„Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i
pamiętaj jaki spokój można znaleźć w ciszy…” Tak brzmią początkowe wersy „Dezyderaty”,
wykonywanej przez artystów Piwnicy Pod Baranami pieśni, której ostatnio codziennie
słucham, bo zawarty w niej przekaz w obecnych „ciekawych” czasach nabiera
jeszcze większej głębi i mocy. Słowa „Dezyderaty” nieco tonują we mnie nadmierne
emocje i nerwowość wywołaną dochodzącymi ze świata hiobowymi wieściami. Te
wieści to przyciągają mnie, to odpychają. Raz mam potrzebę maniakalnego wręcz słuchania radia i
przeglądania stron w internecie a innym razem odrzuca mnie od tego zupełnie i próbuję
być od świata jak najdalej po prostu robiąc swoje. Tak, chwilowe przynajmniej odłączenie
się od tychże wiadomości zdecydowanie działa na człowieka pozytywnie. Zwłaszcza,
że wobec większości tego typu złych informacji jest się zupełnie bezradnym.
Tymczasem zwyczajna tutejsza
jaworowa codzienność, jej rytm i treść tak naprawdę niewiele się zmieniły, mimo iż
na zewnątrz zmieniło się tak wiele. Nasz styl życia porównać można do
dobrowolnej kwarantanny. Zawsze wszak prowadziliśmy
tu raczej samotniczy tryb życia, co było przeważnie naszym wyborem a nie
koniecznością. Dlatego też teraz nie odczuwamy z tego powodu właściwie żadnych
przykrych niedogodności. Martwimy się za to o naszych bliskich rozsianych po różnych miejscach
w Polsce i zagranicą. Mamy nadzieję, że bezpiecznie uda im się przetrwać ten
trudny czas i że jeszcze nie raz dane nam będzie się spotkać, pośmiać,
zaśpiewać razem, powędrować po urokliwych okolicach Pogórza Dynowskiego albo pobliskich
Bieszczadów. Że jeszcze będzie normalnie...
Wczesnowiosenny
ogród jak zawsze o tej porze od świtu śpiewa pełnymi optymizmu ptaszęcymi
głosami, natomiast wieczorem z naszego maleńkiego oczka wodnego rozbrzmiewają
już chóralne rechoty żab szykujących się do gromadnych godów. Z ożywionej
promieniami słońca ziemi wychodzą co dnia nowe, spragnione ciepła roślinki a
niebo zachwyca pocztówkowym błękitem.Przyroda jak gdyby nigdy nic budzi się po zimowym śnie. Nic nie wie o ludzkich problemach i lękach. Jest tuż obok, w swoim zwyczajnym, upartym bycie, dzieląc się z nami tym, co ma najlepszego - stoickim spokojem, wytrwałością, powtarzalnością, barwą, nastrojem, obietnicą zmiany, siłą odrodzenia...
W okolicznych
lasach znaleźć już można wiele śladów wiosny. A to lepiężniki wystawiają,
kremowobiałe, pierzaste kwiatostany, a to jasnozielone listeczki śledziennicy pojawiają
się na leśnych ścieżkach, a to fioletowe kwiatki żywca rozkładają delikatne
płatki na stokach porośniętych buczyną wzgórz. Tu i ówdzie widać pnie i gałęzie obdarte z kory przez leśną zwierzynę. W ich pobliżu psy znajdują różnej wielkości jelenie rogi. Chętnie by je obgryzły, ale ich "niedobrzy" opiekunowie natychmiast zabierają im trofea planując zawiesić je kiedyś jako ozdobne wieszaki w przedpokoju. Piesuńki, jak zawsze radosne cieszą
się każdym spacerem i nie bacząc na błota i kałuże gnają przed siebie w
entuzjastycznym pędzie, łapiąc po drodze kleszcze oraz rzepy złośliwie czepiające
się ogonów. Powietrze pachnie czystością, niewinnością i nadzieją. Pobrzmiewa
dźwiękami pił motorowych i skrzypienia padających w wyniku wycinki drzew. O poranku
stada dzików z zapałem przekopują drogi a sarny leciutko i wdzięcznie przebiegają między
łąkami i laskami. Niektóre okoliczne pola zaczynają zielenić się oziminą a na
innych już pojawiają się pierwsze traktory bronujące i orzące ziemię pod zasiew
nowych roślin.
Wszystko zatem nieomal jest jak gdyby nigdy nic. Uwolnione od szkolnego obowiązku dzieciaki szaleją
na rowerach a starsza młodzież na quadach. Zdecydowanie mniej samochodów
przejeżdża obok naszego domu, co szczególnie uwidacznia się w niedzielne
poranki, gdy okoliczni mieszkańcy udawali się jak zwykle do położonego w dole
wsi kościoła. Teraz większość z nich słucha mszy świętej w radio albo ogląda w
telewizji. Sąsiedzi raczej przestali się odwiedzać, co najwyżej rozmawiają ze
sobą przez płot, stojąc w bezpiecznej od siebie odległości. Najczęściej jednak
dzwonią do siebie, wymieniając się w ten sposób wiadomościami i najnowszymi
ploteczkami a przede wszystkim dodając sobie wzajem otuchy, rozśmieszając się
albo doradzając sobie, jakie domowej produkcji specyfiki czy zioła najlepsze są
na podniesienie odporności. Ludzie choć osobno, to jednak bardzo chcą być
razem, usłyszeć swoje głosy, pogadać o czymkolwiek, byleby nie dumać wciąż o
tym, co wszystkich napawa lękiem i grozą. Zauważam, iż większość mieszkańców naszej wsi rzadko wyjeżdża
stąd po zakupy. Jako i my, mają zrobione wcześniej zapasy a spiżarnie tutejszych gospodyń
jak zwykle pełne są przetworów. Za chwilę zaczną się intensywne prace w
ogrodach i na polach a to pozwoli jeszcze mocniej oddalić się od niedobrych
wieści. Kontakt z ziemią zawsze nieomal magicznie potrafił wzmacniać siłę ducha
i ciała. Dawać człowiekowi znak, co jest i będzie zawsze w życiu najważniejsze i
niezmienne. Na czym można się oprzeć i ku czemu dążyć. Tak było zawsze, w
czasach epidemii, zaborów, wojen i rewolucji. Mam nadzieję, że i w tym roku odradzająca
się z całą intensywnością i siłą ziemia doda gospodarzom wigoru, napełni wiarą
w pomyślne zakończenie tego ponurego rozdziału historii ludzkości atakowanej przez podstępnego wirusa.
W Jaworowie
nadal trwa totalny remont łazienki. I niech trwa, bo przynajmniej po raz
kolejny próbujący rzucić palenie Cezary ma jakieś pochłaniające go bez reszty zajęcie. Pewnie
też to remontowe zaabsorbowanie dobrze robi mu na związane z panującą pandemią
zmartwienia. Ogrom, naprawdę ogrom prac został wykonany przez mojego męża.
Ostatnim jego wyczynem jest zbudowanie z pustaków osobnego pomieszczenia na
kotłownię (połączonego dotąd z łazienką i aneksem kuchennym), dzięki czemu nie wnosi się tyle brudu z zewnątrz a wyziewy z
pieca c.o. nie rozchodzą się w dowolnym kierunku. Na swoim miejscu od ponad miesiąca
stoi lśniąca bielą mała, zgrabna wanna, w której przynajmniej raz na tydzień
zanurzam się na długo, czerpiąc z tego wielką przyjemność dla ciała i spokój
dla duszy. Dobrze robią mi też na moje trwogi i zgryzoty tak proste rzeczy jak
pieczenie chleba czy ciasteczek, lepienie pierogów, szycie, wywieszanie prania na dworze, porządki domowe
albo ogrodowe ( łącznie ze zbieraniem do wiadra kolejnych kilogramów psich
kupek pojawiających się co dnia na trawnikach naszego siedliska!:-)
Dla zdrowotności
popijamy sobie z mężem ziołowe napary z wrotyczu i czystka, herbatki z imbirem,
miodem, cytryną oraz sokami mojej produkcji, pogryzamy chleb z masłem i
czosnkiem albo cebulą, raczymy się bzowymi konfiturami, których, na szczęście, nadal stoi sporo w spiżarce. Troszczymy się o siebie wzajemnie bardziej niż zazwyczaj
świadomi tego jak dużo zależy obecnie od naszego zdrowia i psychiki, jak runęłaby cała
nasza sielska rzeczywistość, gdybyśmy się poważnie rozchorowali albo gdyby
któregoś z jaworowych gospodarzy zabrakło. Najbardziej niepokoi nas, co stałoby się z
naszymi psami i kotami? Czy ktoś zaopiekowałby się nimi? Są przecież zupełnie
na nas zdane…
Dlatego też uciekając
przed tego typu troskami staramy się zająć czymkolwiek, przebywać dużo w rozgrzanym słońcem ogrodzie,
wybierać się na przechadzki po sąsiadującym z naszym siedliskiem lesie, robić zdjęcia, patrzeć na świeżą zieleń, na
stokrotki, które nieprzerwanie kwitły przez całą zimę, spojrzeć na przelatujące
po niebieskim niebie klucze dzikich gęsi wracające teraz gromadnie w nasze
strony, pośmiać się obserwując dokazujące psiaki, zanucić sobie coś, zakręcić się wkoło albo i zatańczyć, zasłuchać się
w świergot ptaków albo po prostu w błogą ciszę…Wszak, jak głoszą słowa „Dezyderaty”
– „Przy całej swej złudności, znoju i
rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Jest to piękny świat”.
A Wam kochani
czytelnicy i obserwatorzy tego bloga, co dobrze robi w ten niełatwy czas? Jak
radzicie sobie ze swoimi emocjami i niepokojami?
Jakie utwory koją Wasze serca? Jeśli chcielibyście podrzucić mi w komentarzach
jakieś linki do Waszych ulubionych piosenek czy wierszy albo wymienić ich
tytuły z radością zamieszczę je w treści tego posta. Bardzo podoba mi się pomysł
uwięzionych przez kwarantannę Włochów co do wspólnego śpiewania na balkonach. Może
udałoby się tutaj stworzyć taką blogową listę naszych ukochanych utworów i
wirtualnie zanucić je razem( choć osobno), wspierając się w ten sposób, pocieszając i
odciągając myśli od tego, na co nie mamy wpływu? Czekam na Wasze muzyczno-poetyckie
propozycję, które obiecuję sukcesywnie dokładać poniżej.
Oboje z Cezarym
pozdrawiamy Was bardzo serdecznie!:-))
Alis zaproponowała do posłuchania trzy utwory:
Limboski - "W trawie"
Andrzej Piaseczny - "Chodź, przytul, przebacz"
Piwnica Pod Baranami - "Piotr"
(O.J.) Też niedawno tego słuchałam. Wzruszająca pieść autorstwa Preisnera. Tam są takie m.in słowa: "Zawiruje cały świat. Będziemy, będziemy..."
Drevni Kocurek zaproponowała by posłuchać całej najnowszej płyty Artura Rojka. Zamieściła też w poniższych komentarzach kilka tekstów jego piosenek. Świetne i bardzo na czasie...
***
Alis zaproponowała do posłuchania trzy utwory:
Limboski - "W trawie"
Andrzej Piaseczny - "Chodź, przytul, przebacz"
Piwnica Pod Baranami - "Piotr"
(O.J.) Też niedawno tego słuchałam. Wzruszająca pieść autorstwa Preisnera. Tam są takie m.in słowa: "Zawiruje cały świat. Będziemy, będziemy..."
Drevni Kocurek zaproponowała by posłuchać całej najnowszej płyty Artura Rojka. Zamieściła też w poniższych komentarzach kilka tekstów jego piosenek. Świetne i bardzo na czasie...
Anna Bzikowa zaproponowała posłuchanie piosenki Alan Parson Project
Marytka zaproponowała posłuchanie piosenki Freddiego Mercurego - "I was born to love you"
Basia zaproponowała posłuchanie piosenki Seweryna Krajewskiego - "Niebo z moich stron"
Marytka zaproponowała posłuchanie piosenki Freddiego Mercurego - "I was born to love you"
Basia zaproponowała posłuchanie piosenki Seweryna Krajewskiego - "Niebo z moich stron"























