wtorek, 14 października 2014

Jak woda w strumieniu...






   Wczoraj znowu spotkałam tę dziwną staruszkę. To było we śnie – wspomnieniu z czasów dzieciństwa i jeszcze odleglejszych. Dlaczego przyśniła mi się właśnie teraz? Czy chce bym pamiętała o niej, czy może o sobie samej sprzed lat? Czy to wszystko, co pamiętam to tylko wytwór mojej wyobraźni, czy może dziwaczna obsesja? Jakieś trwałe a niedotykalne uczucie we mnie mówi mi jednak, iż jest w tym wspomnieniu prawda, która dotyczy mnie samej. I choć wcale tego nie chcę, przychodzi czas by o sobie przypomnieć, dotknąć, zawołać raz jeszcze z samej otchłani…

A jaki to był sen?

  „ …Szłam moim ukochanym, bukowym lasem. Było chłodno, cicho a liliowa mgła unosiła się lekko nad odległymi wzgórzami. Z przyjemnością brodziłam w oceanie ubiegłorocznych liści. Rozgarniałam dłońmi mięciutkie kępy paproci. Zbiegałam w dolinę, by przejść kolejne potoki, obmyć lodowatą wodą twarz i ruszałam dalej. Zawsze tak chodzę, napawając się przestrzenią i wolnością. Tym razem jednak czułam, iż zmierzam do jakiegoś określonego, nieznanego mi jeszcze wówczas celu. Wreszcie doszłam do zwalonego pnia wielkiego buka. Przysiadłam zmęczona na jego gładkiej, srebrzystej korze, zamyślając się nad tajemnicami i dramatycznymi historiami, które skrywa w sobie mój las. W czasie drugiej wojny światowej ukrywało się w nim wiele ludzi. I trwały tu walki z Ukraińcami, Niemcami, Rosjanami. A i po wojnie niejedna tragedia się rozegrała. Kilka na pamiątkę postawionych krzyży przypomina żyjącym o tych, co właśnie tutaj pożegnali się z bólem istnienia.

 -  Tyle tych smutków było, łez i przelanej krwi a ziemia wszystko koi, wszystko swym trwaniem i zielenią przykryje. Trawa porasta dawne czasy po to, by móc spokojnie żyć tym, co jest teraz oraz planami, marzeniami o lepszej przyszłości – dumałam.
Zamyślona nie zauważyłam, że ktoś usiadł obok mnie. Drgnęłam dopiero wówczas, gdy usłyszałam cichy, dziwnie znajomy głos.

- Znalazłam Cię wreszcie Halinko! – w pobliżu mnie na pniu siedziała pomarszczona, drobniutka staruszka o stalowoszarych, głębokich, zaskakująco młodych oczach. Ubrana była w długą do kostek spódnicę i otulona w ciemną, kraciastą chustę. Patrzyła na mnie z uśmiechem ulgi, tak jakby naprawdę długo mnie szukała i cudem odnalazła.
- Przestraszyła mnie pani! – wydusiłam z siebie drżącym z lękliwego zaskoczenia piskliwym szeptem, usiłując przypomnieć sobie skąd znam ową dziwną kobietę.
- Nie spodziewałam się tu nikogo spotkać, a tu nagle pani w środku lasu – mówiłam już nieco pewniej – A na dodatek, proszę wybaczyć, ale najwidoczniej pani mnie z kimś myli, bo ja nie mam na imię Halina tylko Alicja!
- Znowu zapomniałaś? A ja już taka jestem zmęczona! – zasmuciła się stara kobieta i westchnąwszy zdjęła z głowy chustkę, a wówczas wysypała się spod niej burza siwych loczków. Aż mi dech zaparło z zachwytu na ten widok, bo od zawsze marzyłam o tak gęstych, kręconych puklach, a złośliwa natura obdarzyła mnie prostymi jak drut, nie należącymi do najgęstszych, rudymi włosami.

- Kiedyś też Ci się podobały. Miały tylko inny kolor. Były czarne jak smoła – szepnęła znowu tajemniczo staruszka i popatrzyła uważnie w moje oczy, usiłując znaleźć w nich jakieś przypomnienie chwil, gdy się znałyśmy.
- Przykro mi, ale naprawdę nie wiem, kim pani jest – powiedziałam znowu, bojąc się, czy aby staruszka nie jest szalona i czy nie ma czegoś złego na myśli.
- Ale przyznać muszę, że jest jedna, niezrozumiała dla mnie zupełnie rzecz. Pamiętam pani głos…Tak, jakbyśmy kiedyś już rozmawiały – dodałam wbrew sobie samej, gdyż zamierzałam wstać i oddalić się czym prędzej w bardziej ludne, bezpieczniejsze rejony.

W odpowiedzi kobieta uśmiechnęła się promiennie a oczy jej zalśniły jak węgielki, gdy się zmieniają w żar.
Ujęła moją dłoń. Uścisnęła ją serdecznie i wpatrując się w wody potoku ni z tego, ni z owego zaśpiewała drżącym, starczym głosem:

Gdzie strumyk płynie z wolna
Rozsiewa zioła maj
Stokrotka rosła polna
A nad nią szumiał gaj…

W głowie mi zawirowało. Ta znana, stara piosenka nagle otworzyła w mym sercu jakąś maleńką, zardzewiałą, bluszczem zarosłą furtkę. Nacisnęłam klamkę. Zaskrzypiało. Pchnęłam mocno i weszłam do jabłoniowego sadu. Tam, pośród owoców klęczała czarnowłosa, śliczna dziewczynka i wpatrywała się w coś leżącego na ziemi. Na mój widok uniosła głowę i zawołała:
- Chodź szybko Halinko! Zobacz, jakie piękne żabki znalazłam!

Pobiegłam boso po miękkiej jak owcze runo trawie i już po chwili kucałam obok tamtej, obserwując mieniące się wszystkimi barwami tęczy maleńkie płazy, brnące wytrwale przed siebie w labiryncie kłosów traw i koniczyny.

- Weźmy je nad strumień. Na pewno chce im się pić! – zawołałam a kruczowłosa dziewczynka, wzięła ostrożnie żabki do kieszeni i już po chwili, trzymając się za ręce biegłyśmy obie w kierunku strumienia, ukrytego w innej części ogrodu. Delikatne promienie słońca tańczyły tam wesoło, gładząc główki jaskrów i niezapominajek. A wilgotny cień dawał ochłodę spoconym ciałom.
Przykucnęłyśmy nad strumieniem i położyłyśmy żabki na wielkim liściu łopianu. Zwierzątka nie bardzo chciały zdecydować się na wejście do wody, więc zostawiłyśmy je w spokoju i powędrowałyśmy dalej, tam, gdzie strumień rozlewał się w płytką, szeroką kałużę. Tak lubiłyśmy zawsze wpatrywać się w wodę. Kreślić patykami kręgi. Śmiać się ze swoich min i oblewać się wzajemnie pachnącą miętą wodą. Moczyć stopy. Rzucać płatki kwiatów i śledzić potem w skupieniu ich podróż.
Dziś w lustrze wody ujrzałam wyraźnie nasze odbicia. Ja, Ala – ognistowłosa, niska dziewczynka z cieniutkimi warkoczykami i Weronika – wysoka, szarooka i czarnowłosa przyjaciółka z wakacji na wsi…

- Ostatnie dobre wspomnienie – zaszemrało coś w mojej głowie niepojętym przesłaniem – Potem już tylko strach…

…Gdzie strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj… - ze ściśniętego bólem gardła usiłowałam wydusić słowa tej starej piosenki, ale straszliwe, niezrozumiałe wspomnienie ogarnęło nagle me serce. Załkałam nie mogąc uwolnić się od budującej się ze strzępów pamięci odległej, przerażającej przeszłości. I już wiedziałam, co się zaraz stanie. Bezbronna czekałam na falę bólu i strachu. Na osaczający ludzki lęk, smród, gniew, panikę i niemoc ucieczki z tego straszliwego miejsca, z obozu…”

- Nie! Nie chcę! Weronka, gdzie jesteś! Weronka! – szlochałam, miotałam się jak w klatce, chcąc za wszelką cenę uciec przez powracającą falą przypomnienia tego, czego nie powinnam wszak pamiętać.
- Alu, Alu kochana! Obudź się to tylko zły sen! No już dobrze. Nic się nie dzieje.
 - Przytul się i niczego się już nie bój – szeptał czule mój mąż Kacper, w ramionach którego się obudziłam.
- Miałam straszny sen. Śniła mi się taka dziwna staruszka i dziewczynka z czarnymi lokami. I jeszcze coś, ale już nie pamiętam… – ostatnie spazmy szlochu wstrząsały mym ciałem a kojąca mgła ogarniała powoli mój przebudzony umysł.

Bezpiecznie wtulona w śpiącego już po chwili Kacpra leżałam bezsennie aż do świtu a potem wstałam cichutko i zaparzyłam kawę. Siedząc przy kuchennym stole i wpatrując się w malinowo-morelowy wschód słońca usiłowałam poskładać sobie w głowie strzępy wspomnień i snów, które nawiedzały mnie przez całe życie, ale ulatywały zanim zdążyłam sklecić z nich coś sensownego.

   Mam na imię Alicja. Jestem informatykiem. Projektuję strony internetowe.  Mąż jest urzędnikiem w pobliskim miasteczku. Od kilku lat mieszkamy w małym domku na wsi, gdzie mamy ogródek, samochód i psa. Syn studiuje w Anglii, ale często nas odwiedza. Właśnie skończyłam czterdzieści dwa lata a moje życie prywatne i zawodowe jest normalne, szczęśliwe i poukładane. Mam parę dziwactw i nieszkodliwych manii, ale któż ich nie ma? Od dawna zbieram małe, pluszowe misie. Mam już ich dziesiątki.  Pousadzałam je w domu na kredensach, regałach, kanapach i fotelach. Znajomi nie mają problemu z pamiątką z wakacji dla mnie. Zawsze wynajdą jakiegoś nowego misia do kolekcji…Nie lubię dużych psów, tłumów oraz zamkniętych pomieszczeń. Ale nie jest to obsesyjne. Da się z tym żyć.
Skąd jednak we mnie tyle niezrozumiałych pytań o przeszłość? Co kryje się na dnie mojego „ja”? Dlaczego nawiedzają mnie tak dziwaczne sny?

   Na progu kuchni stanął mój Kacper, który ziewając smacznie i przeczesując zmierzwione kłaczki zapytał o godzinę.

- Dopiero piąta rano! Po co tak wcześnie wstałeś Kacperku? Przecież dzisiaj sobota. Masz wolne. Odpocznij! – odparłam, uśmiechnąwszy się na jego widok.
- No tak, ale jak ciebie przy mnie nie ma, to nie mogę spać. Wiesz przecież – poskarżył się mężczyzna mego życia i podszedł bliżej, aby cmoknąć mój policzek.
- I twoja kawa tak ładnie pachnie… - dodał jeszcze znacząco, a ja zrozumiawszy delikatną sugestię wstałam, nastawiłam wodę w czajniku i już po chwili siedzieliśmy razem przy stole milcząc i popijając gorący, wonny napój.

- Wiesz Kacperku, mam takie dziwaczne, niezrozumiałe dla mnie samej wspomnienie z dzieciństwa. I muszę Ci o tym opowiedzieć, bo już sobie z tym sama nie daję rady – powiedziałam wreszcie, oparłszy głowę na jego ramieniu i z rozkoszą wdychając lawendowy zapach mego męża.
- No dobrze Alu, mów! A czy to ma coś wspólnego z Twoim dzisiejszym snem? – zapytał, całując mnie w czubek głowy.
- Chyba ma. A co? Może do tego dojdziemy jakoś razem – odrzekłam, decydując się opowiedzieć Kacprowi niezwykłą historię sprzed lat. Historię, która żyła we mnie i czekała na dzień, w którym nie będę się bała wywlec jej z zakamarków pamięci i podzielić się nią z kimś najbliższym.



 „ …Miałam coś około dwunastu lat i czekając na mamę stałam przed ogromną wystawą jednego z większych w mieście sklepów. Nie chciałam wchodzić dziś do środka. Wiedziałam, że mama kupi tylko kilka produktów spożywczych i zaraz wyjdzie. Tymczasem tu, na dworze słońce tak cudnie grzało.
     Przeglądałam się w szybie wystawowej. Widziałam drobną, szczuplutką, rudowłosą istotę z cienkimi, marchewkowego koloru włosami, piegowatą i niepozorną. No trudno, już się pogodziłam ze swoim wyglądem. Nawet czasami, w chwilach takich, jak ta potrafiłam docenić dziwną urodę tych ognistych włosów. Słońce tak pięknie się w nich mieniło...
     - Piękne włosy...Halinko! - usłyszałam nagle i wtedy zobaczyłam obok swego odbicia, odbicie bardzo sędziwej, przygarbionej kobiety o głębokich, szarych jak mgła oczach.
     - Nie nazywam się Halinka - odrzekłam, spoglądając podejrzliwie na dziwną staruszkę.
     - Mnie nie oszukasz, kochana...Przecież byłyśmy tam razem, pamiętasz? - zaszeptała nagle gorączkowo kobieta i chwyciła moją dłoń.
     - Ale ja mam na imię Ala! Proszę mnie puścić! Zaraz tu będzie moja mama! Pani mnie z kimś pomyliła! - wykrzyknęłam przerażona. I już miałam wyrwać się i uciec w głąb sklepu, gdy wtem spojrzałam w przepastne oczy tej przerażającej kobiety. Wtedy przypomniałam sobie wszystko. Zobaczyłam biegnące przed siebie przez pusty, zimny plac dwie zziębnięte dziewczynki. Rudowłosą i brunetkę o niezwykłych, szarych oczach.  Strasznie się bały. Usiłowały się gdzieś ukryć. Słyszały szczekanie psów. Ostre, niezrozumiałe krzyki. Jakieś nieprawdopodobnie wychudzone cienie ludzkie płochliwie schodziły im z drogi. Dzieci wpadły do kałuży pełnej ohydnej, śmierdzącej wody. Leżał tam biedny, brązowy, pluszowy miś Halinki. W jego lśniących, koralikowych oczach widać było bezradność i smutek. Dziewczynki nie mogły się jednak zatrzymać i go zabrać. Musiały uciekać. Schowały się za długim, drewnianym barakiem. Serca biły im, jak oszalałe. Lodowate powietrze przenikało płuca. Wtedy ta starsza, o jasnoszarych, wyrazistych oczach szepnęła nagle:
 - Nie uda się nam Halinko. Schowaj się tam, za rogiem. Tam jest ciemno i bezpiecznie.

     Ale tam wcale nie było bezpiecznie. Halinka została schwytana.
 Potem był krzyk, ból, płomienie. I nic więcej.

     Stałam, trzęsąc się, jak osika i wpatrując w szybę wystawową. Wydawało mi się, że widzę tam blask odległych płomieni, że wciąż słyszę ten nieludzki krzyk, że widzę obciągnięte cienką skórą, brutalnie popychane przez żołnierzy ludzkie cienie w pasiakach .
Lecz nie było już nic. Świat trwał po dawnemu. Słońce wesoło bawiło się promieniami w moich włosach. Mama właśnie wychodziła ze sklepu, rozmawiając z jakąś sąsiadką.  I nigdzie nie było widać staruszki, o dziwnych, szarych oczach. Zniknęła, rozpłynęła się nie wiadomo gdzie, pozostawiając mnie z mnóstwem pytań bez odpowiedzi i z wrażeniem, że kiedyś dobrze się znałyśmy…”

     - Kacperku! Nie chcę Cię straszyć, nie wymyślam dla próżnej rozrywki opowieści z dreszczykiem. Ta historia jest we mnie od wielu lat, ale bałam się o tym mówić, żebyś nie miał mnie za wariatkę. Zresztą dotąd to nie miało większego znaczenia. Teraz jednak to wspomnienie mówi mi, że nie wszystko przemija bez śladu. Czasem ślad odkrywamy w sobie niespodziewanie, wcale tego nie chcąc i nie przeczuwając jego obecności – mówiłam gorączkowo, wpatrując się w zdumione oczy męża i szukając w nich śladów zrozumienia i akceptacji, dla mojego zwierzenia.

- A co ma z tym wspólnego twój dzisiejszy sen? – zapytał skołowany zupełnie Kacper i pociągnął tęgiego łyka kawy, żeby w głowie mu się bardziej przejaśniło.

- Wyobraź sobie, że dzisiaj przyśniła mi się ta sama staruszka! – wykrzyknęłam i pełna emocji wstałam, aby przemierzyć wzdłuż i wszerz naszą małą kuchnię.
- Nazywała mnie Halinką i mówiła, że kiedyś jako dzieci znałyśmy się bardzo dobrze! Że byłyśmy przyjaciółkami i bawiłyśmy się razem w jej ogrodzie!
- No dobrze, ale jak mogłyście się znać, skoro ona była pewnie dzieckiem jeszcze przed drugą wojną światową! To wszystko to są jakieś fantasmagorie i bzdury! – żachnął się Kacper i zauważyłam z przykrością, że powoli tracił chęć na kontynuowanie tego frapującego mnie tematu.

   Mimo wszystko nie ustępowałam.  Usiadłam naprzeciw niego i użyłam najsilniejszego z możliwych argumentów.
- A pamiętasz, jak opowiadałeś mi kiedyś o swoim wrażeniu deja vu? O tej wielkiej sali wykładowej, w której poczułeś się jakbyś już kiedyś dawno temu w niej był i znał ją dobrze, a odwiedziłeś ją przecież pierwszy raz w życiu? Sam przyznasz, że są na tym świecie dziwne i niezrozumiałe rzeczy! – zawołałam tryumfalnie, widząc z ulgą, iż pewność siebie Kacpra nieco słabnie a jego niechęć do mojej pokręconej opowieści znika.

- Aluś! Może i są na tym świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło, ale i tak nie znajdziemy wytłumaczenia dla Twojej znajomości z ową staruszką. Jak jej tam było na imię?
- Weronika, Weronka, tak właśnie ją nazywałam – szepnęłam i nagle zupełnie minęła mi chęć na dalszą rozmowę o niej. Zapatrzyłam się w widoczną na horyzoncie linię lasu bukowego i już wiedziałam, co powinnam dzisiaj zrobić.
- Ale dajmy już temu wszystkiemu na razie spokój. Sen mara, Bóg wiara! – podsumowałam i wstałam by umyć kubki po kawie.
- No dobra, to ja idę wziąć szybki prysznic a potem pójdę do garażu. Muszę dokręcić jakąś śrubę pod maską naszego opla, bo coś tam się spod samochodu leje. Zrobisz nam jakieś śniadanko, kochanie? -  zapytał z przymilnym uśmiechem Kacper, po czym dał mi serdecznego buziaka i nucąc coś pod nosem udał się do łazienki.

   Po śniadaniu okazało się, że roboty przy samochodzie starczy mojemu mężowi na kilka dobrych godzin. Wzięłam naszego foksterierka Sabę na smycz i poszłam na spacer do bukowego lasu.

   Dobrze znałam drogę. Rozgarniałam kępy jasnozielonych, gęstych paproci. Mijałam brzozowe zagajniki. Przeskakiwałam ponad strumieniami, obserwując jak zawsze uszczęśliwioną długim spacerem Sabę. Aż doszłam do wielkiego pnia zwalonego, czekającego na pocięcie i uprzątnięcie buka. Pies leżał w potoku, rozkoszując się chłodem górskiej wody a ja siedziałam spokojnie na pniu i czekałam…Na co, na kogo?
W pewnym momencie jakaś gałązka głośno zaszeleściła a spłoszony ptak poderwał się raptownie z gałęzi tuż nad moją głową. Serce załomotało mi gwałtownie. Wstrzymałam oddech. Nasłuchiwałam. Ale nikogo nie było. Trwałam tam zjednoczona z lasem, z głębią wspomnień i ukrytych pod powierzchnią ran.
   W niedługim czasie moją duszę ogarnął przyjemny spokój. Przypomniałam sobie dokładnie wszystko, o czym śniłam. I wraz z tajemniczym spotkaniem ze staruszką, jakie miało miejsce w czasach mego dzieciństwa ułożyło się to w mej głowie w jakąś logiczną, zrozumiałą całość. Wpatrzona w wody strumienia zrozumiałam, że to, co wiemy o sobie i pamiętamy oraz to, czym żyjemy, jest tylko fragmentem nas, naszej nieskończonej, wiecznej jaźni. Nic się nie kończy i nic się nie zaczyna. Byliśmy, jesteśmy, będziemy. A odległe wspomnienia z poprzedniego życia mogą nagle przebudzić się w naszych sercach, mówiąc nam, iż jesteśmy właśnie jak woda tego strumienia. Płyniemy nieskończenie, zapominając o kamieniach, które stają na naszej drodze, o patyczkach i płatkach kwiatów mknących z nurtem. O bólu, krzywdach, radościach i zachwytach. To wszystko znika niewidzialnie za fioletową mgłą zapomnienia, ale mimo to nadal jest i niekiedy przychodzi czas, gdy nie wołane odzywa na nowo…

- Saba! Wracamy do domu! Do pana! – zawołałam psa i ruszyłam w górę doliny, zagłębiając się w mgłę oraz delikatny dotyk traw i paproci…




* To opowiadanie ukazało się niedawno temu w zbiorku opowiadań blogowiczów pt. "Opowiadania wczorajsze" wydanym przez Magdalenę Kordel

42 komentarze:

  1. Piękne to opowiadanie, Olu :)
    Bohaterka Twojego opowiadania chyba ma rację, że nic się nie kończy i nic nie zaczyna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie czuję - nic sie nie kończy i nic nie zaczyna, wszystko trwa i płynie w nas, z nami, wokół nas. Jak woda w strumieniu...
      Dobrego dnia Lidko!:-))

      Usuń
  2. Sny maja swoja madrosc....
    Czlowiek zmienia sie wizualnie, ale jego glos zostaje ten sam...
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie sny są wejściem do ukrytego, delikatnego świata podświadomosci i przerastającego nasze pojmowanie wielowarstwowego, wieloznaczeniowego bytu. To, czym zyjemy na codzien, to tylko jedna warstwa. A pod spodem tyle treści...
      Dobrego dnia Judyto!:-))

      Usuń
  3. byłoby cudnie, żeby nie te pasiaki. ile można? ciągle ten sam motyw... a taki ładny klimat był, i kolory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że pewne tematy moga juz irytowac, nuzyć, odpychac wręcz swoja banalnościa i zgraniem. Cóz poradzić jednak, skoro we mnie tematyka obozowa, wojenna i martyrologiczna żyje i wciąż jest bardzo ważna.
      Dobrego dnia Evuniu!:-))

      Usuń
  4. Znam, czytałam i uważam, że to najlepsze opowiadanie zbiorku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło czytać mi takie pochlebne słowa Aniu, jednak bez przesady! Tym niemniej serdecznie dziekuję za Twoją opinię. Mysle, iz w tym zbiorku było duzo ciekawych, pomysłowych opowiadań. A najfajniejszy był sam pomysł na opowiadanie i na zbiorek.
      Dobrego dnia Aniu!:-))

      Usuń
  5. Piękne!
    Wierzę, że każdy nosi w sobie maleńką cząstkę doświadczeń i przeżyć swoich przodków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja w to wierzę Beatko! tak mało wiemy o przeszłosci, o swoich przodkach, tym, co tworzy nas takich, jakimi jestesmy. Sprawy to wielce ciekawe i tajemnicze. Wręcz niewytłumaczalne li tylko za pomocą genetyki i behawioryzmu.
      Dobrego dnia Beatko!:-))

      Usuń
  6. Deja vu? Reinkarnacja? Wedrowka dusz? Podobno bywaly zadziwiajace przypadki, z uzywaniem starozytnych jezykow wlacznie, przez osoby, ktore nie mialy prawa ich znac. Ja jednak jestem sceptyczna, jesli chodzi o wszystko, co nadprzyrodzone.
    Jednak Twoje opowiadanie, Olenko, swietnie sie czyta, jest pelne napiecia i tajemniczosci, dramatycznych przezyc w przeszlosci i spokoju terazniejszosci. Budzi refleksje i chyba o to chodzi.
    Sciskam Was mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w wielu kwestiach ponadnaturalnych jestem sceptyczna. Jednak moja intuicja podpowiada mi nieraz, że jest jednak cos wiecej niz to, co widzimy gołym okiem. Mysle, że to sławetne "czucie" jest naszym wewnętrznym głosem, podpowiedzią madrej podświadomosci. Czasem przychodzi gdzieś z głębi dziwny dreszcz niepochwytnego w słowa objawienia, chwila zastanowienia o tym, jak niewiele jeszcze wiemy i sie zapewne nigdy nie dowiemy...
      Cieszę się, że nastrój i styl opowiadania spodobał Ci się!
      Dobrego dnia Panterko!:-))

      Usuń
  7. Wrócę tu na spokojnie, teraz tylko zobaczyłam i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam serdecznie w wolnej chwili!
      Dobrego dnia Basiu!:-))

      Usuń
  8. Czasem w mojej głowie rodzi się bliżej nieokreślone wspomnienie, wywołane zapachem, widokiem...Przychodzi tylko na chwilę, wzbudza potężną tęsknotę za czymś nienazwanym i umyka. Jest to tak ulotne, ale tak prawdziwe i głębokie, że długo tkwi we mnie...
    Czasem odwiedzając jakieś miejsce po raz pierwszy, mam wrażenie, że już tam byłam, przeczucie które rodzi się nagle, jakieś mgliste wspomnienie.
    Czasem spotykam obcych ludzi, których nie znam, a jednak czuję że znam. Wyłapujemy swój wzrok i wiem, że oni też to czują...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Wszystkie te dziwne odczucia, które opisałaś i mnie nieraz nawiedzaja. Są bliższe snom niż jawie i ciezko je ubrac w słowa, pochwycić, opowiedziec komuś tak, by nie wydały sie bełkotem szalenca czy banalnym wytworem wyobraźni. Zrozumieć to moze tylko ten, który doznaje podobnych uczuć i umie otworzyc serce na tego typu wrażenia i zwierzenia.
      Sa rzeczy na tym świecie, które nie podlegają zwykłym, odkrytym juz prawom fizyki. Jest coś wiekszego, czego częścia jestesmy czy tego chcemy czy nie. Jakże to wszystko wielowymiarowe, zdumiewajace, tajemnicze i pełne ukrytych, niepochwytnych znaczeń...
      Dobrego dnia Weroniko!:-))

      Usuń
  9. A ja wierze w takie różne "powroty", pętle czasowe, sny ze "znajomymi miejscami", w których nigdy się nie było...."Są rzeczy, które...."itd. Czytałam z wielkim zainteresowaniem. Wciagające:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja wierzę Jaskółko! A moze nie tyle wierzę, co czuję, że jest cos wiecej, niz to, co widać.Mysle, iz zyjemy na codzień w jednym wymiarze. A tych wymiarów jest nieskończenie wiele. Tak, jak uczuc ludzkich, wspomnień, marzeń, cichych, skrzypiących tajemniczymi szeptami dróg i skromnych, zarośniętych chaszczami ściezynek wielowarstwoeej przeszłosci ...
      Dobrego dnia Jaskółko!:-))

      Usuń
  10. "Nic się nie kończy i nic sie nie zaczyna. Byliśmy ,jesteśmy ,będziemy ".Chciałabym ,żeby tak bylo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja chciałabym by tak było! A czasem mocno czuje, ze tak właśnie jest! Lecz nie jest to wiedza do udowodnienia lecz tylko wewnętrzny, silny głos, który cos mi podpowiada. Staram sie go słuchac, ale niekiedy im mocniej sie staram tym słabiej dociera do mnie. I już rozumiem - to przychodzi samo, gdy przyjdzie sprzyjająca pora. Umysł sie wówczas otwiera i wchodzi sie głębiej, do krainy nienazywalnego zrozumienia. Wchodzi sie z uczuciem, ze juz kieddys sie tam przeciez było...
      Dobrego dnia Marysiu!:-))

      Usuń
  11. Wspaniałe opowiadanie, jesteś taka tajemnicza. Skąd pomysł na reinkarnację ?
    Wydaje mi się , że skądś znam ten jar...........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, tajemnicza! Zofijanko! - Przeciez my sie dopiero poznajemy! Jest jeszcze mnóstwo ściezek do odkrycia, do wspólnego przemierzenia. Niech tylko czas i zdrowie będą dla nas łaskawe, to jeszcze nie raz przemierzymy ten i inne wspaniałe jary!
      Miło mi, ze opowiadanie Ci sie spodobało!
      Dobrego dnia, Zofijanko!:-))

      Usuń
  12. Oleńko to piękne opowiadanie. Czytałam z ogromnym zainteresowaniem.Ciesze się,że opowiadanie zostało wydrukowane. Pozdrawiam i serdeczności zostawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja sie ciesze, ze zostało wydrukowane. Oby ten fakt stanowił poczatek mojej nowej ściezki!
      To miłe, że to opowiadanie Ci sie spodobało.
      Dobrego dnia, Alinko!:-))

      Usuń
    2. Życzę Ci tego z całego serca, Twoje opowiadania uwielbiam, czasami wracam by przeczytać jeszcze raz.Uwielbiam Twój styl pisania, jest w nich tyle Twojej wrażliwości.
      Ściskam serdecznie

      Usuń
    3. Bardzo mi miło, iż tak własnie czujesz Alinko! To dla mnie naprawdę ważne wiedzieć, że to, co pisze jest dla kogoś wartościowe i znajduje w tym cos dla siebie.
      Dziękuję za Twe słowa i ściskam Cię serdecznie, dobrego wieczoru życząc!:-))

      Usuń
  13. "Nic sie nie kończy i nie zaczyna " ..trwamy tu lub gdzieś we wszechświecie .. mamy coś przed sobą i za..
    jesteśmy zawieszeni w pętli czasowej - jedziemy w jednym pociągu, tylko co jakiś czas zmieniam przedziały...
    uczucia deja vu doświadczyłam wiele razy - zawsze mam gęsią skórkę, ale tłumaczę ten fakt medycznie :)
    opowiadanie bardzo interesujące :)
    buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko da sie wytłumaczyć medycznie i naukowo. Sa na tym świecie i w nas samych rzeczy niewytłumaczalne, dziwne, zastanawiające, przejmujace i po prostu szalenie ciekawe.
      Czuje tak, jak Ty Artambrozjo - ze pociag jest ten sam, tylko przedziały rózne. To bardzo trafne porównanie!
      Tyle osób doswiadczyło wrażenia "deja vu" i róznych nieubieralnych w słowa uczuć, z pogranicza metafizyki i snu. To istnieje, tylko nie wiemy czym to jest. A niekiedy odczuwajac tę niesamowitą, gęsią skórke, doznajemy spotkania z tajemnica, której cząstka drzemie w nas...
      Dobrego dnia Artambrozjo!:-))

      Usuń
  14. Czytam z ciekawością Twoje opowiadania, kolejne posty, odnajduję w nich swoje myśli, odczucia, których ja nie potrafię ubrać w słowa; pozdrawiam Cię serdecznie, Kobieto z Wrażliwą Duszyczką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło Marysiu, że tak własnie jest, iż w moich postach odnajdujesz kawałek siebie. Mysle, ze dla każdej piszącej osoby takie, jak Twoje zwierzenie jest największa nagrodą za pisanie. Że nie pisze sie w pustkę. Że do kogos mocno to dociera i otwiera w nim jakas furtkę. To jest ta "bliskosć" wielowymiarowa, ku której dążę stale i która jest według mnie najwazniejsza...
      Dobrego dnia Marysiu!:-))

      Usuń
  15. Olu! Wpadlam tylko na chwilke pomachac lapka do Was. Jestem troszke zajeta wiec Twoje opowiadanie zostawiam sobie na weekend kiedy bede miala wiecej czasu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, kochana Ataner! Przeczytasz, kiedy będziesz mogła. Kiedy czas i nastrój pozwolą na chwilę skupienia. A ja poczekam cierpliwie na Twój komentarz, bo bardzo jestem ciekawa Twojego zdania o tym opowiadaniu!
      Całusy serdeczne zasyłam!:-))

      Usuń
  16. Mam mocne, budzące silny niepokój wspomnienia dźwięków i zapachów. Pewnie nigdy się nie dowiem co oznaczają. Czy coś mi się wtedy wydarzyło?
    Czekałam na takie właśnie metafizyczne zakończenie Twojego opowiadania. Czuję się częścią całości.
    Wspaniale mieszamy nasze historie, dopisujemy się wzajemnie i ubogacamy.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W człowieku jest tyle warstw, tyle słojów, jak w starym drzewie. Trudno zajrzeć w głąb i zrozumieć. Trudno dokopać sie do korzeni. One gdzieś tam sie wija pod spodem tajemniczymi, niezbadanymi tunelami i ściezkami...Niekiedy coś wypłynie samo ze środka i budzi ten niepokój, to dziwne uczucie, ile nas tam jest w środku, ile myśli i wspomnień nieodkrytych, będących nami, czy już nie nami...?A na wierzchu widoczna ta kora popękana, ta żywica, te liscie zielone - to my, dla świata, dla siebie widoczni. Pośród innych drzew stojący w zdumieniu, w poszumie bliskich i odległych wspomnień i metafizycznych, motylich dotyków.
      Tak Magdo! I ja to tak własnie czuję, że mieszaja sie nasze historie, trwają w jakiejś niepojętej symbiozie, w tym leśnym, sekretnym ekosystemie dusz, jaźni, wiecznie żywych uczuć, niepojetej bliskości...To jest piękne i troche straszne, ale jednak bardziej piękne...
      I ja ściskam Cie mocno!***

      Usuń
  17. Jakoś lepiej się czuję czytając, że i innym się zdarzają takie chwile, że ...to już kiedyś było, już tak kiedyś powiedziałam. Ja nie mam wspomnień związanych z zapachami ale z tym, że taka sytuacja miała miejsce.
    Czytając Twoje opowiadania odnajduję w nich wiele Ciebie, Ciebie i Twoich ( nie wiem jak to nazwać) zachowań, zwrotów, w stosunku do Cezarego, do siebie nawzajem. To są zwroty jakiś używacie rozmawiając ze sobą. Mam je w pamięci jak czytam Twoje wpisy z "Waszego Dnia Codziennego" :)
    Mając to wszystko przed oczami z ogromną przyjemnością czytam to co wychodzi z Twojej głowy pod Twoją klawiaturę. :) :) :)
    A jak tam woda w studni ?
    Jak u nas padało wczoraj w nocy to sobie myślałam... oj dobrze, Oleńka będzie miała wodę :)
    Trochę daleko do Ciebie ale może jakieś podziemne strugi popłyną :)
    Całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się Mirko, że wiele osób doświadcza takich dziwnych, niepojętych i nie dajacych sie ogarnąc rozumem i naukowym podejsciem uczuc oraz stanów. To sławetne deja vu, to spotykanie swoich sobowtórów, to dziwne zrozumienie z niby to obcymi, ale jakże bliskimi ludźmi, budzące niepokój sny i wspomnienia, które nie wiadomo czyje są - nasze czy nie nasze...?
      Tak, miasz rację Mireczko , co do znanego Ci z innych moich opowieści stylu, w jaki rozmawiaja ze soba Alicja i Kacper z opowiadania. Oczywiscie, ze podobnie rozmawiam z mężem! Najłatwiej pisze sie o tym, co sie samemu zna. A w tym opowiadaniu jest naprawdę duzo mnie. Nie wszystko w nim jest fikcją literacką...
      A co do wody w naszej studni, to podeszła do góry moca jakichs dobrych czarów chyba albo siłą dobrych zyczeń i serdecznych myśli takich, jak Ty, bliskich mi osób!:-)) Bo deszczu na Podkarpaciu było od niedzieli tyle, co kot napłakał! Musiały więc to byc te podziemne, serdeczne strumienie od Ciebie płynące do mnie! Wzruszyłam się tym, że myslałaś o mnie, o tym naszych niedoborach wody, że jestem Ci jakos bliska Mireczko! Chodź, niech Cię uściskam kochana dziewczyno!:-))

      Usuń
  18. Jestem pod wrażeniem, masz niesamowity talent!
    Pisz książki Dziewczyno, a ja już zamawiam z autografem, bo Cię promuję:-))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę Basiu droga, tylko jeszcze w szufladzie (albo raczej w komputerze) siedzą, czekając na ostateczne poprawki oraz na przypływ jakiejś odwagi i determinacji z mojej strony!
      Dziekuję Ci z całego serca za słowa uznania! Bardzo jest wazne dla mnie kazde dobre słowo, by wreszcie odważyc sie i uwierzyc w siebie do konca!:-)))

      Usuń
  19. Olu, ja sie nie znam, jestem tylko zwyklym czytaczem jednak dla mnie to jedno z lepszych Twoich opowiadan. Twoja wrazliwosc i delikatnosc jest widoczna w kazdym zdaniu.
    Ciesze sie, ze trafilam na Twoj blog, i bede do Ciebie wracala bo to wielka przyjemnosc czytac Twoje teksty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję Ci kochana Ataner za Twoj ciepęł słowa i za to , że jesteś tutaj!:-))Zapraszam tu zawsze bardzo, bardzo serdecznie!:-))

      Usuń
  20. Piękne opowiadanie chcę więcej pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia