niedziela, 19 lipca 2015

Znowu o Jacusiu, o naszej ferajnie i o jajkach...


   Co nowego u nas i u Jacusia? Malec uwielbia się uczyć. Pewnie dlatego, że jest wówczas w centrum uwagi i czuje, iż komuś nareszcie na nim zależy. Razem z Zuzią co rano pobierają intensywne szkolenie u profesora Cezarego, który na bieżąco dokształca się na internetowych stronach o psach i uczy nasze pieski różnych, przydatnych rzeczy. Psiaki reagują już posłusznie na słowo "Nie". A to słowo jest kluczowe w wielu sytuacjach. Ważne, że oba psy chętnie w tych lekcjach uczestniczą. W nagrodę za postępy dostają smakołyki. A po szkoleniu, relaksują się hasając radośnie i bawiąc się ze sobą. Popatrzcie zresztą sami!




   Dzisiaj pierwszy raz po tamtym dramatycznym wydarzeniu z pogryzieniem Brykuski byliśmy z Jacusiem, Zuzią i kozami na spacerze. Jacuś oczywiscie w kagańcu i na smyczy. Nie było to dla niego przyjemne, ale trudno! Póki nie nauczy się zachowywać spokojnie i rozumieć, iż kozy są częścia stada nie możemy mu zaufać. Mam nadzieję, że szybko się to stanie. Choć lęk przed jakąś niewiadomą pewnie zawsze już we mnie będzie. A na lasek, w którym "tamta rzecz" się zdarzyła nawet nie mogę teraz spoglądać. Zaraz mi dławiąca kula do gardła podchodzi, gdy sobie przypomnę...


   Przykro patrzeć na Jacka, gdy teraz na spacerze ten tak pełen energii piesek leży apatycznie, albo idzie niechętnie przy nodze przygaszony kagańcem i smyczą. A przecież jeszcze kilka dni temu biegał i cieszył się naszymi wędrówkami tak samo, jak Zuzia. Niestety, sam sobie na ten stan rzeczy zasłużył. Moze się w końcu do kagańca jakoś przyzwyczai. Tym bardziej, że kupilismy mu taki na dłuższy niż jacusiowy pyszczek, żeby mógł wyciągać jęzorek i ziajać w miarę swobodnie.


   Brykuska nie była z nami w lesie, bo nie chciała wyjść. Nie ma jeszcze na to siły biedaczka a poza tym przeżyła przecież tak głęboką traume, że pewnie spacery nie kojarzą jej się teraz najlepiej. Została sama w chłodnej koziarni a my snuliśmy się po lesie pasając kozy, szukajac cienia i odpoczywając co chwilę w buczynie, gdzie powietrze miało jeszcze lekko ożywczy zapach i resztę porannego chłodu.
   Po powrocie ze spaceru w morderczym już upale nacięłam w niedalekich chaszczach dla kóz gałęzi a dla Brykuski dodatkowo jej ulubionych ostów, koniczyny i nawłoci. Po południu nawet w koziarni robi się gorąco. Kozy wypijają codziennie kilka wiader wody. Kury także mają ogromne pragnienie. Chowają sie w kurnikach albo pod dzikimi bzami byleby przetrwać jakoś ten żar afrykański. Wszyscy czekają na ochłodzenie i na deszcz. A i nam sennie, leniwie, jak w tropikach...



   No i na koniec o jajkach, rzecz jasna, nie jacusiowych, lecz zielononóżkowych, chcę napisać. Otóż czekam z wysłaniem zamówionych przez Was jajek do jakiegoś ochłodzenia, nie chcąc by dotarły do Was usmażone w ten upał do postaci jajecznicy czy sadzonych! Jak wiadomo jajka są w drodze do 48 godzin. Różnie zatem to może z nimi być. Niech na razie czekają bezpiecznie w lodowatej krainie mej kuchennej lodówki.
   Nie wiem, czy dam Wam radę wysłać obiecane mleko...Wybaczcie proszę, ale nie mam go teraz wiele, bo po pierwsze to właśnie Brykuska dawała go najwięcej a po drugie z powodu upału u Popiołki i Majki też niewiele mleczka w wymionach. Jak zmieni się ta sytuacja z niedoborem mleka, to dam Wam znać, pamiętając o danej wcześniej obietnicy.
Oboje z Cezarym zasyłamy Wam serdeczne pozdrowienia z upalnego Podparpacia!:-))

Aktualizacja

Poniedziałek, południe
Korzystając z chwilowego ochłodzenia (w nocy była u nas burza, że hej!) postanowiłam dzisiaj wysłać zamówione jajka. Wszystko już popakowałam. Wkrótce wyruszamy na pocztę. 

Oba nasze pieski boją sie burzy, jak chyba wiekszość psów. Jacuś śpiąc dzisiaj na dworze, schronił się przez nią w budzie Zuzi, ale wiedząc o tym, że może sie bać, obudzona przez grzmoty i ulewę, wstałam o trzeciej w nocy by wpuścić go do domu. Przyszedł z radością i ułożył się na swym legowisku w przedpokoju. Zuzia, drżąc się ze strachu przy każdej błyskawicy, spała z nami w łóżku.

Kozy pasą sie na naszej łące przy domu. Nareszcie chłodniejsza pogoda nadaje się do tego. Brykuska pasie się z resztą kóz.

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost