wtorek, 24 lutego 2026

W świecie idealnym...

 




   W świecie idealnym nie ma cierpienia, złości, chorób, nieszczerości i obmowy. W świecie idealnym wszyscy beztrosko uśmiechają się do siebie, bo nie ma żadnych powodów do zmartwień. Nawet pogoda zawsze jest piękna. Sielankowe życie upływa zatem na rozrywkach, przyjemnościach, hobby i zabawach...

   Czy chcąc żyć w świecie idealnym powinniśmy oddalać od siebie wszelkie złe wiadomości, smutki, zgryzoty i zmartwienia, udawać że ich nie ma? Czy to wystarczy? Czy niezagłębianie się w trudne tematy pozwoli nam ocaleć w jakiejś banieczce niezakłóconej niczym szczęśliwości? Jednak jeśli wszyscy odwrócą się od tych trudnych tematów, to kto je za nas załatwi, kto rozwiąże piętrzące się wszędzie problemy? A może same magicznie znikną?

   Mamy z mężem taki zwyczaj, że czytając poranne wiadomości i ciekawe teksty w necie dzielimy się spostrzeżeniami i uwagami. Jednak ponieważ od jakiegoś czasu złych wiadomości wydaje się być coraz więcej i coraz więcej dostrzegalnych gołym okiem absurdów często nie potrafimy już nawet tego wszystkiego skomentować. Poprzestajemy na porozumiewawczych spojrzeniach i przygnębionych westchnieniach. Bo coraz mniejsza w nas wiara, że będzie lepiej. I pojawia się pytanie: skoro nic sami nie możemy z tym zrobić, to czy w ogóle powinniśmy się w to emocjonalnie angażować? Zatem angażujemy się coraz mniej, choćby po to by nie psuć sobie humoru. Jednak nadal nie potrafimy przyjmować z obojętnością tego, co się dzieje, odwracać się od świata i zajmować się wyłącznie tym, co dotyczy nas samych oraz tutejszego życia. Choć przecież coraz bardziej podeszłe lata powinny nas do tego usposabiać. I tu polecam Wam interesujący artykuł do przeczytania traktujący o zmianach w zachowaniu i postrzeganiu problemów u starszych ludzi:

To nie „zdziadzienie” ani obojętność. Psychologia ujawnia, co naprawdę dzieje się w głowie seniora

   A wracając do marzenia o istnieniu świata i życia idealnego. Czy w ogóle możliwe jest gdzieś takie życie? Przecież nawet w baśniach prędzej czy później pojawić się musi jakiś negatywny bohater, jakieś smutne zdarzenie, groza, lęk i niesprawiedliwość. Musi, bo inaczej akcja utknęłaby w miejscu i byłaby to opowieść o niczym. Nudna, płytka, niewarta sięgnięcia po nią, bez happy endu i morału. Tak to przynajmniej wyglądałoby z boku, bo może dla bohatera tejże baśni byłby to upragniony scenariusz życia bez problemów i zmartwień. Dzień podobny do dnia. Powtarzalny, bezpieczny, przewidywalny, lecz jednocześnie nijaki...

   Od razu przypomina mi się książka A. Huxleya „Nowy, wspaniały świat” i film oparty na niej. Widać tam właśnie niby w soczewce takie sztucznie stworzone szczęśliwe społeczeństwo. Społeczeństwo, któremu w sukurs przybywa najwspanialszy wynalazek ludzkości: soma. Soma - cudowny lek uwalniający od wszelkich ewentualnych smutków i zwątpień. Narkotyk aktywujący w ludziach nowe pokłady zadowolenia z tego, co jest.




   Lecz czy członkowie takiego społeczeństwa przypominają jeszcze prawdziwych ludzi z krwi i kości? Ludzi potrafiących odczuwać coś mocniej i głębiej? Umiejących i chcących rozumieć innych, współczuć im, postawić się na ich miejscu? Nie. Takim jak oni wystarczy ślizganie się po powierzchni. Dla nich nie istnieją negatywne uczucia, takoż i nie ma w nich tych pozytywnych. Wszystko wydaje się jałowe, nieskażone głębszą myślą i uczuciem. Ludzie niczym cyborgi. Rzeczywistość tak idealna, że aż dystopijna. Każdy żyje osobno, lecz wszyscy są do siebie podobni. Tak samo radośni, tak samo puści. Związki międzyludzkie płaskie. Empatia, altruizm, umiejętność poświęceń to nic nieznaczące hasła. A jeśli ktoś śmie wyłamać się z tego schematu skazywany jest na banicję, na nieistnienie w nowym, wspaniałym świecie...

   Zachęcam Was do przeczytania następnego ciekawego artykułu zalinkowanego poniżej. 

Self-care weszło za mocno. "Umarł ci ojciec? Nie mam zasobów dla twojego smutku" | naTemat.pl

   Znajdują się w nim rozważania o tym, w jakiej kondycji psychicznej i moralnej znajduje się nasze społeczeństwo. Żyjąc tu na cichym Pogórzu Dynowskim, z dala od wielkomiejskiej cywilizacji nie obserwuję jeszcze w otoczeniu tak negatywnych, jak opisywanych w owym artykule zjawisk. Jeszcze tu nie dotarły tak nowoczesne wynalazki współczesnej ludzkości jak asertywność czy pozytywne wibracje. A być może już tu są, tylko ja ich jeszcze nie dostrzegam zanurzona w świecie starych, sprawdzonych znajomości, powtarzalnej i zależnej tylko od pór roku codzienności, pośród tradycyjnie pojmowanych ról społecznych i powinności wobec innych ludzi, wynikających chociażby z poczucia sprawiedliwości, solidarności, przyzwoitości a przede wszystkim katolickiego miłosierdzia.

   Czytając polecany powyżej tekst dowiedziałam się, że w ostatnich latach jako społeczeństwo oraz poszczególne jednostki społeczne bardzo zmieniamy się na niekorzyść. W imię ocalenia swojego kruchego szczęścia, nie chcemy się pochylać nad cudzymi sprawami, problemami, wikłać w czyjeś smutki i tragedie. Wszak z takim trudem zdołaliśmy osiągnąć jakąś harmonię, jakiś pozorny spokój. Dlaczego ktoś śmiałby go nam zakłócać swoimi niewesołymi zwierzeniami, obciążać nas nimi ? Dlaczego my mielibyśmy poświęcać dla kogoś swój drogocenny czas, myśli i uczucia? Krótkowzrocznie wolimy udawać przed samymi sobą, że da się żyć w oderwaniu od tych problemów, od trudnych tematów, że one nas nie dotyczą i dotyczyć nie będą. Wystarczy o nich nie słuchać, nie wiedzieć a wszystko będzie w porządku a piękny, dobry świat będzie nam dawał w prezencie tylko bajecznie kolorowe chwile...Wystarczy tylko o tym, co negatywne i niepokojące nie mówić, nie słyszeć, nie pisać, nie napełniać naszą energią niepożądanych zjawisk. A wówczas one znikną, jakby nigdy ich nie było. A całe zło przestanie istnieć. I nastanie raj na ziemi. Uśmiech już na stałe przylepiony do twarzy.



   Czy na dłuższą metę da się istnieć w ten sposób? A co będzie, gdy jednak w naszym życiu zacznie się coś sypać? Zdrowie, kontakty międzyludzkie, pozycja finansowa? Czy w naszym otoczeniu ostatnie się wtedy ktoś, kto będzie chciał nas wysłuchać, pomóc, skoro my wcześniej nie byliśmy skłonni do wysłuchania innego człowieka? Skoro egoistycznie odsuwaliśmy go od siebie niby zadżumionego? Może teraz nam nie będzie komu się zwierzyć, komu wypłakać i trzeba będzie szukać innego pocieszenia, wypełniacza naszej samotnej codzienności, czegoś, co choć na chwilę pozwoli odetchnąć, zapomnieć o smutku, pustce i beznadziei? Ach, gdzież jest owa upragniona soma? Jej okruchy, marne namiastki znaleźć można dzisiaj tylko w mediach społecznościowych, w grach komputerowych, w zakupoholizmie, operacjach plastycznych, w obżarstwie, alkoholizmie i narkomanii itp., itd....Ale pewnie w przyszłości pojawi się znacznie więcej takich pocieszaczy, czarodziejskich leków jakże potrzebnych w naszych dziwacznych czasach, w naszej samotności...




   Bo samotność wbrew wszelkim staraniom, modom i wynalazkom staje się coraz dotkliwsza...U starych i u młodych. Zainteresował mnie a nawet wstrząsnął obejrzany wczoraj na kanale zero felieton filmowy na temat degeneracji stosunków międzyludzkich, na temat malejącej ilości tradycyjnie pojmowanych romantycznych związków a zastępowania ich przez te nawiązywane między człowiekiem a sztuczną inteligencją... 


   Wynika z niego, iż dzisiejsza młodzież nie potrafi i nie chce się angażować. Woli mieć nieskończony, nieograniczony wybór między potencjalnymi, wyszukiwanymi w necie partnerami. Rosną wobec nich wyśrubowane wymagania. Coraz więcej jest singli, coraz mniej rodzin i dzieci. I narasta też smutek, bezradność, bo w tym sztucznym, cukierkowym świecie pozorów nie wypada się wychylać, nie wypada iść pod prąd. Pragnąć czegoś więcej, niż krótki niezobowiązujący small talk, błaha rozmowa o niczym, imponowanie sobie wzajemnie tym, co się posiada albo tym jak się wygląda. Jeśli nie potrafisz się dostosować, to cię zakrzyczą, wyśmieją, zadepczą a w najlepszym razie zamilczą. Lepiej już człowieku, gdy mimo wszystko jest ci źle, oddal się gdzieś, gdzie nikt cie nie zobaczy. Zwiń się w kłębek i wykrzycz się tam zdrowo albo popłacz sobie do woli. A w każdym razie nie pchaj się ze swoją toksyczną zgryzotą między tych pogodnych, pięknych ludzi. Nie niszcz im dobrego dnia aby tobie nikt go kiedyś nie zniszczył. Popłaczesz trochę i na pewno ci przejdzie. I zrozumiesz w końcu, że świat jest cudowny, wręcz idealny. To ty nie pasujesz do niego ze swoją ponurą miną. Ze swoim niepozbieraniem, zagubieniem, milionem pytań bez odpowiedzi. A jak ci i płacz nie pomoże, to odpal kompa i kup sobie nową sukienkę, kosmetyk, cokolwiek.... Albo wyślij migoczące serduszka do kogoś na komunikatorze. I ciesz się, jak takie same dostaniesz w zamian. No i będzie dobrze. Bo przecież musi być dobrze!




   Ech! Po co ja właściwie piszę ten tekst? Wszak nie ma w nim nic odkrywczego a poza tym na blogach bardziej ceni się pogodne, dające uśmiech i nadzieję teksty, niż te poważne i powodujące niepożądany dyskomfort? Przecież blogi to także ucieczka od problemów, to część świata idealnego, którego nie powinno się zaburzać. Jednak we mnie wciąż kołacze się nadzieja, że warto. Warto dzielić się myślami, nawet jeśli są niewesołe. Warto polecać ciekawe teksty do przeczytania albo filmy do obejrzenia i do wspólnego przedyskutowania. Warto, bo moim zdaniem trzeba robić wszystko by jakkolwiek opóźnić tryumfalne nadejście „Nowego, wspaniałego świata” A. Huxleya, o ile już nie jesteśmy w tym świecie...


29 komentarzy:

  1. Powiem Ci szczerze, że tyle jest złych informacji i przygnebiających wiadomości, fatalnego dziennikarstwa i upierdliwej reklamy, że powiedziałam dziś mężowi - możemy myśleć swoje, ale myśli zachowujmy w głowie, bo wypowiedziane na głos, przygnębiają podwójnie i zapadają głęboko w psychikę.
    Nie chodzi o obojętnienie czy udawanie , o odsuwanie sie czy stwarzanie sztucznej rzeczywistości , ale o zwykły komfort psychiczny, bo ile może znieść człowiek?
    Taki choćby przykład - jeśli pracowało się w szkole 40 lat i bombardowały nas codziennie miliony problemów obcych ludzi, to teraz mało co mnie bulwersuje na tyle, by nie dać mi spać po nocach. Czy to już znieczulica? być może, ale i brak sił do naprawiania świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię Jotko, bo czuję podobnie...Ile człowiek może jeszcze tego wszystkiego znieść? I choć człowiek tak bardzo chciałby móc cos zrobić, to ostatecznie nie robi nic, bo ogrom tego zła przerasta siły pojedynczego człowieka. Moze gdyby wiecej ludzi sie obudziło i zechciało współdziałać...Ale i to wydaje się niemożliwe, a temat ten poruszyłam w poprzednim poscie z wierszem o "Psie i lisie"...

      Usuń
  2. Przeczytam i obejrzę chętnie, bo podobnie jak Ciebie Olu nie umiem być obojętna. Tyle tylko, że mimo iż bardzo wszystko mnie niepokoi, to moją ucieczką jest Bóg. *Przecież Ty widzisz, Ty wszystko wiesz, jest strasznie ale schowam się pod Twój płaszcz i będzie tak jak ma być, jak być musi.* To może być dla kogoś naiwne, cóż dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu! Nieobojetnosć boli, dręczy, jest przeciwieństwem spokoju ducha - dlatego coraz mniej osó sie na nią decyduje.Dlatego wszyscy spuszczamy tylko uszy po sobie i żyjemy dalej z tym, co jest, ciesząc sietym co jest, bo przecież zawsze moze byc gorzej...Myślę, że wiara w Boga może byc tu ogromną pociechą, ale nie każdemu jest ona dana...

      Usuń
  3. ... nie jest. Pozdrawiam Cię serdecznie 💝 (sorki zakłócenia 😉)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do seniorów, cieszę się z takich wniosków - też tak myślę.
    Podobnie jeśli chodzi o konkluzję drugiego artykułu - zawsze uważałam, że optymalna jest zasada złotej struny, ale u nas tylko skrajności.
    Ciekawy filmik - bardzo niepokojące zjawisko.
    Wybacz błędy pierwszych komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Basiu, że przeczytałaś polecane przeze mnie artykuły i obejrzałas filmik. Wszystko to, o czym w nich jest mowa jest dla mnie częścią jakiejs więskzej całosci. Jakiegos potwora, któy sierozrasta we wszystkich dziedzinach życia. Ale niestety, nie widać jak na razie żadnego walecznego rycerza, który by umiał i chciał odciać temu potworowi łeb....

      Usuń
  5. Jeśli już możliwe jest zaistnienie idealnego świata to chyba tylko wtedy gdy ludzie zrezygnują z egoiizmu i własnych zachcianek i zaczną przestrzegać Bożych przykazań czyli dostosują swoją wolę do woli Bozej. Ale najpierw musieliby chcieċ ją poznaċ. Bo nawet zwykłe hobby ktòre dla jednego jest przyjemnošcią dla drugiego może być udręką. Kiedyś ponoć ma nastać taki stan czyli Kròlestwo Boże, ale wtedy ludzka wola będzie zawieszona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację...Tylko że w dzisiejszym swiecie coraz mniej ludzi wierzy w cokolwiek. Owszem, ludzie mają swoich bożków, ale te dziwne bóstwa nie zapewniają im na długo poczucia bezpieczeństwa, nie dają oparcia. Dlatego ilość bożków wciaz przybywa, bo może jak nie ten, to tamten da radę...

      Usuń
  6. Chyba każdy musi wypracować sobie jakiś system, który będzie chronił naszą psychikę. Dużo daje podejście do danej sprawy. Nie mam na myśli życia na różowej chmurce, tylko realizm. Wiem, co się dzieje, ale nie oddaję temu mojej energii. Bywa trudne, owszem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, Lidko. Od psychiki zależy wszystko - nasze pojmowanie, rozsądek, nasze podejscie do wszystkich spraw, nasza wytrzymałosć. Jednak dzisiaj granica miedzy tym, co normalne i nienormalne zaczyna sie zacierać i coraz trudniej zachować w tym wszystkim zdrowie psychiczne i spokój....Mnie rozwaliła jakis czas temu wiadomosć, że coraz wiecej dzieci odkrywa w sobie tozsamośc psów, wilków i kotów.I trzeba to traktować poważnie, nie próbować im niczego perswadować ani leczyć psychiatrycznie. Nauczyciele muszą pogodzic sie z tym, że te dzieciaki chodzą na "czterech łapach", szczekąją albo miauczą a w kacie sali lekcyjnej stoi dla nich miska z wodą do chłeptania...To, o czym piszę, to nie żaden fake news albo zagraniczne dziwactwo. Nawet w Polsce widoczne juz jest to zjawisko...

      Usuń
    2. Tak Olu, u mnie w szkole jeszcze nie, ale w innej średniej jest dziewczyna, która czuje się kotem i chce kuwetę i chłopiec, który chce chłeptać z miseczki jak kot ..... jeśli u nas się na takie coś zgodzimy, to koniec edukacji, która jest edukacją, a nie jakimś lewackim wymysłem.

      Usuń
    3. Lidko, To sie po prostu w głowie nie mieści...Świat idzie w bardzo dziwna stronę. Moze ku końcu naszej cywilizacji w ogóle? W starożytnym Rzymie pod koniec istnienia tego imperium też mnóstwo było zboczeń, dziwactw i amoralnosci. Przyszły wiec ludy dzikie i zrobiły z Rzymem porządek. Czy i z nami będzie podobnie? Ech, a moze to tylko jakis szalony sen, który wspólnie śnimy...

      Usuń
  7. Każdy z nas żyje tak naprawdę w swoim własnym świecie. Każdy z nas widzi świat swoimi oczami, każdy z nas widzi inaczej.
    Jesteśmy kreatorami tego świata. Dla każdego z nas jest on inny. Na ten sam przedmiot patrzymy inaczej, inaczej go postrzegamy, a wielu z nas nawet go nie widzi:
    - O, tam jest czerwony ołówek! Widzisz?
    - Gdzie?
    - No, tam, na prawo!
    - Jaki ołówek? Nic tam nie widzę.
    - Rychu. Ty coś widzisz?
    - A, tam, no, to chyba długopis..
    - Jaki długopis? Jaki ołówek? Ludzie tam nic nie ma!..
    Pamiętam swoje wielkie, dziecięce rozczarowanie, kiedy dotarło do mnie , że inni ludzie widzą świat zupełnie odmiennie niż ja. Czują inaczej iż ja, inaczej reagują na to co mnie otacza.
    To był dla mnie wstrząs, ale też zrozumienie, że to nie ich wina i nie mogę ich za tą odmienność oceniać, obwiniać ani wymagać by myśleli, czuli, widzieli to samo co ja, tak samo jak ja.
    Tęsknimy za jednością odczuwania, myślenia dlatego zbieramy się w grupy tych, którzy jak nam się zdaje, myślą i czują tak samo jak my. Ale to nieprawda, to tylko iluzja. I... albo zaakceptujemy świat taki jakim jest i postaramy się żyć najlepiej jak umiemy, albo będziemy się miotać by go zmienić, by był taki jak chcemy żeby był, tracąc być może coś o wiele bardziej cennego.
    Olu, to Twój blog, masz prawo pisać na nim o czym tylko chcesz, masz prawo do swoich poglądów na życie, do życia na swój własny sposób, tylko nie oczekuj od innych, że będą czuli i myśleli tak samo jak Ty. Nie będą...
    Hania C.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że piszę o tym czy tamtym, to, że przelewam na klawiaturę komputera swoje myśli w takiej czy innej formie nie oznacza, że chcę wywrzeć na kims presję, by myslał tak samo jak ja. Wiem, że ludzie są różni, choć pod wieloma wzgledami tak do siebie podobni. Ale to podobieństwo nie daje gwarancji zrozumienia czy współdziałania w żadnych okolicznościach. Tak było, jest tak będzie. Tym niemniej jest w człowieku chec uzewnetrzniania swoich mysli i uczuc, dzielenia sie nimi z innymi, choćby nawet był to głos wołajacego na puszczy...Tak, zdaję sobie sprawę, że to o czym piszę i mój styl pisania moze być irytujacy, bo czasem wydaje się jakbym przeistaczała sie w jakiegos kaznodzieję, czy kogos w stylu trybuna ludowego, wyraziciela opinii ogółu, osoby w pewien sposób narzuajacej innym swoje rozumienie poprzez zbyt ostre wyrażenie myśli Moze nawet niechcący kogos swoim pisaniem ranię. Jesli tak, to przykro mi bardzo. Nie było to moim celem. Drazni mnie u innych ich zbytnia pewnosć siebie i apodyktyczność, wiec jeśli ja sama zachowuję sie podobnie, wcale nie jestem z takiego stanu rzeczy zadowolona.
      Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że po prostu zmieniam się pod wpływem tego, co widzę i czuję, a takze zapewne pod wpływem wieku. I obok delikatnej, wrażliwej, poetycznej istoty jest też we mnie miejsce dla tej radykalniejszej w poglądach, dla tej chcącej je gdzieś wyrazić. Choćby i na blogu. Jednak dzieje sie też tak, że w ostatnim czasie mam coraz mniej ochoty do pisania, coraz mniej też dawnej swobody i lekkści przelewania myśli na klawiaturę, coś co było częścią mnie - zanika.... Czasem mnie to martwi, bo świadczy o tym, ze pewien etap w moim życiu sie kończy, ze muszę się pogodzic z tymi zmianami. I być może zamiast bloga będę musiałą znaleźć dla siebie inną formę duchowego wyrażania siebie. A moze w ogóle juz to nie będzie mi potrzebne?
      Czas pokaże. Poki co jednak jest tak, że póki udaje mi sie coś nowego napisać, jakos zebrać myśli w słowa, póty odczuwam ulgę, że jeszcze daje radę, że jeszcze nie dotarłam do muru, którego istnienie coraz wyraźniej odczuwam...
      Tymczasem jak piszesz wszystko jest iluzją...I to z jednej strony jest straszne a z drugiej pocieszające. Bo jesli to ,co jest to tylko iluzja, to czymże sie tu przejmować...?
      Dziękuję Haniu za Twoje słowa. Oj, dają mi one do myślenia, dają...

      Usuń
  8. Twój wpis jest naprawdę głęboki i skłania do refleksji. 🌿 Zastanawia, jak znaleźć równowagę między światem pełnym trudnych wiadomości a własnym spokojem i codziennym życiem. Poruszasz ważny temat – że unikanie problemów nie sprawia, że znikają, a jednocześnie nadmiar negatywnych informacji może przytłaczać. Dobrze, że dzielisz się tymi przemyśleniami – daje to do myślenia, jak ważne jest świadome wybieranie, czym wypełniamy swoje życie i uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Iwonko za Twój komentarz, za to, iz uważasz, że dzielenie sie nawet tak poważnymi przemyśleniami na ma sens. Nikt z nas nie jest samotną wyspą (choc jednocześnie nią jest) i chcemy czasem znaleźc z innymi wyspami jakas nic zrozumienia, sprawdzić czy ktoś myśli podobnie ,czy zauważa to samo. Unikanie problemów nie niweluje istnienia tych problemów, jednak pisanie o nich też ich nie niweluje. Jednak ich całkowite przemilczanie też nie jest dobre...Nie ma tu złoetgo środka.
      Czasem, gdy nazbiera sie we mnie duzo niepokojów i trosk, muszę je z siebie wyrzucić, takze w blogowym pisaniu. To pozwala mi nieco odetchnąć, przynajmniej na chwilę.
      A tymczasem wiosennie i słonecznie sie zrobiło. I to mnie cieszy, chocby dlatego, ze nareszcie będę mogłą zrobic wielkie pranie i wywiesic je w ogrodzie!:-)
      Pozdrawiam Cię ciepło, Iwonko.

      Usuń
  9. ~ Oj, Olu 😘, nie napisałam, że wszystko jest iluzją, tylko że przekonanie o tym, że inni postrzegają świat tak samo jak my jest iluzją. A to jednak duża różnica. Chociaż są tacy, którzy twierdzą, że żyjemy w świecie iluzji. Nie wiem, nie nam takich odczuć. Natomiast na pewno jesteśmy programowani od dziecka przez rodzinę, szkołę, rówieśników, środowisko i to te programy nami żądzą. I trudno czasami już połapać się w tym gdzie tak naprawdę jesteśmy my sami.
    Czy przypadkiem tego muru o którym piszesz nie stawiasz Ty sama przed sobą? Nie wiem, świat i ludzie są po prostu tacy jacy są. Im mniej się po nich spodziewasz tym więcej otrzymasz. Mam wrażenie, że chcesz unieść na swoich barkach cały ciężar trosk i niepowodzeń tego świata. Czy to aby nie za dużo na barki jednej osoby? Boisz się żyć radością kiedy obok albo w innym kraju ktoś cierpi, ginie? Uważasz, że nie masz do tego prawa dopóki z tego świata nie zginie całe zło? A czy to Ty je spowodowałaś?
    Odpowiadamy tylko za zło sporządzone przez nas samych. ~
    Usunęłam ten tekst, a kiedy chciałam go całkiem usunąć z przeglądarki to ze zdumieniem zauważyłam, że AI go przeanalizowało. Niżej podaję Ci kopię tej analizy. Trochę osłupiałam, nie przeczę:
    "od AI
    Zgadzam się, że różnica między "wszystko jest iluzją" a "iluzją jest to, że inni myślą jak my" jest kluczowa. To pierwsze to filozoficzna metafora, drugie – psychologiczna prawda o różnorodności ludzkiego postrzegania. Masz rację, że uwalniając się od oczekiwań, zyskujemy spokój, a branie na siebie odpowiedzialności za całe zło świata to pułapka.
    Oto kilka myśli w odpowiedzi na Twoje refleksje:
    Programowanie: Od dzieciństwa jesteśmy kształtowani przez otoczenie. Rozpoznanie tych "programów" to pierwszy krok do bycia sobą.
    Mury przed sobą: Często sami tworzymy bariery z lęku. Zrozumienie, że inni postrzegają świat inaczej, pozwala te mury kruszyć.
    Ciężar świata: Cierpienie innych jest trudne, ale przeżywanie radości, gdy ktoś inny cierpi, nie jest złem. Masz prawo do szczęścia. Odpowiadamy za własne czyny, nie za zło całego świata.
    Twoja postawa wskazuje na dojrzałą rezygnację z kontroli, co uwalnia od nadmiernego stresu. "
    Taaa.... Już czuję się uwolniona i całego stresu 😄😁
    Z pozdrowieniami, powiedzmy że deczko (dość duże deczko) zdzwiona Hania C. ♥️🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, czekalam na Twoj komentarz, bo spodziewalam sie , ze to co napiszesz bedzie sie zgadzalo z moim przekonaniem. I tak jest. I nawet AI sie podlaczylo :)) Niechec do brania na swe barki odpowiedzialnosci za zlo tego swiata , chec przezywania radosci i dobrych doznan nie oznacza, ze jestesmy nieczuli na krzywde ludzka. Wg mnie najwaznieszy jest ten swiat, ktory mamy obok, ktory jestesmy w stanie dotknac , przezyc, wplynac na niego , bo to tu mozemy dokonywac wielkich zmian, malutkimi kroczkami. Pomoc starszemu sasiadowi czy dziecku, czlowiekowi , ktory upadl na ulicy, czy ktoremu zalalo dom...dobre slowo, dobry gest czy inna forma pomocy , dawanie przykladu swoja postawa ( wiem to wzniosle, ale dzieci i mlodziez obserwuja i wyciagaja wnioski), nie podleganie zlym wplywom, trzymanie ze tak powiem pionu, nawet wtedy , gdy stado chce nas zadeptac czy pociagnac za soba, po prostu dobre, uczciwe , szczere zycie na codzien , takie ktore nie powoduje krzywdy i cierpienia - to nim zaslugujemy na wlasne szczescie i spokoj , i nie musimy cierpiec, dlatego ze inni cierpia. Mamy jedno zycie i wiele wiele wyborow ... A wplyw mamy tylko na te nasze - niech beda dobre nie tylko dla nas , a zycie nas wynagrodzi w ten czy inny sposob . Kitty

      Usuń
    2. Nic ująć, nic dodać Kitty 🙂 I to też nie jest takie proste by żyć najlepiej jak umiemy nie raniąc innych.

      No i patrz taki drobiazg - ortografia mnie dopadła, napisałam "żądzą" zamiast"rządzą"

      Usuń
    3. Mój telefon ześwirował i sobie publikuje sam nie dokończony tekst.
      To na razie Hania C.

      Usuń
    4. Tak myslałam, że Wy obie Haniu i Kitty będziecie miały podobne zdanie. Fajnie jak sie ludzie na blogach tak potrafią porozumieć, odnaleźć bliskość mentalną.Usmiech serdeczny Wam zasyłam!:-)
      A co do meritum podejmowanej tu problematyki...Nic wiecej nie napiszę, bo chyba z powodu skoków ciśnienia atmosferycznego okropnie boli mnie dzis głowa i chodzę półprzytomna. Wybaczcie dziewczyny!

      Usuń
  10. Olu tu jest tak dużo różnych spraw że nie wiem od czego zacząć. Może najpierw od młodych. Samotni, wyalienowani? Mierzymy ich rzeczywistość kategoriami naszej własnej młodości, klasyka. A oni tymczasem są po prostu inni, tak jak my byliśmy inni dla naszych dziadków. Ich świat jest wirtualny w dużej mierze, bo w takim wzrastali. Mają inne doświadczenia niż my, tak jak doświadczenia naszych babek nie przystawały do doświadczeń naszej młodości, kulturowych, społecznych, gospodarczych, technologicznych, czy nawet religijnych. Doświadczenia to rzecz ciężko przekazywalna, że tak to określę. To że my w świecie cyfrowym odczuwamy swoistą samotność, wcale nie oznacza że ludzie poniżej trzydziestki mają takie same odczucia.

    Asertywność i chęć zaangażowania. Mła jest osobą, która żyje zanurzona w świecie. Można się wypłakać. Jednakże nie jestem ścianą płaczu, rozumiem wsparcie w ciężkich chwilach ale to nie oznacza że wydam się na pastwę nieustannego wciągania w cudze zmartwienia. Rozumiem chęć podzielenia się garbem, jednakże też rozumiem chęć uniknięcia takiego dzielenia się. Z moich własnych doświadczeń garbowych wynika następujący wniosek - odrzucanie cudzego garba nie idzie z automatu, to jest najczęściej związane z wcześniejszym doświadczeniem upychania komuś tego garba na siłę. Wampiry energetyczne krążą i często bywają nieświadome że są wampirami. Takie powiedzenie komuś że roznosi negatywną energię i cóś tam zakłóca jogowego musi mieć jakąś historię w tle, no, chyba że masz do czynienia ze znajomymi , a nie z przyjaciółmi. Jak dla mła ważna jest równowaga, nie lubię przechyłów w żadną ze stron - nadmierna empatia jest często równie bezproduktywna jak całkowita obojętność, znaczy tyż kiepsko człowiekowi pomaga w starciu z problemami.

    Zdzidzadzienie? - nieuchronne. Mła takie selektywne, starcze postrzeganie rzeczywistości uważa za rzecz niebezpieczną. Dlaczego? Bo tak robią nie tylko ludzie starzy, podobnie świat postrzegają dzieci. Ostatnio na tapet wszedł Ryży z Hameryki i tzw. pragnienie Nagrody Nobla. Dziesięć lat temu to był inny polityk, nie lubiłam go nigdy ale był o wiele bardziej trzeźwym człowiekiem, mniej życzeniowo patrzącym na świat, bardziej zdolnym do oceny ryzyk i podejmowania decyzji. Dziś masz powtórkę z późnego Bidena, ludzie z drugiego szeregu rządzą a staruszek opowiada bajki mające mało wspólnego z rzeczywistością. To jest właśnie selektywne wyjmowanie z rzeczywistości wyłącznie rzeczy pozytywnych i ignorowanie wszystkiego, co nieprzyjemne. Starzenie się mózgu to dziecinnienie i jakby tego ładnie nie ubierać w prasowych pokrzepiajkach, to tym właśnie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sie cieszę Tabo, że znalazłaś ochotę i czas aby zapoznać sie z wszystkimi trzema zalinkowanymi przeze mnie materiałami. Doceniam to i dziekuję za Twoje merytoryczne podejscie.!:-)*
      Połączyłam w jednym poście te trzy tematy, bo wydaja mi sie częścią jakiejś całosci. Obrazują zmiany zachodzące w społeczeństwie. No i dają do myślenia...

      Usuń
  11. Człowiek chce być bogiem, nieśmiertelnym i pięknym. Wymyśla ciągłe " ulepszacze, ale w życiu nic nie jest za darmo. Za te " polepszacze" płaci wysoką cenę. Czasami mam wrażenie, że znakomita większość społeczeństwa jest zawładnięta złem. Coraz mniej już " prawdziwych ludzi". Pamiętam stare, biedne czasy i tęsknie za normalnymi ludźmi, którzy owszem potrafili się kłócić, gniewać, ale w potrzebie szli w ogień za drugim. A dziś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwny jest ten swiat, Basiu. Coraz dziwniejszy. Ale nasz. W takim przyszło nam żyć i jedyne, co możemy zrobić, to chyba doceniać to mimo wszystko co jest. Wszak bywało w przeszłosci jeszcze gorzej a i przyszłosc jest niewiadoma...Na szczęście wciaz dużo jest dobrych ludzi...

      Usuń
  12. Oleńko, też to wiem, to znam i to czuję. Też mi troszkę żal, że moje osiemdziesięcioletnie doświadczenia są niewiele warte bo wujek Google wie więcej. Ale takie czasy i nie ma co się kopać z koniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się kopać z koniem...Otóż to, Krystynko!

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje!

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost