środa, 30 kwietnia 2014

Historia naszego koziołka, cz.3 – „Łobuz Bluszczyk herbu Kurdybanek!”





    Pogoda cudowna naonczas była! Prawdziwie wiosenna, rzeźka i cieplutka. Las i łąka pachniały tysiącami upojnych aromatów a my wędrowaliśmy z uparcie wyrywającym się koziołkiem ku naszym spokojnie pasącym się wśród bujnej, świeżej trawy kozom. Brodate panny dostrzegłszy nas zameczały radośnie. Łobuz na ten dźwięk omalże stanął dęba. A potem odpowiedział im podnieconym, kozim bekiem. Może myślał, że mama tam na niego gdzieś czeka i właśnie do niej prowadzą go ci dziwni ludzie oraz popychający go kudłaty stwór? Ale nie, to nie mama. Ona była beżowo-złota, słodko pachniała mlekiem, spoglądała nań z czułością i zawsze na jego widok meczała coś serdecznie albo strofowała delikatnie, żeby się wreszcie uspokoił. Tymczasem tamte obce i tajemnicze kozy podejrzliwie nastroszyły sierść na grzbiecie a przy tym przyglądały mu się z nieodgadnionym wyrazem pyszczków.

 

    Podszedł do nich bardzo ostrożnie. Wielkie były i piękne! Ta czarna koniecznie chciała powąchać jego nosek. Ta siwa zainteresowała się koziołkowym ogonkiem. I nagle! Ojej! Obie pochyliły łby i dalejże go bóść z całej siły i gonić za nim po łące.



- Ratunku! Ratunku! – zapłakał przerażony, kozi dzieciaczek i podczas gdy ja z Cezarym usiłowaliśmy wyplątać się ze smyczy, którą okręcił wokół nas spanikowany koziołek nasza mądra Zuzia błyskawicznie odgoniła od niego wojowniczo nastawione kozy. A nawet dała im nauczkę, goniąc je i gryząc po nogach. W ten sposób skarcone już po chwili stały w bezpiecznej odległości, spoglądając tylko spode łba na małego intruza.



- Nie będziecie dokuczać mojemu dzieciaczkowi! A jak się wam nie podoba, to ze mną będziecie mieć do czynienia! – zaszczekała psina i stanąwszy między kozami a koźlaczkiem osłoniła go własnym ciałem. A on jakby zrozumiał, bo przylgnął do niej ufnie i tak schowany zerkał na niedobre kozule spoza ciepłego boku opiekuńczej psiny.


   Byliśmy bardzo dumni z naszej mądrej Zuzi, ale jednocześnie mocno rozczarowani zachowaniem tak sympatycznych przecież dotąd i zupełnie bezproblemowych kozich panien. Co to im się stało? Czyżby były o koziołka zazdrosne? A może to normalne u kóz, że bodą wszelkich nowych w stadzie, chcąc w ten sposób ustalić hierarchię i pokazać, na co kogo stać? Spędziliśmy wówczas na łące około pół godziny bezustannie uważając na podstępne zakusy na Łobuza nieustępliwej Brykuski i Popiołki. Wciąż mając oczy dookoła głowy i wraz z sunią odganiając smyczą i patykami zawzięte kozule.

   Mieliśmy nadzieję, iż to niechętne nastawienie im przejdzie a wszystko jest kwestią czasu. No tak! Ale odpadało wobec tego umieszczenie teraz wszystkich razem w koziarni. Przecież silne i zdumiewająco wysokie przy naszym nowym maleństwie kozy mogłyby dotkliwie poranić biednego Łobuza albo i co gorszego mu zrobić. Przed kupnem Bluszczyka Kurdybanka planowaliśmy sobie, iż dopiero za kilka miesięcy, gdy koziołek podrośnie przeniesiemy go do osobnego boksu. I dlatego jego budowa była jeszcze w lesie! A tu tymczasem już teraz, na poczekaniu trzeba było wymyślić, gdzie zamieszka nasz capuniek. 

   Po chwili zastanowienia postanowiłam ulokować Łobuza w przedsionku dużego kurnika. Było to niewielkie, wysłane słomą pomieszczenie w sam raz dla takiego malucha. W czasie, gdy Cezary wraz z nieodłączną Zuzią prowadzali koźlaczka po ogrodzie ja wymościłam mu legowisko świeżym siankiem. Wcisnęłam go też sporo między deseczki oddzielające przedsionek od kurnika a w kącie postawiłam jedno wiaderko z wodą a drugie z owsem. Nie miałam, niestety, buraczanych wysłodków, za którymi podobno przepadał nasz Łobuziaczek. W zamian postanowiłam ugotować dla niego ziemniaczków z marchewką.
   Na szczęście koziołek szybko rozsmakował się w trawie, ziołach, mleczach, niezapominajkach i w młodych gałązkach z drzew owocowych. I nie wygląda na to, by brakowało mu w diecie czegokolwiek.

   A ponieważ pogoda nadal dopisuje pasie się odtąd codziennie na łące w bezpiecznej odległości od wciąż niechętnie nastawionych do niego kóz. Cała trójka zawsze przypięta jest łańcuchami i linkami do osobnych kołków. Maluch może podchodzić bardzo blisko do budzących jego fascynację przyszłych narzeczonych a w razie czego odbiec na bezpieczną odległość. Zresztą zawsze w pobliżu czuwa Zuzia gotowa by bronić go i osłaniać własną piersią!



   Ach, jakąż ciekawską i pełną energii okazuje się nasz Łobuziak istotką! Niekiedy spuszczony z linki wędruje swobodnie po całym obejściu. Zagląda do kurników i drewutni. Wpatruje się w śpiące w swej koziarni starsze kozule a mecząc głośno wyrywa je ze snu i sprawia, że koniecznie chcą się do niego dostać i nareszcie spuścić mu porządny łomot. On tymczasem, bezpieczny za bramką naigrywa się z ich złości i w kozim języku obiecuje im, że gdy urośnie, to na pewno pokaże wrednym damom, gdzie raki zimują! A gdy je już podrażni do syta biegnie w radosnych podskokach do ogrodu by bezceremonialnie budzić koty śpiące dotąd bezpiecznie na ławach albo na budzie Zuzi.
   Wchodzi też do domu i obwąchuje nasze buty i kurtki wiszące w przedpokoju. Usiłuje otworzyć worki ze śrutą i owsem ustawione pod schodami. Rozsypuje trociny z kocich kuwet. Płoszy się jednak szybko i ucieka na jakiś głośniejszy dźwięk. Biegnie w pobliże wiaty by skubać rosnące tam kolorowe, ozdobne trawy, kwiatki albo obgryzać pączki z czereśni i wiśni. 

   Uwielbia wciskać się między ławę a budynek gospodarczy i tam układać w bezpiecznej ciasnocie albo podtykać główkę do pieszczot. Wyspany usiłuje wskoczyć na tę ławę, ale jeszcze mu się to nie udaje. Przewraca się więc i toczy wokół zdziwionym spojrzeniem łyżwiarza, co ni stąd ni zowąd zapomniał jak się jeździ.
   Reaguje na wszystkie imiona, jakimi go obdarzamy i przybiega chętnie, z czego wnoszę, iż jest mądrym zwierzaczkiem a najważniejszy dla niego jest ton głosu oraz spojrzenie osoby wołającej. Pieszcząc koziołka szepczę do niego:

  -Bluszczyku Kurdybanku, capuniu słodziuniu, dzieciaczku łobuziaczku…

A innym razem, wołając go, gdy gdzieś się schowa a ja niepokoję się, czy aby czegoś nie broi wołam zazwyczaj:

- Łobuz! Gdzie jesteś drapichruście?! Co znowu wyczyniasz Kurdybanku pacanku?!

   Maluch był już prawie wszędzie, gdzie to tylko możliwe – nawet w naszej kuchni i w pokoju komputerowym! Gdzieniegdzie zrobił siusiu i kupkę, ale żadnej tym szkody nie uczynił. Wciąż jeszcze pachnie niemowlęciem, spojrzenie ma niewinne, więc wszystko mu wybaczamy a każdą jego nową umiejętność witamy z podziwem i radością.

   Ostatnio byliśmy wszyscy razem na pierwszym wspólnym spacerze w lesie. Kurdybanek radził sobie całkiem dobrze! Prowadzony na smyczy przez Cezarego szedł bez ociągania, ciekawie rozglądając się dookoła i podjadając takie leśne smakołyki jak:  listki jeżyn i malin, młodą miętę, pączki paproci, jasnozielone odrosty na sosenkach i szmaragdowe krzaczki jagód. Dzielnie przeskakiwał przez potoki. Zręcznie omijał kałuże. Obserwował ptaszki, muszki i biedronki. Gonił za motylami. Uskakiwał przed złośliwymi kozami, wciąż niezaspokojonymi w swych żądzach pobodzenia go. 



   Zmęczony, ale i chyba bardzo usatysfakcjonowany kilkukilometrowym spacerem sam pobiegł do swojego mieszkanka w przedsionku kurnika i umościwszy się tam wygodnie na sianku zasnął smacznie, śniąc pewnie o koziołkowych przygodach i o tryumfalnym poskromieniu dwóch złośnic, przyszłych swych kozich żon. Kury pogdakiwały na grzędach, szykując się do snu. Zachód słońca malował niebo pomarańczowo-różowymi smugami, chmury złotymi obrzeżkami a mały koziołek trojga imion odpoczywał przed następnym, pełnym ciekawych wydarzeń dniem...




25 komentarzy:

  1. Toz to malpiszony, a nie kozy! Zupelnie nie znam sie na kozach i ich stadnym zachowaniu, jednak dziwi mnie ich stosunek do koziego dziecka. Moze to zapach matki, ktorym jest jeszcze przesiakniety, tak wrogo je do biedaka nastawil? Moze same sa jeszcze za mlode, by wzbudzic w nich instynkt opiekunczy? To Zuzia stanela na wysokosci zadania i przejela nad kozim dzieckiem opieke.
    A propos, jak tam Zuzia? Spodziewa sie, czy nie?
    Powodzenia w oswajaniu dzikich kozich temperamentow!
    Cudnej majowki! :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslałam ze juz co nieco znam sie na kozach, ale jak widac nadal potrafia mnie zaskoczyc. Ale nic to. Na wszystko potrzeba czasu - takze na oswojenie sie kóz z nowym członkiem rodziny. Juz jest troche lepiej, wiec wierze, ze będzie już wkrótce zupełnie dobrze.
      I Tobie Aniu mile spedzonego, majowego czasu zyczę w towarzystwie Twych kochanych zwierzatek i na łonie natury!:-))

      Usuń
  2. ufff doczytałam! Alez piękną wiosnę juz macie u siebie..;) A koziołek jest prześliczny - cieszcie się nim póki młody, bo jak dorośnie, to już nie będzie taki słodki, a i kozy przestaną się na niego boczyć. Na razie traktują go jak przybłede i niechciane dziecko, za które nie chcą brać odpowiedzialności i dlatego tak go bodą - to znacyz tak mi się wydaje...:) Olga! KOlejne lato zbliża się wielkimi krokami, możesz w to uwierzyć?
    POzdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, cudna jest wiosna w tym roku! Niezwykle bujna, pełna świeżej zieleni i mnóstwa zapachów. Tak, za chwile lato...Całe zycie tak szybko leci. oby wiecej było w nim tych barwnych, radnosnych chwil, niz szarych czy tez smutnych.
      Ściskam Cie Sznupciu goraco i zdrowia, pogody oraz duzo usmiechu zyczę!:-))

      Usuń
  3. Panienki się nie popisały, fakt ... Zuzia natomiast jest niesamowita i nikt by nie pomyślał, że zaadoptuje koziołka z obcej hodowli. Mały słodki jest, póki co, ciekawe, co z niego wyrośnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panienki ucza sie pomału. Myslę, że wkrótce przestaną sie tak na koziołka boczyć. A Zuzia jest naprawdę kochanym psem.Ma też oczywiście swoje za uszami i bywa niegrzeczna, ale tez w tym jej urok. W końcu nie jest ze spiżu!
      Pozdrawiam Cie Lidko ciepło!:-))

      Usuń
  4. Jestem zafascynowana Zuzią - jaka mądra sunia! :)
    A Bluszczyk - uroczy!
    Czytałam, uśmiechając się na wyobrażenie sobie Waszej rodziny na spacerze. :) Jeśli się kiedyś w Wasze strony wybiorę, łatwo rozpoznam Was po osobliwym towarzystwie. :)

    Czy dobrze zrozumiałam, że kozie dziewczynki idą grzecznie bez "smyczy"?

    Uściski ze słonecznego Pomorza. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze kozy od dawna chodzą z nami bez żadnej uwięzi. Traktują nas jak przewodników stada - zwąłszcza Zuzię. Sa mądre, wierne i gdy tylko Zuzia gdzieś odbiegnie w las i długo jej nie widac, meczą za nia, przyzywając ja w ten sposób.
      A jak zobaczysz taka niezwykła grupę ludzko-kozio-psia, to na pewno bedziemy my. na dodatek Bluszczyk tez juz nauczył siechodzic bez smyczy i spacerujemy teraz po lesie gęsiego.Zuzia na początku. Ja za nią. Za mną kozy. Za nimi koziołek. A pochód zamyka mój mąż.
      Bluszczyk wszystkiego sie bardzo szybko uczy. Jest znacznie mądrzejszy, niż były nasze kozy w jego wieku. Jednak co pierworodny, to pierworodny!
      Pozdrawiam Cie gorąco Jolu ze zmierzchem okrytego juz Podkarpacia!:-))

      Usuń
  5. No tak, póki młodym jest koziołeczkiem, to wszystkich rozczula. Potem będą narzekać na "starego capa":-))).
    Ale to jeszcze nieprędko. Na razie cieszcie się swym ślicznym dziecięciem - koźlęciem. Uratowanym od niechybnej śmierci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, cieszymy sie i wzruszamy! Koziołek jest ciekawskim, inteligentynym, towarzyskim i po prostu przemiłym zwierzątkiem. Jak to dobrze, że moze cieszyc sie zyciem i dostarczać nam tylu radości!
      Pozdrawiam Cię ciepło Errato!:-))

      Usuń
  6. Wiesz ja bardzo lubię bluszczyk kurdybanek rośnie on u Ciebie na polach czy w lasach? Mnie ogrodnik usiłował wmówić że bluszczyk nie zimuje u nas a juści :)) super się czuje i przepięknie kwitnie. Dodaję go zup i ziemniaków a nawet do herbaty.
    A koziołek, taki cudny mały urwis. Bluszczyk owinie dookoła kopytka i panny kozy i was i świat jaki tam na niego czekał. :))
    Uwielbiam, już by miał nosek wycałowany :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bluszczyka kurdybanka jest w tym roku niesamowita obfitość! Gdzie spojrze tam sie niebieszczy i fioletowieje (bo on ma rózne odcienie). Bardzo mi sie ta roślinka podoba. Nie wiedziałam, ze można ja jeść! Musze spróbowac. Dziękuje za podpowiedź.
      Koziołeczek Łobuziaczek Bluszczyk uwielbia pieszczoty, wiec chętnie przekaże mu Twoje całuski!
      Pozdrawiam Cie Elu serdecznie!:-))

      Usuń
  7. Tak mi się wydawało, że Zuzia go przyhołubi :) Moje psica w ten sam sposób adoptuje wszystkie koty duże i małe oraz króliki, tudzież wszystko co ma sierść. Niestety stworzenia posiadające pióra są przez nią traktowane tylko i wyłącznie kulinarnie, kiedyś na spacerze mało co nie złapała przepiórki. Przeszkodą w polowaniu okazałam się ja, bowiem smycz była za krótka a ja za powolna ;) Jeszcze długo potem spoglądała na mnie z wyrzutem w oku kiedy przechodziliśmy obok pamiętnego miejsca :)
    Olgo cudna opowieść z życia wzięta, ja bardzo proszę o jeszcze!
    Pozdrowienia i uściski przesyłam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, obie mamy kochane, opiekuńcze sunie! Tyle miłosci potrafia nasze zwierzęta okazywać. Czułości, cierpliwosci i troski. Mają też swoje wady - Zuzia goni koty i przejeżdżajace obok naszego domu samochody. Wciąz nie uie sie pod tym względem ustatkowac.A kury łapie gdy jej każemy to robić, ale na szczęscie nie robi im krzywdy, tylko oczeka aż je od niej weźmiemy.
      Ciesze sie Zosiu, ze podobała Ci sie moja opowieśc o koziołku!
      Pozdrawiam Cie goraco i miłego, majowego weekendu zycze!:-))

      Usuń
  8. No nie ...kozule to mnie zaskoczyły.takie towarzyskie pannice i tak nie ładnie się z gościem obeszły?Zuzia jak zwykle słodziak i broni swojego dzieciaczka.Jejuś ja nie wiem czy u Was jakieś inne wibracje czy w ogóle inny świat bo wszystko razem zgrane .Nie ma różnicy czy to człowiek czy pies czy koza.Od wszystkich aż bije ciepło .Normalnie jak do ciebie zaglądam to zaraz lżej na duszy mi się robi.pozdrawiam wszystkich i całusy posyłam.Cmok,cmok,cmok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, że kozule pomału oswoją sie z koziołkiem. Na spacerach jest juz coraz lepiej. Wszyscy biegają gęsiego i jednoczesnie jedzą. Koziołek podpatruje starsze kozy i uczy sie od nich róznych rzeczy.
      Ciesze się, Brydziu, że tak pozytywnie odbierasz nasz świat, moje pisanie. Myslę, ze blog jest trochę jak dom i zalezy mi na tym by moi goście czuli sie tu dobrze.
      I ja całuję Cię z serdecznoscia, ciepłe mysli zasyłając dla Ciebie, Michalinki, psiaków i kurczaczków!:-))

      Usuń
  9. Jaki cudny ten Wasz koziolek! A Zuzia, cóz za madry pies, jak broni, czując ze maleństwo potrzebuje opieki!
    O, pewnie wyglądacie niesamowicie idąc cała rodzina z kożlaczkiem na smyczy na spacer, a miejscowi co na to?
    Cudnie rodzina Wam się powiększyła, a kożlaczek odpłaci napewno miłością za uratowanie mu życia!
    Serdeczności posyłam i dla malego również!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koziołeczek skradł nasze serca! A Zuzia jest rzeczywiście bardzo kochanym pieskiem. Cieszymy sie, ze jest z nami.
      Miejscowi na początku dziwowali sie takim nietypowym spacerom, ale chyba już powoli przywykają. Będzie jeszcze ciekawiej, za jakiś czas, gdy kozy urodza koźleta a Zuzia będzie miała szczeniaki (wciaz jeszcze niw eiadomo, czy jest w ciazy)!:-))
      Pozdrawiam Cię ciepło Amelio i dobrego, majowego czasu zyczę!:-))

      Usuń
  10. Oj, nie palam miloscia do zadnej kozy...., a wiosna piekna!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Judytko, ze nie pałasz. Ale nasz koziołek jest wyjątkowy! tak samo zresztą jak ta wiosna - cudownie zielona i pachnąca!
      Pozdrawiam Cię ciepło!:-))

      Usuń
  11. Ach, jaka to piękna opowieść... :)... Odpocząć można i jednocześnie nabrać ochoty działania czytając... :). Niech się Wam młokos dobrze chowa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze opowieśc podobałą Ci się Abi. Dziekuję za ciepłe słowa. Maluch dostarcza nam codzień wielu radosci i rozrywek. A czasem jak sie schowa, to nie wiadomo gdzie łobuziaka szukać!:-))

      Usuń
  12. Bluszczyk jest uroczy, ale Zuzia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama słodycz i urok a przy tym szelmowski błysk w oku!:-))

      Usuń
  13. Fantastyczna sprawa z tymi zwierzakami.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia