poniedziałek, 3 czerwca 2019

Słoneczny początek czerwca…


  

    Od kilku dni nareszcie króluje u nas błękitne niebo oraz życzliwe słońce. Ogród syci się namiętnie jego gorącymi promieniami, przetwarza je na nową zieleń, kwiaty, pełne pasji i siły życie. Ziemia, zamieniona przez majowe ulewy w grząskie bagnisko powoli dochodzi do siebie, dając twardsze oparcie stopom i pewniejsze zakotwiczenie pokoleniom nowych roślin. Człowiek wychodzi rano na zewnątrz i spogląda z zachwytem na tę bujność wszelaką, zachłannie i bezwstydnie wyrastającą na każdym spłachetku ziemi.










  Patrzy i sam chciałby być taką młodziutką roślinką, choćby najmniejszą trawką czy kwiatkiem. Czuć tylko tę chwilę radosnego istnienia. Żyć nią bez reszty. Spijać promienie słońca i cieszyć się nimi. Nie myśleć o tym, co przedtem i potem.  Po prostu celebrować z całych sił swoje „teraz”. I rzeczywiście, przez moment udaje się poczuć takie proste, nieomal dziecięce szczęście. Moment bezcenny. Tak silny, że aż łzy z oczu wyciskający. Łapię takie chwilki perłowe, nanizuję je na pajęczynę codzienności i przechowuję w sobie jak długo się da. Zanim znowu stanę się zdanym na wiatr dmuchawcem…


Dmuchawce

Chyba lepiej odlecieć stąd
Jak dmuchawiec
Wszak rzeczą dmuchawca jest odlecieć
A naszą rzeczą, nie płakać po nim
Wszak będzie tyle następnych dmuchawców
Z tego faktu płynie spokój i pociecha
Ale i smutek, bezradność bolesna
Bo choćbyśmy nie wiadomo co zrobili
I nie wiadomo jak byli ważni
I tak odlecimy jak dmuchawce
…





   Ale jeszcze nie odleciałam… Jeszcze jestem częścią tej łąki życia i patrzę na wszystko, co jest dokoła, chłonąc sercem co tylko się da. Słucham ptasich świergotów, których mnogość wielka teraz w koronach drzew. Tu uwija się rodzina dzięciołów, tam szpaków, a jeszcze gdzieś jaskółek i innych, nieznanych mi z nazwy skrzydlatych śpiewaków. Wszędzie coś się dzieje. Zewsząd dobiegają nowe świergoty. Nawet w budynku gospodarczym zamieszkała para jakichś maleńkich ptasząt, która założyła gniazdko między powałą a krzywo ściętym słupem podporowym i codziennie donosi swym kwilącym pociechom komary, muszki i dżdżowniczki.  Łapiąc chwile wytchnienia między koszeniem zbyt szybko rosnących trawników, cięciem i zwożeniem drewna opałowego albo plewieniem warzywnika i malinowego chruśniaka przysiadam czasem na kanapie w cienistym, chłodnym wnętrzu budynku gospodarczego i nasłuchuję tych piskliwych nawoływań, obserwuję maleńkie sylwetki pełnych poświecenia, ptasich rodziców, którzy starają się jak mogą by wykarmić żarłoczne potomstwo, dać im wszystko co mogą i nauczyć tego, co same potrafią...





   Chodząc co rano z Cezarym na poranny obchód naszych włości przyglądamy się z uwagą koronom drzew owocowych. Już wiadomo, że w tym roku na pewno nie będzie takiego urodzaju jak ostatnio. Ot, pojawi się może trochę jabłek, gruszek, śliwek, czereśni i wiśni.  Natomiast krzewy owocowe obwieszone są niedojrzałymi jeszcze porzeczkami i agrestem. Także krzaki malin porosły wyjątkowo bujnie. Kwitnie i pachnie niczym waleriana krzew kaliny. Obsypują sie różowym kwieciem dzikie róże. Bieleją baldachy czarnego bzu. 



   Wtulam twarz w te maleńkie, bzowe kwiateczki, zaciągam się ich gorzko-słodką wonią i znowu jestem Oleńką, która w dzieciństwie całe dnie bawiła się ze swoją przyjaciółką, Adą w gęstwinie dzikich, osiedlowych bzów. A byłyśmy wtedy niczym niewidzialne wróżki tej bzowej, oddychającej wolnością i radością krainy. Czas nie miał dla nas żadnego znaczenia. Któż by się wówczas martwił tym, jakie są jego zamiary? Któż by uwierzył w jego dziwaczne plany, pokrętne ścieżki, rzeki skomplikowanych emocji i uczuć, oceany bólu i trosk? W ciemne kolory, które niepostrzeżenie wplotą się w tęczowy gobelin zwyczajnej codzienności...?





  Być może uda mi się tego lata gościć u siebie Adę. Oprowadzić między krzakami bzów i znaleźć dla niej w ich cieniu odrobinę magicznego spokoju i upragnionego wytchnienia? Spacerować słonecznymi ścieżkami bukowego lasu, wspinać się zboczami zielonych dolin albo zbiegać w dół, ku potokom i kępom gęstych paproci? Wędrować kwitnącymi łąkami? Iść prosto przed siebie, bez celu, bez pośpiechu? A wreszcie napotkać znów w sobie i uściskać tkliwie te małe, pogodne dziewczynki, których czas się jeszcze nie imał…? 





   Z dużą przyjemnością słucham ostatnio włoskich utworów. A najbardziej podoba mi się śpiewana przez Al Bano i Rominę Power piosenka pt. „Liberta”. Nucę ją podczas pielenia, zwożenia drewna do drewutni, spacerów po lesie z psami, w czasie zachodu słońca, gdy jest chwila na posiedzenie na leżakach w naszym ogrodzie, kiedy palimy ognisko wieczorem i rano, gdy witam pokryty świeżą rosą ogród.


   Jest na YT piękny wideoklip do tej pieśni. Pod jego wpływem napisałam polskie słowa. I teraz tak oto śpiewam sobie o wolności…

Wolność

Wielkie nadzieje, wielkie słowa a zostaje Ci w dłoniach pył
Tyle starania by od nowa zrozumieć, że nie masz nic
Życie przemija i zabiera ze sobą stracony czas
Dusisz się w złudzeń śmiesznej bańce i nie wiesz, że…

Wolność Twa
Nadal żyje, w sercu trwa
Jest jak wiatr
Co bez przeszkód w bezkres gna
Nikt i nic
Nie zatrzyma biegu fal
Więcej nic
Tylko Ty i dal

Wolność Twa
Ciągle żyje, w sercu trwa
Więcej nic
Tylko Ty i wiatr…


Blaski, zachęty, przyrzeczenia tym szczodrze Ci sypie świat
Kręci się znów karuzela, wystarczy byś do niej wsiadł
Lecz Ty wciąż z boku, wciąż z daleka spoglądasz, bo czujesz, że
Liczy się prawda, święty spokój i prawo Twe
(By chronić wolność)

Wolność Twa
Nadal żyje, w sercu trwa
Jest jak wiatr
Co bez przeszkód w bezkres gna
Nikt i nic
Nie zatrzyma biegu fal
Więcej nic
Tylko Ty i dal

Wolność Twa
Ciągle żyje, w sercu trwa
Więcej nic
Tylko Ty i wiatr…




   Kochani! Życzę Wam pogodnego, życzliwego czerwca, w którym uda się znaleźć dużo pięknych, dających poczucie wolności chwil, które kiedyś będą mogły stać się Waszymi dobrymi wspomnieniami!:-))






Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost