czwartek, 14 marca 2013

Dobrze jest uwierzyć w siebie





   Przez okno widać było nowo powstające bloki i mnóstwo drewnianych budek i zakamarków. Plac budowy stał się idealnym placem zabaw dla ośmiolatków. Tam właśnie po raz pierwszy powstawały fajki pokoju, długotrwale rzeźbione małymi rączkami z korzeni drzew. Naćpać się palonymi liśćmi z pobliskiego sadu owocowego było marzeniem. Kłęby dymu ze zbyt szybko palącego się liścianego wsadu dodawały mrocznej tajemniczości obskurnym pomieszczeniom. Było pięknie i dostojnie. Wypalenie fajki pokoju wcale nie gwarantowało rozejmu pomiędzy nadpobudliwymi młokosami, a i pobudzone Indianki ciągały za włosy słabszych.

   Z biegiem lat dostęp do płonąco-dymiącego misterium stawał się coraz łatwiejszy. Wszystko to przecież dotyczyło sportu, więc i palenie „Sportów” było sportem samym w sobie.
   Kupowanie jednego czy dwóch papierosów było czymś normalnym i nikt nie pytał o wiek. Kupienie całej paczki w ilości dziesięciu sztuk było wyczynem wymagającym podkradania groszy z maminej portmonetki przez przynajmniej tydzień. Można było zyskać wśród małoletnich szacunek i poważanie. To nic, że palenie było przerywane kaszlem i łzami. Droga do dorosłego życia właśnie się rozpoczęła.
   Pomysły na zdobywanie „sztacha” przekazywane były w zamkniętych kręgach. Najbardziej niefortunnym pomysłem było skradanie papierosów z paczek rodzicieli czy też wykradanie po jednym, tak by właściciel paczki nie zorientował się. Jednak ubytek jednego „dymka” z paczki liczącej dziesięć sztuk graniczył z magią. Przede wszystkim człowiek liczył na roztargnienie i niedopuszczalność takiej sytuacji przez dorosłych. Trudno było wytłumaczyć, że fabryka wyprodukowała część papierosów krótszych o pięć milimetrów, a część idealnie pasujących do wymiaru paczki. Tu rozpoczynał się kolejny etap kombinowania, który nieświadomie miał ciągnąć się przez życie. Nie było łatwo.

   Lata szkoły średniej i czas bywania na uczelni były jedną rozciągniętą monotonią, przerywaną jedynie zgrabnie wypuszczanymi obłoczkami. W tamtych latach usprawiedliwień dla takiego stanu rzeczy było pod ręką pod dostatkiem. A to niezliczony egzamin, a to kłopoty finansowe czy sfrustrowane dziewczyny, które już wtedy nie chciały biednych towarzyszy życia. Samochody były domeną dla dorosłych, a dla nas pozostały kolorowe paczki z egzotycznymi napisami. Camel, Carmen brzmiało to dumnie. Ciąg do bycia kimś innym i oryginalnym tuszował każdy oddźwięk zdrowego rozsądku. Poza tym w tym wieku, co znaczy „zdrowy rozsądek”?
   Zmieniające się sytuacje, kolejne kłopoty i rozterki sprzyjały coraz bardziej manierycznym tłumaczeniom. Mijały kolejne lata i oprócz ubytku na zdrowiu nic się nie zmieniało. Czuliśmy się w miarę dobrze w codziennych oparach i zapachach tytoniu wżartego w ściany, nie mówiąc już o ciuchach i firankach. To właśnie na nich widać było żółte plamy przechodzące  w rozkładający się brąz. No, a przecież własnych płuc nie widać! I fajnie!

   Przychodzi jednak moment, kiedy zaczynamy się zastanawiać nad istotą palenia. A to tu boli, a to nic się nie chce i seks już nie taki. Nie oglądamy zębów przy goleniu i uśmiechamy się półgębkiem. Wszystkie przesłanki kierują nas w stronę niezdrowego palenia papierosów. W telewizji i innych pokrętnych mediach aż bębni od wypowiedzi ekspertów. Kurczymy się w sobie, bo przecież nie mogą nas wierutnie okłamywać. Szukamy środków zastępczych.
   Palenie fajki jest pomysłem na miarę powrotu do fajki pokoju z dzieciństwa. Cmokamy, jak papierosa. Czyszczenie i kolejne nabijanie tytoniem doprowadza do niespotykanej niecierpliwości, a na dodatek lepsza połowa mówi, że dobrze z nią wyglądasz. Pytam – jak można dobrze wyglądać z pełną frustracją na twarzy? Wtedy zaczynamy podejrzewać, że ktoś ma niewiadomy dla nas cel. Kompletnie zrujnowani psychicznie czekamy wiosny by fajkę wyrzucić przez otwarte okno.

   Kolejnym etapem jest stosowanie cudów techniki. Plastikowe fifki, e - papierosy, plastry i wyszukane tabletki, które to mają mieć cudowny wpływ na nasz organizm.
Plastikowa fifka z wkładem jest fantastyczna. Jest coś do trzymania w rękach i coś do wciągania. Ilość nikotyny wystarcza na dwadzieścia minut „pafania”.  No dobra, ile razy fifka wędruje do ust w tym czasie? Multum! Zaabsorbowani pracą zapominamy wymienić wkład i palimy czystym powietrzem. Ale jest, co dmuchać i tylko to się liczy.
   Wieczory są najgorsze! Bolą mięśnie, dokładnie wszystkie. Najgorszy jest ból w skroniach. Jeść się chce ponad miarę i znowu nieznany nam ból w znanym ciele. Słabość i zawroty głowy. Powalająca senność. W środku nocy wstajemy, by pocyckać plastikowe cacko. I tak dzień po dniu przez dwa tygodnie. Sukces, bo nie palimy! Plastikowego papierosa ostentacyjnie wyrzucamy do kosza w obecności, jak najliczniejszej grupy osób. Niemi świadkowie osiągnięcia. Głośno obiecujemy sobie, że już nigdy więcej nie wystawimy się na samo tyranię. Nigdy, nigdy, przenigdy i obietnicę stopniujemy, a nawet odmieniamy przez przypadki w czasie zupełnie przeszłym, bo nie chcemy samowolnie wydać się tortury.

   Dokładnie pamiętamy najlepsze chwile: po obiedzie, przy kawie, przed telewizorem. Każdy z nas ma w pamięci te najlepsze momenty w obłokach dymku z papierosa.
Z niejasnych powodów, ale wytłumaczeni przed samymi sobą zaczynamy od jednego. Przecież mamy na tyle silnej woli, że jeden papieros nas nie rozwali, a potem dwa, a jeszcze potem cała paczka. Ach, przecież to nic! W końcu kiedyś rzucimy palenie. Na zawsze!
Cali jesteśmy przepełnieni wiarą, że kiedyś dokonamy tego wyczynu po raz kolejny, z coraz bogatszym doświadczeniem.
   Nie palimy dłuższy okres czasu. Zawsze lubiliśmy cygara. Palą się długo i niektóre kobiety lubią ich zapach. Może bardziej lubią męskie połowy z dostojnie wyglądającym zwitkiem w ustach. Paczka cygar na święta w prezencie ma umilić świąteczną atmosferę. Rzeczywiście, pachnie w całym pomieszczeniu i nawet na balkonie. Sąsiadki zwiedzione zapachem węszą prawdziwego mężczyznę, bo tylko prawdziwi w ich mniemaniu palą cygara. Tylko faceci znają całą prawdę o nałogu. Przemilczaną w obliczu admiracji płci zawsze chcianej.

   Teraz coś o sobie. Rzucam palenie po raz kolejny. Przygotowania w strefie psychicznej trwały ponad pół roku. Mowy i przedmowy. Tłumaczenia i deklaracje w języku wczesno mongolskim. I co? Tym razem e - papieros ma zdziałać cuda. Kopci jakimś zapachem z rozgrzanego olejku niewiadomego pochodzenia, bo jak „made in china”, to na pewno o skutkach ubocznych nic się nie dowiemy. Dwa tygodnie temu pojechałem po niego na jarmark do miasteczka całe dwadzieścia kilometrów stąd. Olga nakupiła kasz wszelkiego rodzaju. Od teraz mamy dietę i od teraz mam rzucać palenie! Jeszcze coś mi pozostało, ale tego już nie oddam!
   Papieros zepsuł się następnego dnia. Do następnego jarmarku całe pięć dni. Ale dobrze jest pocmokać niepalącego się papierosa. Cmokałem przez pięć dni. Jest ciężki i za każdym razem muszę podnosić go do ust. Nie wiem, czy ból w ramionach jest spowodowany zbyt częstym, beznikotynowym cmokaniem czy brakiem nikotyny? Dzisiaj kupiłem kolejnego papierosa. Tego samego typu. Jak ten się zepsuje, to może złożę jednego z dwóch. Mam taką nadzieję. Mam też nadzieję, że po dwóch tygodniach wyrzucę go do kosza. Tym razem bez świadków, by po raz kolejny nie płonąć ze wstydu. Dobrze jest uwierzyć w siebie. 

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost