niedziela, 22 grudnia 2013

Daleko od baśni...








   Jest wtorek. Myję okna. Brudne są, to trzeba, a że święta idą, to i tradycja wymaga. Tradycja! Coraz dalej jestem od tego wszystkiego. Coraz mniej czuję tę opiewaną we współczesnych piosenkach świątecznych magię świąt. Ale fakt nadchodzących świąt Bożego Narodzenia zawsze wywołuje we mnie natłok tęsknot, wspomnień i refleksji. Słodko-gorzkich.

   Patrzę na świat za oknem. Biało. Pięknie. Jak w rosyjskiej baśni o dziadku Mrozie. Sponad nielicznych, widocznych w oddali dachów domów unosi się dym. Gospodynie także sprzątają. Pościel na balkon wywieszają. Dywany trzepią. Czyszczą. Gotują i pieką. Zbliżają się wszak ważne dni. Zjazdy rodzin. Rozmowy. Kolędowania. Gromadne odwiedziny w kościele. Jak co roku. Ta powtarzalność jest pocieszająca i zasmucająca zarazem. Jest jakaś ciągłość. Nic się nie kończy dla ogółu, chociaż dla poszczególnych osób kończy się co dzień cały świat albo wali się w gruzy to, co z takim trudem budowali swymi czynami i nadziejami.

   Dzwoni do mnie Wiesia. Źle z nią i jej mężem. On znowu pije. Znów podniósł na nią rękę. Tuż przed ubiegłoroczną wigilią pojednali się. Wybaczyła mu wszystko. Uwierzyła raz jeszcze. Było im tak cudownie, jak tuż po ślubie. Teraz śmieje się sama z siebie. Przez łzy. Wigilię spędzi z dziećmi. On? Zapewne z kochanką albo z kolesiami gdzieś na melinie. Ale jeśli przyjdzie i przeprosi znowu mu wybaczy. No, bo jak to tak? Tyle lat razem! I tyle było miłości. I trójka udanych dzieci. I wszystko miałoby pójść na marne? Słyszę w jej głosie dygot, lęk i cień zawstydzenia, że jest taka słaba. Że nie potrafi uporać się ze swym życiem. I wciąż go, idiotka, kretynka, kocha…

   Jest środa. Wieszam świeżo uprane zasłony i firanki. Biały świat za oknem niezmiennie piękny i niewzruszony. Niebo błękitne a słońce świeci tak mocno, że aż razi w oczy. Słucham kolęd. Te stare, tradycyjne nie wywołują teraz żadnego wrażenia. Jest tylko jedna, której aż wręcz boję się słuchać, ale która co roku więzi mnie magnetyzmem swej prawdy i siły wywoływanych przez nią uczuć. „Kolęda dla nieobecnych”.

"Przyjdź na świat,
By wyrównać rachunki strat.
Żeby zająć wśród nas,
Puste miejsce przy stole.
Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas,
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole."

   Myślę o moich bliskich. O przyjaciołach. O tych, którzy odeszli i o tych, którzy są, ale ja nie mogę być z nimi. Moja chora mama… Fala bezradności…Siadam. Nic mi się nie chce. Zamglonym wzrokiem spoglądam przez okno. Jakiś ptak skacze po śniegu. Dzieciaki jeżdżą na podeszwach butów.

   Dwa lata temu w wigilię siedzieliśmy z przyjaciółmi we czwórkę w naszym domu. Bronek uśmiechał się od ucha do ucha. Miał taki magiczny, radosny błysk w oku. Tak mu wszystko smakowało. Ach, jak wychwalał tę moją zwykłą zupę grzybową! I śledzie! Tylko przy barszczu zdarzył się mały wypadek a mnie mróz przeszedł po krzyżu, czy to może nie jakiś znak…? Niosąc z kuchni wazę z zupą tak się śpieszyłam, że źle stąpnęłam. A może nie tyle śpieszyłam się, co myślami byłam zupełnie gdzie indziej? Przecież tego ranka dowiedziałam się, że mama ma poważny krwotok i znów jest w szpitalu…I szłam taka rozkojarzona a co najmniej jedna trzecia barszczu wylała mi się prosto na bieluśki obrus. Płynęła czerwonym, krwistym potokiem tuż pod nakrycie Bronka…

- Gapa ze mnie. Przepraszam Was kochani! – stałam roztrzęsiona. Łzy tylko czekały by wylać się strumieniem.
-To nic, to na szczęście! – pocieszali wszyscy i skoczyli zaraz by pomagać mi zmieniać obrus i uprzątać ze stołu zalane serwetki i sztućce.
- Nie martw się Oluś! Jeszcze zostało przecież mnóstwo barszczu i na pewno jest pyszny! Jak zresztą wszystko, co przyrządzasz! – wołał Bronek, ściskając mnie serdecznie i nalewając sobie pełniutki talerz bordowej zupy.
- Siadaj w końcu z nami dziewczyno! Nie biegaj tak! Pośpiewamy może kolędy? 

I od razu zaintonował swym ciepłym, miłym barytonem radosną, pełną werwy, świąteczną pieśń.

"Pójdźmy wszyscy do stajenki
Do Jezusa i Panienki
Powitajmy maleńkiego
I Maryję, matkę jego..."

   Schowałam w sobie łzy. Nie chciałam psuć im wigilii. Pośpiewaliśmy. Och, jak ja lubię to wspólne kolędowanie! Przeważnie zapominam wtedy o wszystkim. Odpływam w świat baśni, dzieciństwa, ogromnej ufności w tryumf dobra nad złem... Podczas śpiewania patrzyłam z miłością na twarze  zgromadzonych przy stole osób. Były radosne, skupione, spokojne i wzruszone...

Pół roku później Bronek odszedł…Tak nagle!

   Jest czwartek. Robimy z mężem galaretę z nóżek. Kroimy warzywa. Pachnie zielem angielskim i liściem bobkowym. Schodzę do kotłowni. Czas szykować jedzenie dla kur. Przez okno patrzę na ogród zmarłej tego roku sąsiadki. Pusto. Cicho. Biało. Tylko wysoki, zielony bukszpan sterczy samotnie i dumnie pośród śniegu. Jak strach na wróble, który nie ma już czego strzec i na co czekać, ale mimo wszystko uparcie trzyma straż.... 

   Rozmawiam przez telefon z Beatą. Chwila ciepła, uśmiechu, wymiana serdecznych słów. Dobry, prawdziwy człowiek na mojej drodze. Ten rok dał mi możliwość poznania kilku sympatycznych, bliskich mentalnie osób. Świadomośc tego koi i wzrusza. Oddala od bolesnych myśli...

    Jedziemy z mężem na zakupy świąteczne i na pocztę. Trzeba wysłać kilka kartek. Boję się czy nie za późno. Czy dojdą…? Jak niewiele ludzi na poczcie. Mało komu chce się wysyłać tradycyjne kartki. Przecież każdy ma komórkę, maila…

   Zaprzyjaźniona ekspedientka w sklepie miesnym dzisiaj bez humoru. Zmęczona. Z trudem ukrywa irytację. Dziwi się, że tak mało kupujemy na święta, ale zaraz potem przyznaje nam rację. W jej rodzinie też w tym roku będzie skromnie. Nie ma co szaleć. Życie nie kończy się przecież na świętach, jednak większości tak się chyba wydaje. Jedni biorą kilkanaście rodzajów wędlin. Bezwstydnie rozbuchani w szaleńczym wydawaniu pieniędzy. Innych stać tylko na kilka plasterków szynki, kaszankę i pasztetową. I ci drudzy stoją w kolejkach tacy zgaszeni, zawstydzeni, ściskając w dłoniach co najwyżej dwadzieścia, trzydzieści złotych...
Żegnamy się z ekspedientką, tradycyjnie życząc jej wesołych świąt. Rewanżuje się tym samym, ale omal sie nie rozkleja, szepcząc, że w wigilię pracuje do piętnastej. A tymczasem w domu cała robota czeka na nią, bo mąż tylko chleje...

    Wracamy do domu. W dolinie nie ma prawie wcale śniegu. Im wyżej wjeżdżamy w nasze strony, tym więcej go widać na polach.
Jakieś dzieciaki wracają ze szkoły, wygłupiają się. Chłopcy ciągną za warkocz śliczną blondynkę. Och, jaka ona jest podobna do dawno niewidzianej Izy…

    Przypomnienie pierwsze…Bawię się na śniegu z moją przyjaciółką Bogną i jej młodszą o trzy lata siostrzyczką Izą. Lepimy bałwana. Obrzucamy się śnieżkami. Z nosów wiszą nam smarki. Śmiejemy się jak wariatki i biegniemy na plac zabaw. Odgarniamy śnieg z krzesełek karuzeli i kręcimy nią, kręcimy…Niedobrze mi się robi, bo za dużo zjadłam w te święta i teraz czuję w żołądku te wszystkie przygotowane przez mamę ciasta, pyszne śledzie i uszka z grzybami. Bogna też krzyczy, że ma już dość. Tylko Iza chce się jeszcze bawić i wciąż prosi by pchać jej krzesełko. Tak lubi ten zawrót głowy. Długi, jasny warkocz wije jej się wokół ciemnego kołnierza…

   Przypomnienie drugie…Czekając na tramwaj siedzę na rynku mojego miasta. Obok mnie odziana w ciepły, niebieski kombinezon córeczka. Wracamy z teatrzyku kukiełkowego. Śmiejemy się wspominając najweselsze scenki. Nagle milknę. Naprzeciwko nas idzie dziwnie znana mi a jednocześnie nieznana postać. To dawno niewidziana Iza. Oczy nieprzytomne i szkliste. Chwieje się. Tłuste, źle obcięte włosy wysuwają się spod kaptura nieświeżej kurtki. Serce się ściska. Tak dawno jej nie widziałam. Od Bogny wiem, że Iza nie może się uwolnić od narkotyków. Wciągnął ją w nałóg własny, niby kochający mąż. A poza tym zaraził… Zamieniamy parę słów. Iza się spieszy. Nie może skupić się na rozmowie. Z kimś jest umówiona. Idzie. To dla niej ważne…

   Jest piątek. Na dworze kilka stopni na plusie. Piekę pierniczki. Lubię je, gdy są świeże, chrupkie i twarde. Mało słodkie. Jedna partia już upieczona. Stygnie i czeka na polukrowanie. Druga dopieka się na rumiano. Próbuję. Czy to one nie mają smaku, czy to ze mną coś nie tak?

   Otwieram pocztę. Mam list od Ady. Z jej mamą coraz gorzej. Alzheimer sieje w jej mózgu zniszczenie. Niszczy ją oraz całą rodzinę. Udręczona Ada sama niedomaga. Wysiada jej kręgosłup. Ma jakieś guzy na tarczycy. Nie ma kiedy się leczyć. Nie ma kiedy zająć się swymi synami. A odkryła, że obaj palą trawkę. Bagatelizują, że to nic. Że przecież wszyscy ich koledzy to robią! Tak, ale od tego się przecież zaczyna...Wszystko się rozprzęga, degeneruje. Przeraża agresja, siła i ciężar matki. Miejsc w rejonowych domach opieki nie ma. Trzeba czekać miesiącami. Mizerny zasiłek pielęgnacyjny już się Adzie nie należy. A wydatków sporo...Pralka pracuje nieomalże na okrągło. Matkę trzeba kilka razy dziennie umyć. Przebrać. Nakarmić. Znieść w spokoju wszystkie wyrzucane z jej ust z prędkością karabinu maszynowego obelgi. Sprzątać. Nieustannie sprzątać. Znaleźć chwilę na rozmowę z ojcem, który chorując na serce i będąc w bardzo podeszłym już wieku nie ma siły by opiekować się żoną. Siedzi w kącie roztrzęsiony i nieobecny. Albo mamrocze modlitwy, przebierając paciorki różańca…Ada pisze, że w ich domu unosi się dziwna mieszanka woni. Leków matki, jej moczu i kału, silnych środków dezynfekcyjnych oraz …suszonych grzybów. No bo przecież wigilia za pasem. Trzeba przynajmniej zupę i uszka zrobić…

   Jest sobota. W nocy spadło trochę świeżego śniegu. Pod spodem lód. Idąc na spacer z kozami zaliczam pierwszego orła. Nic to. Po powrocie do domu popijam dziurawiec i odkurzam. Spłoszone koty rozbiegają się szukając w domu jakichś cichszych, bezpieczniejszych kątów.  Żal mi ich, ale cóż począć? Kiedyś w końcu muszę posprzątać. Pozbierać te kocie i psie kłaki. Usunąć uparte, wszędobylskie pajęczyny. Strasznie hałasuje ten odkurzacz, ale może i dobrze. Coś ściska mnie w sercu. Od kilku dni zalęgła się tam dziwna drzazga. I już sama nie wiem, czy to jakiś mięsień mnie boli, czy zmora dusi…

Dzwoni Bogna. Iza umarła dzisiejszej nocy. Miała niewiele ponad czterdziestkę...

I znowu uparcie słucham „Kolędy dla nieobecnych”. To tortura, ale zarazem i dziwna ulga…

"A nadzieja znów wstąpi w nas,
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.
I choć przygasł Świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu.
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu.

Daj nam wiarę, że to ma sens,
Że nie trzeba żałować przyjaciół.
Że gdziekolwiek są dobrze im jest,
Bo są z nami choć w innej postaci.
I przekonaj, że tak ma być,
Że po głosach tych wciąż drży powietrze,
Że odeszli po to by żyć.
I tym razem będą żyć wiecznie."

   Tego samego dnia przed zmrokiem. Zmieniam pościel. Pięknie pachnie świeżością. Poprzez okno zagląda do mnie księżyc, dobrze widoczny na różowiejącym niebie.
Gładzę błękitne wzory na kołdrze. Przypomina mi się, że muszę zadzwonić do Krysi. Ona tak lubi wszystko, co niebieskie...

   Jak zawsze pytam o jej samopoczucie. Kilka lat temu przeszła obustronną mastektomię oraz wycięcie guzów mózgu. Było bardzo źle, ale teraz stan jest stabilny. Jednak czasem zacina się. Nie pamięta, co chciała powiedzieć. Zamyśla się. Pyta, co u jej siostry! Mnie pyta, bo sama jest z nią od wielu lat pokłócona i jedyne informacje o niej czerpie właśnie ode mnie! Jestem ich łącznikiem. Gorzko i niewygodnie mi w tej roli. Co roku próbuję je pogodzić ze sobą. Co roku napotykam wówczas na stalowy mur z obu stron. I pomyśleć, że gdy wróciłam z Australii marzyło mi się, że urządzę w naszym domu wspólną wigilię dla wszystkich. I da się uleczyć stare rany. Zapomnieć rzeczywiste i urojone przewinienia. Przecież święta to czas miłości i przebaczenia! Ale nie! Spiętrzona, rozdmuchana uraza jest silniejsza niż wszystkie moje dobre chęci. Zresztą, sama też przecież nie jestem bez winy...

   Niedziela rano. Budzę się przed czwartą. Jakaś myśl nie daje mi spokoju. Czy aby nie zapomniałam zamknąć wczoraj kur? Dzień był słoneczny i ciepły, więc nareszcie mogły wyjść do ogrodu. Czy jakiś lis albo kuna nie zwietrzyły w nocy łatwej zdobyczy?! Ubieram sie pośpiesznie. Biorę latarkę i lecę sprawdzić co i jak. Na szczęście wszystko w porządku. Wpuszczam Zuzię do domu. Psina skwapliwie zajmuje moje ciepłe jeszcze miejsce na łóżku u boku pana. A ja,  kompletnie już rozbudzona postanawiam zacząć na dobre ten dzień. Zalewam zimną wodą śledzie żeby odmokły z soli. Robię ciasto na naleśniki. Troche farszu zostało z pierogów, więc trzeba go jakoś wykorzystać.  Namaczam prawdziwki na zupę i uszka. Karmię koty. Czyszczę kuwety. Szykuję karmę dla kur. Kroję bułki dla kóz. Piję kawę, obserwując różowy, zamglony lekko świt. Znów wychodzę na dwór. Zero stopni. Koty za mną. Karmię kury i kozy. Patrzę na ciche lasy i łąki. Na wciąż wyraźny księżyc. Wracam do domu. Cisza, spokój. Pachnie piernikami...

   Siadam przy komputerze, by skończyć wreszcie pisanie tego przydługiego posta. Za oknem coraz wyraźniejszy błękit nieba przekonuje mnie, że świat jest piękny. A życie dobre. I trzeba pozytywnie myśleć a wszystko się ułoży. I jeszcze nie raz zobaczę się z moimi bliskimi. A ci, którzy są teraz smutni jeszcze się rozweselą. Cierpiący doznają wreszcie ulgi. A ci zapiekli w swych urazach i fobiach wreszcie zrozumieją i wybaczą. A może pierwsi wyciągną rękę do zgody? Póki żyjemy wszystko jest przecież możliwe…

   Idę na strych. Znoszę stamtąd małą, sztuczną choinkę i pudełko z ozdobami. Otwieram je. Dotykam wspomnień. Rozczulam się na widok lepionych kiedyś przeze mnie łańcuchów i mieniących się kółeczek z papierków po cukierkach.... Och, a pod nimi widać jelonki, złociste pompony i gwiazdki, które kupiliśmy za bezcen od jakiegoś zwariowanego Turka na targu w Melbourne! Te świecidełka były niezwykłe. Inne niż tutejsze. Beztroskie…? 
Tamtejszy grudniowy dzień spowijał nas suchym, upalnym powietrzem. Chodząc po targu jedliśmy lody czekoladowe. Patrzyłam na ludzi, robiących zakupy świąteczne. Na ten wielorasowy, wielojęzyczny tłum krążący w zaaferowaniu wokół kramików i stoisk. Pachniało popcornem, owocami mango i cytrusami...

   Wracam do chwili obecnej. Moje urokliwe Pogórze. Wspaniała przestrzeń lasów, łąk, dolin i pofalowanych łagodnie gór.  Jestem tak blisko i tak daleko od baśni. Poranny śnieg za oknem błyszczy milionami brylantów. Ptak usiadł na pobliskim słupie wysokiego napięcia i patrzy na mnie uważnie. Trzeba by rzucić trochę okruszków na balkon. Uśmiecham się. Wesołych świąt ptaszku!

- Oleńko! Pomożesz mi ubrać choinkę? – z drugiego pokoju dobiega mnie głos Cezarego.
- Tak, tak! Już idę do Ciebie!


              Wesołych Świąt, kochani!***
                    I jeszcze jedno - jeśli kogoś z Was uraziłam czymś, dotknęłam, lub jakkolwiek przez ten rok zawiodłam, wybaczcie proszę...

50 komentarzy:

  1. Wyciszonych ale bardzo ciepłych, bardzo magicznych Świąt Bożego Narodzenia i smacznej wigilijnej strawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z całego serca za pamięć i życzenia!I Tobie też kochana, wrażliwa dziewczyno życzę wszystkiego dobrego!:-))

      Usuń
  2. I smutno, i cieplo zrobilo mi sie, kiedy czytalam Twoj post. Zycie jest jak karuzela, kreci sie nieprzerwanie, a chetni na przejazdzke wchodza don, wychodza, jedni na dluzej, inni na chwilke, jeszcze inni zostaja do konca. A ona nie przestaje sie krecic, bez wzgledu na to, czy wozi wielu chetnych, czy nikogo.
    Czas okoloswiateczny sklania do wspomnien i zadumy, tesknoty za tymi, ktorzy juz na zawsze wyskoczyli z wirujacej karuzeli i wspolczucia dla tych, ktorzy kreca sie na niej bez wlasciwej radosci, zmeczonych i wymiotujacych na skutek zawrotow glowy.
    Ehhh... lzy mi pociekly. Moze i dlatego tez nie lubie swiat, ktore dawno juz zatracily swoj sens i glebie, staly sie powierzchowne, plastikowe, sztucznie usmiechniete, czesto pijane, juz nie tak cieple jak wczesniej bywalo.
    Kangurki kochane, nie czas sie smucic, choc i do szczegolnej radosci powodow brak. Starajmy sie jednak jakos przetrwac ten sztucznie optymistyczny czas. Do nastepnego roku.
    Cieplych i pogodnych dni Wam zycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dobrze to napisałaś Aniu. Życie jest jak zwariowana karuzela. Czasem nam od tego kręcenia wesoło. Czasem smutno i mamy tego serdecznie dość. Są dni w których wszystko czuje sie wyraźniej. Tak, jak teraz. Nie da sie opędzic od wspomnień, przemysleń, porównań z dawnymi czasami, tęsknot i smutków. A gdzieś na dnie duszy wciaz w nas to dziecko, któe pragnie by wszystko było dobrze. By działy sie cuda nam i bliźnim. By odnalazła się zagubiona gdzieś radość i ufnośc w sprawiedliwość, dobroć i dobre zakończenia baśni...
      Anusiu droga! Piękna pogoda dzisiaj u nas była. Słoneczna, ciepła, rozbłękitniona. Kozy i Zuzia na spacerze szalały ze szczęścia. I ja patrząc na nie czułam się szczęsliwa. Czasami tak niewiele potrzeba...Może nie trzeba żądać więcej...?

      Dziekujemy gorąco za Twoje słowa dla nas, za mądre przemyslenia, za ciepłe zyczenia.
      Tulimy Cię serdecznie, bliska naszym duszom kobieto i samych dobrych rzeczy Ci życzymy!:-))

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Różo droga! I Tobie także wszystkiego najlepszego. Szczęścia w nowym kraju i spełnienia najważniejszych marzeń!:-))

      Usuń
  4. wzruszyłam się.Oby te święta dały Wam wiele radości , spokoju i ciepła. Uściski serdeczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta Bożego Narodzenia to czas wzruszeń i wspomnień. Trzeba co roku przez to przejsć. Taka jest widocznie potrzeba duszy...
      Olqo droga! Dziękujemy serdecznie za Twoje życzenia! I Tobie także życzymy samych dobrych rzeczy a przede wszystkim zdrowia, spokoju i odpoczynku!:-))

      Usuń
  5. Oluś mnie też smutno i bezsilnie. Zaczęłam czytać i widzę, że muszę odłożyć czytanie do wieczora. Czas do szpitala jechać, a kawałek mamy.
    Tyle smutnych myśli mi się teraz w głowie przetacza i skurcz łapie serce.
    Całuję Cię- jadę - już czas. Dla Niej mogą to być ostatnie święta.
    Wrócę tutaj wieczorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zofijanko kochana! Nie da sie czasem uciec przed smutkiem, wspomnieniem, bezradnością. Widocznie te uczucia też sa potrzebne. Cały rok odsuwane, spychane do kąta odżyły...I są łzy, które trochę pomagają wylać z siebie ten bezmiar tęsknot, uczuć, niewesołych myśli...
      Przytulam Cię bardzo serdecznie i trzymam kciuki by wieści ze szpitala nie były złe.
      Taki to trudny czas...Zawsze jednak jest nadzieja!***

      Usuń
  6. ... jesteś w baśni.
    Dobrej i złej, przejmującej, takiej, co jej słuchamy z zapartym tchem w kręgu ognia.
    Dziękuję i dobrych świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Megi droga! Moja baśń jest taka, jak Twoja. Ludzka. Pełna marzeń, ale i lęków. Toczy się za siedmioma górami, ale ludzie tu tacy sami, jak wszędzie i ich smutki takie same...
      Dziękuję serdecznie za Twoje odwiedziny, orazciepłe, z głębi duszy płynące słowa.
      Wszystkiego dobrego Ci życzę!:-))

      Usuń
  7. Oj, Olu, Ty jak napiszesz coś, to naprawdę ;) serce i gardło ściska. Taki to już dziwny czas, święta.
    My słuchamy niemieckich kolęd, uwielbiam je od zawsze, a kilka lat temu udało się mi kupić w końcu porządną płytę, więc ją eksploatuję w okresie świątecznym.
    Oleńko - Tobie i Twoim bliskim wszystkiego najlepszego na święta :) Niech będą Wasze, udane pod każdym względem, mimo smutnych refleksji i wspomnień. Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liduś kochana! Tak mi sie jakos w tym roku nazbierało a na dotatek taki trudny miałam ten tydzień...Nie zawsze daję radę napisać basniowo i ku pokrzepieniu serc. Czasami i moje serce łka...
      Odpowiadając na komentarze cały czas słucham kolęd. A "Cicha noc" po niemiecku brzmi równie pięknie!
      Dziekuję serdecznie za Twoje piekne zyczenia!
      Wszystkiego dobrego kochana dziewczyno Ci życzę! Dziekuję za Twoje ciepłe słowa, za życzliwość i otwarcie Twej wrażliwej duszy.
      Wesołych Świąt!***

      Usuń
    2. Dziękuję, Olu :)
      Czasem serce musi sobie połkać - dziwnie ten wyraz zabrzmiał ;) I trzeba z siebie wylać nadmiar emocji, smutków, a blog nadaje się do tego idealnie.

      Usuń
    3. Tak, czasem trzeba Liduś nawet popłakac razem. Oczyścić serce i pozwolić wniknąć tam promieniom.
      Ściskam Cię mocno i duzo życzliwych myśli zasyłam o poranku!:-))

      Usuń
    4. Ja również, Olu :) U nas ten poranek zrobił się słoneczny :)

      Usuń
  8. Dziękuję Olu za ten piękny post- mądry, głęboki, dla każdego.
    Oo 7 lat borykam się z podobnym problemem jak Ada ( mama)!
    Ale kocham życie mimo wszystkich rozlicznych trudności, jakie ono niesie.
    Tobie życzę piękna i sił, bo wiem, że czynisz dużo dobrego...
    Niech się spełnią pragnienia, które nosisz w sercu...
    A ja Ci życzę, żebyś w 2014 roku wydała powieść, a przynajmniej zbiór opowiadań!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basieńko kochana! Pisałam z serca. A dużo sie w tym sercu nazbierało!Czasem musi sie wylać...
      Rozumiem jak cięzko musi Ci być w domu z chorującą tak bardzo mamą.Ilez to wymaga nieskończonych pokładów hartu ducha, wyrzeczeń, siły fizycznej, cierpliwosci i miłosci!Jesteś niezwykle wrażliwą a jednocześnie silną osobą. Widać to w Twoich wierszach i w opisach codzienności. Jestem pełna podziwu dla Ciebie...
      Basiu! Z całego serca dziekuję za Twoje serdeczne życzenia i dobre słowa! I Tobie chcę życzyć spełnienia marzeń, zdrowia, wytrwałosci i nieustającej siły ducha oraz ciała. I wielu powodów do prostego cieszenia sie zyciem oraz natchnień do tworzenia coraz piękniejszych wierszy!
      Dobrych, spokojnych Świąt!***

      Usuń
  9. ...ten Rok z Tobą był cudowny, był rokiem fascynacji, zauroczeń i nagłych zadziwień...dzięki Tobie!
    Życzę Ci Wrażliwa Piękna Duszo abyś Święta przeżyła bardzo, ale to bardzo magicznie:)
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Meg! Przepięknie i wzruszająco mi napisałaś! Bardzo, bardzo dziękuję! Ciepło robi mi sie na duszy, gdy wiem, że otwierajac ją tutaj, na blogu, napotykam na taki serdeczny, pełen zrozumienia i wrażliwosci odzew.
      Dziewczyno droga! Tyle dobrego chcę Ci życzyć! Tyle ciepłych słów napisać...
      Niech sie spełni to, czego pragniesz najmocniej! Dobrych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych z bliskimi Twemu sercu ludźmi!
      Ściskam Cię mocno!***

      Usuń
  10. I tam, wzruszyłam się idę później wrócę. :)
    Jestem.
    Ludzkie losy są takie trudne czasem jak zatwardziałe jak ludzkie serca. Często jednak zastanawiając się nad nimi, dochodzę do wniosku że wszystko po coś jest, nic nie dzieje się bez przyczyny. Czasem partner uczy w bolesny sposób: "naucz się mówić NIE, nie można przekraczać twojej osobistej przestrzeni". Może uczy szacunku do siebie samej?
    Olgo zainteresuj się kodami uzdrawiania, opowiedz o nich znajomym, mnie też koleżanka powiedziała. W internecie znaleźć można dokładny opis (u mnie opis książki) wraz z rysunkami, Można je robić dla bliskich w ich intencji. Przez 12 dni dwa razy w ciągu dnia. Mnie najlepiej wychodzi gdy robię dla innych ale dla siebie też zrobiłam. Nastąpiło pogorszenie zdrowia a teraz wszystkie dolegliwości ustąpiły. Dziś pracuję już z wizualizacją.
    Piękne widoki tam u Ciebie serce i duszę pasiecie oboje i bliskością kochanych zwierząt. Dowiedziałam się że ludzie kozy cenili i podziwiali za bliskość z człowiekiem taką jak z psem. Kozy są inteligentne. Tyle masz bliskich "dzieci" blisko siebie. :)
    Pozdrów ten świat za Twoim oknem ode mnie i powiedz zwierzaczkom że są najbardziej na świecie kochane one to poczują.
    No i uśmiechniętych świąt, szczęśliwych i serdecznych jak bycie razem i podzielenia się opłatkiem z ulubieńcami. Kiedyś gospodarz szedł w Wigilię do obory do stajni i dzielił opłatkiem z bydlątkami swymi, bo krowa byla żywicielką a koń pracował, skoda tylko że psów i kotów nie dostrzegali. Ale nic to wszystko się zmienia. i to się zmienia powoli.
    Wszystkiego dobrego Olgo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eluś! Wzruszenia, zamyslenia, wspomnienia, najgłebsze tęsknoty...To wszystko drży w naszych sercach, błyszczy na końcach rzęs. Nareszcie uwolnione...
      Ciekawe to, co piszesz o kodach uzdrawiania. Postaram sie w wolnym czasie zapoznać z tematem i przemysleć go. Dziękuję Ci za informację o tym. Za nadzieję...
      Naprawdę kochane są moje zwierzaczki-dzieciaczki. Dzisiaj na spacerze kozy i Zuzia brykały uszczęsliwione. Było ciepło, pogodnie i radośnie. W tej chwili na moich kolanach są trzy koty. Pies śpi u stóp.Za oknem gwiazdy lśnią na granatowym niebie. Słucham znowu kolęd. Otwierają w moim sercu tyle furtek. Czasem trzeba je wszak otworzyć...
      Pozdrawiam mój świat od Ciebie a Twojemu światu zasyłam dużo ciepłych mysli i wdzięcznosci za ciepło oraz wrażliwość.
      Szczęsliwych, spokojnych i ciepłych Świąt Bożego Narodzenia życzę Ci Elu i ściskam serdecznie!:-))

      Usuń
  11. Piekne i smutne te Twoje wspomnienia, refleksje, ale przeciez takie jest zycie.
    Olenko dla Ciebie i Cezarego z glebi naszych (mojego i Wspanialego) serc zyczymy wszystkiego co najlepsze i najpiekniejsze, a przede wszystkim niech ten czas bedzie wypelniony spokojem, radoscia i miloscia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kochana Star! Takie właśnie jest zycie. Chciałoby się, by było bardziej baśniowe, ale ono wymyka się wszelkim ramom i idzie swoim torem. Czasem jest boleśnie. czasem radosnie. A przeważnie wszystkie uczucia mieszają się i gotują w jednym kotle serca.
      Serdecznie dziękujemy za Twoje i Wspaniałego życzenia. Ściskamy !as serdecznie, ciesząc się, iz za oceanem są ludzie tak bliscy, swojscy, ciepli i prawdzwi.
      Wszystkiego dobrego kochani! Zdrowia, spokoju i wielu dobrych, pogodnych chwil:-))***

      Usuń
  12. Piękny, poetycki, a zarazem niezwykle realistyczny post. Twoja empatia i wrażliwość nie mają sobie równych.
    Tak, tak, słodko-gorzkie myśli są przy takiej okazji również i moimi najwierniejszymi towarzyszami.
    Za moim oknem (na całe szczęście) czarno ...i pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Errato kochana! W tej chwili i za moim oknem czarno a właściwie granatowo.Z pomarańczowo-fioletowymi cieniami odległych świateł. Z migoczącymi delikatnie gwiazdami...
      Jest słodko-gorzko, ale czasem nie da sie inaczej. Nie chcę udawać, że jest inaczej i ubierać w się w sztuczny optymizm. Chociaż na dzisiejszym spacerze było mi dobrze...Usmiechałąm się. Słońce świeciło cudownie. Na niebie chmury układały sie w przepiekne wzory. Zusia i kozy biegały szaleńczo po polach. A mnie chciało sie biegać razem z nimi.Ważne są takie chwile...
      I Tobie życzę kochana dziewczyno wielu dobrych, prostych, pełnych słońca i spokoju chwil!:-))***

      Usuń
  13. Pięknie napisane... a życie musi mieć słodko-gorzkawy posmak, wtedy żyje sie cała pełnią!
    Radosnych świąt Olgo dla Ciebie i Twoich bliskich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z całego serca Amelio! Tak, życie to wszystkie smaki i odcienie. Bez tego przypomina tylko tanią telenowelę. A tymczasem jest prawdziwą, poruszającą opowieścia. Niczym u Dickensa...
      Oboje z mężem zyczymy Ci dziewczyno spokojnych i ciepłych świąt w gronie bliskich Ci osób oraz mimo wszystko dobrego zakończenia Adasiowej "Opowieści wigilijnej"...!***

      Usuń
  14. Olu... kurcze... Olu, tak nie można. Cały tydzień gniotłaś w sobie wspomnienia. Niedobre dla Twojego zdrowia wspomnienia. Coś chyba nie tak, bo ten czas powinien, przede wszystkim, te dobre budzić. Ta nostalgia, te nawiązywanie do osób, które odeszły.... Olu....
    Powiem wprost- zbadaj serce:) ja wiem, że to głupio zabrzmiało w obliczy twoich zwierzeń, ale...

    Spokojnych, szczęśliwych Świat życzymy Tobie i Cezaremu. Odpocznijcie , odpędź złe wspomnienia i myśli, pośpiewajcie kolędy.,nacieszcie się spokojem. A w nowym roku wszystkiego najlepszego, spełnienia tych najbardziej skrytych marzeń, zdrowia i dużo uśmiechów.
    Zuzię proszę pogłaskać za uchem... moje futerkowe śliczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko droga! Co do serca, to rzeczywiscie coś mnie pod zebrami gniecie. Ale pewnie to jakiś nerwoból.
      Tak czułam, więc tak napisałam. Bez żadnego udawania i silenia sie na sztuczny optymizm. Czasem i ja muszę coś z siebie wylać, inaczej mnie całkiem zaleje...Ale nie martw się o mnie, kochana. Żyję, nadal zachwycam sie światem i nadal mam marzenia.
      Dziękujemy serdecznie za Wasze z Jaskółem ciepłę życzenia! Niech sie spełnią! I Wam takze zyczymy wszystkiego dobrego. Spokoju, odpoczynku, usmiechu, miłych spotkań w gronie bliskich Wam osób.
      A Zuzieńka pogłaskana i zadowolona. Leży sobie na lóżeczku i zerka na mnie sennym okiem!:-))

      Usuń
  15. Jest tak jak w baśniach. Wszystko tak samo. Pomieszane jak w tyglu.
    Czasami można kupić nieśmiertelność, ale nic dobrego z tego nie wynika.
    Przemijanie i tęsknoty nienazwane. Czego mi brak? Gdzie chciałabym pójść? Po co?
    Odlatują jak stado ptaków. Jeżeli któryś z nich będzie wracać uparcie, może trzeba będzie go wysłuchać.
    Wielka ulga, że Cezary Cię zawołał.
    Przytulam mocno!
    Niech Was życie obdarowuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Magduś! W niektórych baśniach jest całkiem prawdziwie. W moich ukochanych, andersenowskich tyle uczuć, pragnień, cierpienia i tęsknot. I te baśnie nie zawsze mają dobre zakończenia...
      Czasem nie bardzo wiemy, czego tak naprawdę chcemy, Ku czemu dązymy. Czy to nasze rzeczywiste, czy tylko wmówione potrzeby? Sa jednak takie, których trzeba wysłuchać, gdy szarpia serce upartym pazurem.Czasem ktoś musi zawołać, by przerwać ten tok a czasem ktoś musi zrozumieć. Tyle wystarczy...
      Wczoraj była piekna pogoda. Bylismy na długim spacerze z Zuzią i kozami. Głaskaliśmy pieknego konia sąsiadów. Słońce świeciło bajecznie.
      I my przytulamy Cię Madziu serdecznie a czując mocnoTwą prawdę oraz zyczliwe myśli odwzajemniamy sie tym samym! Wszystkiego dobrego kochana dziewczyno!:-***

      Usuń
  16. Olgo, dziękuję mój świat jest zawsze wzruszony Twoimi do mnie słowami. Wdzięcznam bardzo. :)
    Ze wstydem muszę się przyznać że dopiero wczoraj nauczyłam się wstawiać filmiki ale już umiem i jeszcze tyle do nauczenia tyle mam fajnych filmów do pokazania. Małe i duże gąski fale północnego morza ptaki różnokolorowe to są radości które moje serce cieszą. :) I jest zmiana dekoracji nowy baner. To ilustracja którą córcia zrobiła do wiersza. Znów za pawicę robię. :)
    Już będzie ze dwa lata temu na Mazurach wyszłam z samochodu i się przestraszyłam bo niebo wisiało mi tuż nad głową. :) Było tyle gwiazd że ręką można było dosięgnąć ... prawie. :)) Cudności po prostu.
    I cisza cisza która zostaje gdzieś głęboko coś co jest potężne silne ogromne jak wszechświat cały.
    "Kody uzdrawiania" polecam naprawdę, poszperaj w necie tam są rysunki teraz zimą gdy jest wieczorem trochę więcej czasu można zrobić choćby w intencji kogoś kto jest bardzo chory i natychmiast pomocy potrzebuje. :) O, taki krótki film instruktażowy znalazłam:
    http://kwiatlotosu.wordpress.com/2013/04/19/kod-uzdrawiania/ nie ma tylko pokazanych układów odpoczynkowych dłoni ale to na innych rysunkach jest opisane.
    Polecam :)
    No to dobrej nocy już przybywa dnia od wczoraj na kurzą stopkę. :) Ciepłe uściski. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eluś! ja tez nie bardzo umiem wstawiac filmiki. Zresztą, nie było mi to jeszcze do niczego potrzebne. Zajrzę na Twego bloga i pooglądam nowe gadżety i wystroje!
      Nigdy nie byłam na Mazurach, a tylko słyszałam, czytałam, że tak pięknie. "Na całych jeziorach, Ty" - gdy słyszę tę piosenke Osieckiej to wyobraźnią zaraz tam jestem...
      Dziekuję za linka i ciekawe informacje o kodach uzdrawiania. To są cuda niesamowite, ale przecież w cos trzeba wierzyć!
      Tak, od wczoraj dni sie wydłużają. Pomysleć, ze za pół roku będziemy mogli sobie siedzieć w ogrodzie prawie do dziesiątej. I tylko świerszcze będą nam cykać a maciejka pachnieć!
      Pozdrawiam Cię Elu serdecznie i dobrego dnia zyczę!:-))

      Usuń
  17. Zasłuchałam się...zasłuchałam i wzruszyłam.....Takie to prawdziwe.....Twoja opowieść poruszyła mnie i trwam w zadumie..........
    Ściskam Cię mocno Oleńko i Cezarego pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba napisać w ten sposób. Wyjśc ze zwykłej konwencji i dotknąc samego jądra. Nawet gdyby miało to zaboleć. Ściskanie czegos w sobie i udawanie, ze tego nie ma jest przecież znacznie gorsze.
      Ciepłe mysli Ci Beatko zasyłam oraz życzenia dobrego, pogodnego dnia i całego tego tygodnia! Całuję!:-))

      Usuń
  18. Cudownych świąt wielu wzruszeń ciepła i miłości no i dużo dużo radości ze spotkań i bliższych i dalszych niech się dzieje wesoło i kolorowo w święta i po świętach. :) Serdecznie pozdrawiam Ciebie Twojego Męża i cały zwierzyniec ze szczególnym uwzględnieniem kozich panienek. :) :)) aj no i kociaków i piesków no i kurek :))))) Zapomniałam o kimś? Oj i tego o kim zapomniałam też serdecznie pozdrawiam z serca całego:)
    Buźka Olgo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kochana! O nikim nie zapomniałaś! Wszyscy pieknie za życzenia dziekujemy i też samych dobrych rzeczy Tobie i Twoim bliskim zyczymy! A przede wszystkim spokoju i miłości.Niech będzie pięknie!
      Całuję Cię serdecznie:-))

      Usuń
  19. Olgo, a jednak Ty żyjesz w bajce i bajkowe są Twoje opowieści, o radości i trudzie, o miłości i rozpaczy, jak życie. Żeby przyszło upalne lato, musi minąć sroga zima dosłownie i w naszych głowach. Rozejrzyj się, pod łóżkiem siedzą stwory zakurzone i szepcą: po co to wszystko? A na parapecie takie jasne z wesołymi oczami i mówią, że życie jest piękne, choćby nie wiem co.... : ) Życzę narodzenia wspaniałych opowieści i ściskam Świątecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo kochana, masz rację...Pięknie mi napisałaś! Dziekuję!
      Posyłam Ci ciepłe myśli, najlepsze życzenia zdrowia, szczęścia i miłości oraz by w Twej baśni więcej było tych dobrych stworków z parapatu i by codzień usmiechały sie do Ciebie na powitanie dnia!:-))

      Usuń
  20. W życiu każdego przeplatają się smutki i radości, bo czyż jest ktoś na świecie, kto powie, że jest absolutnie i nieskończenie szczęśliwy?najserdeczniejsze życzenia świąteczne ślę do Was, zdrowia i wszelkiej pomyślności; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Marysiu z całego serca za życzenia i przemyślenia. Wszystkiego dobrego!:-)

      Usuń
  21. Dla mnie Twoja opowieść jest jak .. plansza warcabów czy szachów. Czarne, białe...Smutek i nadzieja, szczęście i łzy.
    Takie życie,mozna rzec,a czasem mysle sobie, ze chciałabym żeby było słodsze, takie piernikowe bardziej...
    Zdrowych i ciepłych życzę; takich co wytchnienie dadzą i spokoju trochę, radości i poczucia, że czas ten nas buduje...
    pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieustanna przeplatankaw tym zyciu - melanżowa w nastroju. Na szczęście czasem jednak bywa piernikowo i wyraziście szczęśliwie.Bez zamgleń wspomnień i obaw...
      Tupajko! Dziękuję z całęgo serca za życzenia! I ślę pozdrowienia o słonecznym poranku światecznym!:-)

      Usuń
  22. Przeczytałam teraz w końcu na spokojnie Twoją wigilijną opowieść, Olgo. Im dłużej czytałam, tym bardziej uświadamiałam sobie, że jestem w dobrym momecie życia, że po wielkich burzach, okresie błądzenia, smutku, pustki, strachu i rozpaczy, dotarła do spokojnego portu i nawet leżąc dziś rano przytulona do męża pomyślałam sobie magiczne życzenie noworoczne: oby było tak jak teraz, oby nic się nie zmieniło. Obaj moi synowie mają pasję, realizują się. Młodszy przeżywa swoją nową miłość, która go zaskoczyła i porwała. Starszy uruchamia wielki projekt. My żyjemy i kochamy się.
    Olgo, i Tobie tego życzę, aby było co najmniej jak teraz. Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie i Cezarego.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziękuję Ci Aniu za podzielenie się ze mna swoimi przemyśleniami. Czasem trzeba przejsc bardzo wiele by dojśc do takiego momentu w życiu, że sie umie nareszcie być z niego zadowolonym i docenia sie ten czas, który trwa. Niekiedy dopiero w porównaniu z trudnymi losami innych ludzi rozumiemy jak w gruncie rzeczy nasz los jest dla nas łaskawy. I nawet gdy jesteśmy w głębokim smutku wreszcie wydźwigamy sie z niego - jesli nie dla siebie, to dla innych. A poza tym zazwyczaj wszelkie przeciwności rzeźbią naszego ducha, wzmacniają i prowadzą do jeszcze większej empatii oraz do tego portu spokoju. Żyć świadomie i odpowiedzialnie, miec bliskich wokół siebie, widzieć, że są szczęsliwi...Czegóz mozna chcieć więcej...?
    Dziekuje Anuś za Twoje życzenia, za szczere słowa.
    Serdeczne mysli Ci zasyłam w piątkowy poranek!

    OdpowiedzUsuń
  24. Święta to taki czas właśnie- nostalgiczny, refleksyjny. Wspominamy, tęsknimy i żałujemy...To dobrze, że ciagle mamy w sobie tyle emocji, tyle uczuć, ze potrafimy czuć. Dobra myśl, wspomnienie ma ogromne znaczenie. Nie można się zadręczać, ale też nie można być obojętnym.
    Jesteśmy tu i teraz, mozemy jedynie skupić się na tym, aby przeżyć dni, które pozostały tak, aby nic nie żałować, aby się nie wstydzić i nie mieć do siebie żalu. Być dobrym dla siebie i dla innych. Aby nie mieć sobie nic do zarzucenia, aby wspierać innych w ich troskach, służyć ramieniem do oparcia. Tak, oby inni, kiedy nas już zabraknie zawsze nam też poświęcili choćby jedną ciepłą myśl, wspomnienie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe zycie uczymy sie żyć i dostrzegać to, co w tym zyciu najwazniejsze. Czasem jednak smutki i zmartwienia przesłaniaja nam wyraźne widzenie. I wszystko zdaje sie jak w jakiejś lepkiej mgle...A święta budzą mnóstwo, zyjących zazwyczaj przez cały rok w uspieniu uczuć, wspomnień, refleksji. Trzeba zmierzyc sie wówczas z samym sobą. Z własnym i cudzym człowieczeństwem.
      Niekiedy ciezko jest się nie zadręczać, nie martwic zmartwieniami bliskich. Czasem trzeba przez to przejsć, bo nie ma innej, prostszej drogi. Ale potem wreszcie wychodzi sie na wzgórze, skad rozciąga się piekna panorama na całą okolice. I widać wiele jasnych dróg! I rodzą sie nowe nadzieje oraz marzenia.
      Tak, cudownie byłoby gdyby ci, którzy bedą po nas pamiętami nas i dobrze wspominali...
      Weroniko! Dziekuje Ci za rozumny, pełen wrażliwosci komentarz i pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia