niedziela, 8 lutego 2026

Powroty w odcieniach sepii...

 




...Za oknem mglisto, chłodno, wilgotno. Natura otula się we wszystkie odcienie sepii. Trwa chwilowa, lutowa odwilż. Duże ilości ciężkiego śniegu zalegają jeszcze na polach i poboczach dróg, lecz coraz większe widać już połaci ubiegłorocznej trawy i błota. W domu ciepło od opalanego drewnem pieca, na którym powolutku pyrka zupa fasolowa na wędzonce. A ja doglądając jej od czasu do czasu siedzę przy kuchennym stole i czytam sobie nieśpiesznie, z lubością i tkliwością w duszy...




   Lubię wracać do książek po wielekroć już przeczytanych, tak jak do muzyki wiele razy już słuchanej czy też do filmów kiedyś oglądanych. Wracam do nich jak do starych, dobrych przyjaciół, po których wiem, czego się spodziewać, którzy dadzą mi w danej chwili to, czego właśnie potrzebuję. Wystarczy jakiś impuls, jakieś odżywające ni stąd ni zowąd wspomnienie, leciutka nutka wzruszenia czy tęsknoty szepczącej coś w duszy i oto sięgam znowu do dzieł, które nigdy mi się nie znudzą, które potrafią przenieść mnie wyobraźnią i emocjami tam, gdzie czułam coś mocno i wyraźnie. A czucie to oznaczało przeważnie spokój, wzruszenie, zamyślenie, oddalenie od tego, co jest a przybliżenie do tego, co chciałabym by było. Rzadko potrafią dać mi to obecnie czytane książki, nowo poznane piosenki , utwory muzyczne czy filmowe dzieła. Owszem, zajmują oczy, ducha i serce przez jakiś czas, ale większość po zapoznaniu się z nimi ulatuje gdzieś bez śladu jakby ich nigdy nie było. A te dawne są i będą niby góry, które chce się oglądać i podziwiać, na które wciąż i wciąż chce się w swoim tempie wspinać, pamiętając emocje towarzyszące wspinaczce oraz wspaniałe widoki rozpościerające się po drodze. Podobnie bywa też z ludźmi. Im jesteśmy starsi, tym bardziej doceniamy swoje stare znajomości i przyjaźnie. Są sprawdzone przez lata, dają pewność dobrych relacji i nie zapowiadają rozczarowujących zaskoczeń. Zatem zazwyczaj podtrzymujemy je myślą, słowem i czynem, bo stanowią dla nas prawdziwe, bezcenne bogactwo. Trwają niby schronienie, do którego miło się wraca by się ogrzać, odetchnąć, porozumieć nawet bez słów. Oczywiście bywa też tak z nowo poznanymi osobami. Niekiedy udaje się spotkać ludzi, którzy stają się nam prawie tak bliscy, jak ci znani od dawna. Jednak to raczej rzadkie sytuacje. Wyjątki potwierdzające ogólną regułę.




   Czy owa chęć powrotów do tego, co się już zna i lubi świadczy o starzeniu się, o skostnieniu umysłu, o tak częstej u starszych osób skłonności do zanurzania się we wspomnienia, bo tylko tam czują się swobodnie i bezpiecznie, tylko tam czas zatrzymał się dla nich w takiej formie jaką akceptowali, w jakiej czuli się na swoim miejscu? Być może...Wiele starzejących się ludzi lubi przenosić się myślami w przeszłość, a nieraz zamęczać otoczenie wspominaniem minionych czasów, opowieściami tyle razy już słyszanymi, że aby nie umrzeć z nudów wpuszcza się je jednym a wypuszcza drugim uchem. Jednak jeśli chodzi o mnie, to od kiedy tylko pamiętam, lubiłam sięgać po to, co już znałam i ceniłam, odnawiać starą znajomość oraz pogłębiać ją. Może zatem zawsze byłam taka młoda - stara...?




   Myślę, że każdy z nas ma takie swoje ulubione utwory, które nigdy się nie nudzą i w których mimo wielokrotnego czytania, oglądania albo słuchania poza spodziewanymi doznaniami zawsze można znaleźć coś nowego. Wraz z upływem lat patrzymy na te same treści trochę inaczej, bo sami się zmieniamy, bo po nowemu postrzegamy pewne rzeczy, bo nagle potrafimy ujrzeć i docenić coś, nad czym kiedyś nasza uwaga zbytnio się nie skupiała. Dlatego nie sądzę, iż stratą czasu jest sięganie do dawniej czytanych książek. A wręcz przeciwnie. To dla mnie dowód, że potrafię zrozumieć i odczuć więcej niż kiedyś, więcej oraz inaczej. A choć coraz częściej nawiedzają mnie ponure myśli o nieuchronnym starzeniu się i otępieniu umysłu, o objawach demencji czy z nagła pojawiającej się i długo utrzymującej mgły mózgowej, to owe nowe spostrzeżenia pojawiające się w trakcie lub po lekturze, owe świeże doznania i wzruszenia trochę owej degeneracji mózgu przeczą. Taką przynajmniej mam nadzieję. I desperacko staram się jej trzymać, bo czegoś przecież trzymać się trzeba.




   Ostatnio przytargawszy z gminnej biblioteki pokaźny stos nowych lektur odłożyłam je na regał bez większego zainteresowania. Jakoś odechciało mi się wgryzać w nowe historie, poznawać nowych bohaterów. Na samą myśl o tym odczuwałam znużenie i niechęć. Spojrzałam na te piękne, lecz nazbyt krzykliwe okładki obiecujące nie wiadomo jakie cuda w środku i westchnęłam z irytacją. Coś się we mnie najwidoczniej w tamtej chwili zacięło albo i znarowiło.

  • Jakoś nie mam chęci by wsiadać do tych kolorowych aut sportowych i w szaleńczej jeździe doświadczać ekscytacji na ostrych zakrętach dróg aby już nazajutrz pamiętać z tego raczej niewiele albo zgoła nic – pomyślałam.

  • Wszystko już było. A to co jest jakże często z tamtego się wywodzi, będąc zaledwie lichą kalką, imitacją, desperackim usiłowaniem bycia nietuzinkowym...

  • Tak niewiele zdarza się naprawdę chwytających za serce i dających do myślenia, ważnych, oryginalnych treści. Niestety! Większość to fast food. Ot! Zjeść, strawić i już za chwilę znowu czuć się głodnym, bo w tym sztucznym jedzeniu było wszak bardzo mało odżywczych składników – szepnęłam na widok owego imponującego stosu dzieł literackich z biblioteki.

  • Ale człowiek wciąż szuka...Naiwnie goni za mirażem. Nie traci nadziei, że znowu napotka prawdziwe olśnienie...

  • Jednak teraz tak naprawdę marzy mi się podróż w czasie... Wyjście na spotkanie mnie dawnej i skonfrontowanie ze mną obecną. Bo przecież wciąż się zmieniam. Czegoś nowego doświadczam. Lekcja życia trwa...

  • Dawno temu dotarło do mnie, że nie potrzebuję nigdzie daleko jeździć ani przenosić się cieleśnie gdziekolwiek, także i do dawnych czasów. Wszystko dzieje się przecież w głowie...W małej kropli wody mieszczą się całe światy. Wystarczy by moja wyobraźnia gdzieś mnie przeniosła. Jeszcze raz, jeszcze raz... - omiotłam uważnym spojrzeniem ustawione na regale książki – klasyki, stare, serdeczne przyjaciółki. Czułym wzrokiem prześlizgnęłam się po „Nocach i dniach”, „Lalce”, „Mistrzu i Małgorzacie”, „Ziemi obiecanej”, „Nad Niemnem”, „Zbrodni i karze”, „Annie Kareninie”, „Władcy pierścieni”... Nadal jednak nie odczułam w sobie wyraźnego odzewu. Nadal nie decydowałam się na wejście do magicznego powozu, po brukowanym trakcie mającym potoczyć się hen w wabiącą dal. Popatrzyłam zatem wyżej i uśmiechnęłam się, bo wreszcie dostrzegłam to, ku czemu serce mocniej zabiło. Lekko zawirowało mi w głowie i przeniosłam się w jakieś odmienne rejony istnienia. Otaczała mnie inna od mojej rzeczywistość w kolorach sepii. Uniosłam leciutko rąbek aksamitnej sukni. Poprawiłam woalkę przy kapeluszu oraz cieniutkie mitenki na dłoniach. A potem z ufnością wstąpiłam na pierwszy stopień karety mającej zawieźć mnie w głąb znanej i bliskiej sercu opowieści...

   Bo oto ona sama nie wiem jak delikatnie dała mi znak, zatem skwapliwie wyłuskałam ją spośród innych. A wyłuskawszy z miejsca zapragnęłam wrócić do tego grubego tomu, który od kilku lat ufnie stał na półce i pokrywając się kurzem cierpliwie czekał aż znowu nabiorę ochoty by się weń zanurzyć. Oprawiony w ciemny, skóropodobny materiał, bez żadnych ilustracji i zbędnych ozdób wabił nienarzucającym się, cichym i subtelnym urokiem staroświeckiej, niemodnej historii. I natychmiast przypomniało mi się, co jedna z jej głównych bohaterek – Marynia Pławicka mówiła o różnicy między pamięcią a wspomnieniem:

Bo pamięć to jest skład, w którym leży przeszłość, a wspomnienie ma miejsce wówczas, gdy się do tego składu schodzi, żeby coś wydobyć.




   Owym składem, do którego tak skwapliwie weszłam, ową karetą, którą miałam ochotę pojechać w bliskie duszy rejony była tym razem. „Rodzina Połanieckich”, powieść autorstwa Henryka Sienkiewicza wydana w 1894 roku. Tak, wiem. Dla wielu osób to niewarta lektury ramota, nudne, staroświeckie czytadło, pełne archaizmów, opisów przyrody i dziewiętnastowiecznych realiów. Rozwlekły romans podlany nieznośnym sosem ckliwości, romantyzmu, pozytywizmu a na dodatek odwołania do naiwnej idei panslawizmu oraz mesjanizmu chrześcijaństwa. Można na tę powieść popatrzeć w ten sposób, jednak dla mnie to coś znacznie więcej. To ogrom treści dających do myślenia, do porównania z czasami i ludźmi współczesnymi, do sposobności przejrzenia się w refleksjach bohaterów niczym w lustrze. To wejście do zaprzyjaźnionego, pełnego bliskich znajomych domu. To sposobność przeżycia czegoś, co człowieka czymś pozytywnym wypełnia, oddala od obecnych trosk i lęków. To niezwykła podróż w głąb siebie. A właśnie to jest dla mnie najważniejsze w każdej lekturze. Nie tyle dzianie, lecz owo wgłębianie się w psychikę bohaterów, a do tego wspólnota refleksji z nimi, bliźniaczych skojarzeń, wzruszeń, podobieństw niektórych doświadczeń...Książka obfituje w głębokie i ciekawe przemyślenia jej głównego bohatera, Stanisława Połanieckiego i to stanowi jej ogromną przewagę nad ekranizacją utworu Sienkiewicza, świetnym moim zdaniem serialem nakręconym w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Także i do tego serialu czasem wracam a muzyki W. Kilara mu towarzyszącej z upodobaniem i zachwytem słucham.




  Czy i Wy lubicie sięgać po stare, dobre czytadła? A jeśli tak, to po jakie? Ciekawa jestem jakie wywołuje to w Was emocje i uczucia? Jaka książka jest dla Was przyjaciółką, do której tęsknicie, gdy jej dawno nie odwiedzacie i do której po wielekroć wracacie...?


68 komentarzy:

  1. Masz podobne przemyslenia do moich. Wracam do autorow, nie calkiem do ksiazek, ktore przeczytalam ale do tych, ktore z jakichs powodow nie przeczytalam. Lubie fantazje ale bardzo wybiorczo. Daruje sobie latwe ksiazki, lekkie i przyjemne (mdle). Lubie tez nowosci, eksperymenty czy nowatorstwo tematyczne. Slowem: czytam tak jak w mlodosci. Moze wiecej jednak slucham niz czytam ale to jest to samo. Ksiazka jest ksiazka bez wzgledu na nosnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubie odkrywać coś, co powinnam przeczytac dawno temu (typu lektury szkolne albo pominięte kiedys klasyki literatury). To jest fajne uczucie, jak sie cos takiego znajdzie. Jak skarb, gdy już siezwątpiło w istnienei takich skarbów!:-)

      Usuń
  2. Piękny post. Podpisuję się pod nim razem z Tobą. Ja też sięgam po stare, już przeczytane książki i robię to z przyjemnością. Niestety, często one mi przypominają, że moja pamięć już niedomaga, bo książkę odkrywam jak nową, nigdy dotychczas nie czytaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!:-) Zapominanie, choc denerwujace i niepokojące moze być też przyczyną nowych odkryc. Skoro po wielekroc mozna cos odkrywać, to i w tym jest jakaś pociecha. W róznych rzeczach można próbować tę pocieche znaleźć. Lepsze to, niż zamartwianie się...

      Usuń
  3. Czytam dużo, rzeczy " stare" i nowe, ale niezmiennie wracam do Orzeszkowej i Rodziewiczówny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja lubie Orzeszkową i Rodziewiczównę...Stary, dobry styl pisania. Nic to, że troszke trąci myszką. W tym właśnie ich urok!:-)

      Usuń
  4. Dalas mi do myslenia tym postem Olu ... Tytuly, ktore wymienilas, kojarza mi sie z lekcjami jezyka polskiego w liceum i rozkladaniem tych powiesci na czynniki pierwsze.. I generalnie mielismy dochodzic do takich wnioskow, jakie byly przewidziane w programie szkolnym i do jakich dazyl nasz pan od polskiego ( nota bene wspanialy przedwojenny lwowski nauczyciel ). Tyle, ze jakos nie mam checi do nich wracac.. Zbyt duzo bylo tych rozprawek i rozkladania na te czynniki :)) Bardziej pamietam np. ksiazki podczytywane z biblioteczki mojego Taty, majac 13 lat dorwalam sie do " Komu bije dzwon" Hemingway'a czy " Ojca chrzestnego " Mario Puzo, to dopiero byly emocje 😉 Przeczytalam tez fantastyczna biografie Charliego Chaplina, niestety nie pamietam autora. I wiele innych, ale te pamietam najlepiej. Pozniej orzyszly inne , wszystkie Anie z Zielonego Wzgorza i mnostwo innych, i wlasnie sobie przypomnialam, ze przeciez ja je tutaj przywiozlam , i mam. I moge isc i po nie siegnac ... 😇 Tak calkiem nie chce sie pograzac w lekturze, bo u nas juz wyrazne przedwiosnie, dzis posadzilam w donice pierwsze kwiatki i od razu zrobilo sie wiosennie , zielono i kolorowo ... juz wszystko zaczyna peczniec i coraz wiecej wysokich pedow wychodzi z ziemi. Juz widzialam kwitnace na trawnikach zonkile ... Dzis zaczelam wiosenne porzadki na werandzie 🌺🌸🌼🌸🌺Kitty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kitty, ja może jestem dziwaczką, ale nigdy nie miałam złęgo skojarzenia z lekturami szkolnymi, bo zawsze nałogowo wrecz czytałam i często to, co polecali nam poloniści już dawno zdązyłam przeczytać. Czytanie i pisanie to dwie siostry bliźniaczki - bliskie mi od dawna i nierozłączne!:-)
      U Ciebie robi sie juz wiosennie? To pięknie! Możesz nabrać nowych sił i nadziei, jak zwykle sie to dzieje w wiosenny czas. U nas niby też sie ociepla, ale nie sądzę, by to zwiastowało juz przedwiosnie. Pożyjemy, zobaczymy!
      Buziaki serdeczne Ci zasyłam!:-))*

      Usuń
    2. A nie, to nie o skojarzenie chodzi, tez lubilam szkolne lektury, tyle ze juz nie chce mi sie do nich wracac... te dawne sagi rodzinne troche mnie nudza :)) A wlasciwie to dosc mocno . Wole cos bardziej zywotnego , przygodowo - przyrodniczego sama nie wiem , co to by moglo byc , ale cos w rodzaju Jack'a Londona ... O, W Pustyni i w puszczy - przeczytalabym to chetnie teraz, a nie mam. Moze na Amazonie znajde ? 😉Kitty

      Usuń
    3. Kitty! "W pustyni i w puszczy" możesz przeczytać online na stronie wolnelektury.pl
      Tam zresztą jest mnóstwo świetnych rzeczy do przeczytania!:-))

      Usuń
    4. Olu, juz wypatrzylam ja na ebayu i sobie zamowie 👍😉Nie dla mnie czytanie on line , to nie to samo. Ksiazke musze czuc w reku, kolo siebie, spogladac na nia i brac do reki kiedy najdzie ochota , a nie leviec odpalac kompa.

      Usuń
    5. Ej ucielo mi mysl. Szczegolnie lubie czytac lezac w lozku , wiec komp odpada a telefon za maly :)) Kitty

      Usuń
    6. Kitty! Mam to samo. Ksiazka musi być papierową ksiazką. Te wolnelektury są dobre jak człowieka bardzo juz przypili ochota albo koniecznosc przeczytania czegoś, raczej krótkiego, bo nie jest przyjemnoscią długie wpatrywanie sie w ekran. Też lubie czytać w łóżku!:-))

      Usuń
    7. Juz zamowiona :)) I przymierzam sie do zamowienia tej opowiesci Whartona poleconej przez Pellegrine. Zaintrygowala mnie bardzo. Usciski 🥰Kitty

      Usuń
    8. Musialam sobie znalezc oryginalny tytul tej ksiazki - to bedzie" Tidings" , czyli faktycznie nowiny, wiesci . Good tidings - to Dobra Nowina, Dobre Nowiny w znaczeniu religijnym , czesto slyszy sie ten zwrot w angielskich koledach. Sam tytul " Tidings" nie sugeruje jednak, ze beda to dobre nowiny, beda Wiesci, ale jakie? To dosc stara ksiazka, pisana w 1987 r. , wiec przeniesie mnie dokladnie w czas mojej wczesnej mlodosci , doskonale pamietam ten rok, byl w moim zyciu przelomowy! Ciekawe bedzie powrocic do swiata bez telefonow-komorek, bez komputerow prawie, bez calej tej technologii , ktora juz chwyta nas za gardlo i zaczyna przytlaczac. Teraz wydaje mi sie , ze byl to swiat " na korbke", a przeciez porownywalam go z opowiesciami moich rodzicow zaraz po wojnie - i wydawalo mi sie, ze to oni zyli w sredniowieczu ... Niesamowite .. to samo mysla teraz o naszej mlodosci nasze dzieci ....🤔Kitty

      Usuń
    9. Super!:-) Myślę, że jak urzeknie Cię styl pisania Whartona i to, o czym pisze, to wsiąkniesz i zapragniesz więcej. Czego Ci z całego serca życzę, bo wiem jakie to cudownie uczucie, gdy sie zapała uczuciem do jakiejś ksiazki i chce się więcej i więcej tego autora. To prawie jak zakochanie!:-))♥

      Usuń
    10. A propos jeszcze tego, o czym przeważnie Wharton pisze - to głębokie uczucia, wartosci rodzinne, wrażliwość, to chec zatrzymania w czasie tego, co najcenniejsze, co nie powinno nigdy przeminać, dać sie wyprzeć przez ten dziwny swiat., jest tam nutka magicznego realizmu i fantazji...Sama zreszta zobacztsz!
      Tak, to ksiazki pisane w czasach naszej młodosci i wtedy też je pierwszy raz czytałam. Po latach oczywiscie podchodzi sie do nich inaczej, jeszcze głębiej, z nutka nostalgii, bo naprawdę mało już z tamtej atmosfery zostało.Jaka szkoda...I Whatron też juz nie żyje a taki mi sie zawsze wydawał dziarski, niezniszczalny, pełen energii i wewnętrznej młodosci....

      Usuń
    11. Ominela mnie ta era Whartona, bo kiedy on byl na szczycie , w moim zyciu przetaczaly sie bardzo trubulente wydarzenia, dla mnie epokowe i nie mialam juz wtedy absolutnie ani czasu, ani sil na czytanie ksiazek, doba byla dla mnie za krotka, zycie pedzilo w zawrotnym tempie jak na karuzeli. A teraz, kiedy paradoksalnie powinnam miec czas dla siebie, to znowu znalazlam sie w kolowrotku czasow , ktore pedza na oslep przed siebie, a ja musze za nimi nadazac, no inaczej wylece poza nawias. Bardzo bym juz chciala zwolnic, a okazuje sie, ze musze przyspieszac 🙈 Szkoda, ze nie wiedzialam o Tidings w okresie swiatecznym, byloby cudownie moc sie wtedy podelektowac ta ksiazka , bo okres swiateczny u nas jest dlugi i spokojny , mamy dwa tygodnie wolnego. A teraz hej, szable w dlon , luki w juki, a lupy wziac w troki ! 😅 Kitty

      Usuń
    12. Trzeba mieć nadzieję Kitty, że w zdrowiu ducha i ciała dokulasz się jakos do czasu, gdy będziesz miała wiecej czasu na czytanie i inne potrzeby duszy. Wharton Ci nie ucieknie. Pamietaj o nim po prostu przed następnymi świetami Bozego Narodzenia.
      A teraz sił, werwy i pogody ducha Ci życzę, kochana! I oby do wiosny!:-))*

      Usuń
    13. 🌺💗🌺

      Usuń
  5. Co za cudowny tekst🙂 To mi przypomniało dlaczego czułam od zawsze pokrewną duszę w Tobie. Zalew książek napisanych przy pomocy AI, czy coraz mroczniejsze zbrodnie, albo pod gusta czytelników po prostu zniechęca do czytania, a ja czytać muszę. Mam aplikację do audiobooków Storytel i tam jest to samo, banały wałkujące wciąż to samo. Ale czasami trafi się taka perełka jak „ Stara Słaboniowa i Spiedładuchy”, którą przeczytała Joanna Jeżewska tak, że wracam i słucham na wyrywki. Interpretacja taka, że tego cudu nie da się ogarnąć za pierwszym razem. To samo „ Chłopki” trudna do czytania, ale Maria Peszek przeczytała ją tak, że nie mogłam się doczekać wolnej chwili. Słucham przed snem najczęściej, no wtedy już nic mnie nie rozprasza. Ale nadal wolę czytać oczami, to to zupełnie inny wymiar przyjemności. Wracałam do dobrze znanych opowieści, właśnie dlatego, że dobrze się czułam wśród bohaterów. Bardzo lubię Grażynę Jeromin - Gałuszkę, pamiętasz „ Legendę”? Teraz przeczytałam „Skończyły mi się oczy” i na pewno do niej wrócę. Tak jak do „ Skradzione lato” i „Skradzione dni”, przeczytana, a po paru miesiącach wysłuchana. Kiedyś co kilka lat” Saga rodu Forsythów” , w zasadzie cała klasyka jaka była w domu rodzinnym. Bo raz to za mało, smakowanie przynosi większe zrozumienie. Z ostatnio przeczytanych wszystko Valerie Perrin, jest wspaniała. Szczególnie „ Życie Violette”. Coraz więcej książek przychodzi mi do głowy, więc chyba nie jest tak źle. Nie czytałam „Rodziny Połanieckich” a chyba warto. Z wielką ciekawością obejrzałam Twoją półkę, uwielbiam podglądać co ludzie czytają. Życzę wielu wspaniałych odkryć. M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że pamiętam "Legendę". To jedna z tych ważnych lektur, któe pozostawiaja w człowieku ślad. A "Chłopki" przeczytałam pod koniec zeszłego roku - z zapartym tchem. A wcześniej zachwyciły mnie "Akuszerki" Sabiny Jakubowskiej - wspaniale napisana i opowiedziana wielopokoleniowa historia. Jeśli jej jeszcze nie znasz, to gorąco polecam.
      To jest cudowne uczucie, gdy w zalewie bylejakości uda się wynaleźć jakąś perełke. Zdarza sieto coraz rzadziej, dlatego coraz częściej zdarza mi siesięgać do klasyków. Oni nigdy nie zawodzą.
      Te półki z ksiazkami na zdjęciu to nie jedyne, jakie mam w domu. Trzymam ksiazki w róznych miejscach, nawet na strychu!:-)
      I Tobie życzę kochana Marylko wielu odkryc i niezapomnianych wzruszeń podczas lektury. Póki żyjemy wciaz jest tyle do odkrycia!:-))*

      Usuń
  6. "Noce i dnie"...Ach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam "Noce i dnie". Im jestem starsza, tym bardziej!

      Usuń
  7. "Chłopi"Reymonta...Wracamy do tych dziel literatury,bo to są Filary.Fundamenty wszystkiego.Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Chłopów" czytałam tylko w czasach licealnych i przymierzam się do ponownego siegniecia do nich, bo wiem, że jest tam dla mnie sporo do odkrycia i zrozumienia!
      Pozdrawiam, Ewo!:-)

      Usuń
  8. Coraz trudniej jest wyłuskać ze stosów, zbiorów, propozycji wartościowe książki i filmy.
    Nawet muzyka w radiu jakby dla innego słuchacza.
    To chyba podobnie jak z kawą - jeśli spróbowało się dobrej w klimatycznej kawiarni, to nie zadowoli nas przeciętna pita mimochodem w pasażu.
    Często wracamy do niektórych filmów, seriali, do ulubionych książek lub autorów.
    To nie starość, to umiłowanie pewnej jakości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiłowanie jakości? To bardzo mozliwe...Coraz mniej wszak znaleźć można tej jakości w nowych ksiazkach, piosenkach, filmach. Nawet w jedzeniu. Ech, poziom wszystkiego sie obniża, dlatego trzeba wiecej szukać, odkrywać, wracać.Ale to szukanie i znajdowanie daje dużo satysfakcji. Zatem - szukajmy Jotko!:-)

      Usuń
  9. Mam wiele takich samych przemyśleń jak Ty, Olu :)*. Mam też myśli zgodne z tym co napisały Twoje czytelniczki powyżej.
    Uśmiecham się do moich myśli sprzed dwóch miesięcy kiedy patrząc na sporą kupkę nowych książek do przeczytania pomyślałam - no nie, jakoś nie, nie teraz... i z rozmachem "władowałam" się w "Rodzinę Whiteoaków" Mazo de La Roche. Kocham tą książkę. Za każdym czytaniem znajduję w niej wciąż coś nowego, fascynującego, coś czego wcześniej nie zauważyłam, nie doceniłam. Byłam młoda i brakowało mi doświadczeń życiowych oświetlających ( jak światło latarni :)) to, co dostrzegam w tej książce dzisiaj.
    Ta książka to ogromny opis i przekrój ludzkich charakterów. Widać, że autorka lubi ludzi, jest dobrą ich obserwatorką pełną zrozumienia dla ludzkich wad, przywar i dobrych cech charakteru. Ta książka daje mi coś czego brak zdecydowanie w nowych książkach. One są takie powierzchowne, płytkie, bez głębszych przemyśleń i refleksji. Szybko się je czyta, szybko zapomina.
    Lubię też wracać do Jane Austen, a z polskich do tych, które wymieniła M. i autorek wymienionych przez Basię W.
    Oczywiście Połanieckich też przeczytałam, a jakże:))
    Uściski posyłam z mroźnego, śniegowego miasta, chuchając na zziębnięte paluszki :))***
    Hania C.

    P. S.
    Do M. - właśnie zabieram się za czytanie "Życia Violette" Valerie Perrin. Pozostałe jej ksiażki też mam już przyszykowane do przeczytania :)

    Do Kitty - u Ciebie już żonkile i pachnie wiosną? A u nas pada śnieg, mróz i nawet nie pachnie późną zimą, co jest zawsze zapowiedzią przedwiośnia, a co dopiero wiosną. No i marznę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, wiosna na Wyspach zaczyna sie duzo wczesniej niz na kontynencie :)) Kalendarz celtycki to 1-go lutego Imbolc , a tu w Anglii polowa lutego to juz przedwiosnie , duzo pakow i zieleniny wszedzie i kwitnace zonkile ... Tyle, ze nie mylic z ciepla pogoda :)) najczesciej bardzo mokro i wieje zimny lodowaty wiatr, ale jak wychodzi sloneczko to robi sie milo , mamy kolo 7-9 st na plus. Za to ptaszki swiergola juz od rana jak oszalale , rozpoczely wiosenne gody :) 🌸🌸🌸 Kwiecien potrafi byc Plecien , bardzo zimny , z przymrozkiem , albo cudne sloneczne dni po 20 st, zalezy od roku.. Buziaki Kitty

      Usuń
    2. Haniu! Fajnie, że przypomniałaś o "Rodzinie Whiteoaków". Dziękuję! Przypomniało mi się, że moja mama uwielbiała tą ksiazkę i czytała ją, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Teraz ja z checią do niej sięgnę, choćby dlatego by być blizej tego, co lubiła, co czuła moja mama...
      Tak ze dwa lata temu miałam fazę na Jane Austen i przeczytałam wówczas wszystko co tej autorki mieli w bibliotece. Takoz i Charlotty Bronte!:-)) Och, "Wichrowe wzgórza" za każdym razem mnie uwodzą klimatem tajemnicy, tragizmem i pieknem miłości...
      "Życie Violette" czytałam niedawno - świetna i oryginalna! Życie i miłośc znalezione dzieki mieszkaniu przy cmentarzu. Pięknie, nieśpiesznie toczy sie ta historia. Wzrusza i wciąga...Szkoda kończyć, gdy sie kończy!:-)
      Zrobiło sie cieplej. Ciekawe, czy na dłuzej, czy znowu zima zapuka do drzwi. Tak czy siak pozdrawiam Cię ciepło, Haniu!:-))*

      Usuń
    3. Oluś, u nas zima na całego, ale może na dniach trochę się ociepli. A wiesz, Whiteoakowie to też była ulubiona ksiażka mojej mamy i to ona dała mi impuls do przeczytania tej książki:). Moja mama pewnie tak jak Twoja dużo czytała. To ona zaraziła mnie dobrą literaturą światową i polską. Wiedziała też wiele na temat życia rodzimych pisarzy i ich "grzeszków", które ją czasem bulwersowały, a czasem śmieszyły.
      Ksiażki J. Austin i sióstr Bronte mają u mnie swoją osobną, ulubioną półkę.
      Olu, mamy tyle książek, (wszyscy jesteśmy czytający namiętnie i z zapałem) że stoją po dwa i trzy rzędy na półkach w różnych miejscach, i myślę już tak jak Lidka żeby się od części ich uwolnić. Tym bardziej, że niektóre nie wytrzymały upływu czasu i rozlatują się w rękach, a druk malutki i całkiem się zamazał.
      Co do "Wichrowych Wzgórz", to wrócę do niej, właśnie stoi w miejscu "do przeczytania":). Pamiętam, że główni bohaterowie gniewali mnie mocno przy czytaniu, ale to było lata temu:))
      Buziaki posyłam Hania C.

      Kitty:) macie 7-9 stopni na plusie, a u nas tyle samo, ale na minusie:) Tych świergoleń ptaszków to "zazdraszczam", a kwiecień całkiem u nas podobny bywa jak ten z Twojego opisu.
      Odbuziakowuję Hania C.

      Usuń
    4. Hej Haniu, w sumie roznica jest tylko taka, ze u nas marzec i kwiecien sa juz zielone i kolorowe, ale pogoda nie rozpieszcza, leje, wieje i przetacza sie ta pogoda przez zimno-cieplo , tak jak w Polsce. Bo marzec i kwiecien to sa zimne miesiace , choc ludziom sie wydaje, ze to " wiosna". Prawdziwa wiosna nadchodzi w maju , jak temperatury szybuja ponad 18-20 st. Ale fakt , tu jakby wczesniej i nie ma mrozow :)) Kitty

      Usuń
    5. Tak, Haniu. Moja mama też dużo czytała i zarażała mnie tą pasją...Och! I u mnie ksiazki w kilku rzędach!:-)) Ale tak lubię i już! :-)
      Wichrowe wzgórza....Od razu słyszę w głowie tę starą piosenkę Kate Bush....
      Buziakuję Ci serdecznie!:-))

      Usuń
    6. Haniu, cieszę się, że sięgasz po Perrin, „ Colette” też jest wspaniała. A „ Rodzinę Whiteoaków” bardo lubię. Pozdrawiam serdecznie. M.

      Usuń
    7. Dziękuję dziewczyny serdecznie i z serca Was wszystkie pozdrawiam :)*
      Hania C.

      Usuń
    8. I ja Wam wszystkim serdecznosci zasyłam! Cieszę się jak trwa taka ożywiona dyskusja na blogu - znaczy, że temat ciekawy!:-))

      Usuń
  10. Też lubię wracać do przeczytanych książek. Dlatego mam ich w domu pełne półki, jakkolwiek część z nim mogłabym już uwolnić. Rodzinę Połanieckich czytałam dawno temu. Może wrócę za Twoim przykładem i na pewno odbiór teraz będzie inny niż wtedy, kiedy byłam chyba jeszcze nastolatką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie! Ilosci ksiażek, które gromadzimy w domach są ogromne, już nie wiadomo, gdzie je składać. Ale szkoda sie ich pozbywać. Przecież w kazdej z nich zakleta jest cząstka nas samych ...
      Lidko, "Rodzina Połanieckich" pokazuje sie z róznych stron, w zależnosci od tego w jakim wieku ja czytamy. A więc warto zobaczyć, jak dziś sie rzeczy mają!:-)

      Usuń
  11. Lubię czytać klasykę i chętnie wracam do przeczytanych książek. Ale "Rodzinę Połanieckich", która tak miło zapisała się w obrazach z mojego dzieciństwa przeczytałam dopiero niedawno. I muszę stwierdzić, że dla mnie serial miał klimat, ale książka już nie. Nawet napisałam coś o tym. Pan Stachu w książce nie jest już sympatyczny, niestety. Z klasyki za to "Lalka" i "Mistrz i Małgorzata" zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, że ksiazki róznei na nas działają, róznie je odbieramy, bo przecież każdy z nas jest innny, no i wiele też zależy od wspomnień, skojarzeń, chwili czytania...Tak, serial "Rodzina Połanieckich" jest moim zdaniem piękny, nastrojowy, wspaniale obsadozny. Jednak ksiazka ma nam nim pewna przewagę - to właśnie owe przemyślenia, rozważania, w które obfituje.Tego nie dałoby sie pokazać w serialu.Można je tylko lekko zaznaczyć, dać do zrozumienia, ale po więcej trzeba siegnać do książki...A co do pana Stacha , to mnie z kolei wydał sie sympatyczniejszy w ksiazce, niz w filmie. Właśnie dlatego chyba, że więcej tam widać jego wnętrza, zmagania sie ze sobą, dojrzewania, wewnętrzego monologowania. A film musi operować skrótem, obrazem, skróconym dialogiem. Część ważnych rzeczy przez to umyka...
      Ech, "Lalka"! Ech, "Mistrz i Małgorzata! - mistrzostwo!***

      Usuń
  12. Olu, "Rodzinę Połanieckich" czytałam z uczuciem wzruszenia i wspólnoty doznań z przeżyciami bohaterów. Moim zdaniem dobra jest też "Bez dogmatu" i wszystkie tytuły, które wymieniłaś. Klasyka w sztuce jest ponad... Jednak jeśli chodzi o powroty, to jest różnie. Chociaż ciągle mi się zdaje, że już nie będę miała co czytać i sięgnę po przeczytane, sprawdzone lektury, ciągle coś znajduję. Ale większość kupuję na Allegro. Większość też nowości z biblioteki nie dla mnie. Ostatnio delektowałam się wyjątkową wg mnie książką "Sonnenberg" K Wargi (2018), który jest poza konkurencją, zupełnie osobny. Nie powiem, są detale, kiedy mówię w trakcie - Ty psotniku, ale Mu wybaczam. Ma jakieś specjalne u mnie względy (u Niego zawsze śmiech przez łzy). Znakomity jest też Wiesław Myśliwski. Lubię Jego refleksyjną prozę.
    Ja robię się niecierpliwa, to może objaw starzenia się 🙃
    Pozdrawiam Cię 💞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu! I ja czytałam kiedyś "Bez dogmatu", bo w ogóle uwielbiam Sienkiewicza a poza tym "Bez dogmatu" dzieje sie w tym samym czasie co "Rodzina Połanieckich". O Płoszowskim wspomina sie przecież w "Rodzinie..."Tak, klasyka jest ponad wszystko! Lubie grzebac w bibliotece na półkach, gdzie leża zapomniane przez wszystkich ksiazki albo ksiazki z powodu fatalnego stanu technicznego przznaczone do wycofania. Tam czasem wynajduję cuda.
      Też lubie Myśliwskiego!:-)
      Niecierpliwość objawem starzenia? Nie sądzę. To chyba tylko większa świadomosć upływu czasu, wiec szkoda go na głupoty, na czekanie...
      Pozdrawiam Cię ciepło, Basiu!:-)♥

      Usuń
  13. Mam taką książkę "Wieści" Williama Whartona. Pierwsza kupiona w 1994 r Poznań Zysk i S-ka. Zaczytana i rozlatująca się. Druga Rebis Poznań 1997, zaczytana i popodkreślana i trzecia też Rebis 2002 w twardej okładce. I tę książkę czytam raz w roku, co roku, przed świętami Bożego Narodzenia. Czasem tę stareńką a czasem tę nową. Nie jest ckliwą historyjką świąteczną. Jest słodko - gorzka, prosta i skomplikowana i przez każdy grudzień czytam ją od pierwszej do ostatniej strony, przez ponad 30 lat. I za każdym razem odkrywam nowe zakamarki, wątki, detale. Polecam ją przeczytać pierwszy raz w grudniu albo chociaż zimą, wsiąknie się na pewno, w Wieści i w Whartona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystynko! Czytałam "Wieści"! Większosc ksiażek Whartona czytałam i lubiłam. Do tej pory lubię. I nie dziwię Ci się wcale, że czytujesz jego dziełą po wielekroć. To w człowieku zostaje. Cos ważnego porusza. Gdzieś, w jakieś dobre dla człowieka rejony duszy przenosi. A z wiekiem jeszcze lepiej to do człowieka dociera. Dla mnie taką najważniejszą ksiazką Whartona był "Tato". Kiedyś mnie wzruszał, dziś poza wzruszeniem jest jeszcze wspólnota przeżyć...Mój tato też przecież przebywa już w innym świecie, też choc jest cieleśnie tu, to duszą bardziej jest tam...

      Usuń
  14. Pięknie Łucjo. Nie wyobrażam sobie Ciebie inaczej niż na spacerach z pieseczkami albo w fotelu z książkami.
    I ja mam książki , które ciągle i na okrągło czytam. To znaczy po pewnym czasie do nich wracam. Jest ich kilka.
    Są pisarze, których uwielbiam. Na przykład Wiesław Myśliwski. Albo zapomniany już Jalu Kurek - i jego książkę "Grypa szaleje w Naprawie" i "Gwiazda spada"...
    Dużo zdrowia i radości... i wspaniałych lektur życzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo?!:-) Piękne imię, ale niestety nie moje!:-)))Ja, Olga od kiedy pamiętam uwielbiam czytać i kocham zwierzęta. Dobrze więc Ci się kojarzę, Stokrotko!:-)
      Do ulubionych ksiażek sie wraca, bo to jak powroty do ulubionych potraw. Sprawdza się, czy po latach smakują tak samo, czy są gorsze, czy lepsze, czy smak sie nam wyostrzył, czy moze stępił...
      Wiesław Mysliwski...Tak i ja go bardzo cenię.
      I tobie wszystkiego dobrego życzę, Stokrotko!:-)*

      Usuń
    2. Olgo - najmocniej Cię .przepraszam. Nie wiem skąd mi się ta Łucja "wzięła". Przecież dobrze wiem jakie jest Twoje imię :-)

      Usuń
    3. Kochana Stokrotko! Nie ma za co przepraszać. Uśmiechnęłam się czytając Twój komentarz, a uśmiech na dzień dobry to dobra rzecz! Poza tym mnie też zdarza się pomylić. Ot, normalka!:-))

      Usuń
    4. No to kamień z serca mi spadł!!!
      No i dziękuję Ci serdecznie za piękne komentarze u mnie. Kochana jesteś!!!!

      Usuń
    5. Wszystko dobrze, Stokrotko! Ściskam Cię mocno!:-)♥

      Usuń
    6. Lubiłam "Grypa szaleje w Naprawie".

      Usuń
    7. Muszę to znaleźc w bibliotece!:-)

      Usuń

  15. Ja sięgam po „Doktora Żywago” Borisa Pasternaka – szczególnie bliskiego sercu w długie, zimowe wieczory.

    Najpierw był film… pamiętam, że oglądałam go chyba w 1988 roku, tuż przed Wigilią. Ta słynna ekranizacja z Omarem Sharifem, pełna śniegu, ciszy i melancholii.
    Dopiero później przyszła książka – spokojniejsza, głębsza, zostająca w człowieku na dłużej. Niestety bohaterowie mają twarze aktorów:) ale w ksiazce wątki inne, Jakies 2 lata temu cos mnie tkneło i poprosiłam chat o streszczenie i opisy bohaterów - szczerze mówiac zaskoczyło mnie to jak trafnie opisał symbolike postaci - kim jest Lara, Tonia oraz sam doktor na przestrzeni przemian rewolucyjnych... Niby wszystko wiem a tak w pigułce podane :))). Wracam też chętnie do "Chłopów" Reymonta - Lipce Reymontowskie mam na wyciagniecie ręki :) . Przyznam szczerze, ze ja czytam w Kindlu - ale ksiazki ogladam w ksiagarniach ( kto wydal, jaka edycja pod wzgledem graficznym i typograficznym). Ostatnio kilka wydawnictw (3 co najmniej) wydało Lalke Prusa - w pewnej ksiegarni lezaly bok siebie te edycje i widać bylo jakie są próby "uwspolczesnienia" ukladu typogaficznego aż nie chce sie czytać :)). No i w przypadku przekładów z obcego języka ważny jest tłumacz. Dlatego też Kubusia Puchaka czytalam dzieciom tylko w przekladzie Ireny Tuwim - do tego tez wracam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Doktora Żywago" przed obejrzeniem ekranizacji ksiazki. I jedno i drugie długo było u nas na cenzurowanym. I ksiązka i film wywarły ogromne wrażenie na mnie.A muzyka...To po prostu majstersztyk!
      Mam "Lalkę" Prusa wydana w formie lektury dla licealistów. Druczek mały a pod koniec jakieś streszczenia, ale tak czy siak można przeczytać ksiazkę, można mieć. I to sie dal mnie liczyło, gdy ja kupowałam lata temu.
      Tak, tłumacz jest ważny. Podobno obecna "Ania z Zielonego Wzgórza" ma w tytule i w treści jakieś zmiany. Wiwat poprawnosc polityczna!:-)))

      Usuń
  16. Witaj szumem wiatru Olgo
    Za oknem wieje wiatr, a Ty przywiewasz wspomnienia....
    Rodzinę Połanieckich uwielbiam. Ale jako film. Bo tak ją poznałam po raz pierwszy.
    Do dawnych książek, lektur wracam często z przyjemnością. Teraz jest to Mitologia Parandowskiego. W radio słuchałam ostatnio Rodziny Buddenbroków, a teraz ma się zacząć Lalka.
    Często podchodzę do regału z książkami, wyciągam jedną, otwieram i na chwilę wracam do naszego pierwszego spotkania.
    Nowych książek już raczej nie kupuję....
    Pozdrawiam końcówką karnawału

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Ismeno!
      I znowu prawdziwa zima za oknem! Cieszy mnie to, bo juz przez kilka dni było szaroburo, no i błoto mocno dawało sie we znaki.
      Film na podstawie "Rodziny Połanieckich" jest swietny. Wszystko - i wiernosć ksiazce i obsada i muzyka i klimat...
      Spotkania ze starymi lekturami otwierają cos ciepłego, tkliwego w duszy. Lubie to uczucie...
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:-))

      Usuń
  17. Ja też jestem z tych, co czytają już przeczytane.
    Te moje ulubione książki pocieszają mnie, gdy mi smutno. I nie zawsze jest to literatura wysokich lotów.
    Ale polskie klasyki, jak najbardziej, z tym że mam parę wyrw które powinnam może nadrobić. Bo nie czytałam "Rodziny Połanieckich", "Nocy i dni".

    Ale lubię bardzo i wracam:
    "Nad Niemnem", "Pamiętnik Wacławy",
    "Lalka"
    "Ziemia Obiecana"
    "Pan Tadeusz"
    "Eugeniusz Oniegin"
    "Bohater naszych czasów"
    "Mistrz i Małgorzata"
    "Egipcjanin Sinuhe"
    "Trylogia", kiedyś miałam taką grupę przyjaciół, gadaliśmy właściwie używając tylko cytatów z "Trylogii", a jak żeśmy się nawalili, a w studenckich czasach jakże inaczej, to już w ogóle lotni byliśmy.
    No i Jane Austin,
    oraz tu się przyznajemy bez bicia:
    Musierowicz, Szwaja, i Pilipiuk, oraz klasa sama w sobie: "Wiedźmin".
    Serdecznie pozdrawiam walentynkowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A regały masz zapchane jak u mnie, i widzę znajome okładki. :-)
      To tak jakby mieć wspólnych przyjaciół, nie uważasz?

      Usuń
    2. A propos "Nocy i dni" oraz "Rodziny Połanieckich" to Ci zazdroszczę, ze to jeszcze przed Tobą. Toż to prawdziwa uczta literacka! Ach, na samo wspomnienie slinka leci!:-))
      Z ksiażek wymienionych przez Ciebie czytałam wszystkie, no może "Pamiętnikie Wacławy"...Choc może czytałam, tylko nie pamietam teraz. A jak nie pamietam ,to tym lepiej, bo mogę przeczytać jak nowe!:-))
      Swego czasu uwielbiałam ksiazki Musierowicz i to do tego stopnia, że w latach osiemdziesiatych udało mi sie odwiedzic M.Musierowicz w jej poznańskim mieszkaniu i porozmawiać z nią, siedząc i popijajac herbatkę, czujac sie tak serdecznie i swojsko niczym w dużym pokoju u Borejków! Ależ to była wyprawa i ogromne przeżycie!
      Fajnie, że mamy regały zapchane podobnymi ksiazkami. Tak, mamy wspólnych przyjaciół a to znaczy, że w ogóle wiele mamy wspólnego!:-))
      Przyjacielskie usciski zasyłam Ci zatem, Agniecho!:-))***

      Usuń
    3. To i ja Cię ściskam przyjacielsko.

      Usuń
    4. Agnieszko, ośmielam się polecić Ci Robert M. Wegnera.
      Cytatami z Trylogii zdarza mi się jeszcze rzucać:):)
      M

      Usuń
  18. Klasyka jest niezastąpiona. Jest mądra, obdarzona sercem, obnaża ludzkie słabości, namiętności i zaniedbania. Nigdy się nie starzeje. Daj Boże, by udało mi się przeczytać wszystko, co bym chciała...
    Udanego nowego tygodnia.🤗🫶

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Klasyka nie ma sobie równych, choc wciaz czekam, szukam nowych dzieł mogących równać sie z tymi starymi, sprawdzonymi.
      Dziękuję za komentarz MaB i Tobie także życzę udanego tygodnia!:-))

      Usuń
  19. Olgo, pięknie opisałaś ten moment zanurzenia się w znanej książce. Doskonale rozumiem to uczucie – powrót do starych lektur daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala spojrzeć na świat i siebie z innej perspektywy. Takie książki to rzeczywiście nasi wierni przyjaciele, którzy nigdy nie zawodzą i zawsze potrafią wzbudzić emocje, których w danym momencie potrzebujemy. Ja również lubię wracać do klasyki, jak ‘Lalka’ czy ‘Nad Niemnem’, bo w nich ciągle odkrywam coś nowego, mimo że znam je już dobrze. To cudowne, że potrafimy znaleźć w literaturze przestrzeń, w której możemy odpocząć, przeżyć refleksję i zachwycić się pięknem słowa.

    Pozdrawiam i serdeczności ślę 🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten moment zanurzenia się w dobrej książce jest czymś wspaniałym dla duszy. Daje spokój, odpoczynek, bezpieczeństwo, wzruszenie, głęboki namysł, uczucie obcowania z czymś, co nigdy sie nie zestarzenie, nie stanie sie nam obce....I potem długo pamieta sie to uczucie. I nie dziwota, że chce sie do tego wracać. Zatem wracajmy. W życiu dobre są takie chwile...
      Pozdrawiam Cię ciepło Iwonko i dziekuje za Twoje słowa!:-)*

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje!

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost