czwartek, 24 października 2013

Kula została pchnięta!


   Kochani! Nadal tu zaglądam...Jestem, choć jakby mnie nie było. Wpadam kwiatki podlać. Przewietrzyć pokoje.  Podejrzeć, co u blogowych sąsiadów słychać. Powspominać i pomarzyć. Trudno nie wpadać czasem do swojego drugiego domu. A tak traktuję ten blogowy kawałek mojego świata. Przywiązałam się do tego bloga naprawdę mocno. Może nawet za mocno? Może pisanie na blogu stało się dla mnie czymś w rodzaju dziwnego uzależnienia? Codzienną, konieczną dawką adrenaliny, dopieszczenia własnego ego, a jednoczesnie zapomnieniem i odsunięciem zbyt daleko od codziennych problemów i koniecznych do podjęcia decyzji? Narkotyczną, dającą błogość powtarzalnością?

   Czym jest ta moja wędrówka? Przede wszystkim okresem, w którym próbuję nareszcie ogarnąć trochę moich pilnych, codziennych, wciąż odkładanych spraw. Oddać im więcej serca i czasu, niż przez ten rok, gdy moją uwagę zaprzątał blog. Komuś, kto nie prowadzi bloga trudno zrozumieć, jak wiele trzeba starania i czasu by utrzymywac na nim stale wysoki poziom (a to dotyczy zarówno tekstów, jak i zdjęć.) By nie zawieść swoich własnych i cudzych oczekiwań. By odwiedzić każdego zaprzyjaźnionego blogera i zostawić mu niebanalny, płynący z serca oraz merytorycznie odnoszący sie do danego posta komentarz. A nie chcę i nie umiem działać na pół gwizdka. Oddaję czemuś całe serce albo nie oddaję go wcale.
Polubilam Was i Wasze światy. Jesteście mi bliscy i nie pisząc do Was, tęsknię i mam wyrzuty sumienia, że możecie czuć się odepchnięci, zapomniani, zlekceważeni czy nawet wykorzystani. Jeśli w jakis sposób zrobiłam Wam przykrość, czy niemile zaskoczyłam (Panterko! Ataner!), to przepraszam!

   Dzięki Waszemu ciepłemu odbiorowi moich tekstów pisanych prozą i poezji, dzięki rocznemu prowadzeniu tego bloga zrozumiałam, że największym i niemożliwym już do odkładania marzeniem mego serca jest właśnie pisanie i wydawanie drukiem tego, co piszę. Bo uwielbiam pisać! I piszę od dawien dawna! Pisanie daje mi wolność i radość (Tak Magdo Spokostanko!). Ale chcę, odważam się nareszcie chcieć czegoś więcej niż pisanie do szuflady, czy na bloga. Aż trudno mi w to uwierzyć,  ale właśnie dojrzałam do odważnego podjęcia decyzji by zawalczyć o siebie. Mam już swoje lata i nie chcę już niczego odkładać na potem! Tak, jak Ilona, która postanowiła mieć swoją pracownię i zająć się profesjonalnie decoupagem. Tak, jak Alinka, która pisze i wydaje swoje wiersze. Tak, jak parę innych osób spośród nas, które wiedzą czego chcą i nareszcie uwierzyły, że potrafią dopiąć celu. Zgromadziłam materiały na co najmniej kilka swoich książek.Teraz zajmuję sie ostatecznym uporządkowaniem tego i przygotowaniem do wysłania wydawnictwom. Jestem także na półmetku pisania ksiażki opartej na prawdziwych wydarzeniach, mających miejsce na moim Pogórzu w czasach drugiej wojny światowej. To w tej chwili jest moim priorytetem.

   Zawsze byłam nieśmiałą, nadwrażliwą i niewierzącą w swe możliwości istotą. Bałam sie wielu rzeczy. A najbardziej śmiesznosci, oblania kubłem zimnej wody. Tego, że ktoś mądry i doświadczony, ktoś komu zaufam i powierzę swe marzenia i teksty, powie mi, że to wszystko jest naiwne, dziecinne, niemodne, grafomańskie i w ogóle...psu na budę. Nawet pisząc ten tekst mam obawy, czy dobrze robię tak się przed Wami obnażając, wystawiajac się na kąśliwe uwagi i złośliwe komentarze. Ale kula została pchnięta! Toczy się siłą szczerości i mocnego postanowienia, że życie mamy tylko jedno i trzeba starać się robić w nim to, na czym nam najbardziej zależy oraz to, co daje nam radość i wolność.

   I jeszcze jedno! To, iż nie piszę teraz na blogu, nie oznacza oczywiscie, iż nie chcę utrzymywać z Wami kontaktu, że raptem staliście mi się obojętni. Ktoś mi niedawno uświadomił, że tak moje zachowanie, moje milczenie może być odebrane. Na moim blogu w dobrze widocznym u góry i z boku miejscu jest zamieszczony mój adres mailowy. Jesli chcielibyście do mnie napisać, podzielić się spostrzeżeniami, uwagami czy po prostu dać znać, co u Was, to będzie mi bardzo miło!I oczywiście postaram się w wolnej chwili odpisać.

   Bo przecież byłam z Wami rok. I znowu będę! Tak, jak napisałam w poprzednim poście - potrzebuję tylko chwilowej przerwy od blogowania. Jest wszak wielu blogerów, którzy rzadko publikują nowe teksty. Czasem przez całe tygodnie i miesiące nie pojawia się u nich nic nowego. Żyją i piszą zgodnie z własnym rytmem, potrzebami i  możliwościami. Nie ogłaszają oficjalnie i otwarcie, że robią sobie przerwę od blogowania, bo nie ma takiej potrzeby, gdyż zdążyli przyzwyczaić swoich czytelników do tego, że ich publikacje są nieregularne. Ja natomiast pisałam u siebie i u Was dość regularnie i często. Dlatego w poprzednim poście, chciałam Wam dać znać, iż na jakiś trudny teraz dla mnie do przewidzenia czas ucichnę, spasuję, wycofam się...Pisząc tak, chciałam być po prostu wobec Was i siebie w porządku. Może ogłosiłam ten swój urlop od blogowania zbyt patetycznie, poetycznie i niezrozumiale? Pewnie, co poniektórych z Was zdenerwowałam tym, zasmuciłam, czy też zirytowałam. A pewnie wielu jest i takich, którzy by nawet tego nie zauważyli, iż na blogu "Pod tym samym niebem" nic nowego się nie dzieje. Bo przecież każdy żyje swoim życiem, swoim światem realnym czy wirtualnym. To tylko nam samym zbyt często się wydaje, że jesteśmy tacy ważni, niezastąpieni...

   Każdy toczy tę swoją kulę i stara się jak może by go ona nie przygniotła. By każdego dnia wtoczyć ją odrobinę wyżej. By nie polec w walce ze swoimi słabościami, ale starać się je przezwyciężać i udowadniać sobie, że na coś nas jednak stać. Tak i ja muszę wreszcie oderwać się od swoich lęków i odważnie wykonać ten skok na głęboką wodę. Przekonać się, czy wypłynę, czy opadnę, jak kamień? A może tylko jako tako dokaraskam się do brzegu i tak, jak dotąd będę unosić się na bezpiecznych falach marzeń...?

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost