sobota, 9 stycznia 2016

Nie dać się...

   Oto nasza stareńka, uginająca się pod ciężarem śniegu lipa. Tak wyglądała w 2013 roku. Potem jej gałęzie złamały się. O centymetry ominęły nasz dom. Pozostałe nadal groziły złamaniem.  Trzeba było drastycznie przyciąć konary drzewa, by ocalić lipę i dom...


                                                                    Lipa tuż po obcięciu...

Olga i Cezary piszą...
   Zatrzymanie na krzyżujących się pasmach ścieżek to czas nie tylko na rozpamiętywanie, ale i na podejmowanie decyzji o kierunkach kolejnych wyborów w na nowo posegregowanych wartościach. Nic nie jest na zawsze oprócz miłości -  wykrzyknie zakochany! Tylko diamenty są „forever” -  przyciszonym głosem zaanonsuje kolekcjoner. I gdzie by nie sięgnąć tam racja miesza się z wykładnią odmienionej racji. I jak tu znaleźć swoją rację pomiędzy?  Podobno krowy nie zmieniają poglądów.  Dlatego ludzie nie są krowami i nie muszą skubać trawy na wypasionej łące. Trochę złe połączenie słów, bo wypasiony bardziej kojarzy się z luksusem w obecnych czasach.
    Pójście w parze wybranym traktem nosi znamiona euforii. Równo, gładko, szeroko i można trzymać się za ręce. Ba, można nawet poruszać się w tanecznych podskokach, posuwiście i z natchnieniem wchodzić w spójność każdej napotkanej przestrzeni. Obecność naszego odbicia wspomagana jednością wyrazu zdaje się być czymś niezniszczalnym. Z czasem trakt zawęża się i przestajemy tańczyć, gubimy kiedyś spontaniczne kroki. Idziemy ciągle razem, lecz w innych nieco uwarunkowaniach. Czy coś zmieniło się? Absolutnie nie, to my smakujemy inaczej i część rzeczywistości przesłania rozrastająca się wyobraźnia. Efekt naszych niezrealizowanych założeń, być może nie na miarę lub na nie czas. Kolejne przeobrażenia są następstwem poprzednich, przeciąganie jest bezwarunkowe. A przecież są strefy bezpieczeństwa przydrożnego! Tam można po ludzku przystanąć, sprawdzić położenie i wzajemne ułożenie...

                                                                          
C. Ty już mnie nie ten tego… no tego.
O. Ty też mnie już nie ten tego i właśnie.
C. Jak możesz tak mówić… napaliłem w piecu, naniosłem drewna.
O. Drzewa to ja naniosłam wczoraj, jak spałeś na kanapie… i zresztą sama Cię kocem przykryłam.
C. A czy to podchodzi pod ten tego?
O. Oczywiście, każde poczynanie na rzecz drugiej strony jest tego wyrazem… i nie rób niewinnej miny.
C. Kiedy skończysz pisanie kolejnego posta?
O. Jeszcze tylko parę zdjęć i publikacja.
C. A ja w tym czasie napaliłem w piecu, zrobiłem śniadanie, obszedłem obejście, bo pańskie oko konia tuczy, a post jeszcze nieopublikowany.
O. Przeczytam na głos, co napisałam, zgadzasz się?
C. Moje ewentualne protesty na nic i tak przeczytasz, a ja będę udawał, że pilnie słucham. To już tradycja w tym domu.
O.  Ale zależy mi na Twoim zdaniu, jakie by nie było w ramach pluralizmu, he he…
C. Przecież wiesz, że lubię wszystko, co piszesz…
O. Nie lubisz, jak w postach odsłaniam swoje słabości.
C. Nie uważam, że obnoszenie się ze słabościami jest właściwe. Odbiór jest szeroki od końca do końca. Nieczęsto daje to szanse zabrania głosu ludziom, którzy przejadą po brzytwie odsłoniętego bez skrupułów dla własnej satysfakcji. Świat nie jest dziwny, to ludzie są dziwni.
O. A ja myślę, że słabości zbliżają ludzi, bo nikt z nas nie jest ze stali. Odsłaniając się daję dowód odwagi, a nie słabości.
C. Niby racja.  Z kolei pokazywanie swojej siły jest czymś normalnym i gloryfikowanym przez, niestety większość. Nikt nie lubi słabeuszy i afiszowanie się z nimi to wstyd – tak myśli większość. Podobnie nikt nie lubi biedaków, bo tacy przeważnie potrzebują pomocy, choć i bogaci chętnie wyciągają łapska po datki.
O. A mnie zawsze ciągnęło do słabszych, do szczerszych, do tych, co nie wstydzą się pokazać swych uczuć. Przy nich czułam się normalna, zrozumiana. Towarzystwo tych nazbyt pewnych siebie oraz tych zbyt zamkniętych w sobie ludzi mnie odstręcza. Przy takich osobach staję się przeźroczysta. Nie mam siły i ochoty by być sobą… I wiesz, wzrusza mnie, gdy mężczyzna płacze, gdy się tego nie wstydzi. A tymczasem w naszej kulturze gloryfikuje sie typ macho, zdobywcy, kowboja. To takie papierowe, nieciekawe typy…
C. Oceny kobiet o mężczyznach są dość znane i dzisiaj facet bez szmalu czy ewentualnego potencjału nie liczy się. Podobno tacy nie są w stanie dać kobiecie bezpieczeństwa cokolwiek by to nie znaczyło nawet, jak w tym sensie są macho. Takich pałętających się jest wielu na wyciągnięcie ręki. Życie weryfikuje postawy i to z obu stron i jest coraz bardziej plaskate.
O. Tak! Kobiecie jest potrzebne oparcie, ale przede wszystkim duchowe. W dzisiejszym świecie kobiety potrafią same na siebie zarobić, nie muszą polegać w tej mierze na mężczyznach. One chcą na nich polegać, jako na przyjaciołach, jako na bliskich osobach, przy których mogą czuć się akceptowane i mogą bez lęku o wyśmianie mówić to, co myślą, robić to, co jest ich pasją…
C. No ładnie… Moja droga, kobiety niezależne finansowo potrzebują wsparcia duchowego, a kobiety np. wychowujące tylko dzieci i zajmujące się domem potrzebują i duchowego i finansowego wsparcia. Dopóki żony nie będą w stanie wystawiać faktur mężom za wykonywaną pracę tak właśnie będzie. Tu nie ma wygranych i przegranych, tu jest wspólnota.
O. To powinna być wspólnota, ale często nie jest, gdy każde ciągnie w swoją stronę, gdy nie ma empatii, zaufania i prawdziwej bliskości. A przecież kiedyś była! Przecież prawie każde małżeństwo zaczyna się od ideału, od spełniania wspólnych marzeń, od dążenia do wspólnych celów. A często gdzieś się to potem wszystko rozmywa… To boli, gdy z osobą, którą się kocha, z którą żyje się tyle lat człowiek czuje się coraz bardziej obco…
C. Ano, nieprzewidywalność to cecha ludzi młodych, są zdania, że jakoś to będzie i to na pewno dobrze, jeśli nie bardzo dobrze. Inne schematy nie wchodzą w rachubę. Niekoniecznie spójność zainteresowań łączy, czasem stwarza niezdrową konkurencję. I to jest ta cecha charakteru, która mogła ujawnić się sprzyjających warunkach… ambicje, kto jest lepszy potrafią zabić wszystko łącznie z nieśmiertelną miłością… i co wtedy?
O. Czyli już nie partnerzy a konkurenci a w pewnych sytuacjach nawet wrogowie? A co jest w takiej sytuacji klejem, który nadal spaja taki toksyczny związek? Siła przyzwyczajenia? Lęk przed zmianą? Dzieci? Wiara, że to tylko kryzys, który się przecież kiedyś skończy?
C. Sam nie wiem… każdy przypadek jest inny, przedmiotem sporu jest imaginacja często nierzeczywistych zdarzeń o zerowym znaczeniu… tu nie potrzeba wyciągać całej artylerii. Kiedyś sam dokonałem wyboru pomiędzy i jestem szczęśliwy, co nie znaczy, że taki wybór będzie dla każdego pracował. I proszę nie krzyczeć na mnie… więcej oczywiście.
O. Kiedyś trzeba w końcu dokonać wyboru. Coś stłuc do końca, po to by coś odbudować. Najgorzej to utkwić w miejscu i bać się wszelkiego ruchu albo i całkiem zobojętnieć… A co do krzyku to, kto z nas jest większym krzykaczem? Zresztą, nie licytujmy się… To nie ma sensu. Każde z nas przeszło swoje. Najważniejsze, że wyszliśmy z tamtych sytuacji i teraz jesteśmy tutaj. Czy mogliśmy to przewidzieć w najśmielszych marzeniach…?
C. Nie mogliśmy! A wracając do tematu, to moim zdaniem najgorsze są niedomówienia i bezpodstawna skrytość. Zawsze komuś wyjdzie bokiem i nie wiadomo czy po właściwej stronie, ale wyjdzie. Coś mi się wydaje, że reprezentujemy odchodzące pokolenie, pełne wiary w odmienianą uczciwość, co nie znaczy, że uczciwość tylko wobec samego siebie jest naganna, to tak na początek jest napędem gwarantującym sukces. A propos sukcesu. Kiedy skończysz pisanie swojej książki? Tak tylko pytam.
O. Książki? Coś mi nie idzie. Może dlatego, że boję się porażki…
C. Porażki? To przyjmuje się z podniesioną głową i od początku do roboty.
O. Ty już mnie nie ten tego… no tego.
C. Ty też mnie już nie ten tego i właśnie.
O. To co? Publikujemy?
C. Jasne!


                                                             Lipa obecnie...Odżywa

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost