W ciepłych
miesiącach często jeździmy do położonego od nas w odległości ok. 5 km Jawornika
Polskiego. Jawornik Polski to spora wieś oraz gmina w województwie
podkarpackim, w powiecie przeworskim, do 1919 roku posiadająca prawa miejskie.
Pozostałościami po jej miejskich czasach jest mały ryneczek, oraz budynek
urzędu gminy i poczty stojący w jego centrum.
Dlaczego wybieramy
się tam tylko w ciepłej porze roku? Ponieważ dojechać tam można od nas tylko
tzw. działem, czyli malowniczą drogą gruntową, położoną miedzy polami i
wzgórzami. Bywa, że gdy śnieg zawali ją w grudniu, to aż do kwietnia staje się nieprzejezdna. Nikt jej nie odśnieża, prawdopodobnie
dlatego, że leży ona na pograniczu dwóch gmin i każda z nich najchętniej zwaliłaby
ten przykry obowiązek na gminę sąsiednią. W rezultacie nie robi tego nikt i
jeśli człowiek chce się od nas dostać do Jawornika musi jechać objazdem, wydłużającym
doń drogę kilkukrotnie albo wędrować piechotą. W ubiegłych latach po wielekroć już brnęliśmy
tam w głębokich śniegach, skrótem przez pobliski las. Jednak wyprawa taka wymaga naprawdę dobrej
kondycji, zatem ostatniej zimy nie odważyliśmy się już porywać na nią.
A co nas przyciąga w Jaworniku? Przede
wszystkim sklepiki spożywczo-przemysłowe, poczta i piekarnia. Czasem korzystamy
też z księgozbioru tamtejszej maleńkiej biblioteki, odwiedzamy miejscowego fryzjera
i poniedziałkowy targ. Niekiedy odwiedzamy naszych serdecznych znajomych
zamieszkałych w tamtych okolicach.
Jednak od czerwca przyzywa nas w to miejsce
przemożny, truskawkowy zew. Ochota na wyjątkowo dorodne i pyszne, uprawiane
ekologiczną metodą truskawki. Kilka lat temu odkryliśmy położoną w górnej
części Jawornika, w pobliżu starej, urokliwej kapliczki małą, rodzinną farmę
truskawkową, gdzie bezpośrednio od jej właścicieli kupujemy po kilka koszyków
tych soczystych, słodkich owoców. Truskawki rosną tam na niewielkim, około
półhektarowym polu, na podłożu wyścielonym słomą. Dzięki temu są zawsze czyściutkie
i gotowe do jedzenia wprost z krzaka albo koszyka. Poza tym mamy pewność, iż nie
stosuje się tam chemii w celu ochrony roślin przed szkodnikami i wirusami a
jedynie opryski z cytrusowych olejków eterycznych.
Tuż obok truskawkowego pola znajduje się urokliwy, porośnięty trzciną staw, z
którego czerpana jest woda do podlewania upraw. Sympatyczni właściciele, choć od
świtu do zmierzchu zarobieni i zmęczeni zawsze witają nas z serdecznym
uśmiechem i nie mają nic przeciwko temu by zamienić z nami paru słów. To dla
nas ważne, ponieważ po wielekroć przekonaliśmy się już, że to, jacy są ludzie
zajmujący się uprawą, często wpływa na jakość ich płodów rolnych. Przemili, jaworniccy
farmerzy opowiadają o swych truskawkach chętnie i z czułością. Zatem i
pochodzące z ich pola truskawki pełne są ciepła i słodyczy.
Zaopatrzeni w
kilka koszyków tego wonnego specjału żegnamy się z pogodnymi plantatorami i wyruszamy
w drogę powrotną podjadając po drodze co dorodniejsze owoce. A ponieważ co i
rusz kuszą nas malownicze widoki albo jakieś porastające obrzeża pól kwiatki
zatrzymujemy się i robimy mnóstwo zdjęć, niepomni na to, że już kilka tysięcy fotografii
w poprzednich latach tu wykonaliśmy. Za każdym razem bowiem zdaje się nam, iż
widzimy coś nowego, w inny sposób oświetlonego, kwitnącego piękniej niż
zazwyczaj.
W domu
przesypujemy truskawki do plastikowych, zielonych durszlaków i większość chowamy
do lodówki na potem a pozostałą część
płuczemy a następnie pałaszujemy saute lub z dodatkiem śmietany, odrobiny
cukru i kilku listków mięty. Mruczymy przy tym z rozkoszą, albowiem ten cudowny,
truskawkowy smak jest nieomal taki sam, jak w czasach dzieciństwa, gdy
człowiekowi wszystko smakowało lepiej a wszystko zdawało się o wiele
wyrazistsze niż obecnie.
W poprzednich
latach robiłam po kilkanaście słoików smacznych dżemów truskawkowych, ale
obecnie ze względu na to, iż staramy się unikać dużych ilości cukru (a w
przetworach nie da się ich uniknąć, no chyba że kogoś stać na stosowanie
drogiego ksylitolu, stewii albo cukru kokosowego) już z tego zrezygnowałam. Poza
tym i tak moja spiżarka ugina się od przetworów. Przede wszystkim staram się spożytkowywać
jakoś wszystko to, co rodzi nasz ogród, czyli owoce czarnego bzu, gruszki,
jabłka, śliwki i maliny, jeżyny albo kalinę.
Truskawki
zajadamy więc zazwyczaj tylko na świeżo. Raczymy się koktajlem truskawkowym z
jogurtem, kefirem albo maślanką. Dobry
jest też sos truskawkowy zrobiony ze zmiksowanych owoców z dodatkiem
niewielkiej ilości śmietany. Można nim polać np. makaron albo ryż i taka
potrawa stanowi wyśmienity czerwcowy, lekki, w sam raz na upały obiadek. Dawno już nie robiłam pierogów z truskawkami,
czy biszkoptowego ciasta z bitą śmietaną, truskawkami i galaretką albo kruchego
czy też drożdżowego placka z truskawkami i kruszonką na wierzchu. Już na samo wyobrażenie tych smakołyków
ślinka mi wprost cieknie…No i wreszcie truskawki z lodami! Ambrozja! Tylko te przeklęte
kalorie wszędzie! Ale cóż, czerwiec jest tylko raz w roku a truskawkowa
obfitość tak szybko mija. Może zatem nie warto sobie odmawiać tych wspaniałych
smaków?!:-)
A jeszcze z
truskawkowym tematem skojarzyła mi się nastrojowa piosenka śpiewana przez Hannę
Banaszak (autorstwa W.Młynarskiego i J.Derfla) pt. „Truskawki w Milanówku”.
Słucham sobie jej teraz racząc się kolejnymi truskawkami i nucąc po swojemu:
Truskawki z Jawornika, słodka poezja, ekstrat słońca
Mogłabym zjadać je bez końca, bo w nich szczęścia drzemie
smak
Truskawki z Jawornika, pogodny czerwiec, łąk kwitnienie
Drogi bezkresne, blaski, cienie a gdzieś daleko cały
świat…





























