czwartek, 2 października 2014

Seans spirytystyczny, czyli druga rocznica istnienia bloga…





   Cztery lata temu dwoje szalonych, choć całkiem sympatycznych dziwaków zwanych Olgą i Cezarym wróciło z Australii by osiąść w maleńkiej, podkarpackiej wsi położonej na mało znanym turystycznie Pogórzu Dynowskim. Nabyło tu niespełna hektarowe pole oraz położony na końcu wioski, oddalony od sąsiadów murowany dom w fatalnym stanie z własnym duchem rezydentem na dokładkę. Właśnie o takim siedlisku marzyli a przekonawszy się w życiu po wielekroć, iż marzenia nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi należy przekuwać w czyny, aby potem nie żałować, iż się czegoś nie zrobiło osiedli w domku pod bukowym lasem za towarzystwo mając jeno koty, psa oraz kury zielononóżki kuropatwiane.

     Pogrążywszy się bez reszty w skromnym lecz fascynującym bycie, codziennej, ciężkiej robocie oraz w nauce wiejskich realiów i panujących w tych stronach stosunków tych dwoje zapragnęło po jakimś czasie rozrywki, oderwania myśli od prozy życia oraz poznania podobnych sobie zapaleńców i innych wrażliwych istot. Wówczas założyło bloga wiedząc, że w internetowej mgle spotkać można naprawdę nietuzinkowych, rozumnych i interesujących ludzi z całego świata. Skąd o tym wiedzieli? Ano przecież dawno temu (a może wcale nie tak bardzo dawno!?) Olga i Cezary właśnie przez Internet się poznali, wybrali i pokochali. Potem kilka razy świat dookoła oblecieli, milion trudnych spraw przezwyciężyli, aby być nareszcie razem…

- Czy pisać o tym, Czarku? Czy to nie nazbyt osobiste? – zastanawiając się onegdaj nad blogowym tekstem rocznicowym, popadłszy w pełne rozterek zamyślenie zagadnęłam nagle oglądającego wieczorne wiadomości męża.

- E, nie pisz! Kogo to obchodzi? – mruknął Cezary i pociągnąwszy tęgiego łyka herbaty dodał – A poza tym jest tyle mało pochlebnych, stereotypowych wyobrażeń o znajomościach internetowych. Po co dawać ludziom powody do plotek?

- Ale to przecież nie tylko nam się zdarzyło poznać w ten sposób i dobrze na tym wyjść! – zawołałam – Jest mnóstwo par, które tylko dzięki Internetowi miało szansę na odmianę losu i szczęśliwą miłość!

- Jednak jest też pełno takich, którzy się nacięli i wyszli na tych wirtualnych znajomościach jak Zabłocki na mydle. Sama wiesz, ilu wariatów, maniaków seksualnych i oszustów kryje się pod tymi internetowymi nickami. Na początku potrafią robić dobre wrażenie a potem załatwiają człowieka na szaro! – odrzekł marudnie Cezary i delikatnie przesunął wylegującą się na łóżku psinę Zuzię by wyciągnąć przy niej wygodnie znużone swe członki.

- Ale na szczęście, to nie nasz przypadek! – ucięłam czym prędzej tę nie wiodącą do niczego dobrego dyskusję i pogrążyłam się w pisaniu nowego posta.

…Tak więc Olga i Cezary założyli bloga, gdzie z różną częstotliwością zamieszczali teksty o swym zwykłym, codziennym życiu, o sąsiadach, zwierzętach, spacerach po okolicy, zachwytach, problemach i rozterkach. Pisali opowiadania, baśnie, wiersze, wspomnienia z Australii i felietony. Wstawiali rozmaite zdjęcia. Pokazywali kawałek swojej rzeczywistości oraz siebie w różnych sytuacjach. I ogromną radością a także wdzięcznością napełniał ich fakt, iż coraz więcej ciekawych, życzliwych osób odwiedzało ich stronę stając się aktywnymi czytelnikami oraz obserwatorami bloga „Pod tym samym niebem”. Dużo dowodów sympatii spotykało ich z wielu stron. Mnóstwo ciepłych słów otrzymywali w listach, telefonach oraz bezpośrednich spotkaniach od poznanych przez bloga przyjaciół. Czy przez ten czas zdarzyły im się jakieś nieprzyjemne sytuacje i niesympatyczne znajomości internetowe? Chyba tylko dwie, ale w oceanie życzliwości i serdeczności płynącym do nich z blogowego świata tak naprawdę nie mają one żadnego znaczenia.
   Po jakimś czasie Cezary zawiesił, niestety, na kołku swoje pisanie i oddał się bardziej pragmatycznym zajęciom takim jak niekończący się remont domu, naprawy sprzętu elektrycznego, samochodu, traktora oraz wszystkim tym czynnościom, bez których sprawne, normalne życie na wsi jest niemożliwe.
   Olga zaś, nie tracąc wiary, iż kiedyś się jej mężowi odwidzi i czynnie powróci na blogowe łono pozostała sama na placu boju, a właściwie nie boju, lecz natchnienia. I nadal w wolnym czasie produkowała przeróżne teksty zastanawiając się za każdym razem, czy kogoś to zainteresuje, czy ktokolwiek przeczyta, czy w ogóle warto pisać…?...

   I tu dochodzimy do meritum zagadnienia, czyli do tytułowego seansu spirytystycznego. Otóż zerkając na statystyki blogowe zauważam, że znacznie więcej osób mnie czyta, niż komentuje. Oczywiście komentowanie to nie żaden obowiązek, ale często zastanawiam się nad tym, kto taki poza znanymi mi, ujawniającymi się zazwyczaj osobami podczytuje tego bloga? I dlaczego właściwie to robi? 
   Kim jesteś tajemniczy, anonimowy czytelniku spoza mgły pożegnań i powitań? Jawisz mi się niczym kapryśny, nieuchwytny duch na seansie spirytystycznym. Wyczuwam Twoją obecność, myśl nieuchwytną a bliską. Rada bym imię choć Twoje poznała…Choć jedno słowo, ręką Twą wystukane przeczytała…
   Ale milczysz, milczysz uparcie w swej nieśmiałości, rezerwie albo w niemocy…Nie bój się mnie duchu internetowy. Szepnij cokolwiek…Zrób wyjątek od reguły. Zobacz, jest cicho, spokojnie, swobodnie…Jesienny świat ubiera się w nowe barwy. Po polach wiatr wieje i legendy swe z poświstem opowiada.
   A ja tu siedzę przy kaloryferze. Nogi zmęczone całym dniem przed siebie wyciągam i grzeję. Odpoczywam. Słonecznik namiętnie łuskam. Mruczenia kotów nasłuchuję i głosu tego wichru szalonego za oknem. I Twego serca, które jest całkiem blisko mojego…
   Bo jestem taka sama, jak Ty. Zwyczajna. Ludzka. Pełna obaw i nadziei. Ciekawa świata. Ciebie. Tak samo wpatruję się teraz w ekran monitora. Bo mam wolną chwilę…A potem wyłączę laptopa i pójdę do swoich codziennych, zwykłych o tej porze zajęć albo do snu…

   Przede mną klawiatura komputera. Jedyne możliwe narzędzie porozumienia między nami. Migocze to błękitne oczko i migocze…Czeka…

   - Oluniu! Jakiś fajny film się właśnie zaczyna. Kostiumowy. Taki jak lubisz! Przyjdziesz zaraz? – dobiega mnie pełen nadziei głos męża, który stanowczo nie lubi wieczorami sam zasypiać przy  telewizorze.

 - Już idę! Idę kochany! – wołam. I wyłączam powoli komputer. Ale jutro rano, o ile nie wyskoczy nic niespodziewanego a Internet będzie sprawnie działał pewnie doń zajrzę. Zrobię kawę i popijając ją jak zawsze z ciekawością przeczytam, co nowego u Was, drodzy, poznani przez blogosferę Przyjaciele. Zastanowię się nad Waszymi problemami. Spróbuję wczuć się w Wasze troski i lęki. Zachwycić Waszymi olśnieniami, poznać Wasze dobre i złe chwile. Przeczytam też nowe komentarze. Odpowiem na nie, czując jak bliscy mi jesteście, choć jednocześnie jakże przecież dalecy…
   A spoglądając na statystyki odwiedzin jak zwykle pewnie westchnę, że znowu odwiedziło bloga „Pod tym samym niebem” dużo tajemniczych i chyba już na zawsze pragnących takimi pozostać, internetowych duchów…

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost