Uwielbiam ten czas przed burzą
Gdy chmury się srożą i burzą
Gdy podmuch przetacza się gniewny
Po łąkach dotąd tak sennych
W krąg wzgórza otuchą zadrżały
Dość mając bezsilnej niemoty
Bo grzmot skądś je doszedł wspaniały
Zapowiedź przerwania spiekoty
Nad cichą kapliczką tej wioski
Niebiosa poczęły swe granie
Natury to głos albo boski?
Odpowiedź na modlitw błaganie?
I w życiu po chwilach milczenia
Po dniach beznadziei upartych
Nadchodzi czas przesilenia
Odwaga się budzi z martwych
Pieśń serca ożywa znów mocą
Do wtóru chce nucić obłokom
I skrzydła już nowe łopocą
I chce się polecieć wysoko
Bo prawda się pragnie wykrzyczeć
Bo zło ma się z dobrem zmierzyć
To burzy są obietnice
I bardzo się chce jej uwierzyć
Uwielbiam ten czas przed burzą
Gdy chmury się srożą i burzą
Gdy podmuch przetacza się gniewny
Po łąkach dotąd tak sennych…