We wtorek dziewiątego stycznia wczesny poranek przywitał nas ekstremalnym mrozem. Na zewnątrz było minus dwadzieścia stopni.Wszystkie drzewa, krzewy a nawet badylki na łące okryły się malowniczym szronem. Uroda pogórzańskich pejzaży wręcz oślepiała, tym bardziej, iż zapowiadał się bardzo słoneczny a do tego bezwietrzny dzień.Wręcz idealny na sesję fotograficzną. Dlatego oboje z Cezarym ubrawszy się cieplutko wzięliśmy swoje aparaty i wyruszyliśmy na łowy. Wędrówka nasza trwała kilka godzin. Przemierzyliśmy liczne wzgórza, przełęcze i doliny. Szliśmy tam, gdzie wskazywało nam słońce, które rozświetlało przed nami wspaniale drogi i pola, lasy i góry, zamarznięte potoki, tajemnicze paryje i schowane między wzgórzami maleńkie przysiółki i samotne chatki. Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale ogromnie z wyprawy zadowoleni. Zrobiliśmy razem prawie 400 zdjęć, z których wybrane prezentuję Wam w poniższej fotorelacji. Zapytacie może, czy bardzo zmarzliśmy w czasie naszej wędrówki? Otóż absolutnie nie! Momentami było nam wręcz za ciepło. Sam ruch ogromnie nas rozgrzewał, a do tego słonce tak wspaniale świeciło, że można się było opalać!
Miłego oglądania uroków zimowego Pogórza Dynowskiego!:-)