I oto za oknem prawdziwie śnieżna i mroźna zima. Taka jak za dawnych czasów. Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do łagodnych zim, ciepłych listopadów i bezśnieżnych Świąt Bożego Narodzenia. W tym roku wydaje się, iż wreszcie wszystko wraca do normalności, czyli do stanu sprzed paru lat, gdy jeszcze nie straszono nas ociepleniem klimatu a co najwyżej dziurą ozonową. A propos tej dziury. Czy ktoś z Was może wie, co się z nią stało? Czyżby sama się zasklepiła? Czy może jakiś anioł zstąpił z niebios wraz z cudowną dratwą i pracowicie zacerował ją aby ochronić ludzkość przed jej zgubnym wpływem? Ciekawostka…
Tak czy siak dalsza część
grudnia zapowiada się jeszcze bardziej śnieżnie a nawet lodowato. No i dobrze! Może
w końcu wymrozi kleszcze i inne pasożyty tak dokuczliwe dla zwierząt i ludzi. Może
ziemia nareszcie nasyci się wilgocią, gdy te śniegi stopnieją i nastanie
kolejna wiosna? Mam też nieśmiałą nadzieję, iż ta zimowa normalność ogarnie także inne rejony życia oraz dziania. Że politycy pójdą po rozum do głowy i nareszcie dadzą nam spokojnie żyć, nie stresując nas kolejnymi reformami, podatkami czy zakazami. A żołnierze z toczących się w różnych rejonach świata konfliktów zrozumiawszy, że komuś opłaca się wciąż szczuć ich przeciw sobie a tak naprawdę wojny nie mają najmniejszego sensu, niebawem porzucą broń i wrócą do swych domów, do stęsknionych rodzin, do zwyczajnej, nudnej codzienności. Wiem, to naiwne marzenie, ale wolno i takie mieć zwłaszcza, gdy zima maluje rzeczywistość w różne odcienie niewinnej bieli., gdy po śniegiem wszystko zastyga w bezruchu i gdy wydaje się, że i dla ludzi najwyższa już pora na zasłużony odpoczynek.
Zasypani malowniczym,
białym puchem, uzbrojeni w łopaty do odśnieżania, solidne zapasy drewna i pożywienia
dla nas oraz domowych zwierzątek nie boimy się żadnej zimy. Jedyne czego nam
brakuje to słońca, bo niewiele go ostatnio a jak się pojawia, to zaledwie na parę
chwil. Od razu jednak robi się wtedy tak cudnie, że mimo mrozu chce się przebywać
na dworze, chłonąć piękno śnieżnych pejzaży, wystawiać twarz ku zbawczym
promieniom słonecznym. Podobno w
przyszłym tygodniu podczas silnych mrozów ma nastać wspaniała, pełna słońca,
energetyczna pogoda. Czekam na ten czas z wytęsknieniem. I o ile zdrowie nadal
będzie mi wówczas dopisywało ubiorę się cieplutko i powędruję przed siebie z
aparatem fotograficznym by robić zdjęcia okolicznym łąkom i lasom, drogom i
bezdrożom. Wszystkiemu, co mnie zachwyci, wzruszy, pochłonie.
A póki co
jesteśmy w domu i obserwujemy z ciekawością ożywione ptasie życie toczące się wokół
zrobionego przez Cezarego karmnika. Mnóstwo przylatuje tam teraz sikorek, ale
zdarzają się również dzięcioły, sójki i zięby. Nasypuję im tam co dzień
słonecznika i pszenicy a Cezary przytwierdza do drutów paski słoniny. Mają
ptaszki prawdziwą ucztę. A my mamy radość z patrzenia na nie. Zwłaszcza wtedy,
gdy psy śpią grzecznie na swoich legowiskach a nie biegają po ogrodzie ujadając
i płosząc niewinne ptaszęta!
Na piecu gotuje
się i pachnie smakowicie wywar z wędzonych kości. Będzie z tego esencjonalny
barszcz czerwony. W drugim garze pyrkoczą świńskie nóżki i golonka na galaretę.
Nie dość, że bardzo oboje lubimy domową studzielinę (tak zwie się w
podkarpackich stronach galaretę), to jeszcze mamy wrażenie, iż jest to dla nas
zdrowa potrawa. Wszak pełno w niej kolagenu a zmęczonym i obolałym po
całorocznej robocie stawom i kościom bardzo tego składnika potrzeba.
I co jeszcze?
Mam na podorędziu świeżą górę książek do przeczytania, w tym sporo nowości, ale
i „Dziwne losy Jane Eyre” C.Bronte oraz „Emmę” J. Austen. Myślę, że dobrze jest
czasem wrócić do klasyki. Do dawnych, nieco zapomnianych już lektur. I odkryć w
nich coś czego się wcześniej nie dostrzegało, rozsmakować się na całego. Zimowy
czas sprzyja wszak spokojnej, długiej lekturze. W tle płyną z głośników
komputera staroangielskie melodie kolęd. I ogarnia człowieka nieco senny,
trochę nostalgiczny, ale przyjemny nastrój. Zwłaszcza, że za oknem wciąż śnieży
i śnieży. Spoglądam na ten biały puch,
patrzę na pokryte dziewiczą bielą wzgórza i odpływam w głąb siebie…A nie liczy
się wtedy nic więcej, tylko ta chwila, ten cichy, pełen spokoju zimowy czas….
P.S.
A poniżej druga piosenka z moim tekstem zaśpiewana przez
aktorkę Magdalenę Daniel.