środa, 6 czerwca 2018

Truskawki z Jawornika…





  

    W ciepłych miesiącach często jeździmy do położonego od nas w odległości ok. 5 km Jawornika Polskiego. Jawornik Polski to spora wieś oraz gmina w województwie podkarpackim, w powiecie przeworskim, do 1919 roku posiadająca prawa miejskie. Pozostałościami po jej miejskich czasach jest mały ryneczek, oraz budynek urzędu gminy i poczty stojący w jego centrum. 

   Dlaczego wybieramy się tam tylko w ciepłej porze roku? Ponieważ dojechać tam można od nas tylko tzw. działem, czyli malowniczą drogą gruntową, położoną miedzy polami i wzgórzami. Bywa, że gdy śnieg zawali ją w grudniu, to aż do kwietnia staje się nieprzejezdna.  Nikt jej nie odśnieża, prawdopodobnie dlatego, że leży ona na pograniczu dwóch gmin i każda z nich najchętniej zwaliłaby ten przykry obowiązek na gminę sąsiednią. W rezultacie nie robi tego nikt i jeśli człowiek chce się od nas dostać do Jawornika musi jechać objazdem, wydłużającym doń drogę kilkukrotnie albo wędrować piechotą.  W ubiegłych latach po wielekroć już brnęliśmy tam w głębokich śniegach, skrótem przez pobliski las.  Jednak wyprawa taka wymaga naprawdę dobrej kondycji, zatem ostatniej zimy nie odważyliśmy się już porywać na nią.



   A co nas przyciąga w Jaworniku? Przede wszystkim sklepiki spożywczo-przemysłowe, poczta i piekarnia. Czasem korzystamy też z księgozbioru tamtejszej maleńkiej biblioteki, odwiedzamy miejscowego fryzjera i poniedziałkowy targ. Niekiedy odwiedzamy naszych serdecznych znajomych zamieszkałych w tamtych okolicach.




   Jednak od czerwca przyzywa nas w to miejsce przemożny, truskawkowy zew. Ochota na wyjątkowo dorodne i pyszne, uprawiane ekologiczną metodą truskawki. Kilka lat temu odkryliśmy położoną w górnej części Jawornika, w pobliżu starej, urokliwej kapliczki małą, rodzinną farmę truskawkową, gdzie bezpośrednio od jej właścicieli kupujemy po kilka koszyków tych soczystych, słodkich owoców. Truskawki rosną tam na niewielkim, około półhektarowym polu, na podłożu wyścielonym słomą. Dzięki temu są zawsze czyściutkie i gotowe do jedzenia wprost z krzaka albo koszyka. Poza tym mamy pewność, iż nie stosuje się tam chemii w celu ochrony roślin przed szkodnikami i wirusami a jedynie opryski z cytrusowych olejków eterycznych. 





   Tuż obok truskawkowego pola znajduje się urokliwy, porośnięty trzciną staw, z którego czerpana jest woda do podlewania upraw. Sympatyczni właściciele, choć od świtu do zmierzchu zarobieni i zmęczeni zawsze witają nas z serdecznym uśmiechem i nie mają nic przeciwko temu by zamienić z nami paru słów. To dla nas ważne, ponieważ po wielekroć przekonaliśmy się już, że to, jacy są ludzie zajmujący się uprawą, często wpływa na jakość ich płodów rolnych. Przemili, jaworniccy farmerzy opowiadają o swych truskawkach chętnie i z czułością. Zatem i pochodzące z ich pola truskawki pełne są ciepła i słodyczy.






   Zaopatrzeni w kilka koszyków tego wonnego specjału żegnamy się z pogodnymi plantatorami i wyruszamy w drogę powrotną podjadając po drodze co dorodniejsze owoce. A ponieważ co i rusz kuszą nas malownicze widoki albo jakieś porastające obrzeża pól kwiatki zatrzymujemy się i robimy mnóstwo zdjęć, niepomni na to, że już kilka tysięcy fotografii w poprzednich latach tu wykonaliśmy. Za każdym razem bowiem zdaje się nam, iż widzimy coś nowego, w inny sposób oświetlonego, kwitnącego piękniej niż zazwyczaj.












   W domu przesypujemy truskawki do plastikowych, zielonych durszlaków i większość chowamy do lodówki na potem a pozostałą część  płuczemy a następnie pałaszujemy saute lub z dodatkiem śmietany, odrobiny cukru i kilku listków mięty. Mruczymy przy tym z rozkoszą, albowiem ten cudowny, truskawkowy smak jest nieomal taki sam, jak w czasach dzieciństwa, gdy człowiekowi wszystko smakowało lepiej a wszystko zdawało się o wiele wyrazistsze niż obecnie. 






   W poprzednich latach robiłam po kilkanaście słoików smacznych dżemów truskawkowych, ale obecnie ze względu na to, iż staramy się unikać dużych ilości cukru (a w przetworach nie da się ich uniknąć, no chyba że kogoś stać na stosowanie drogiego ksylitolu, stewii albo cukru kokosowego) już z tego zrezygnowałam. Poza tym i tak moja spiżarka ugina się od przetworów. Przede wszystkim staram się spożytkowywać jakoś wszystko to, co rodzi nasz ogród, czyli owoce czarnego bzu, gruszki, jabłka, śliwki i maliny, jeżyny albo kalinę. 



   Truskawki zajadamy więc zazwyczaj tylko na świeżo. Raczymy się koktajlem truskawkowym z jogurtem, kefirem albo maślanką.  Dobry jest też sos truskawkowy zrobiony ze zmiksowanych owoców z dodatkiem niewielkiej ilości śmietany. Można nim polać np. makaron albo ryż i taka potrawa stanowi wyśmienity czerwcowy, lekki, w sam raz na upały obiadek.  Dawno już nie robiłam pierogów z truskawkami, czy biszkoptowego ciasta z bitą śmietaną, truskawkami i galaretką albo kruchego czy też drożdżowego placka z truskawkami i kruszonką na wierzchu.  Już na samo wyobrażenie tych smakołyków ślinka mi wprost cieknie…No i wreszcie truskawki z lodami! Ambrozja! Tylko te przeklęte kalorie wszędzie! Ale cóż, czerwiec jest tylko raz w roku a truskawkowa obfitość tak szybko mija. Może zatem nie warto sobie odmawiać tych wspaniałych smaków?!:-)





   A jeszcze z truskawkowym tematem skojarzyła mi się nastrojowa piosenka śpiewana przez Hannę Banaszak (autorstwa W.Młynarskiego i J.Derfla) pt. „Truskawki w Milanówku”. Słucham sobie jej teraz racząc się kolejnymi truskawkami i nucąc  po swojemu:

Truskawki z Jawornika, słodka poezja, ekstrat słońca
Mogłabym zjadać je bez końca, bo w nich szczęścia drzemie smak
Truskawki z Jawornika, pogodny czerwiec, łąk kwitnienie
Drogi bezkresne, blaski, cienie a gdzieś daleko cały świat…
   



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost