czwartek, 19 marca 2020

Przechodź spokojnie…







  „Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj jaki spokój można znaleźć w ciszy…” Tak brzmią początkowe wersy „Dezyderaty”, wykonywanej przez artystów Piwnicy Pod Baranami pieśni, której ostatnio codziennie słucham, bo zawarty w niej przekaz w obecnych „ciekawych” czasach nabiera jeszcze większej głębi i mocy. Słowa „Dezyderaty” nieco tonują we mnie nadmierne emocje i nerwowość wywołaną dochodzącymi ze świata hiobowymi wieściami. Te wieści to przyciągają mnie, to odpychają. Raz mam potrzebę maniakalnego wręcz słuchania radia i przeglądania stron w internecie a innym razem odrzuca mnie od tego zupełnie i próbuję być od świata jak najdalej po prostu robiąc swoje. Tak, chwilowe przynajmniej odłączenie się od tychże wiadomości zdecydowanie działa na człowieka pozytywnie. Zwłaszcza, że wobec większości tego typu złych informacji jest się zupełnie bezradnym.


   Tymczasem zwyczajna tutejsza jaworowa codzienność, jej rytm i treść tak naprawdę niewiele się zmieniły, mimo iż na zewnątrz zmieniło się tak wiele. Nasz styl życia porównać można do dobrowolnej kwarantanny.  Zawsze wszak prowadziliśmy tu raczej samotniczy tryb życia, co było przeważnie naszym wyborem a nie koniecznością. Dlatego też teraz nie odczuwamy z tego powodu właściwie żadnych przykrych niedogodności. Martwimy się za to o naszych bliskich rozsianych po różnych miejscach w Polsce i zagranicą. Mamy nadzieję, że bezpiecznie uda im się przetrwać ten trudny czas i że jeszcze nie raz dane nam będzie się spotkać, pośmiać, zaśpiewać razem, powędrować po urokliwych okolicach Pogórza Dynowskiego albo pobliskich Bieszczadów. Że jeszcze będzie normalnie...



   Wczesnowiosenny ogród jak zawsze o tej porze od świtu śpiewa pełnymi optymizmu ptaszęcymi głosami, natomiast wieczorem z naszego maleńkiego oczka wodnego rozbrzmiewają już chóralne rechoty żab szykujących się do gromadnych godów. Z ożywionej promieniami słońca ziemi wychodzą co dnia nowe, spragnione ciepła roślinki a niebo zachwyca pocztówkowym błękitem.Przyroda jak gdyby nigdy nic budzi się po zimowym śnie. Nic nie wie o ludzkich problemach i lękach. Jest tuż obok, w swoim zwyczajnym, upartym bycie, dzieląc się z nami tym, co ma najlepszego - stoickim spokojem, wytrwałością, powtarzalnością, barwą, nastrojem, obietnicą zmiany, siłą odrodzenia...


   W okolicznych lasach znaleźć już można wiele śladów wiosny. A to lepiężniki wystawiają, kremowobiałe, pierzaste kwiatostany, a to jasnozielone listeczki śledziennicy pojawiają się na leśnych ścieżkach, a to fioletowe kwiatki żywca rozkładają delikatne płatki na stokach porośniętych buczyną wzgórz. Tu i ówdzie widać pnie i gałęzie obdarte z kory przez leśną zwierzynę. W ich pobliżu psy znajdują różnej wielkości jelenie rogi. Chętnie by je obgryzły, ale ich "niedobrzy" opiekunowie natychmiast zabierają im trofea planując zawiesić je kiedyś jako ozdobne wieszaki w przedpokoju.  Piesuńki, jak zawsze radosne cieszą się każdym spacerem i nie bacząc na błota i kałuże gnają przed siebie w entuzjastycznym pędzie, łapiąc po drodze kleszcze oraz rzepy złośliwie czepiające się ogonów. Powietrze pachnie czystością, niewinnością i nadzieją. Pobrzmiewa dźwiękami pił motorowych i skrzypienia padających w wyniku wycinki drzew. O poranku stada dzików z zapałem przekopują drogi a sarny leciutko i wdzięcznie przebiegają między łąkami i laskami. Niektóre okoliczne pola zaczynają zielenić się oziminą a na innych już pojawiają się pierwsze traktory bronujące i orzące ziemię pod zasiew nowych roślin.













   Wszystko zatem nieomal jest jak gdyby nigdy nic. Uwolnione od szkolnego obowiązku dzieciaki szaleją na rowerach a starsza młodzież na quadach. Zdecydowanie mniej samochodów przejeżdża obok naszego domu, co szczególnie uwidacznia się w niedzielne poranki, gdy okoliczni mieszkańcy udawali się jak zwykle do położonego w dole wsi kościoła. Teraz większość z nich słucha mszy świętej w radio albo ogląda w telewizji. Sąsiedzi raczej przestali się odwiedzać, co najwyżej rozmawiają ze sobą przez płot, stojąc w bezpiecznej od siebie odległości. Najczęściej jednak dzwonią do siebie, wymieniając się w ten sposób wiadomościami i najnowszymi ploteczkami a przede wszystkim dodając sobie wzajem otuchy, rozśmieszając się albo doradzając sobie, jakie domowej produkcji specyfiki czy zioła najlepsze są na podniesienie odporności. Ludzie choć osobno, to jednak bardzo chcą być razem, usłyszeć swoje głosy, pogadać o czymkolwiek, byleby nie dumać wciąż o tym, co wszystkich napawa lękiem i grozą. Zauważam, iż większość mieszkańców naszej wsi rzadko wyjeżdża stąd po zakupy. Jako i my, mają zrobione wcześniej zapasy a spiżarnie tutejszych gospodyń jak zwykle pełne są przetworów. Za chwilę zaczną się intensywne prace w ogrodach i na polach a to pozwoli jeszcze mocniej oddalić się od niedobrych wieści. Kontakt z ziemią zawsze nieomal magicznie potrafił wzmacniać siłę ducha i ciała. Dawać człowiekowi znak, co jest i będzie zawsze w życiu najważniejsze i niezmienne. Na czym można się oprzeć i ku czemu dążyć. Tak było zawsze, w czasach epidemii, zaborów, wojen i rewolucji. Mam nadzieję, że i w tym roku odradzająca się z całą intensywnością i siłą ziemia doda gospodarzom wigoru, napełni wiarą w pomyślne zakończenie tego ponurego rozdziału historii ludzkości atakowanej przez podstępnego wirusa.


   W Jaworowie nadal trwa totalny remont łazienki. I niech trwa, bo przynajmniej po raz kolejny próbujący rzucić palenie Cezary ma jakieś pochłaniające go bez reszty zajęcie. Pewnie też to remontowe zaabsorbowanie dobrze robi mu na związane z panującą pandemią zmartwienia. Ogrom, naprawdę ogrom prac został wykonany przez mojego męża. Ostatnim jego wyczynem jest zbudowanie z pustaków osobnego pomieszczenia na kotłownię (połączonego dotąd z łazienką i aneksem kuchennym), dzięki czemu nie  wnosi się tyle brudu z zewnątrz a wyziewy z pieca c.o. nie rozchodzą się w dowolnym kierunku. Na swoim miejscu od ponad miesiąca stoi lśniąca bielą mała, zgrabna wanna, w której przynajmniej raz na tydzień zanurzam się na długo, czerpiąc z tego wielką przyjemność dla ciała i spokój dla duszy. Dobrze robią mi też na moje trwogi i zgryzoty tak proste rzeczy jak pieczenie chleba czy ciasteczek, lepienie pierogów, szycie, wywieszanie prania na dworze, porządki domowe albo ogrodowe ( łącznie ze zbieraniem do wiadra kolejnych kilogramów psich kupek pojawiających się co dnia na trawnikach naszego siedliska!:-)





   Dla zdrowotności popijamy sobie z mężem ziołowe napary z wrotyczu i czystka, herbatki z imbirem, miodem, cytryną oraz sokami mojej produkcji, pogryzamy chleb z masłem i czosnkiem albo cebulą, raczymy się bzowymi konfiturami, których, na szczęście, nadal stoi sporo w spiżarce. Troszczymy się o siebie wzajemnie bardziej niż zazwyczaj świadomi tego jak dużo zależy obecnie od naszego zdrowia i psychiki, jak runęłaby cała nasza sielska rzeczywistość, gdybyśmy się poważnie rozchorowali albo gdyby któregoś z jaworowych gospodarzy zabrakło.  Najbardziej niepokoi nas, co stałoby się z naszymi psami i kotami? Czy ktoś zaopiekowałby się nimi? Są przecież zupełnie na nas zdane…






   Dlatego też uciekając przed tego typu troskami staramy się zająć czymkolwiek, przebywać dużo w rozgrzanym słońcem ogrodzie, wybierać się na przechadzki po sąsiadującym z naszym siedliskiem lesie, robić zdjęcia, patrzeć na świeżą zieleń, na stokrotki, które nieprzerwanie kwitły przez całą zimę, spojrzeć na przelatujące po niebieskim niebie klucze dzikich gęsi wracające teraz gromadnie w nasze strony, pośmiać się obserwując dokazujące psiaki, zanucić sobie coś, zakręcić się wkoło albo i zatańczyć, zasłuchać się w świergot ptaków albo po prostu w błogą ciszę…Wszak, jak głoszą słowa „Dezyderaty” – „Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Jest to piękny świat”.



   A Wam kochani czytelnicy i obserwatorzy tego bloga, co dobrze robi w ten niełatwy czas? Jak radzicie sobie ze swoimi emocjami i niepokojami?

   Jakie utwory koją Wasze serca? Jeśli chcielibyście podrzucić mi w komentarzach jakieś linki do Waszych ulubionych piosenek czy wierszy albo wymienić ich tytuły z radością zamieszczę je w treści tego posta. Bardzo podoba mi się pomysł uwięzionych przez kwarantannę Włochów co do wspólnego śpiewania na balkonach. Może udałoby się tutaj stworzyć taką blogową listę naszych ukochanych utworów i wirtualnie zanucić je razem( choć osobno), wspierając się w ten sposób, pocieszając i odciągając myśli od tego, na co nie mamy wpływu? Czekam na Wasze muzyczno-poetyckie propozycję, które obiecuję sukcesywnie dokładać poniżej.
   Oboje z Cezarym pozdrawiamy Was bardzo serdecznie!:-))

 ***

Alis zaproponowała do posłuchania trzy utwory:

Limboski - "W trawie"


Andrzej Piaseczny - "Chodź, przytul, przebacz"



Piwnica Pod Baranami - "Piotr" 
 (O.J.) Też niedawno tego słuchałam. Wzruszająca pieść autorstwa Preisnera. Tam są takie m.in słowa: "Zawiruje cały świat. Będziemy, będziemy..."



Drevni Kocurek zaproponowała by posłuchać całej najnowszej płyty Artura Rojka. Zamieściła też w poniższych komentarzach kilka tekstów jego piosenek. Świetne i bardzo na czasie...



Anna Bzikowa zaproponowała posłuchanie piosenki Alan Parson Project



Marytka zaproponowała posłuchanie piosenki Freddiego Mercurego - "I was born to love you"



Basia zaproponowała posłuchanie piosenki Seweryna Krajewskiego - "Niebo z moich stron"


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost