Końcówka listopada i początek grudnia posypały Pogórze Dynowskie śniegiem, przyniosły nocne spadki temperatur kilka stopni poniżej zera. Dlatego na razie jest co fotografować, czym się zachwycać. Prognozy pogody zapowiadają jednak nadciągającą falę ocieplenia. I pewnie lada dzień przepadnie ta biel wokół i na jakiś czas pozostanie tylko wspomnieniem.
Cieszmy się zatem tymi widokami póki są, tak szybko mogą zniknąć...Cieszmy się dobrym słowem, uśmiechem, czymkolwiek, co tak rzadkie, coraz rzadsze w naszej codzienności. Z nastrojem człowieka jest trochę tak jak z pogodą. Dzisiaj radość i wzruszenie, gdy można iść w dal po chrzęszczącym od mrozu śniegu. Jutro przygnębienie, gdy tylko bura chlapa wokół, niebo zaciągnięte ponurymi chmurami i tęsknota za powrotem słońca oraz czystej bieli, za tym co było i nie wiadomo kiedy wróci...
A póki co śnieg maluje rzeczywistość w baśniowe, niemal świąteczne nastroje, choć do świąt jeszcze daleko!
Łąka śpi pod puchową pierzynką...
A świerki w naszym lesie przebrały się w Bożonarodzeniowe, białe kożuszki...
Psy nareszcie mogą bawić się na śniegu...
Zaczepiać się wzajemnie, podgryzać i robić głupie miny...
Albo uśmiechać się beztrosko...
Mimo zimowej aury pieski gubią sporo sierści. Zwłaszcza Misia zostawia w każdym domowym kątku kłębki bielusieńkiej waty. A Jacuś, choć wcale nie linieje uwielbia czesanie i namolnie się o nie naprasza!
A ja uwielbiam zimowe wędrówki po moich okolicach. Ta droga jest chyba najczęściej fotografowaną i pokazywaną na tym blogu drogą!:-)
Spoza nagich wierzb, spoza błękitu pierwszego planu wyłania się złocista, słońcem malowana panorama wzgórz...
A tak wyglądają te wzgórza w dużym zbliżeniu...
A gdy pójdzie się drogą w dół wsi...
Pojawiają się po bokach takie widoki...
Odeszłam od domu kilkaset metrów. Gdzieś tam na horyzoncie majaczą we mgle odległe szczyty Pogórza Przemyskiego...
A to już wędrówka powrotna w stronę domu...
Już zbierają się chmury nad sąsiednią łąką...
I nad ogrodem...
Poprzez gałęzie starego dębu i śliw samosiejek spoglądam jeszcze w stronę naszego lasu...
Trzeba by się tam wybrać całą czeredą. Może dzisiaj, póki jest jeszcze śnieg...?
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników tego bloga i dziękuję za Waszą serdeczną obecność tutaj.
I na koniec zostawiam jeszcze coś do posłuchania, zanucenia, rzewnego zamyślenia...


























