Zaczął się grudzień,
miesiąc dla mnie szczególny, pełen zawsze przeróżnych uczuć i emocji przeważnie
pozytywnych. Spoglądam ufnie w kalendarz chociaż im jestem starsza tym bardziej
zdaję sobie sprawę, iż w życiu wszystko zdarzyć się może, bo zmienia się świat,
zmieniamy my sami i nasze patrzenie na to, co wokół. Próbujemy odszukać siebie
dawnych i nie znajdujemy. Odkrywamy
natomiast w sobie nowe pokłady zrozumienia, nieznane wcześniej przestrzenie odczuwania.
Coraz ważniejsze miejsce zajmują wspomnienia. A poza tym toczy się wszystko
intensywnie, dzieje się wiele, choć inaczej niż niegdyś.
Jak mówią słowa
jednej z moich ulubionych piosenek z „Piwnicy pod Baranami” – „Zwieść Cię może
ciągnący ulicami tłum, wódka w parku wypita albo zachód słońca, lecz pamiętaj,
naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca…” Przesłanie tej
pieśni uspokaja mnie, daje konieczny dystans do wielu spraw.
W życiu jest
czas i miejsce na wszystko – na smutki i radości, na ból i ulgę, na zachwyt i
niechęć, na dobro i zło, na nudę i przepracowanie, na ciszę i hałas, na
zmęczenie i na odpoczynek, na słodycz i gorycz, na mowę i milczenie… Lista tych
przeciwstawności mogłaby się ciągnąć w nieskończoność. I ciągnie się, a dla
każdego jest ona inna. Każdy rok, miesiąc a nawet dzień mieści w sobie ogrom
różnych uczuć i emocji. Przypływają one falą i zawłaszczają rzeczywistość.
Niekiedy da się na takiej fali płynąć w pożądaną stronę i rozkoszować bezkresem
oceanu a innym razem fala zalewa oczy, wdziera się do płuc, dusi, wrzuca w
rejony obce i dalekie... A większość z rzeczy, które się dzieją zmienna jest i
nieprzewidywalna. Jak pogoda…
Tak też jest z
blogami. Nie ma tu żadnej stałości ani raz na zawsze ustalonego szablonu. Film
nie zatrzymuje się na jakiejś klatce, nie zamiera. Wszystko toczy się dalej,
swoim trybem, choć na głównej stronie bloga tkwi stary tekst i widać na nim
rzeczywistość w swym bycie zahibernowaną. A to tylko jakiś wyrywek, jakiś
wybrany kadr opowieści, która niewidzialnie dla publiczności toczy się dalej i
dalej. I nie sposób za nią nadążyć, nie sposób opisać, oddać rzeczywistego,
aktualnego stanu rzeczy. Ten stan zmienia się nieustannie a obserwatorom i
czytelnikom dostają się zaledwie urywki kartek księgi, która zapisywana jest
codziennym działaniem, myśleniem, uczuciami… Nie pamiętam już na jakim filmie
powiedział ktoś zdanie, które mocno do mnie przemówiło, ponieważ w lapidarny
sposób opisuje ulotność i nieważność wszystkiego. „Dzisiejsze gazety wyścielą
jutro kosze na śmieci”…No właśnie… Ważność wszystkiego złudna jest i
przemijalna. A poza tym tyle rzeczy się powtarza, choć nam zdaje się wyjątkowe.
A to tylko zaklęty w pętli czasu dzień świstaka…
Zupełnie
bezśnieżnie zaczął się u nas grudzień, podczas gdy nieomal cała Polska zasypana
jest od kilku dni grubą warstwą białego puchu. Ale z tego, co mówią prognozy i
do nas to dotrze. Co z jednej strony cieszy mnie ze względu na odwiedziny
naszego gościa z Australii a z drugiej martwi z powodu utrudnień na drogach. Bo
chociaż dobrze się siedzi na naszej górce, to przecież czasami trzeba się stąd
ruszyć na jakieś zakupy czy do lekarzy.
No nic!
Poczekamy, zobaczymy! A na razie witaj grudniu! Daję Ci carte blanche!:-)



