poniedziałek, 27 marca 2023

Wiosna jak narkotyk…

 


 

   Przed nami kilka chłodniejszych, by nie powiedzieć na powrót zimowych dni. Dlatego jest okazja by napisać o tym,  jaki był początek wiosny w naszych stronach. Otóż przyniósł on Pogórzu Dynowskiemu sporo ciepłych, słonecznych, pełnych nowej energii dni. Nie dziwota zatem, że przemożny zew natury kazał nam wyleźć z zimowej gawry i natychmiast brać się do roboty w gospodarstwie. 





  Ów zew, jak zwykle, owładnął nami nieomal narkotycznie, dlatego nie bacząc na wiek oraz minimalną po zimie wydolność fizyczną rzuciliśmy się z Cezarym w intensywny wir prac ogrodowych. Jednak obolałe mięśnie i w ogóle osłabione organizmy bardzo szybko kazały nam nieco powściągnąć owe beztroskie zapały. Okazało się, iż kilka godzin dziennie sprzątania na grządkach, przekopywania ziemi albo cięcia drewna opałowego daje nam tak bardzo w kość, że (opaleni a nawet spaleni pierwszym słońcem) padamy wieczorem jak ścięci, często nawet nie mając sił by się umyć, czy cokolwiek jeszcze zrobić w domu. A to padnięcie oznacza przeważnie długi, mocny sen, który obezwładnia i zawłaszcza. Można tylko leżeć bez przytomności i chrapać jak niedźwiedź. A rano wstawać pokrzywionym niczym paralityk i pojękując zaczynać kolejny dzionek z nadzieją, że szybko się człowiek rozrusza i znowu do pożytecznej roboty się weźmie.




   Bo przecież wbrew owemu kiepskiemu samopoczuciu ogromnie chce się znowu z domu wyjść i przebywać pośród upajających, wiosennych aromatów, pośród śpiewu ptasząt, kumkania żab i bzyku muszek. Zarażać się od budzącej się przyrody jej entuzjazmem i ochotą do działania. Bo właśnie w tym działaniu  w otoczeniu natury tkwi uzdrawiający sens odrodzenia ducha oraz ciała. Jest w nim coroczna, dająca nadzieję i przywracająca równowagę wszechrzeczy powtarzalność. I staje się oczywiste, iż póki żyjemy – działamy potwierdzając tym samym jedność z tym, co dookoła. 





   Przezwyciężamy niemoc i ból ufając, iż z każdym dniem będziemy czuć się lepiej, aż w końcu przepoczwarzeni, wydobędziemy się z niepotrzebnych już kokonów psychicznych czy fizycznych ograniczeń i na powrót młodzi jak kolorowe motyle wzlecimy wysoko by znowu czerpać z życia wolność i czystą radość. Bo furda tam złowieszczy upływ czasu! Furda wszelkie zimowe, egzystencjalne zwątpienia! To wszystko znika, przepada jak zły sen. Niech się tam w dalekim świecie wariactwo kotłuje, niech się kto chce w medialnych bajdurzeniach nurza, ale tu niech trwa zwyczajny, prosty świat, który nie daje się zmienić, wyzuć ze swojej istotności, przekabacić i bezpowrotnie zepsuć.



    Bo przecież tu jak zawsze płyną po niebie majestatyczne obłoki a nad polami świergoczą niewinne ptaszęta. Bo rolnicy od świtu orzą ciężką, spiżową glebę. Bo wilgotna,  płodna ziemia tylko czeka by urodzić nową, wspaniałą zieleń młodych zbóż. Bo na zielonym kobiercu łąk zakwitną już wkrótce kolorowe kwiaty i zioła. A słońce będzie temu wszystkiemu szczodrze przyświecać. A deszcz poić. A wiatr tańczyć swobodnie pośród soczystych traw oraz obsypanych świeżymi listeczkami gałązek wierzb i brzóz. A my,  żyjący tu ludzie wdzięczni jesteśmy, iż kolejny raz dane nam jest to wszystko widzieć, doświadczać….


   

  

  

   Oto co wiosna robi z człowiekiem – gotów jak dziecko znowu uwierzyć w proste szczęście. Upić się nim raz jeszcze, nie bacząc na czyhający w niedalekiej przyszłości kac i przykre otrzeźwienie z niedawnych, baśniowych złudzeń. Ale póki co tak dobrze jest móc przysiąść na ławie w ogrodzie i oddychając ostrym, żywicznym powietrzem spokojnie w niebo się zapatrzyć, nabrzmiałe pączki na drzewach i krzewach ze wzruszeniem witać, radosnymi brykaniami psów się cieszyć i biegać z nimi po ogrodzie w wariackim pędzie. A potem pójść na łąkę  i po raz nie wiadomo który zachłysnąć się tą przestrzenią, kolorami, ciszą, uczuciem cudownego uwolnienia od cywilizacji. I krążyć pośród zeszłorocznych traw dostrzegając między nimi nowe, rwące się do życia roślinki. I wzdychać raz po raz – nareszcie, nareszcie, wiosna! 



  Wiosenne przemiany zasługują rzecz jasna nie tylko na przeżywanie ich na bieżąco, ale i na ich upamiętnienie. Dlatego co jakiś czas łapię za aparat fotograficzny i dokumentuję najważniejsze, najpiękniejsze albo najbardziej charakterystyczne momenty tych marcowych dni. Zdjęcia oczywiście nie są w stanie oddać całego nastroju i urody początku wiosny, ale fotografowanie sprawia mi radość i daje sporo swobody oraz satysfakcji, czego i Wam życzę!:-)

  












Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost