Co nowego u nas i u Jacusia? Malec uwielbia się uczyć. Pewnie dlatego, że jest wówczas w centrum uwagi i czuje, iż komuś nareszcie na nim zależy. Razem z Zuzią co rano pobierają intensywne szkolenie u profesora Cezarego, który na bieżąco dokształca się na internetowych stronach o psach i uczy nasze pieski różnych, przydatnych rzeczy. Psiaki reagują już posłusznie na słowo "Nie". A to słowo jest kluczowe w wielu sytuacjach. Ważne, że oba psy chętnie w tych lekcjach uczestniczą. W nagrodę za postępy dostają smakołyki. A po szkoleniu, relaksują się hasając radośnie i bawiąc się ze sobą. Popatrzcie zresztą sami!
Dzisiaj pierwszy raz po tamtym dramatycznym wydarzeniu z pogryzieniem Brykuski byliśmy z Jacusiem, Zuzią i kozami na spacerze. Jacuś oczywiscie w kagańcu i na smyczy. Nie było to dla niego przyjemne, ale trudno! Póki nie nauczy się zachowywać spokojnie i rozumieć, iż kozy są częścia stada nie możemy mu zaufać. Mam nadzieję, że szybko się to stanie. Choć lęk przed jakąś niewiadomą pewnie zawsze już we mnie będzie. A na lasek, w którym "tamta rzecz" się zdarzyła nawet nie mogę teraz spoglądać. Zaraz mi dławiąca kula do gardła podchodzi, gdy sobie przypomnę...
Przykro patrzeć na Jacka, gdy teraz na spacerze ten tak pełen energii piesek leży apatycznie, albo idzie niechętnie przy nodze przygaszony kagańcem i smyczą. A przecież jeszcze kilka dni temu biegał i cieszył się naszymi wędrówkami tak samo, jak Zuzia. Niestety, sam sobie na ten stan rzeczy zasłużył. Moze się w końcu do kagańca jakoś przyzwyczai. Tym bardziej, że kupilismy mu taki na dłuższy niż jacusiowy pyszczek, żeby mógł wyciągać jęzorek i ziajać w miarę swobodnie.
Brykuska nie była z nami w lesie, bo nie chciała wyjść. Nie ma jeszcze na to siły biedaczka a poza tym przeżyła przecież tak głęboką traume, że pewnie spacery nie kojarzą jej się teraz najlepiej. Została sama w chłodnej koziarni a my snuliśmy się po lesie pasając kozy, szukajac cienia i odpoczywając co chwilę w buczynie, gdzie powietrze miało jeszcze lekko ożywczy zapach i resztę porannego chłodu.
Po powrocie ze spaceru w morderczym już upale nacięłam w niedalekich chaszczach dla kóz gałęzi a dla Brykuski dodatkowo jej ulubionych ostów, koniczyny i nawłoci. Po południu nawet w koziarni robi się gorąco. Kozy wypijają codziennie kilka wiader wody. Kury także mają ogromne pragnienie. Chowają sie w kurnikach albo pod dzikimi bzami byleby przetrwać jakoś ten żar afrykański. Wszyscy czekają na ochłodzenie i na deszcz. A i nam sennie, leniwie, jak w tropikach...
No i na koniec o jajkach, rzecz jasna, nie jacusiowych, lecz zielononóżkowych, chcę napisać. Otóż czekam z wysłaniem zamówionych przez Was jajek do jakiegoś ochłodzenia, nie chcąc by dotarły do Was usmażone w ten upał do postaci jajecznicy czy sadzonych! Jak wiadomo jajka są w drodze do 48 godzin. Różnie zatem to może z nimi być. Niech na razie czekają bezpiecznie w lodowatej krainie mej kuchennej lodówki.
Nie wiem, czy dam Wam radę wysłać obiecane mleko...Wybaczcie proszę, ale nie mam go teraz wiele, bo po pierwsze to właśnie Brykuska dawała go najwięcej a po drugie z powodu upału u Popiołki i Majki też niewiele mleczka w wymionach. Jak zmieni się ta sytuacja z niedoborem mleka, to dam Wam znać, pamiętając o danej wcześniej obietnicy.
Oboje z Cezarym zasyłamy Wam serdeczne pozdrowienia z upalnego Podparpacia!:-))
Aktualizacja
Poniedziałek, południe
Korzystając z chwilowego ochłodzenia (w nocy była u nas burza, że hej!) postanowiłam dzisiaj wysłać zamówione jajka. Wszystko już popakowałam. Wkrótce wyruszamy na pocztę.
Oba nasze pieski boją sie burzy, jak chyba wiekszość psów. Jacuś śpiąc dzisiaj na dworze, schronił się przez nią w budzie Zuzi, ale wiedząc o tym, że może sie bać, obudzona przez grzmoty i ulewę, wstałam o trzeciej w nocy by wpuścić go do domu. Przyszedł z radością i ułożył się na swym legowisku w przedpokoju. Zuzia, drżąc się ze strachu przy każdej błyskawicy, spała z nami w łóżku.
Kozy pasą sie na naszej łące przy domu. Nareszcie chłodniejsza pogoda nadaje się do tego. Brykuska pasie się z resztą kóz.