niedziela, 22 marca 2015

Na przywitanie wiosny





  
    Już ponad dwa tygodnie minęło od czasu, gdy pokazywałam na blogu naszą kozią czeredę. To dla koźląt cała epoka! Wyrośnięte, zadowolone z życia koźlaczki codziennie szaleją na łące u boku swych zajętym pasieniem mam.  Kozy nadal bardzo czułe i opiekuńcze mają już momentami serdecznie dość wszędobylstwa i zaczepialstwa swych pociech.  I wręcz widać jak odpoczywają psychicznie, gdy koźlaki zajmują się na dworze sobą wzajemnie im nareszcie dając odrobinę spokoju.Także ostatnio coraz bardziej nabuzowany testosteronem capek Łobuz Kurdybanek niewinnie rozkoszuje się wówczas otwartą przestrzenią i smakiem świeżej trawy, czasami od niechcenia poświęcając trochę swej uwagi niezmiennie chętnej do zabawy Zuzi.




      Gdy jest w miarę ciepła, słoneczna pogoda spędzamy razem po parę godzin na otwartej przestrzeni, gdzie ja zazwyczaj oddaję się błogim obserwacjom a szczęśliwe stado rozkoszuje się wszystkimi urokami wczesnej wiosny. Wczoraj, gdy już mnie nogi rozbolały od tego stania czy też krążenia wokół kóz przyciągnęłam sobie z pobliskiego lasku gruby pień i rozsiadłszy się na nim tkwiłam tak dość długo niby nieruchoma część krajobrazu. I dobrze mi tak było, bo coraz bardziej lubię te chwile, gdy nic nie muszę a czas staje w miejscu, nie przepędzany moimi stroskanymi myślami. Bo tych myśli zazwyczaj we mnie sporo. Tak bezradna w wielu sprawach się czuję. Nie potrafiąca pomóc bliskim mi, cierpiącym ludziom. Zasmucona tym, co nieuniknione. Zazdroszcząca koźlętom ich beztroski a jednocześnie zgnębiona przeznaczonym im losem. Miotająca się między niewiarą i zwątpieniem a nagłym blaskiem nadziei, która potrafi, na szczęście, dodać magicznego napędu do działania oraz do robienia czegokolwiek dla wiecznie żywych, niepokornych marzeń.
    Po głowie chodzą mi wówczas strzępy jakichś wierszy, starych piosenek, fragmenty rozmów czy listów od przyjaciół.  Każdy z nich ma tyle problemów. Każdy uwikłany w sprawy nie do przejścia. A przecież mimo wszystko trzeba żyć, cieszyć się tym, co jest i mieć nadzieję, że przetrwa się trudne chwile, doczeka lepszych czasów. A wiosna zapanuje nie tylko w lesie i na łące, ale także w duszy. Coś się wreszcie uda. Coś się odblokuje. A wtedy pobiegniemy razem z wiatrem w zawody, ciesząc się, śmiejąc, śpiewając, niczego się nie bojąc, przed niczym nie uciekając, oddychając znowu głęboko i bezboleśnie…




   Ach, siedziałabym tak na mym pieńku w nieskończoność, ale chłodny, kapryśny wiatr kazał mi wstawać i biegać by się rozruszać i nie zmarznąć. A ponieważ i to do porządnego rozgrzania nie wystarczało, to połączyłam przyjemne z pożytecznym i wykonałam kilka kursów w roli konia pociągowego, przyciągając z naszego lasku kilka rozłożystych drzewek, ściętych tam ubiegłej jesieni i pięknie przez zimę podeschniętych. Dzięki temu będzie czym palić w piecach przez parę następnych, chłodniejszych dni. Porządnie to z mężem pocięliśmy i teraz po wejściu do kotłowni nasze oczy cieszy wielka skrzynia pełna pachnącego drewna leszczynowego, jaworowego i wierzbowego.
    Cezary trudzi się ostatnio by przywrócić sprawność naszym dwóm traktorom. Jeden już prawie reanimował. Natomiast drugi potrzebuje jakichś linek, które zamówione w Internecie dotrą do nas za parę dni.
   Wówczas będzie można zaorać nasze pole żeby móc zacząć wszystkie wiosenne prace w warzywniku. Wyruszymy też traktorem z przyczepką po drewno.  Trzeba już zacząć gromadzić zapasy na przyszłą zimę. Teraz wszak jest najlepsza pora na ścinanie drzew. Jeszcze nie krążą w nich intensywnie soki. Jeszcze nie ma listków. Przyroda powoli, ale sukcesywnie budzi się do życia. Zaczynają już pomału kwitnąć fioletem najpopularniejsze w naszych okolicach leśne kwiatki – żywce. Pojawiły się też pojedyncze kaczeńce i kokorycze. Zielenią się pierwsze listki czosnku niedźwiedziego. Las pachnie świeżością i tętni radosnymi głosami ptaków. Ach, to najlepszy czas na nieśpieszne, nie męczące jeszcze upałem spacery. 



   Także koźlęta zaznały już przyjemności leśnych wędrówek. Kluczyły za matkami między drzewkami i krzakami. Próbowały smaku wiecznie zielonych traw i liści jeżyn. Tarzały się na suchych trawach i liściach a nawet bawiły w chowanego w gęstwinie młodych brzózek. A po powrocie z wiosennych popasów z ogromnym apetytem opijały się maminym mlekiem a potem odpoczywały u boku strudzonych rodzicielek. Po kilkunastu minutach widać było, iż znowu roznosi je energia. W takich chwilach maluchy niczym pchełki wskakują na żłoby. Odwiedzają się wzajemnie by bóść się dla zabawy i wyjadać sobie smakołyki z karmideł. Ostatnio rozsmakowały się w sianie, owsie, tartej marchewce i w gotowanych ziemniaczkach. Najedzone wychodzą z koziarni i ciekawe wszystkiego bawią się na podwórzu, póki nie dobiegnie ich nawoływanie zaniepokojonych o nie mam albo coś ich nagle w pobliżu nie spłoszy.



   Mieszkamy na skraju wsi, ale dużo ostatnio w pobliżu nas warkotliwych traktorów przejeżdża, psów rozszczekanych przebiega, motorów i quadów spragnionych rozrywki wyrostków śmiga. W ogródkach i wokół domów tętni życie. Trwają wiosenne porządki i remonty. Pierwsze wysiewy i sadzenia w warzywniakach i na polach. Stęsknieni słońca i ruchu gospodarze obchodzą co dzień swe włości planując przyszłe prace, przynosząc z lasu wierzbowe i osikowe gałęzie, dobre do reparacji płotków, do zastosowania jako żerdki i podpórki.



   Nasze kury całe dnie spędzają na swym wybiegu, gdzie wyjadają wszelkie trawki i listki, które się tam ukażą. Dużo jednak czasu minie zanim naprawdę się tam zazieleni i wszechobecne, pozimowe błoto wyschnie. Jak każdej wiosny pojawiły się w tych stronach jastrzębie i lisy. Strzeżemy więc, jak tylko się da naszego ptactwa i staramy się nie oddalać nigdzie, pozostawiając kury na ten czas bez opieki. A one odwdzięczają się nam biegając radośnie, wiodąc hałaśliwie rozgdakane dysputy, upiększając wczesnowiosenny ogród swym jaskrawym upierzeniem oraz, oczywiście, znosząc najpyszniejsze na świecie jajka.




   I tak oto rozpoczął się kolejny, pracowity okres w naszym pogórzańskim żywocie. Jeszcze nie rozruszaliśmy się na dobre. Jeszcze do codziennej intensywności pracy nie przywykliśmy. Szybko się męczymy. A po długim schylaniu, kucaniu czy dźwiganiu całkiem z sił opadamy. Mięśnie bolą każdego ranka a w kościach coś skrzypi i zgrzyta. Łykamy zwiększone dawki witaminy D3, dowiedziwszy się od jednej z życzliwych czytelniczek bloga, że taka kuracja może bardzo pomóc na dolegliwości mięśniowe. A ponieważ bardzo potrzeba nam teraz mocy i wytrwałości robimy wszystko by się jakoś postawić na nogi oraz odzyskać dawny wigor. Zajadamy czosnek i cebulę. Popijamy po trochu kozie mleko. Raczymy się przeróżnymi herbatkami z ziół zebranych przeze mnie ubiegłego lata na tutejszych łąkach. I staramy się wzajemnie dopingować do dbania o siebie. Doceniamy choćby najmniejsze swe sukcesy. Zauważamy starania by w czymś się wyręczyć, by pomóc w czymkolwiek. A kiedy nie mamy siły na nic, bo wiosną zmęczenie i senność szybko człowieka ogarnia, po prostu siadamy przy budynku gospodarczym na zielonych, wykonanych przez Cezarego taborecikach i wygrzewamy się w dobrotliwych promieniach słońca obserwując pocieszne harce beztroskich, nic nie wiedzących jeszcze o prawdziwym życiu koźląt…



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost