niedziela, 6 października 2019

Już króluje pani Jesień…




Już króluje pani Jesień
Rude pukle wiatr jej czesze
Spódnicami w krąg zamiata
Sprząta resztki blasków lata





Mgieł i chłodu się nie boi
W blask deszczowych kropel stroi 
Szyję, czoło, włosów fale
Pędzi, frunie, prędzej, dalej





Bzom, kalinom śle całusa
W stosy liści daje susa
A ostatnie kwiaty łąki
Pajęczyną splata w pąki





Nocą na kominach kuca
Sny jesienne w domy wrzuca
I z księżycem – królem w parze
Śle marzenia barwne w darze





Wreszcie puka mi do okna
Wpuść mnie! – woła – bom przemokła
Daj przy piecu zagrzać dłonie
Bo roboty mej nie koniec





Teraz jeno spocznę kapkę
A ty zaparz mi herbatkę
Zanim znów za lasy pognam
Trzeba mi ludzkiego dobra





A do tego zrozumienia
Że już pora świat odmieniać
To ma rola jest – westchnęła
Pani Jesień i zasnęła





Otuliłam ją w pierzynę
Niechaj pośpi sobie krzynę
Niech odpocznie w cieple nieco
Zanim wichry się nie zlecą





Nim ją wezmą na narady
Nawałnice, burze, grady
Nim zanucą piosnkę nową
I roztańczą swą królową





Śpij Jesieni, cicho – sza
Piec swą kołysankę gra…



P.S.
...Na Pogórzu Dynowskim już króluje pani Jesień. W związku z tym od kilku dni zimno jest u nas i mokro. Dlatego musieliśmy zrobić sobie parę dni przerwy od pracy z drewnem i odpocząć w domu, w cieple kuchennego pieca.  Ten czas odpoczynku przydał się nam teraz bardzo, a szczególnie memu mężowi. Otóż mniej więcej w połowie ostatniego dnia roboczego drwalowi Cezaremu ciężki bal drewna spadł na duży palec u nogi. Ależ go to musiało zaboleć! Jednak ani pisnął! Nie poskarżył się wcale tylko nadal ciął w zapamiętaniu stos czekających na pocięcie bali. Wiedział bowiem, że idzie na zmianę pogody i dlatego chciał zrobić jak najwięcej, póki słonko jeszcze raźno świeciło. O tym nieszczęśliwym wypadku dowiedziałam się dopiero wieczorem i wtedy mogłam ujrzeć w całej tęczowej okazałości potłuczony, spuchnięty paluch mężowski. Uch! Widok to był nie do zapomnienia! Salvador Dali mógłby z powodzeniem wykorzystać go na którymś ze swych abstrakcyjnych obrazów jako np. zbójecką maczugę albo marsjańskiego grzyba. Na szczęście dzięki zimnym okładom i smarowaniu maścią przeciwbólową dzisiaj ów paluch zaczyna już przypominać ludzką część ciała. Z tego wnoszę, iż kiedy tylko jako taka pogoda powróci na Pogórze znowu przystąpimy do kontynuacji naszego dzieła i nareszcie skończymy pracę z drewnem, tym bardziej, iż została nam mniej więcej jedna czwarta do połupania i zwiezienia pod wiatę. A potem już w spokoju będziemy mogli delektować się jesienią i nie lękać się choćby najbardziej siarczystych mrozów zimowych.
Oboje z Cezarym zasyłamy Wam serdeczne pozdrowienia z jesiennego Jaworowa!:-)





Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost