i tak chwasty górą! Trzeba by sie chyba sklonowac, albo wreszcie jakoweś krasnoludki zaprząc do roboty!
      Co do mojej diety, to nie odczuwam bym sie jakos katowała a to za sprawą tego, że wreszcie włączyłam chlebek razowy do mojej diety. I to mnie uszczęsliwiło ,bo moge jak Cezary jeśc kanapki z sałatą, pomidorem i szczypiorkiem a to jest niebo w gębie! A słodki smak pozyskuję z owoców i to mi na razie wystarcza. Ponoć nawet widać juz po mnie lekkie schudniecie - zwłaszcza na buzi! Postaram sie jeśc juz zawsze z umiarem, żeby utrzymać potem wagę i dobre samopoczucie. Skoro Ty możesz Amelio, to ja przecież też!:-))
      Leszczynowy płotek mamy tylko na tyłach warzywnika a marzy mi sie, by kiedys stanął dookołą niego!
      Tak, czasu na wszystko w tych ciepłych miesiacach mało. Zwierzęta najwazniejsze. Po nich warzywnik, ogród, Drzewo trza zaraz na zimę ścinać. W sierpniu będzie ogromna robota z sianem. Robota goni robotę.Ech! Ale to wszystko ma sens. To wszystko jakos przeciez cieszy! Życie proste, skromne, pracowite. Po naszemu i tyle!
      Serdeczne mysli zasyłam Ci Amelio do Twojego wiejskiego zacisza i dobrego początku lata zyczę!:-))***

      Usuń
  29. Tak Olu, pracy w bród i bez końca... ale masz racje to wszystko jakos cieszy, te proste czynności wykonywane na świeżym powietrzu, w towarzystwie zwierzat, a posiłek w cieniu drzewa sprawiaja radość, choć niekiedy bywa tak trudno.
    I tylko szkoda, że to lato tak szybko ucieka i czasu wciaż brak, a wkrótce i drzewo trzeba robić i do zimy się szykować... Ale póki co, cieszmy się latem, słońcem, zapachem kwiatów i ziół i naszymi kochanymi zwierzakami!
    Wiele radości i dobrego zdrówka posyłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trwa codzienna gonitwa z czasem i zupełnie nieskuteczne próby dogonienia go, bo wciaz cos nowego wypada i to, co zaplanowane na dany dzień trzeba odłozyć. Wczoraj zamiast plewic chwaściory w marchewce i rzepie wzięłam sie za przekopywanie grządek, gdzie mi jeden z gatunków dyń zastrajkował i odmówił wzejscia. Przekopałam, przegrabiłam, nowe grządki wytyczyłam i ogórki posiałam, bo ogórków nigdy dosć. I tylko deszcz by sie przydał, bo suchuteńko znowu na moim polu. Ale patrzę na niebo - zachmurzone - moze co z tego będzie?
      Usmiech serdeczny i duzo pozytywnych, ciepłych myśli Ci zasyłam kochana Amelio, zycząc wielu dobrych, spokojnych, radosnych chwil! Niech nam słonko tyle, ile trzeba świeci i deszczyk przyjazny pada a koty, siedząc na kolanach mruczą swe senne, tkliwe kołysanki:-))

      Usuń
  30. Lubię zaglądać do waszego gospodarstwa.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia