piątek, 1 grudnia 2023

Prawdziwa zima…

 


 

   I oto za oknem prawdziwie śnieżna i mroźna zima. Taka jak za dawnych czasów. Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do łagodnych zim, ciepłych listopadów i bezśnieżnych Świąt Bożego Narodzenia. W tym roku wydaje się, iż wreszcie wszystko wraca do normalności, czyli do stanu sprzed paru lat, gdy jeszcze nie straszono nas ociepleniem klimatu a co najwyżej dziurą ozonową. A propos tej dziury. Czy ktoś z Was może wie, co się z nią stało? Czyżby sama się zasklepiła? Czy może jakiś anioł zstąpił z niebios wraz z cudowną dratwą i pracowicie zacerował ją aby ochronić ludzkość przed jej zgubnym wpływem? Ciekawostka…



   Tak czy siak dalsza część grudnia zapowiada się jeszcze bardziej śnieżnie a nawet lodowato. No i dobrze! Może w końcu wymrozi kleszcze i inne pasożyty tak dokuczliwe dla zwierząt i ludzi. Może ziemia nareszcie nasyci się wilgocią, gdy te śniegi stopnieją i nastanie kolejna wiosna? Mam też nieśmiałą nadzieję, iż ta zimowa normalność ogarnie także inne rejony życia oraz dziania. Że politycy pójdą po rozum do głowy i nareszcie dadzą nam spokojnie żyć, nie stresując nas kolejnymi reformami, podatkami czy zakazami. A żołnierze z toczących się w różnych rejonach świata konfliktów zrozumiawszy, że komuś opłaca się wciąż szczuć ich przeciw sobie a tak naprawdę wojny nie mają najmniejszego sensu, niebawem porzucą broń i wrócą do swych domów, do stęsknionych rodzin, do zwyczajnej, nudnej codzienności. Wiem, to naiwne marzenie, ale wolno i takie mieć zwłaszcza, gdy zima maluje rzeczywistość w różne odcienie niewinnej bieli., gdy po śniegiem wszystko zastyga w bezruchu i gdy wydaje się, że i dla ludzi najwyższa już pora na zasłużony odpoczynek.



   Zasypani malowniczym, białym puchem, uzbrojeni w łopaty do odśnieżania, solidne zapasy drewna i pożywienia dla nas oraz domowych zwierzątek nie boimy się żadnej zimy. Jedyne czego nam brakuje to słońca, bo niewiele go ostatnio a jak się pojawia, to zaledwie na parę chwil. Od razu jednak robi się wtedy tak cudnie, że mimo mrozu chce się przebywać na dworze, chłonąć piękno śnieżnych pejzaży, wystawiać twarz ku zbawczym promieniom słonecznym.  Podobno w przyszłym tygodniu podczas silnych mrozów ma nastać wspaniała, pełna słońca, energetyczna pogoda. Czekam na ten czas z wytęsknieniem. I o ile zdrowie nadal będzie mi wówczas dopisywało ubiorę się cieplutko i powędruję przed siebie z aparatem fotograficznym by robić zdjęcia okolicznym łąkom i lasom, drogom i bezdrożom. Wszystkiemu, co mnie zachwyci, wzruszy, pochłonie.



   A póki co jesteśmy w domu i obserwujemy z ciekawością ożywione ptasie życie toczące się wokół zrobionego przez Cezarego karmnika. Mnóstwo przylatuje tam teraz sikorek, ale zdarzają się również dzięcioły, sójki i zięby. Nasypuję im tam co dzień słonecznika i pszenicy a Cezary przytwierdza do drutów paski słoniny. Mają ptaszki prawdziwą ucztę. A my mamy radość z patrzenia na nie. Zwłaszcza wtedy, gdy psy śpią grzecznie na swoich legowiskach a nie biegają po ogrodzie ujadając i płosząc niewinne ptaszęta!



   Na piecu gotuje się i pachnie smakowicie wywar z wędzonych kości. Będzie z tego esencjonalny barszcz czerwony. W drugim garze pyrkoczą świńskie nóżki i golonka na galaretę. Nie dość, że bardzo oboje lubimy domową studzielinę (tak zwie się w podkarpackich stronach galaretę), to jeszcze mamy wrażenie, iż jest to dla nas zdrowa potrawa. Wszak pełno w niej kolagenu a zmęczonym i obolałym po całorocznej robocie stawom i kościom bardzo tego składnika potrzeba.



   I co jeszcze? Mam na podorędziu świeżą górę książek do przeczytania, w tym sporo nowości, ale i „Dziwne losy Jane Eyre” C.Bronte oraz „Emmę” J. Austen. Myślę, że dobrze jest czasem wrócić do klasyki. Do dawnych, nieco zapomnianych już lektur. I odkryć w nich coś czego się wcześniej nie dostrzegało, rozsmakować się na całego. Zimowy czas sprzyja wszak spokojnej, długiej lekturze. W tle płyną z głośników komputera staroangielskie melodie kolęd. I ogarnia człowieka nieco senny, trochę nostalgiczny, ale przyjemny nastrój. Zwłaszcza, że za oknem wciąż śnieży i śnieży. Spoglądam na ten  biały puch, patrzę na pokryte dziewiczą bielą wzgórza i odpływam w głąb siebie…A nie liczy się wtedy nic więcej, tylko ta chwila, ten cichy, pełen spokoju zimowy czas….


P.S.

A poniżej druga piosenka z moim tekstem zaśpiewana przez aktorkę Magdalenę Daniel.



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost