czwartek, 4 listopada 2021

Ciasteczka z niespodzianką...

 

 

 



   Wbrew tytułowi tego posta nie mam tu zamiaru pisać o sławnych, chińskich ciasteczkach z niespodzianką, ale o ciastkach mego wypieku, które pełne są przeróżnych ziaren, orzeszków oraz wiórków kokosowych i dlatego nigdy nie wiadomo dokładnie, na co się w takim ciasteczku trafi. Owe ciastka smakują nie tylko nam, ale także przypadły do gustu mojej rodzinie na Śląsku, u której miałam okazję kilka dni temu gościć. To było bardzo wzruszające spotkanie, pełne serdecznych rozmów,  opowieści oraz wspomnień z dawnych lat przetykanych westchnieniami i uśmiechami przez łzy…Bo tak to w życiu jest – to co słodkie wydaje się jednocześnie także gorzkie a między tymi dwoma skrajnościami mieści jeszcze wiele innych, trudnych do określenia smaków. Do tego nasuwa mi się taka jeszcze refleksja, że tylko to, co naprawdę ważne zawiera w sobie wiele warstw i odcieni odczuwania. Nie jest płaskie i jednowymiarowe niczym w telewizyjnej, cukierkowej reklamie. To, co najważniejsze ma w sobie dużo głębi,  znaczeń, przesłań i nabrzmiałego emocjami międzysłowia. A do tego czas bezustannie częstuje nas swoimi ciasteczkami z niespodzianką. Nigdy nie wiadomo, co tam w środku będzie i jak długo jeszcze dane nam będzie owe wypieki zjadać…



***

Czas nie próżnuje – wciąż wypieka

Swe z niespodzianką ciasteczka

Dlatego nie wie nikt, co go czeka

Jakiego tam znajdzie orzeszka

 

Czy będzie słodki, gorzki, nijaki

Czy stanie się zmian zwiastunem

Jakie czas daje rady i znaki

I które są ważne, które?

 

To ciastko nęci, tamto kusi

To zaś odpycha – spalone

Czas stale szepcze – wybrać musisz

A potem iść w swoją stronę

 

Czas nie ma czasu - robi swoje

Zagadki w ciasteczkach zamyka

Daje nadzieje, niepokoje

A potem nagle znika, znika…

 

 


   Wróćmy jednak do moich tytułowych ciasteczek. Są bowiem pyszne, zdrowe a do tego bardzo proste w wykonaniu.  Do ich zrobienia nie użyłam ani grama mąki czy cukru i dzięki temu oboje z Cezarym możemy się nimi często raczyć bez lęku o narażenie zasad naszej diety niskowęglowodanowej.

 

Do ich wykonania potrzebujemy:

 

2 białka kurze

Kilka kropel aromatu waniliowego albo migdałowego

szczyptę soli

3 albo cztery łyżki ksylitolu, erytrytolu albo po prostu cukru, jeśli ktoś nie ma oporów w jego używaniu

Mniej więcej po garści różnych ziaren: sezamu, słonecznika, dyni, lnu i maku.

Garść drobno posiekanych jakichkolwiek orzeszków (ale niekoniecznie)

Szklankę wiórków kokosowych

 

   Najpierw trzeba widelcem albo trzepaczką dobrze wymieszać białka z ksylitolem, aromatem i solą. Nie ma potrzeby robienia piany. Wystarczy by wszystkie składniki dobrze się w rozpuściły.

Następnie dosypuje się do owego białkowego płynu po kolei wszystkie ziarna, wiórki, orzeszki i dokładnie miesza masę. Ma być gęsta, zwarta, mokra i lepka. Dlatego sami musimy regulować sobie ilość dosypywanych składników. Gdyby masa była zbyt rzadka dokładamy więcej ziaren albo wiórków kokosowych. A gdyby stała się zbyt gęsta można dodać jeszcze jedno kurze białko.

 Teraz rozgrzewamy piekarnik do ok. 150 – 160 stopni Celcjusza.

Bierzemy płaską, dużą blachę i wykładamy ją papierem do pieczenia.

 Nakładamy na ów papier łyżką  i rozpłaszczamy jak najcieniej naszą ciasteczkową masę. 


 

 Wkładamy blachę do piekarnika i pieczemy aż do zrumienienia z obu stron (trwa to ok. pół godziny albo trochę dłużej).

   Jeśli nam się nie spieszy a nasze kubki smakowe nie powodują u nas ślinotoku, wyczuwszy dobiegający z pieca wspaniały, kokosowo-orzechowy zapach wypieku, możemy pozwolić by ciasto wystygło w piekarniku. Natomiast, gdy mamy przemożną ochotę by jak najszybciej zacząć chrupać ciasteczka wyjmujemy blachę z piekarnika i zanosimy ją w jakieś chłodne miejsce. U mnie najzimniej jest zawsze na ganku. Dlatego studzę tam wszystko a nawet w sezonie jesienno-zimowym przechowuję potrawy w garnkach, półmiskach i rondlach niemieszczących się w lodówce.

   Wystudzone porządnie twarde i sztywne niczym karton ciasto trzeba oderwać ostrożnie od papieru do pieczenia a następnie pokroić  ładnie nożem albo połamać na nieregularne kawałki. 


 

   I voila! Oto możemy już chrupać z rozkoszą smakołyki, które są nieco podobne do sklepowych sezamków, ale moim zdaniem, o niebo od nich lepsze, bo nie tak przeraźliwie twarde i słodkie. A jeśli mamy chęć na istną rozpustę smakową można sobie owe ciasteczka polać rozpuszczoną, gorzką czekoladą (ale to znacznie wydłuża czekanie na degustację!). Możne też je czymś posmarować: konfiturami, dżemem, powidłami, serkiem homogenizowanym, bitą śmietaną czy po prostu masłem. I mówię Wam – pycha nad pysznościami!:-)


 

    I jeszcze ciekawostka. Otóż powyższe ciasteczka można sobie również zrobić w wersji na słono. Jeśli oczywiście ktoś miałby ochotę na zdrowe, smakowite, słone chrupanki!  Wówczas nie dodajemy do ciasteczkowej masy żadnego słodzidła ani wiórków kokosowych a za to dosypujemy więcej soli, można dodać papryki (słodkiej albo ostrej, jeśli lubi się uczucie piekła w gębie) oraz wszystkich innych dodatków smakowych, które lubimy. Mogą to być np. ziarna czarnuszki czy kminku, płatki chili, pieprz czarny albo ziołowy, curry czy suszony czosnek albo cebulka. Dobrze pasuje też do tego dodatek startego na tarce żółtego sera.

   Z powyższych składników powstają chrupiące, zdrowe krakersy, które możemy zajadać same albo z jakimiś smarowidłami typu: masło, pasztet, serek, domowy smalec ze skwarkami czy co tam komu jeszcze przyjdzie do głowy!:-)

 


   Wystarczy spojrzeć za okno by zauważyć, iż przeminął już październikowy przepych barw i mocnych odcieni purpury, czerwieni, złota i rudości. Coraz mniej na drzewach liści… Odziany w poszarpaną kapotę listopad rozsiada się wygodnie na swym jesiennym, uplecionym z czarnych gałęzi tronie. Nuci wietrzne śpiewki i pełne szelestów deszczowe bajanki. Szumi niegasnącymi wspomnieniami i nadziejami. Szepcze coś o przemijaniu i tęsknocie, o upartych pytaniach bez odpowiedzi i nagłych niespodziankach od losu, czasu czy też Wszechświata…Zasnuwa mgłami i mżawkami widok na wzgórza, lasy, łąki oraz tajemnicze oddale... 



   To dobry czas na rozkoszowanie się domowym zaciszem. Na odpoczynek od wieści ze świata. Na zanurzenie się w świat książek, filmów, muzyki czy robótek ręcznych. To także idealna pora na wypiekanie a następnie zajadanie takich prostych, domowych ciasteczek z niespodzianką. A gdy jeszcze do tego popija się herbatkę z imbirem i cytryną albo grzane wino, wtedy ciepło szybko opanowuje spracowane ciało a miły spokój duszę…I na ten listopadowy czas tego właśnie z całego serca Wam życzę!:-)

 


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost