niedziela, 6 maja 2018

Majowe prace, majowe myśli…



 

   Majowe dzianie w Jaworowie pełne jest słońca a nawet obfitujące w jego nadmiar, gdyż ziemia znowu twarda jak kamień, popękana od suszy a wszelkie ledwo co posadzone albo wykiełkowane roślinki na warzywniku trzeba co dnia podlewać by nie zmarniały. Krążymy z Cezarym po ogrodzie od rana do wieczora. Robota goni robotę a trawa, mimo suszy rośnie jak szalona i kosiarka stale jest w ruchu.





   Na drzewach i krzewach widać już mnóstwo zawiązków owoców i o ile żaden grad ich nie wysiecze ani mróz nie zetnie będziemy mieć w tym roku wielki, owocowy urodzaj.






   Zaczęły już kwitnąć bzy, kaliny i chrzan. Ku słońcu pnie się jaskółcze ziele, lubczyk, melisa, wrotycz i mięta.  Rozrasta się bujnie roślinność wokół naszego stawiku, który z braku deszczu, niestety, wysechł całkowicie i nieznany jest los tysięcy kijanek jeszcze parę dni temu radośnie się w nim pluskających. 





   Wybieramy się od czasu do czasu na wędrówki do lasu, bo te spacery są niezbędnym przerywnikiem od pracy, radością dla nas i stęsknionych za swobodnym biegiem psów. A las coraz zieleńszy, gąszcze gęściejsze, natomiast psy po kąpieli w błotnistych bajorach coraz brudniejsze…




   Tymczasem na polu trawa dorodna, kwitnąca i wysoka, na pierwszy pokos już niecierpliwie czekająca. Żółcą się w niej jaskry, fioletowieją dzwonki żywokostu lekarskiego.







   Kilka dni temu zostałam paskudnie ugryziona przez małego niczym główka od szpilki kleszcza. Ten podstępny krwiopijca dopadł mnie chyba w warzywniku. Pewnie podczas sadzenia pomidorów albo kapusty. Miejsce wokół ugryzienia stale czerwienieje i się powiększa. Swędzi okropnie. Kto wie, czy nie będę musiała iść z tym do lekarza i znowu łykać serii antybiotyków przeciw boreliozie? Niestety,  co roku prawie mi się to przydarza. Jak i większości mieszkańców wsi. Żyjąc blisko natury nie da się ustrzec przed przykrymi niespodziankami.






  Ale moje myśli wcale nie to zajmuje. Podczas pracy w ogrodzie najlepiej jest o niczym nie myśleć, wyciszyć się i o ile to możliwe odpocząć psychicznie. Albo też tworzyć w głowie plan tego, co chce się napisać. Mnie zajmują ostatnio scenariusze kolejnych wydarzeń w pisanej już od kilku miesięcy „Karczmie na rozstaju dróg”. Ta opowieść ku memu własnemu zaskoczeniu rozrasta się, wciąga mnie coraz bardziej i nieraz nawet po nocach rozmyślam o jej bohaterach, tak jakbym znała ich naprawdę, jakby opisanie ich skomplikowanych dziejów było ważne nie tylko dla mnie, ale i dla nich…




   A co do bardziej światowych spraw chciałam się jeszcze podzielić z Wami moim zadowoleniem wynikającym z nieoczekiwanego ocieplenia stosunków między dwoma Koreami. Może to naiwne i dziecinne cieszyć się przedwcześnie, tym niemniej nie mogę się powstrzymać przed wzruszeniem, gdy oglądam przedstawicielki dwóch drużyn w tenisie stołowym, które odmówiwszy gry przeciw sobie utworzyły jeden zespół i uśmiechnięte przytulają się po siostrzanemu…

 

   W związku z tym popełniłam taki oto, pozytywny w wymowie wierszyk:



Dobra nowina



Czasem się dzieją piękne rzeczy, blask niespodzianek, cud przejaśnień
Chociaż zwątpienia i niewiara każą nie ufać w takie baśnie
Czasem przybywa skądś nowina, która znów budzi moc nadziei
Choć stada kruków kraczą, krążą, ona po prostu kroczy w bieli
Uczy jak dostrzec rzadkie piękno w codziennej, zwykłej, ludzkiej doli
Poznać wzruszenie, szczerość, bliskość, wypatrzeć chabry wśród kąkoli
I w żadne spory się nie wdawać, nie krzyczeć, nie drwić – patrzeć w oczy
Nie słuchać zrzędzeń, utyskiwań. I nie dać marom się zamroczyć
Uśmiech na licu mieć spokojny i prostą radość w duszy
Że dobro jest i będzie w świecie. I nic go nie zagłuszy.
A chociaż wrócą chmury, deszcze, choć cień spowije dzianie
To potem znowu zalśni słońce, kolejny świt nastanie…

mięta ogrodowa

lubczyk

wrotycz

glistnik - jaskółcze ziele



   I jeszcze jedno. W kartce z kalendarza na dzisiejszy dzień wyczytałam taką oto, jakże adekwatną do tego, o czym piszę sentencję autorstwa Waltera Scotta:

"Życie bez radości to lampka bez oliwy" 

   Kochani! Życzę Wam i sobie by w naszych lampkach nigdy nie zabrakło choćby odrobiny tej drogocennej oliwy!:-)




Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost