Ledwie prawdziwa wiosna nastała a już nas do ciężkiej
pracy zagoniła. Ogromna góra drewna pod kuchnię, które nam przed świętami przywieźli i na
trawnik przed domem zwalili mokła tam i czekała na lepszą pogodę oraz nasze
natchnienie do roboty. Po świętach wszystko przyszło. Robota aż nam w rękach
furczała i w niecałe trzy dni opróżniwszy pierwej z grubszego drewna miejsce
pod wiatą przewieźliśmy tam nowe, pocięte w pasujące do kuchennego pieca
drewienka. Trochę nam grubszego buka po zimie zostało. Przyda sie ono do palenia
na ciepłą wodę oraz do ogrzewania domu wieczorami, bo przecież chłód nie odszedł jeszcze na dobre. Pewnie zdarzą się jeszcze jakieś przymrozki. Wkrótce trzeba będzie zacząć gromadzić większą ilość
drzewa na przyszła zimę. I pomyśleć, że dopiero co to robiliśmy! Piec
centralnego ogrzewania pracował właściwie od września i zeżarł prawie cały przygotowany dla niego opał. I
znowu będziemy musieli zostać drwalami, łupaczami, taczkowymi i układaczami.
Kołowrót powtarzalnych prac kręci się bez ustanku!
Ale cudownie
ciepła pogoda cieszy. Już sami nie wiemy, czy to wiosna czy to lato, bo na termometrze
mamy dwadzieścia parę stopni i wypadałoby już koszulki z krótkim rękawkiem
wdziać, by się nie pocić w ostrym słonku. A słonko owo sprawia, że w try miga
teraz wszystko kiełkuje, zieleni się i kwitnie. W stawie żabiska złożyły masy
skrzeku i nadal uprawiają tam bezwstydnie swe amory, dając nam wieczorami tak
wspaniałe koncerty, że aż się nie chce do domu wracać.
Nieliczne,
pozostałe w naszym gospodarstwie kury przebywają całe dnie w ogrodzie i choć to
wiekowe staruszki, to nieobce są im ponętne kręcenia kuperkami oraz umizgi
kogucie. Drze się to towarzystwo radośnie, dżdżowniczki wydziobuje i jajka
dzielnie znosi w ilości sztuk trzech każdego dzionka. Dla nas to w sam raz!
Strasznie szybko
nam ten tydzień przeleciał. Czujemy go w obolałych mięśniach i w kościach.
Dostrzegamy upływ czasu w zmianie barw i światła na dworze. Na większości drzew
widać już nabrzmiałe pączki, bazie albo kotki. Na trawnikach kwitną stokrotki i
podbiały. Zakwitł również jedyny niezdeptany przez żywiołowo biegające psy –
krokusik! Nastał czas przygotowywania ziemi pod zasiew, siania, sadzenia krzewów,
naprawiania płotków, sprzątania pozimowych zaległości i wielu innych koniecznych czynności.
A w lesie? Też tam człowieka ciągnie! W
lesie wszystko pachnie, do słońca się wdzięczy, zielenią się listki w poszyciu,
kwitną kwiateczki rozmaite. Ponad tydzień nas tam nie było i widzimy, że
przemiany zaszły ogromne. Pani Wiosna tańczy i śpiewa ostatecznie chyba pożegnawszy
swą starszą siostrę – Zimę. Śmiejemy się do niej z ufnością, czując, że i ona obdarza nas
serdecznym uśmiechem. A niebo nad nami pełne jest błękitnej życzliwości!
Pieski doczekać się
nie mogły na wyjście do lasu, na szalone biegi po łąkach. Widać było jak uszczęśliwione
dzisiejszym spacerem gnały po ścieżkach i chaszczach wwąchując się w nowe
zapachy, tarzając w starych liściach i młodej trawce, kąpiąc się w kałużach i błotach,
goniąc się gdzieś między drzewami a potem znowu wracając do nas, by napić się przepysznej,
zimnej wody z gliniastych kałuż. Do domu wróciły brudne jak nieboskie
stworzenia. A maleńkie kleszcze łaziły im po sierści i tylko szukały miejsca,
gdzie by się mogły wgryźć. Na szczęście, na białym kolorze futer psich świetnie
je było widać, więc większość udało nam się zdjąć. Co do niezauważonych przez
nas mamy nadzieję, że napiwszy się psiej krwi szybko odpadną zatrute.
Zakropiłam bowiem nasze cztery kochane sierściuchy nowym specyfikiem przeciwkleszczowym
i przeciwpchelnym. Mam nadzieję, że to coś pomoże i uchroni je przed prawdziwą
inwazją tych ohydnych pasożytów!
W związku z tym,
że tyle mamy teraz różnych zajęć w ogrodzie pewnie nieco rzadziej będę pisała
na swoich blogach i odwiedzała Wasze. Wszystko ma swój czas, jak napisałam tu
kiedyś. Najważniejsze to działać zgodnie z rytmem pór roku i potrzebami serca.
A serce rwie się teraz do działania, do zieleni, przestrzeni i słońca. Tak długo na to wszystko czekało!
Oboje z Cezarym
oraz naszymi czterema pieskami: Zuzią, Jacusiem, Hipcią i Misią pozdrawiamy Was
serdecznie i do napisania!:-))
P.S.
W zeszłym tygodniu wysłałam paczki do wszystkich osób wyróżnionych w jaworowym konkursie. Do części z nich przesyłki doszły już w piątek. Do części dotrą pewnie w przyszłym tygodniu. Tylko Pantera będzie musiała poczekać na swoją nagrodę nieco dłużej, bo mieszka w Niemczech a poczta polska zaiste dziwnymi i niepojętymi drogami paczki tam przesyła. W sobotę jej paczka była już w Szczecinie i prawdopodobnie przekroczyła granicę, natomiast w niedzielę paczka zawędrowała nie wiadomo po co do Warszawy! Mam nadzieję, że pomimo tych dziwactw przesyłka dojdzie do Pantery cało, i że stanie się to zanim lato nastanie! Trzymajcie proszę za to kciuki!:-))
W zeszłym tygodniu wysłałam paczki do wszystkich osób wyróżnionych w jaworowym konkursie. Do części z nich przesyłki doszły już w piątek. Do części dotrą pewnie w przyszłym tygodniu. Tylko Pantera będzie musiała poczekać na swoją nagrodę nieco dłużej, bo mieszka w Niemczech a poczta polska zaiste dziwnymi i niepojętymi drogami paczki tam przesyła. W sobotę jej paczka była już w Szczecinie i prawdopodobnie przekroczyła granicę, natomiast w niedzielę paczka zawędrowała nie wiadomo po co do Warszawy! Mam nadzieję, że pomimo tych dziwactw przesyłka dojdzie do Pantery cało, i że stanie się to zanim lato nastanie! Trzymajcie proszę za to kciuki!:-))


































