niedziela, 13 sierpnia 2017

Kartki z kalendarza…





…Co dzień o poranku człapię do kuchni, łykam swoją tabletkę i zrywam kolejną kartkę z kalendarza. Taki to nawyk i rytuał. Czytam sentencję na dany dzień, tak jakby miała być to jakaś sekretna, tylko dla mnie podpowiedź, wskazówka od Losu, prąd oceanu, który zawiadywać mną będzie tego dnia. Nie zawsze jednak mój umysł jest wówczas na tyle przebudzony bym mogła dostatecznie zrozumieć i przemyśleć to, co właśnie przeczytałam. Wiem tylko, że to coś mądrego, że w lapidarnym stwierdzeniu kryje się naprawdę wiele, jednak cała głębia tej myśli często mi umyka. Dlatego zbieram te kartki i gdy mam więcej czasu i siły czytam je uważnie. Raz jeszcze i jeszcze raz, sprawdzając co zawarte na nich słowa znaczą dla mnie, czy w ogóle potrafię w nich znaleźć jakieś do siebie odniesienie. Dlaczego to robię? Cóż, człowiek przez całe życie szuka sensu w życiu, jakiejś gwiazdy przewodniej, dzięki której przestanie wreszcie błądzić i ginąć w pustce. Poza tym codzienność, która jest zazwyczaj intensywnym i powtarzalnym działaniem zasługuje też na dodatkową warstwę namysłu po to by nie uleciała, jakby jej nigdy nie było, po to by docenić i zrozumieć to, co jest. A ciężko zebrać w głowie jakieś sensowne myśli, ciężko coś z siebie samej ulepić, gdy upał zniewala i osłabia albo gdy zmęczenie każe paść gdzieś w cień w pozycji horyzontalnej i choć na moment odpłynąć w błogi niebyt snu…


Wejdź na pierwszy stopień. Nie musisz widzieć całych schodów, po prostu wejdź na pierwszy stopień. (Martin Luther King)”
   Najtrudniej coś zacząć. Potem jakoś już leci, prawda? Człowiek wciąga się, zapomina o lęku, o niewierze w swoje możliwości, o porównaniach z innymi ludźmi i o destrukcyjnych doświadczeniach. Robienie czegokolwiek jest lepsze, niż nierobienie niczego. Skok na głęboką wodę lepszy, niż wieczne stanie na brzegu. Życie to działanie…. Zbudowaliśmy szerokie schody wejściowe a od od parunastu dni w pocie czoła tworzymy z Cezarym solidne murki wokół domu. Mają one przykryć szpetny fundament, ocieplić go trochę oraz przy okazji ozdobić nieco nasze domostwo. Ciężka to praca. Trzeba zgromadzić sporo różnych rozmiarów kamieni rzecznych oraz gruzu. Przy pomocy niezliczonej ilości piasku i cementu wyrobić mocny beton. Mieszać go i mieszać. Kłaść precyzyjnie pilnując by nie był ani za rzadki ani za gęsty. Dopasować odpowiednio kamienie, które będą trzymać tę budowlę i nadawać jej kształt. A żar cały czas leje się z nieba albo wręcz przeciwnie ni z gruszki ni z pietruszki burza z piorunami i ogromną ulewą rozmywa niestwardniały jeszcze beton i prawie cała praca na nic. Trzeba zaczynać od początku…Zaczynamy więc a po wielu godzinach umęczeni i spoceni wreszcie kończymy. Zadowoleni spoglądamy na dzieło. Nie spodziewaliśmy się, że wyjdzie to tak dobrze i ładnie. A kiedy wszystko porządnie wyschnie i stwardnieje psy natychmiast przysposabiają owe murki dla siebie. Wygodnie i błogo im tam polegiwać, gdy życzliwy cień otula do południa nasz dom…Uśmiechamy się patrząc na nie…Warto było, choćby dla nich...



Jeśli wyruszysz w drogę, droga pojawi się. (Rumi)”
   No właśnie! Wchodzisz w coś. W wielką niewiadomą. Idąc przed siebie tworzysz to, co przed Tobą. Myślą, nastawieniem  do czegoś, potrzebami serca.  Przeważnie ta droga jest całkiem inna niż w wyobrażeniach. Bo rzeczywistość weryfikuje wszystko. Wciąż jednak jesteś współtwórcą tej drogi. Bez Ciebie ona nie istnieje. Podejmujesz decyzję i idziesz konsekwentnie tam, gdzie czujesz, że iść powinieneś… Spoglądam na Misię, moją niewidomą psinkę. Rok temu postanowiłam, że trzeba dać suni szansę na życie, na zaznanie psiej radości, na wzbogacenie naszej codzienności. Nauczyłam się przy niej wiele, bo i ona nauczyła się mnóstwa rzeczy. Nie dość, że zapamiętała dokładnie topografię ogrodu oraz lasu, to przezwyciężyła skutecznie własne lęki przed niewiadomą, przed obcymi ludźmi, głosami, przeszkodami na drodze, nagłymi spadkami terenu. Powoli, małymi kroczkami albo nagłymi zrywami odwagi Misia wciąż idzie naprzód, skutecznie oswaja świat. Cieszy się swobodnym biegiem przez łąki, drogą, która pojawia się pod jej łapami…I ja też jak ta Misia wchodzę co dzień w kolejną niewiadomą. I oswajam to, co da się oswoić a omijam to, co mogłoby zrobić mi krzywdę. Nie zawsze mi to wychodzi, bo nie wszystko przecież ode mnie zależy, ale patrzę na Misię i widzę, że jednego dnia uderzywszy się głową w pień, na drugi raczej już tego błędu nie powtarza, gdyż ból to najlepszy nauczyciel…



Tylko w ciemności widać gwiazdy. (Martin Luther King)
   Innymi słowy, trzeba doświadczyć jakiegoś bólu, porażki, smutku aby móc zauważyć i należycie docenić to, co jest zwyczajną kanwą codzienności. Jakże często zdarza mi się, że nie umiem znaleźć w sobie iskry radości, pogody ducha, pewności siebie...  Dzień za dniem płynie podobny do siebie i ulotny jakby go wcale nie było. Upał, burza, słońce, deszcz. Praca, spacery, muzyka, lektura. Wieści ze świata, spotkania z ludźmi. Emocje dobre i złe. Śmiech, płacz, ciche rozmowy, kłótnie, łzy, radości, przykrości, zabawy, westchnienia. Mrówcze działania. Plany na przyszłość. I nagle przychodzi wieść, że ktoś bliski i drogi sercu ciężko zachorował i nie wiadomo czy w ogóle z choroby wyjdzie, a jeśli wyjdzie, to jak będzie potem wyglądało jego życie? I raptem ta dotychczasowa zwyczajność codzienna nabiera niezwykłej wagi, jako coś co nie jest dane raz na zawsze, jako coś co być może nigdy już nie będzie dane, jako gwiazda, której blasku nie potrafiło się dość wyraźnie dojrzeć a przecież była i świeciła tak mocno…


Emocje przypominają fale: nie możemy ich powstrzymać, ale możemy wybrać tę, na której chcemy surfować. (Jonatan Martensson)

„Najlepszy sposób osiągnięcia szczęścia to rozsiewanie go wokół siebie. (Robert Baden-Powell)”
   Wieczorami sprawia mi przyjemność i pozwala odpocząć słuchanie muzyki. Ale nie tylko słuchanie, bo przede wszystkim oglądanie koncertów muzycznych dostępnych w Internecie. Moje ulubione to występy Andre Rieu i jego orkiesty. Ten holenderski skrzypek  i dyrygent, zwany „królem walca” naszych czasów od prawie trzydziestu lat podróżujący po świecie ze swoją orkiestrą gra z nią najpiękniejsze melodie muzyki klasycznej i rozrywkowej, zaprasza do współpracy najlepszych pieśniarzy i instrumentalistów, w odwiedzanych przez siebie krajach sięga do najpopularniejszego, najbliższego sercom mieszkańców danych krajów repertuaru. Najważniejsze miejsce w jego występach zajmuje zawsze twórczość Johanna Straussa, ale płynąc swobodnie przez nastroje oraz skojarzenia muzyczne na przykład w Grecji przedstawia „Zorbę”, w Izraelu „Nagilę” a w Polsce „Szła dzieweczka do laseczka” albo „Niech żyje bal”. Koncert Andre Rieu to całe show połączone z tańcem, uśmiechem, ciekawymi opowieściami skrzypka, z zachęcaniem publiczności do wspólnego śpiewania, do swobodnych pląsów. I właśnie ta radość zgromadzonej na tych występach publiczności jest tym, co mnie najbardziej zachwyca i porywa. Widzę tłumy ludzi połączonych tą samą emocją, prostą radością obcowania ze sztuką, pogodą ducha i zadowoleniem z bycia razem, z odnajdywania cudownej wspólnoty międzyludzkiej, tej coraz rzadszej współcześnie a tak potrzebnej w zgodnym, optymistycznym i życzliwym byciu „razem”. Andre Rieu rozsiewa szczęście wokół siebie, zaraża nim, odsuwa smutki i zgryzoty precz, pomaga uwierzyć w to, że na tym dziwnym świecie istnieje proste i zrozumiałe przez wszystkich piękno, że jest między ludźmi tyle podobieństw, bo przecież z jednej jesteśmy nici uwici. To rozsiewanie szczęścia i łączenie ludzi jest niepospolitą a jakże pożądaną obecnie umiejętnością.


   Czasem po nakarmieniu duszy koncertami Andre Rieu wpadam na deser w inne rejony muzyczne. Chcę bowiem ten stan uwznioślenia, wzruszenia i radosnego spokoju przedłużyć i pogłębić. Słucham piosenek z „Piwnicy pod Baranami”, Magdy Umer, Andrzeja Nardellego, Piotra Fronczewskiego czy Jacka Wójcickiego. I wszystko jest dobrze dopóki nie spojrzę na komentarze pod utworami wyżej wymienionych artystów. Poza słowami aplauzu i wzruszenia pojawiają się też tam, niestety, wyrażenia pełne jadu, złości, podejrzliwości i zajadłości. Polityka wszędzie wciska swe ohydne oblicze. Miesza i brudzi najczystszą nawet wodę w jeziorze. Uciekam więc czym prędzej na video z polskimi koncertami Andre Rieu. Mam nadzieję, że chociaż tam magia dobra i wspólnoty trwa niepodzielne, że i tam więcej ludzi łączy niż dzieli, że nie wkradł się na polskie koncerty jakiś złośliwy demon. Niestety, już po chwili  stwierdzam z ogromną przykrością, iż i w te rejony zdołał on dotrzeć. Komentujący te wspaniałe imprezy muzyczne dogryzają sobie wzajemnie, przeinaczają wypowiedzi, poniżają, obrażają z mściwą satysfakcją. Po co? Co nimi kieruje? Gdzie podziały się te pozytywne emocje, ta niezwykła wspólnota przeżywania razem czegoś naprawdę dobrego i budującego? Przecież każdemu potrzeba czasem oczyszczenia, oderwania, nieba na ziemi.  Dlaczego zamieniać to niebo w piekło? Od dawna staram się omijać w telewizji programy informacyjne i publicystyczne właśnie po to aby nie doświadczać tych złych emocji, ale jak okazuje się, trudno przed tym uciec. W tym świecie obrywanie aniołom skrzydeł sprawia co poniektórym dużo satysfakcji…

My wszyscy z jednej nici uwici
my wszyscy...
wszystkich nas coś boli
coś śmieszy
lęk zaciska
muzyka od ziemi odrywa
zgryzota podcina skrzydła
lśni wzruszenie, kiedy w sercu
jakaś brama się odmyka
i zapada ciemna bezradność, gdy bezcenny klucz
przepada...
tyle podobieństw
tyle bliskości
więc skąd ta obcość
ta dalekość
obojętność i samotność
niezrozumienie, niechęć i irytacja
a wreszcie wrogość, złość,  pogarda
i pełne rezygnacji milczenie
bo już nic się nie da zrobić
bo nadzieja matką głupich
bo my mądrzy, tamci głupi
tamci mądrzy a my głupi
poplątanie
pomieszenie
przepaść
wstyd
a podobno wszyscyśmy z jednej nici uwici...
I co z tego?
Ano nic...



Jeśli w naszych umysłach stworzymy pokój, harmonię i równowagę, znajdziemy je również w życiu. (Louise L. Hay)
   Tak, bo od umysłów się wszystko zaczyna. To, jak patrzymy na rzeczywistość tworzy tę rzeczywistość. Jeśli widzimy w niej więcej zła niż dobra, to jej kanwą będzie to zło i przebijać ono będzie spośród najpiękniejszych i najgrubszych nici haftu. Spoglądam więc w stronę dobra niczym niezmąconego (choć coraz trudniej takie znaleźć). Spoglądam i proszę by trwało, bo mimo bólów codziennych, niepokojów, niemożności, pomimo zmęczenia i trosk, z którymi trudno się uporać tarzeczywistość wciąż ma w sobie dużo pogody i ciepła a każdy dzień to nowa szansa, nowa opowieść, którą trzeba pisać po swojemu, to droga którą trzeba iść odważnie i wytrwale póki sił wystarcza. A wszystko po to, by nadszedł  nowy, pełen obietnic i ukrytych znaczeń dzień a także by można było zerwać kolejną kartkę z kalendarza oraz własnego pomidora czy ogórka z krzaka... 





Szczęście nie jest stanem, do którego się dąży, ale sposobem dążenia. (Margaret Lee Runbeck)

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost